średnia odległość od Ziemi - 384 400 km

średnica - 3476 km

obwód orbity - 2 413 402 km

średni czas obiegu dookoła Ziemi - 28 dni

średnia prędkość orbitalna - 1 km/s

grawitacja - 1/6 ziemskiej

Do tego trochę zamrożonej wody, szczątkowa atmosfera, jedyny naturalny satelita Ziemi. Miesiąc, Luna, Selene, Księżyc. Przez wieki niedosiężny, choć znaczący swą obecność siłami pływowymi i cyklami płodności. Zmieniający się co cztery tygodnie kształt nocnego światła fascynował, kusił i podniecał wyobraźnię. Kiedy ustalono, że to zawieszona hen wysoko kula, naturalnymi stały się pytania o to, jak się tam dostać, czy są tam istoty żywe, czy powstały z woli tych samych bogów, czy założyły miasta i przede wszystkim - czy możliwa jest forma kontaktu. W II wieku n.e. bohaterowie greckich dzieł "Niewiarygodne wypadki za Thule" Antoniosa Diogenesa i "Historia prawdziwa" Lukiana z Samosat, dolatywali na Księżyc na skrzydłach. W 1638 roku Brytyjczyk Francis Godwin w powieści "Człowiek na Księżycu" użył do transportu tratwy z łabędziami. O podróżach na Srebrny Glob pisali m.in Cyrano de Bergerac, Daniel Defoe i Edgar Allan Poe, także astronomowie Jan Kepler i Konstanty Ciołkowski; udawali się tam baron Munchausen i pan Twardowski. Także nieliczni polscy twórcy epoki pre-SF, podejmowali temat wyprawy na Lunę: Michał Dymitr Krajewski w powieści "Wojciech Zdarzyński, życie i przypadki swoje opisujący" (1785), czy Teodor Tripplin i jego "Podróż po Księżycu odbyta przez Serafina Bolińskiego" (1858).

W latach 1865 - 1870 genialny wizjoner Juliusz Verne w powieściowej dylogii "Wokół Księżyca" wymyślił i opisał, z dochowaniem wszelkiej ówczesnej naukowej wiarygodności, załogowy lot na Księżyc. Ardan, Barbicane i Nichol, wystrzeleni w pocisku z olbrzymiej kolumbiady na Florydzie, okrążyli Księżyc i wrócili na Ziemię. W 1901 roku Herbert George Wells, drugi ojciec-założyciel science fiction, niechętny przydługim naukowym opisom, wymyślił kaworyt, substancję antygrawitacyjną, dzięki której wyekspediował "Pierwszych ludzi na Ksieżycu". Kilka lat po nim, nasz rodak z Krakowa Jerzy Żuławski, korzystając z pomysłu Verne'a, opublikował pierwszą część swej fundamentalnej dla polskiej SF trylogii "Na Srebrnym Globie" (1903), kontynuowanej w księżycowych plenerach w "Zwycięzcy" (1910) i w przyszłościowej wersji naszej planety w "Starej Ziemi" (1911). Anglosaska literatura SF, nadająca nurt całemu gatunkowi, eksplorowała Księżyc w najlepsze, sukcesywnie przenosząc akcję na Marsa, Wenus i coraz dalsze rejony kosmosu.


Kino fantastyczne już w dniu swoich narodzin obwieściło inauguracyjną tematykę. Georges Melies w "Podróży na Księżyc" (1902) pozbierał pomysły z Verne'a i Wellsa, po czym przefiltrował wszystko przez własny patent jarmarcznego widowiska. Francuski pionier nie za bardzo przejmował się powinnościami gatunku, za pomocą którego stworzył wynalazek filmu fabularnego. Tak naprawdę liczyło się tylko zadziwienie widowni niespotykanymi dotychczas możliwościami jego najnowszej zabawki, kinematografu. Lecz z punktu widzenia czasu stworzył tematyczny punkt odniesienia dla filmowej fantastyki naukowej, która, zanim wyruszy na podbój kosmosu, powinna zadbać o oswojenie widza z najbliższym sąsiadem Ziemi.

Po I wojnie światowej literacka SF okrzepła i coraz śmielej kreśliła wizje przyszłości. Kino przekopywało ten sam obszar ze zrozumiałym opóźnieniem i niewiarą w poważne traktowanie pseudonaukowych bajek dla dorosłych. Dopiero Fritz Lang, mistrz niemieckiego ekspresjonizmu, na serio zmierzył się z projekcją w przyszłość czegoś wówczas tak nierealnego, jak podróż na Księżyc. W jego niemym filmie "Kobieta na Księżycu" (1929), napisanym wg opublikowanej rok wcześniej powieści jego ówczesnej żony Thei von Harbou (razem stworzyli także "Metropolis"), widać wyraźną chęć dochowania wierności naukowemu weryzmowi. Konsultantem filmu był słynny pionier techniki rakietowej, współtwórca broni V-1, Hermann Oberth (jego studentem był twórca V-2 i współautor programu Apollo, Wernher von Braun), To w tym filmie po raz pierwszy widać odliczanie przed startem od 10 do zera. Tu także widzimy rakietę wielostopniową, choć pomysł z wystrzeleniem rakiety z wody nie okazał się proroczy. Grzechem "Kobiety na Księżycu" okazała się fabuła, najeżona stereotypami osnutymi wokół trójkąta miłosnego (z Brigitte Helm, późniejszą Marią z "Metropolis"), dla którego niekonieczne były scenerie rakiety i Srebrnego Globu.

Śladem Langa w pierwszych latach kina dźwiękowego próbowali pójść tylko Rosjanie. W "Kosmicznym rejsie" Wasilija Żurawlewa (1936) ziemska ekspedycja ląduje na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca, gdzie odkrywa zamrożone resztki atmosfery. Technicznym konsultantem filmu był z kolei rosyjski pionier kosmonautyki, Konstanty Ciołkowski.

Podróż na Księżyc
1902
Kobieta na Księżycu
1929
Kosmiczny rejs
1936

W 1936 roku brytyjski producent Alexander Korda zaprezentował wystawne widowisko "Things to come" (w polskiej wersji "Rok 2000"). Wystawna epopeja o dziejach targanego historią fikcyjnego miasta Everytown, zawiera księżycowy ślad. W finale filmu para głównych bohaterów za pomocą olbrzymiego działa opuszcza megamiasto i udaje się na Księżyc (czego na ekranie i tak nie widać). Mało doświadczony reżyser William Cameron Menzies, przenosząc na ekran traktat H.G. Wellsa, nie zawracał sobie głowy naukowym uwiarygodnieniem tego epizodu, cofając wyobrażenie o locie w kosmos do epoki Verne'a.

W tym samym roku polski reżyser Henryk Szaro dokonał drugiej filmowej adaptacji legendy o panu Twardowskim (pierwszą w 1921 roku nakręcił Wiktor Biegański). Tu z kolei mamy bajkową wizję podróży kosmicznej. Franciszek Brodniewicz jako Twardowski w finale filmu unosi się do nieba i przez kosmiczną pustkę zmierza wprost na Srebrny Glob. Choć tej imponującej rozmachem przedwojennej produkcji nie sposób zaliczyć do SF, należy odnotować pierwsze znaczące pojawienie się w rodzimej kinematografii motywu podróży na naszego naturalnego satelitę.

Tymczasem w filmowym świecie temat podboju kosmosu przestał istnieć, nie licząc idiotycznych serii kinowych z Flashem Gordonem i Buckiem Rogersem. Ale nawet dla twórców tych pulpowych filmideł Księżyc był za mało atrakcyjny. Na powtórne zdobycie Księżyca fani ekranowej SF czekali aż do roku 1950 i premiery filmu "Kierunek Księżyc" ("Destination Moon") Irvinga Pichela, który zapoczątkował powrót na ekrany widowisk science fiction w nowoczesnej formule. Węgierski emigrant George Pal wyprodukował dzieło wystawne i kolorowe, zadbał o odpowiedniej rangi nazwiska (Hermann Oberth ponownie został konsultantem rakietowym, astronom Robert Richardson wytyczył tor lotu filmowej rakiety, zaś współautorem scenariusza był Robert Heinlein, późniejszy autor powieści "Starship Troopers"). Losy pierwszej załogowej wyprawy księżycowej zostały podane w każdym technicznym i scenograficznym szczególe, co odbiło się na śladowej dramaturgii filmu: przygotowali, polecieli, wylądowali, odlecieli, wrócili i koniec. Tak czy inaczej, przełom został dokonany - Księżyc zdobyto widowiskowo, naukowo i w kolorze. Odtąd twórcy mogli już swobodnie porywać się na wysokobudżetowe wizje obcych planet, co najpełniej widać w późniejszej zaledwie o sześć lat "Zakazanej planecie" Freda MacLeoda Wilcoxa.

Things to come
1936
Pan Twardowski
1936
Kierunek Księżyc
1950

Lecz twórcy pulpy nie próżnowali. Prym wiódł Mars, jako miejsce akcji lub źródło zagrożenia w kuriozalnych, często zimnowojennych bzdetach w rodzaju "Red Planet Mars", "The angry red Planet" czy też "Rocketship X-M", niskobudżetowej odpowiedzi na "Destination Moon" z młodym Lloydem Bridgesem w roli głównej. Zatrzymajmy się na chwilę właśnie przy "Rocketship X-M", gdyż jest to niezwykły przykład kosmicznego idiotyzmu scenarzystów. Załoga tytułowego statku ma polecieć na Księżyc, ale nieoczekiwany deszcz meteorów zmusza ekipę do zmiany kierunku lotu wprost na... Marsa, który, przy najkorzystniejszej koniunkcji, jest oddalony od Ziemi o ponad 70 mln km (Księżyc - 384 tys. km). Niewielka różnica, jeśli weźmiemy pod uwagę, że za tym rozwiązaniem odpadało budowanie kosztownej dekoracji Księżyca, zaś Mars udawała Dolina Śmierci w Kalifornii.

Na zamieszkały przez wyzwolone kobiety i wielkie pająki Księżyc wysłał swoich bohaterów Richard E. Cunha w filmie "Rakietą na Księżyc" ("Missile to the Moon") z 1958 roku, będącym nową wersją trójwymiarowego filmu "Cat-Women of the Moon" z 1953 roku. Z kolei dekoracje z tego ostatniego wykorzystał Richard Talmadge, kręcąc w tym samym roku "Project Mooonbase", który w powodzi C-klasowych potworków wyróżniał się jako takim realizmem podróży kosmicznej AD 1970 (autorem scenariusza był ponownie Robert Heinlein), jak i swoistym parytetem - na ekranie kobiety spełniały role naukowe i polityczne na równi z mężczyznami (najważniejszą mieszkanką Białego Domu także była kobieta!).

Rakietą na Księżyc
1958
Cat-Women of the Moon
1953
Project Mooonbase
1953

Japońskie kino fantastyczne, kojarzone głównie z dziecinnymi filmami o godzillach i pokracznych kosmicznych monstrach powielanych w wytwórni Toho, w 1959 roku zaprezentowało rasowy, kosmiczny film SF "Bitwa w komosie" ("Battle in Outer Space"). Znani właśnie z "Godzilli" Inoshiro Honda (reżyseria) i Eiji Tsuburaya (efekty) opowiedzieli historię inwazji obcych, którzy na Księżycu mieli bazę wypadową do zniszczenia Ziemi bronią antygrawitacyjną (cokolwiek to znaczy...). Film był luźną kontynuacją wyprodukowanego dwa lata wcześniej filmu "Tajemniczy przybysze" ("The Mysterians") tych samych autorów.

W 1960 roku Brytyjczyk Basil Dearden (współreżyser słynnego nowelowego horroru "Dead of Night") wyreżyserował komedię "Człowiek na Księżycu" "(Man in the Moon"). Samego Księżyca w filmie za dużo nie było, gdyż akcja koncentrowała się wokół robienia sobie jaj z biurokratycznych i medycznych perypetii głównego bohatera.

Potem Księżyc stał się atrakcją w stylu retro. W 1961 roku czeski magik ekranu Karel Zeman umieścił na jego powierzchni bohaterów z verne'owskiego "Wokół Księżyca" (choć w powieści nigdy na nim nie wylądowali), dołożył Cyrano de Bergeraca, barona Munchausena i współczesnego astronautę Tonika, inicjując pełną przygód fantazję "Przygody Munchausena" ("Baron Prasil").

Bitwa w kosmosie
1959
Człowiek na Księżycu
1960
Przygody Munchausena
1961

Wcześniej, bo w 1958 roku, Byron Haskin zekranizował prozę Verne'a w filmie "Z Ziemi na Księżyc" ("From the Earth to the Moon") ze znanym z "Obywatela Kane'a" Josephem Cottenem. Sześć lat później Brytyjczyk Nathan Juran po raz drugi zekranizował wellsowskich "Pierwszych ludzi na Księżycu" (pierwszej, niemej ekranizacji powieści dokonał w 1919 roku J.V. Leigh), zamykając wdzięczną i naiwną wizję księżycowej wyprawy z czasów wiktoriańskich współczesną ramą fabularną - astronauci Narodów Zjednoczonych, dumni z faktu, że pierwsi wylądowali na Księżycu, nagle odnajdują na nim brytyjską flagę z przełomu wieków; reszta filmu to retrospekcja ostatniego żyjącego uczestnika wyprawy, odnalezionego w domu spokojnej starości. Sędziwy astronauta przypomina sobie swego sąsiada, szalonego naukowca Cavora, za sprawą którego poleciał na Księżyc i walczył z Selenitami. A na pytanie, dlaczego współcześni nie znaleźli na Srebrnym Globie księżycowych tubylców, staruszek przypomniał sobie, że Cavor miał katar. Zgubny w skutkach dla Selenitów.

Otwierająca się kopuła na powierzchni Księżyca, cztery lata później wyglądała podobnie w "2001: Odysei Kosmicznej". Lecz u Stanleya Kubricka prowadziła ona do olbrzymiej i ultranowoczesnej bazy księżycowej w kraterze Klawiusz. Dopiero w tym dziele ukazano regularną kolonizację naszego satelity; ba, Heywood Floyd traktował lot z Ziemi nadzwyczaj rutynowo. Nie spodziewał się tylko tego, co opisał Arthur C. Clarke w opowiadaniu "Sentinel", stanowiącym inspirację filmu (w przeciwieństwie do wcześniejszych filmowych wizji księżycowych, nie było tam żadnej rdzennej cywilizacji) - pod jego powierzchnią krył się znak dla obcej cywilizacji, że ludzkość zdała pierwszy technologiczny egzamin w skali kosmicznej. Księżycowe landszafty u Kubricka do dziś robią ogromne wrażenie swym niemal namacalnym realizmem, choć bliżej im do bombastycznych wizji pióra Jerzego Żuławskiego i do wcześniejszych filmów SF, niż do historycznych obrazków, które już rok po premierze filmu świat mógł zobaczyć dzięki transmisji telewizyjnej z misji Apollo 11. Innymi słowy, Księżyc na żywo pokazał swe łagodniejsze oblicze, zniwelowane miliardami lat meteorytowych bombardowań, niż chcieliby tego artyści, spodziewający się postrzępionych grani jak w Tatrach Wysokich.

W 1969 roku słynna brytyjska wytwórnia Hammer wyprodukowała "Księżyc Zero Dwa" ("Moon Zero Two") w reżyserii Roya Warda Bakera. Film dziwny i wyjątkowy, jak na tamte lata i wytwórnię, kojarzoną przede wszystkim z horrorami. Z jednej strony mamy poważnie potraktowany Księżyc AD 2021, a na nim dekoracje, kostiumy i efekty, w których nie ma miejsca na tanie świecidełka. Ale to wszystko jest opakowaniem skrywającym poetykę westernu, przeplataną karykaturalną intrygą kryminalną z tancerkami w tle.

Pierwsi ludzie na Księżycu
1964
2001: Odyseja Kosmiczna
1968
Księżyc Zero Dwa
1969

W tym samym 1969 roku fantazja literatów i filmowców wreszcie spotkała się z rzeczywistością. Zainicjowany słynnym przemówieniem Johna Kennedy'ego 25 maja 1961 roku, okupiony już na starcie śmiercią trzech astronautów w pożarze modułu załogowego Apollo 1 i uwieńczony bezprecedensowym triumfem 20 lipca 1969 roku udaną misją Apollo 11, amerykański program kosmiczny nie miał odpowiednika w historii ludzkości. Nieważne, że z dzisiejszego punktu rozwoju techniki, odpowiadający za bezpieczeństwo lotu komputer pokładowy był gabarytowo żywcem wzięty z "Cyberiady" Lema, a jego moc obliczeniowa była mniejsza od dziesięcioletniej Nokii. Nieważne, że za ciężkie miliardy dolarów tylko 12 ludzi stanęło na powierzchni Księżyca. Nieważne, że za tym wszystkim stała zimna wojna, a nie wyższa chęć podjęcia tak wiekopomnego kroku. Nieważne wreszcie, że po misji Apollo 17 uznano cel propagandowy za osiągnięty i zaprzestano dalszej realizacji programu. Wynik misji, odarty z pozanaukowych okoliczności, przekroczył próg fantazji snutych w głowach artystów. Odtąd opowiadanie o ludziach na Księżycu przestało być postrzegane jak bajdurzenia dla dużych chłopców, a fani SF, traktowani jak nieszkodliwi maniacy, mogli wreszcie spojrzeć w oczy przeraźliwie nudnych racjonalistów i z triumfem w oczach krzyknąć "a nie mówiłem?".


Na chwilę zerkniemy na stare telewizyjne podwórko. W 1973 roku brytyjska telewizja BBC wyemitowała zaledwie sześć odcinków serialu "Moonbase 3". Terrance Dicks i Barry Letts, współtwórcy najdłuższego serialu SF w historii świata "Doctor Who", wpadli na pomysł osiedla księżycowego AD 2003, składającego się z pięciu baz (amerykańskiej, rosyjskiej, europejskiej, chińskiej i brazylijskiej). Zasadnicza część akcji działa się w części europejskiej, a tematyka oscylowała wokół żelaznych tematów SF.

W latach 1975-77 inna brytyjska para producencka Gerry i Sylvia Anderson wyprodukowała słynny, swego czasu także w Polsce, serial "Kosmos 1999". 42 odcinki opiewały bohaterską załogę kpt. Koeniga (Martin Landau), skoszarowaną w bazie księżycowej Alfa. 13 września 1999 roku dochodzi na Księżycu do eksplozji składowanych tam nuklearnych odpadów z Ziemi. Nasz satelita zostaje wytrącony z orbity i razem z bazą Alfa leci w nieznane rejony kosmosu. Pomysł dość oryginalny, choć startrekowa estetyka pozostała. Szeroko wykorzystywane miniaturowe modele stworzyli m.in. Brian Johnson, pracujący wcześniej przy "2001: Odysei Kosmicznej" i Martin Bower, przyszły współautor miniatur Nostromo dla Ridleya Scotta. Dodajmy, że zabawkowy model statku Eagle z tego serialu zagrał w naszych legendarnych "Przybyszach z Matplanety" (1983-84), a Sigma i Pi także przelatywali nad powierzchnią Księżyca...

W latach 70. gatunek SF podupadał. Metoda "na Kubricka" była nieosiągalna nawet do ślepego powtórzenia, a masową wyobraźnią zawładnęły wielkie widowiska katastroficzne o płonących wieżowcach, trzęsieniach ziemi i zatopionych Posejdonach. Kosztowne próby rewitalizacji gatunku pod postacią wskrzeszenia legendy King Konga, dystopijnej "Zielonej pożywki" i utopijnej "Ucieczki Logana" były nad wyraz chybione. Dopiero dzieła Lucasa i Spielberga z 1977 roku przekierowały uwagę światowej publiczności na niedoceniany gatunek.

W 1980 roku trzech bandytów z Kryptona zostało przypadkowo uwolnionych przez Supermana w drugim filmie z kinowej serii w reż. Richarda Lestera. Zod, Ursa i Non, dysponując zdolnością latania i oddychania w próżni (nieważne czym, dla twórców tych filmów kosmos był tylko obrazkiem nieskalanym logicznym myśleniem...), lądują na Księżycu, gdzie w pamiętnej sekwencji zabijają amerykańsko-rosyjską załogę statku Artemis II.

Moonbase 3
1973
Kosmos 1999
1975-77
Superman II
1980

Na początku lat 80. najbardziej pamiętnej wizji księżycowej bazy nie przyniósł jednak żaden "poważny" film SF. Dokonała tego udana parodia gatunku "Spokojnie, to tylko awaria" ("Airplane II: The Sequel") Kena Finklemana z 1982 roku, dalszy ciąg szalonego żywota pechowego pilota Teda Strikera z równie legendarnej komedii "Czy leci z nami pilot". Zgodnie z regułami gatunku, wszystko jest tu postawione na głowie, dogłębnie zryte i podzielone na rabatki absurdu. Prototypowy wahadłowiec Mayflower I ma polecieć na Księżyc, lecz komediowa wersja HAL-a wariuje i posyła statek wprost na Słońce. Pechowy Ted i jego była narzeczona Elaine znów dokonują cudów, by posadzić latającą kupę złomu na ziemi, tym razem księżycowej, w pobliżu bazy Alfa Beta, w której rządzi prawdziwy lew próżniowy, komandor Buck Murdoch. Grający go William Shatner bez litości i z kamienną twarzą parodiuje swój wizerunek Jamesa Tiberiusa Kirka ze "Star Treka". Żeby gatunkowi stało się zadość, w finale wszyscy pasażerowie wysiadają ze statku wprost w zasobną w powietrze próżnię, a potem żyją długo i szczęśliwie.

Ale nikt nie uczynił z Księżyca graficznej ikony swego dzieła, bez przenoszenia akcji poza Ziemię. Za wyjątkiem Stevena Spielberga. W jednej, krótkiej, lecz urzekającej nastrojem scenie z "E.T." (1982), gdzie podczas nocnej wyprawy przybysz z kosmosu unosi rower Elliotta w powietrze. Czarna sylwetka rowerka z dwoma pasażerami na tle pełnej tarczy Księżyca została znakiem rozpoznawczym spielbergowskiej baśni. Trafiła na logo wytwórni Amblin, została wykorzystana w jubileuszowej czołówce Universalu, była również obiektem wielu filmowych i graficznych parodii.

Z kronikarskiego obowiązku przypomnijmy campowy idiotyzm Sidneya J. Furie "Superman IV" z 1987 roku. Biedny Christopher Reeve z majtkami na rajtuzach tym razem walczył z groteskowym mięśniakiem Nuclear Manem. Część ich tytanicznej walki rozgrywa się na Księżycu. Kiedy obaj herosi naparzają się w próżni, Księżyc wizualnie jest traktowany poziomo, jak ląd pod stopami (Superman patriotycznie poprawia nawet nieco przekrzywioną amerykańską flagę, pozostawioną przez lunonautów). Lecz kiedy Nuclear Man odlatuje w kierunku Ziemi, Superman przesuwa Księżyc tak, by odciąć promienie słoneczne od swego wroga. I tu właśnie Księżyc został skadrowany pionowo, niczym ściana wieżowca...

Spokojnie, to tylko awaria
1982
 E.T.
1982
Superman IV
1987

Bajkowy inaczej był Nick Park, angielski mistrz animacji, zaczynający karierę 22-minutowym filmem "Wallace & Gromit: Podróż na Księżyc" ("A Grand Day Out with Wallace and Gromit", 1989). Średnio rozgarnięty pan i jego inteligentny, choć nie mówiący pies, ze względu na brak sera w lodówce postanawiają udać się na Księżyc, który, jak wiadomo, z sera jest zbudowany. W piwnicy budują rakietę, a na powierzchni Serowego Globu depcze im po piętach automatyczny piekarnik. Zabawna i sympatyczna miniatura filmowa, za którą Park był nominowany do Oscara. Przegrał, bo Oscara zgarnął filmik "Creature Comforts" w reżyserii... Nicka Parka.

W tym samym 1989 roku członek ekipy Enterprise Walter Koenig i wujek-martwe-zło Bruce Campbell zagrali w filmie "Moontrap". Intryga kręciła się wokół przywleczonego z kosmosu zabójczego robota bojowego. Nasi bohaterowie zostają posłani na Księżyc, by wyjaśnić pochodzenie robota, a tam znajdują całe watahy maszyn zagrażających Ziemi. Film przeszedł bez echa.

Roland Emmerich, mistrz wielkiego, choć coraz głupszego spektaklu, w 1990 roku nakręcił "Moon 44", swój czwarty pełnometrażowy i zarazem pierwszy całkowicie anglojęzyczny film. Lecz tytułowy moon nie odnosi się do naszego Księżyca, tylko do wymyślonej planety. Taka mała zmyłka. Emmerich zrehabilitował się w efektownym prologu "Dnia Niepodległości" (1996). Miejsce lądowania Apollo 11 powoli zakrywa cień wielkiego statku kosmicznych najeźdźców, a drgający księżycowy pył zaciera ślady pierwszych kroków Neila Armstronga. I zupełnie nieważne jest, że próżnia nie jest w stanie przenosić fal akustycznych, powodujących ten bardzo filmowy efekt.

 Wallace & Gromit Podróż na Księżyc
1989
Moontrap
1989
Dzień Niepodległości
1996

W 1998 roku Księżyc na krótką chwilę zaistniał w "Armageddonie" Michaela Baya. Załoganci dwóch promów kosmicznych używają jego grawitacji do rozpędzenia się, koniecznego dla osiągnięcia orbity asteroidy zagrażającej Ziemi. Chwilę potem zza bombardowanej odłamkami powierzchni Srebrnego Globu, wyłania się piękny i groźny widok zagrożenia zmierzającego wprost w Ziemię. Rok później Milos Forman pokazał "Człowieka z Księżyca" i nie była to biografia Neila Armstronga ani nawet pana Twardowskiego (a szkoda, przy okazji mógłby zrobić z niego Czecha i wziąć odwet za to, że zrobiliśmy z Janosika Polaka). Tytuł zaczerpnięty został z piosenki R.E.M., traktującej zarówno o spiskowej teorii fałszywego lądowania na Księżycu, jak i postaci ekstremalnego komika Andy'ego Kaufmana, bohatera filmu.

W 1999 roku Księżyc, po raz drugi od czasu "Spokojnie, to tylko awaria", stał się areną filmowej parodii na wielką skalę. Tym razem było to obśmianie konwencji bondowskiej (ze wskazaniem na "Moonrakera") w "Austin Powers 2 - Szpieg, który nie umiera nigdy" ("Austin Powers: The Spy Who Shagged Me"). Mike Myers znów podwójnie szalał na ekranie jako tytułowy szpieg i jego największy wróg, Dr Evil, który, jak każe tradycja, na Księżycu wybudował tajną bazę. Z niej zamierzał oczywiście zniszczyć Ziemię przy pomocy niszczycielskiego lasera. Ciekawostką jest, że Austin leci na Księżyc rakietą Saturn V ze statkiem Apollo 11 na czubku, zaś widowiskowe ujęcia startu "pożyczono" z "Apollo 13" Rona Howarda.

Steven Spielberg ponownie przywołał efektowny obraz wschodzącego Księżyca w "A.I." (2001). Pierwsze wrażenie było jednak złudne - świecąca tarcza to balon unoszący gondolę z łowcami robotów.

Armageddon
1998
Austin Powers 2
1999
A.I. Sztuczna inteligencja
2001

Częściową zagładę Księżyca mogliśmy zobaczyć w równie częściowo udanej ekranizacji "Wehikułu czasu" ("The Time Machine") w reżyserii Simona Wellsa z 2002 roku. Profesor Alexander Hartdegen (Guy Pearce), zaczynając podróż w czasie w 1903 roku, zatrzymuje się w roku 2030. Z wielkich ekranów na ulicach dowiaduje się, że prace kolonizacyjne na Księżycu dobiegają końca. Skok o siedem lat do przodu ukazuje dramatyczny finał kosmicznej misji - wskutek nuklearnych eksplozji podczas drążenia tuneli Księżyc rozpadł się, został wytrącony z orbity, a jego fragmenty spadają na Ziemię, siejąc spustoszenie.

W 2002 roku zdolny skądinąd reżyser Ron Underwood zaprezentował komedię SF "Pluto Nash" ("The Adventures of Pluto Nash") z Eddie'em Murphym w roli tytułowej. W roku 2087 były przemytnik Pluto Nash otwiera klub na gęsto zaludnionym Księżycu. Lecz mafia nie śpi i depcze naszemu bohaterowi po piętach. Tyle zarys akcji, reszta miała się opierać na mocno podupadłej gwieździe Murphy'ego, urodzie Rosario Dawson, dialogach, pościgach i strzelaninach. Tylko co w tym wszystkim robił Księżyc, jeden Apollo raczy wiedzieć. Gdyby jego powierzchnię zamienić na Las Vegas, nie zobaczylibyśmy jedynie kształtów panny Dawson ciasno opiętych skafandrem próżniowym. Gatunkowych wyróżników "Pluto Nasha" jest niewiele: praktycznie cała akcja toczy się na Księżycu, co jest rzadkością wśród opisywanych tutaj filmów; także księżycowe miasto jest zaskakująco rozbudowane w stosunku do wcześniejszych skromnych baz lunarnych. Inna sprawa, że scenograficznie jest to bezpośrednie zapożyczenie z marsjańskiego miasta z "Pamięci absolutnej". Zrobione za 100 mln dolarów widowisko dla dzieciarni poległo sromotnie u krytyków i publiczności. Złym omenem były niekończące się przeróbki scenariusza, pierwotnie napisanego jeszcze w połowie lat 80., jak i dwuletnie (!) wstrzymanie daty premiery.

Ostatnie trzy dekady w wyobraźni macherów ekranowej SF omijały Księżyc nad wyraz często. Coraz większe oczekiwania karmionego blockbusterami widza każą budować na ekranie wizje o wiele bujniejsze i bardziej wieloznaczne, niż martwe kratery Luny. Zupełnie jak w dowcipie: "- Czemu na Księżycu nie ma imprez? - Bo tam nie ma atmosfery". Fakt. Mare Tranquilitatis zawsze przegra z Polami Pellenoru, a w kosmiczne skafandry załoga Jacka Sparrowa też się raczej nie wbije. Cała nadzieja w niskobudżetowym kinie debiutantów i zapaleńców, którzy Księżyc potraktują jak poważną arenę działań ich bohaterów, a nie jak doraźną atrakcję (vide - "Pluto Nash"). W 2009 roku nieoczekiwanie pojawił się 38-letni Duncan Jones, prywatnie syn Davida Bowie. Jego debiutancki "Księżyc" ("Moon") wreszcie przyniósł wizję i problematykę godną "Solaris". Sam Bell (Sam Rockwell) wydobywa z księżycowej gleby gaz hel-3, izotop helu o niezwykłych właściwościach energetycznych. Mając do dyspozycji tylko towarzystwo robota i coraz rzadsze kontakty z Ziemią, Sam doznaje dziwnych wizji i powoli osuwa się w powodowane samotnością szaleństwo. Zaledwie 5 mln dolarów budżetu, zajęcie się bardzo aktualną problematyką powrotu na Księżyc i eksploatacją niezwykle rzadkiego na Ziemi helu-3, klimat starego dobrego SF i użycie miniatur zamiast CGI zaowocowały dziełem oryginalnym, przynajmniej w odniesieniu do miejsca akcji.

Wehikuł czasu
2002
Pluto Nash
2002
 Księżyc
2009

No pięknie, a jak nasza kinematografia, nie licząc dwóch przedwojennych filmów o panu Twardowskim, była inspirowana nocnym światłem? Nieszczególnie, żeby nie powiedzieć zdawkowo i symbolicznie. W dodatku bez oryginalnych pomysłów, bazując na literackich pierwowzorach. Tak było z pierwszą ekranizacją powieści Kornela Makuszyńskiego "O dwóch takich co ukradli księżyc" (1962) z sami-wiecie-kim w rolach głównych. W tej zgrabnej, efektownej (scenografię zaprojektował sam mistrz Anatol Radzinowicz) i pełnej uroku baśni w reżyserii Jana Batorego, skradziony z nieboskłonu Księżyc pełni rolę metaforyczną, idealnie skrojoną pod ludową przypowieść z morałem.

Podobnie, choć w zupełnie odmiennej, rysunkowo-teledyskowej estetyce, było w serialu animowanym Leszka Gałysza pod tym samym tytułem (cztery odcinki z mozołem produkowano w latach 1984-89, wersja kinowa z 1992 roku nosiła tytuł "Jacek i Placek"), pamiętanym głównie dzięki ekstrawaganckim projektom plastycznym i rewelacyjnej oprawie muzycznej autorstwa Jana Borysewicza. Ciekawostka - głosów rysunkowym bliźniakom użyczyły dwie najbardziej zachrypnięte polskie aktorki, Ewa Szykulska i Dorota Stalińska.

Ogromne przedsięwzięcie Andrzeja Żuławskiego "Na Srebrnym Globie" (zdjęcia w latach 1976-77, montaż ukończony w 1987), nawiązywało do Księżyca tylko w tytule. Stryjeczny wnuk Jerzego Żuławskiego zrezygnował z księżycowego sztafażu, raczej niemożliwego do scenograficznego zrealizowania w ówczesnej kinematografii polskiej, na rzecz niezidentyfikowanej planety typu ziemskiego, granej przez malownicze lokacje m.in. na Kaukazie, pustyni Gobi i nad Bałtykiem.

O dwóch takich co ukradli księżyc
1962
Jacek i Placek
1992
Na Srebrnym Globie
1976-87

Opuśćmy na chwilę rejon fikcji. Amerykańskie załogowe programy kosmiczne Mercury, Gemini, Skylab, a w szczególności misje Apollo wydają się gotowymi scenariuszami filmowymi. Lecz w Hollywood traktowano te historyczne wydarzenia bez entuzjazmu. Wyjątkiem potwierdzającym regułę była trzygodzinna, nagrodzona czterema Oscarami epopeja Philipa Kaufmana o kosmicznych pionierach "Pierwszy krok w kosmos" ("The Right Stuff", 1983) wg powieści Toma Wolfe'a. A fabularne rekonstrukcje misji księżycowych można policzyć na palcach jednej ręki. Znamiennym jest, że już trzecia załogowa wyprawa nie miała być transmitowana na żywo. Amerykanie szybko otrząsnęli się medialnie z pierwszego triumfu Apollo 11. Lecz właśnie przy trzecim załogowym locie, 13 kwietnia 1970 roku, nastąpiła eksplozja zbiornika tlenu, która niezawodnie skierowała oczy całego świata na Jima Lovella, Jacka Swigerta i Freda Haise'a, walczących o życie na pokładzie Apollo 13. 25 lat później Ron Howard zaprezentował pasjonujące widowisko "Apollo 13" w gwiazdorskiej obsadzie i fantastycznej oprawie wizualnej. Piękne kadry Księżyca mogliśmy podziwiać nie tylko oczami bohaterów, którzy, powtarzając manewr verne'owskich bohaterów, musieli awaryjnie okrążyć Srebrny Glob. Reżyser zaserwował nam także niezwykłą scenę, w której Jim Lovell oczami wyobraźni stawia pierwsze kroki na Księżycu, zatapia rękawice skafandra w księżycowym pyle i zadziwiony patrzy na mały krąg Ziemi z kosmicznej oddali.

 Apollo 13
1995

Wyprawa Apollo 11 również doczekała się filmowych odpowiedzi, choć nie tak widowiskowych jak film Rona Howarda. Pierwsze załogowe lądowanie na Księżycu było spektaklem samym w sobie, w dodatku transmitowanym na żywo. Właśnie tym aspektem wyprawy zajął się Rob Sitch w australijskiej komedii "Świat na talerzu" ("The Dish", 2000) z Samem Neillem. Decyzja o transmisji live została podjęta przez NASA dość późno, na domiar złego okazało się, że w czasie lądowania Ameryka Północna będzie po niewłaściwej stronie globu. Ratunkiem był jeden, jedyny, ukryty wśród australijskich pastwisk radioteleskop Parkes Observatory. Załoga czaszy, nagle wrzucona w sam środek historii, stawała na głowie, by prawidłowo odczytać transmisję telewizyjną z pokładu lądownika Orzeł i przesłać ją do USA. Natomiast konwencjonalnie do historii pierwszego lądowania podeszli twórcy telewizyjnych filmów "Apollo 11" (1996) czy "Moonshot" (2009), którego premiera 20 lipca na History Channel była dokładnie zsynchronizowana z 20. rocznicą wydarzenia.

Wśród zalewu komputerowych bajek także trafiła się jedna, opowiadająca historię Apollo 11. Czyżby Amerykanie się obudzili i postanowili, choćby w ramach edukacji najmłodszych, opowiedzieć im w przystępny sposób, jak Armstrong i Aldrin spacerowali po Księżycu? Te wszystkie postulaty zostały spełnione, lecz twórcami "Wyprawy na Księżyc" ("Fly me to the Moon", 2008) byli Belgowie skupieni wokół Bena Stassena, specjalisty od filmów CGI dla parków rozrywki. W jego pełnometrażowym debiucie historia Apollo 11 została opowiedziana z punktu widzenia... trzech much, kumpli z jednej łąki na Florydzie, którzy zabrali się na pokład wewnątrz hełmów lunonautów. Anglojęzyczna "Wyprawa na Księżyc" została przygotowana pod kątem efektownej prezentacji IMAX 3D i kończy się nachalnie edukacyjnym wystąpieniem Buzza Aldrina, drugiego człowieka na Księżycu we własnej, nierenderowanej osobie.

Mało znaną próbą fikcyjnego udramatyzowania okoliczności pierwszego lotu na Księżyc był z kolei film Roberta Altmana "Odliczanie" ("Countdown", 1968) z Jamesem Caanem i Robertem Duvallem w rolach głównych. Scenarzysta Loring Mandel, adaptując powieść "The Pilgrim Project" Hanka Searlsa, osnuł intrygę wokół paradoksalnej sytuacji rzeczywistej - zimna wojna była głównym powodem wysyłania ludzi w kosmos. Liczył się efekt propagandowy i psychologiczny pod nazwą "skoro umiemy wylądować na Księżycu, to załatwimy was także na Ziemi". Ale polityczna obłuda kazała Amerykanom w ostatniej chwili usunąć stołek dowódcy wyprawy na Księżyc spod tyłka mundurowego, by podsunąć go cywilowi. Ten ma w trybie pilnym polecieć na Księżyc zmodyfikowanym statkiem Gemini i... tam poczekać rok na właściwą załogę Apollo, która zabierze go na Ziemię. W tym samym czasie Rosjanie w jeszcze pilniejszym trybie wystrzeliwują swoją ekipę. Zaczyna się ostatni etap wyścigu o palmę pierwszeństwa...

Świat na talerzu
2000
Wyprawa na Księżyc
2008
Odliczanie
1968

Filmowe wizje okołoksiężycowe nie ograniczają się do fantastyki naukowej, bądź mniej lub bardziej wiernej rekonstrukcji faktów. Nie ograniczają się nawet do fabuł. Czy można powiedzieć o Księżycu coś więcej? Owszem, trzeba tylko połączyć sugestywność filmu dokumentalnego z kompletną fabularną fikcją. Niemożliwe? Jak najbardziej! Z pomocą przyszedł jeden z nowszych wynalazków gatunkowych, nazwany mocumentary, czyli po prostu fałszywy dokument. Za protoplastę można uznać Orsona Wellesa, który w 1938 roku doprowadził do paniki spory kawałek Stanów Zjednoczonych. Późniejszy autor "Obywatela Kane'a" wpadł na pomysł, by słuchowisko o inwazji Marsjan, wg powieści H.G. Wellsa "Wojna światów", przedstawić w formie radiowych newsów na żywo. Telemetryczna skuteczność słuchowiska okazała się miażdżąca.

Księżycowych teorii spiskowych wystarczy jeszcze na kilka pokoleń oszołomów, przekonanych o tym, że misja Apollo 11 to największy dowcip USA opowiedziany reszcie świata. Proszę w Google wpisać dwa magiczne słowa moon i hoax. Z tego klimatu wyrósł legendarny film Petera Hyamsa "Koziorożec 1" ("Capricorn One", 1979), choć tam rzecz dotyczyła sfingowanego lądowania ludzi na Marsie i walce niedoszłych astronautów o prawdę i życie. Ale mityczna metodologia kosmicznego fałszerstwa wciąż jest żywa i można ją twórczo spożytkować w zgoła nieoczekiwany sposób.

W 2002 roku francuski dokumentalista William Karel pokazał światu film "Ciemna strona Księżyca" ("Dark Side of the Moon", alternatywny francuski tytuł to "Opération lune"). Sprytnie przeprowadzona intryga, opierająca się na fragmentach wywiadów i offowym komentarzu, mówi wprost o tym, że Stanley Kubrick, używając dekoracji po "2001: Odysei Kosmicznej", nakręcił na zamówienie CIA fikcyjne lądowanie na Księżycu misji Apollo 11, a jego śmierć w 1999 roku była profilaktycznym zamknięciem ust człowiekowi pozornie nietykalnemu, który jednak wiedział za dużo. Po co to wszystko? Doradcy Nixona stwierdzili, że potrzebne jest zabezpieczenie na wypadek niemożności przeprowadzenia transmisji telewizyjnej z "największego kroku ludzkości". Pierwotnie czterech agentów CIA miało nakręcić w dwa dni wszystkie potrzebne sceny, lecz Kubrick, widząc ich amatorszczyznę, samodzielnie pokierował pracami zdjęciowymi. Lista osób udzielających wywiadów Karelowi musi budzić szacunek - Christiane Kubrick (wdowa po Kubricku), Jan Harlan (szwagier i producent filmów Kubricka), Henry Kissinger (laureat Pokojowej Nagrody Nobla, w latach 1969-75 Dyrektor Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA, w latach 1973-77 Sekretarz Stanu USA), czy Donald Rumsfeld (w latach 1974-75 Szef Sztabu Białego Domu, w latach 1975-77 oraz 2001-2006 Sekretarz Obrony USA). Ale obok nich pojawiali się nieznani ludzie o dziwnie znajomych nazwiskach: Dimitri Muffley (z połączenia imienia premiera ZSRR i nazwiska prezydenta USA z "Dr. Strangelove" Kubricka), Eve Kendall (grana przez Evę Marie Saint bohaterka drugiej wersji "Człowieka, który wiedział za dużo" Alfreda Hitchcocka), Ambrose Chapel (kościół z tego samego filmu Hitchcocka), a nawet Jack Torrance (Jack Nicholson w "Lśnieniu"). Dla widza, który nie kojarzy powyższych postaci, faktyczny charakter dzieła objawia się na chwilę w połowie filmu i szerzej dopiero na napisach końcowych, gdzie (jak u Pixara czy innego Jackie Chana) widać nieudane ujęcia i wymienione wyżej znane postaci, śmiejące się z samych siebie i wszystkich bzdurnych kwestii, celowo sprokurowanych w celu wciśnięcia widzowi do głowy, że Kubrick naprawdę stał za transmisją z pierwszego załogowego lądowania na Księżycu. A nagrodą dla reżysera miało być podarowanie mu przez NASA słynnych ultraszybkich obiektywów Zeissa z misji Apollo, którymi nakręcił sceny przy świecach w "Barrym Lyndonie"...

Jeszcze dalej poszedł Rosjanin Aleksiej Fedorczenko w fikcyjnym dokumencie "Pierwsi na Księżycu" ("Pierwyje na Lunie", "First on the Moon") z 2005 roku. Jego teza była maksymalnie karkołomna - to Rosjanie pierwsi wylądowali na Srebrnym Globie i to w mrokach stalinowskiego 1938 roku. Osią akcji jest śledztwo dziennikarzy, którzy zjechali cały świat, by dowieść prawdy. Charakterystycznym śladem był tzw. meteoryt z Santiago w Chile, który w "rzeczywistości" okazał się statkiem z powracającymi z Księżyca Rosjanami. Ale powiedzmy sobie szczerze - nawet fikcyjne dokumenty mają swoją tolerancję bezkrytycznej wiarygodności, która w tym przypadku została wręcz fantazyjnie przekroczona.

Na drugim biegunie prawdy znajdziemy dziesiątki prawdziwych filmów dokumentalnych o "największym kroku ludzkości". Wśród nich wyjątkową pozycję zajmuje serial, zatytułowany rzetelnie po verne'owsku "Z Ziemi na Księżyc" ("From the Earth to the Moon", 1998). To dwunastoodcinkowa produkcja Toma Hanksa i Rona Howarda, sfinansowana przez HBO. Twórcy wybrali atrakcyjną formułę wysokobudżetowego (68 mln dolarów), fabularyzowanego dokumentu, w którym sceny filmowe przeplatają się z materiałami dokumentalnymi i archiwalnymi, a całość okraszona jest narracją Hanksa. Serial z iście filmowym rozmachem opowiada całą historię misji Apollo, zaś w ostatnim odcinku mamy prawdziwą, unikatową perełkę. Jest nią rekonstrukcja powstawania "Podróży na Księżyc", z Tcheky Karyo w roli Georgesa Meliesa i Tomem Hanksem jako asystentem wielkiego francuskiego magika ekranu.

Ciemna strona Księżyca
2002
Pierwsi na Księżycu
2005
Z Ziemi na Księżyc, odc. 12
1998

Pisząc ten artykuł w 2009 roku, wciąż jesteśmy przed zaplanowaną na 2011 rok premierą "Iron Sky", niezależnego filmu fińskiego duetu Timo Vuorensola i Samuli Torssonen. Ich wcześniejszy projekt "Star Wreck", parodiujący "Star Treka" zaowocował siedmioma filmami, zawierającymi wykonane domowym sumptem animacje 3D i ich połączenie z grą aktorów na niebieskim tle. Tym razem młodzi twórcy pojechali po bandzie - w 1945 roku, korzystając z napędu antygrawitacyjnego, naziści w latających spodkach uciekli z tajnej bazy na Antarktydzie wprost na niewidoczną z Ziemi półkulę Księżyca. Tam zbudowali od nowa swoje imperium pod nazwą Czarne Słońce, a ich potomkowie szykują się do inwazji na Ziemię w roku 2018. Pomysł genialny w swojej bezczelności. Na razie możemy podziwiać tylko zwiastun, pełen kompletnie zaskakujących obrazków, z wielką księżycową bazą w kształcie swastyki na czele. Gdyby Tarantino kręcił filmy SF, zrobiłby pewnie coś podobnego zamiast "Bękartów wojny". Ze swastyką na czele. I na czole też.

 Iron Sky
2011



BIBLIOGRAFIA
Andrzej Kołodyński "Dziedzictwo wyobraźni. Historia filmu SF"
Andrzej Niewiadomski, Antoni Smuszkiewicz "Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej"
Krzysztof Loska "Encyklopedia filmu science fiction"
Internet Movie Database
Internetowa baza filmu polskiego
Wikipedia
Strona filmu "Iron Sky"


Autor opracowania: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 21 października 2009

ARTYKUŁY | STRONA GŁÓWNA KMF