|
||||||||||||
Podróże w czasie, loty w kosmos, bramy międzywymiarowe, myślące maszyny, klonowanie - to przykłady najbardziej charakterystycznych leitmotivów s-f. Ale nie tylko s-f: w "Star Wars" wielkie statki fruwają wśród gwiazd, a przecież coś ciągnie ten film w stronę fantasy. W stronę baśniowej otoczki, magii, duchów, księżniczek i rycerzy. Warto wspomnieć też "Władców ognia", czyli produkcję o tym, jak Christian Bale strzelał do smoków... z pokładu śmigłowca. Co jest czym i którą produkcję zakwalifikować do którego gatunku? Prosty przykład: wilkołaki. Z jednej strony, w najbardziej popularnej wizji, to magiczne stwory obarczone pradawną klątwą - przedstawiono je w ten sposób choćby w niedawnym "Underworld", czyli w filmie fantasy. Można jednak potraktować stwory inaczej - jako ofiary tajemniczej choroby, ale tylko choroby, niepoddającej się żadnym gusłom czy czarodziejskim zabiegom. Takie kreatury przedstawił John Fawcett w filmie "Ginger Snaps". Jest to wprawdzie horror, jednak należy pamiętać, że nie istnieje coś takiego jak "czystość gatunkowa". Nawet najlepsza komedia ma swoje podstawy, np. "Naga broń" jest filmem sensacyjnym, zaś "Mała miss" - obyczajowym. Można więc uznać, że "Ginger Snaps" to przede wszystkim horror, ale zaraz potem - s-f. Wilkołaki są więc obecne w sztuce w ujęciu fantastyczno-naukowym, jak i fantasy. Dowodzi to, że nie istnieje żadna "rezerwacja" motywu dla jednego z gatunków fantastyki. Co zatem decyduje o prawidłowej kwalifikacji utworu?
Za przykład niech posłuży kanoniczne dzieło fantasy: "Władca pierścieni" J.R.R. Tolkiena. W skrócie: bohaterowie przeżywają niesamowite przygody, ponieważ muszą zniszczyć niebezpieczny pierścień. Ale dlaczego trzeba z nim iść aż do Góry Przeznaczenia? Bo tylko tak można go unicestwić. Czemu? W zasadzie nie wiadomo, najwyraźniej tak wymyślił autor. Dlaczego Gandalf nie mógł potraktować biżuterii czarami? "Bo tak". Nie potrafił. Ale dlaczego, skoro magią niemal przenosił góry? Może miał zbyt niski poziom doświadczenia. Czy miał szansę zdobyć większy, a jeśli tak, to kiedy? Któż to może wiedzieć... Dlaczego nie teleportował się do Góry Przeznaczenia? Nie zrobił tak i już. Bo u Tolkiena pewnych rzeczy po prostu nie da się zrobić - bez widocznego powodu. Jak w większości utworów fantasy.
Co zatem sądzić o wspomnianych na początku "Gwiezdnych wojnach"? Wprawdzie w filmie tym statki kosmiczne - będące wytworami nauki - majestatycznie suną przez kosmos, jednak pewne elementy nie pasują do schematu s-f. Czemu Luke potrafi przesuwać rzeczy myślami? To telepatia, uaktywniona zdolność zmutowanego mózgu? Nie, to Moc. Po prostu Moc, tajemnicza Moc. Dlaczego zmarli powracają jako niebieskie duchy? Ponieważ mogą tak robić bez znaczącego powodu - to święte prawo fantasy, czyli gatunku dominującego w serii. Fundamenty filmowego świata nie zostały zbudowane z tego, co bliskie naszej rzeczywistości. Elementy "science" to ledwie estetyczny dodatek do fantastycznych kreacji. Efektowność kupiona za cenę powtarzania "bo tak" w odpowiedzi na pytania zaciekawionej publiki.
Nie są to wszystkie kryteria, według których można klasyfikować utwory fantastyczne. Dużą rolę w tym procesie stanowi jednak subiektywne podejście do sztuki, z którym nie sposób dyskutować. W rzeczywistości szybko można zauważyć, że niewielkie znaczenie ma to, czy utwór znajdzie się na półce opisanej "fantasy", czy "s-f". Nawet jeśli ktoś przeczyta powyższe akapity, wilkołak z "Ginger Snaps" nie będzie przez niego postrzegany jako istota bardziej zwyczajna od tych z "Underworld". "Fantasy" oraz "science-fiction" bowiem to tylko nazwy, które nie warunkują tego, jak bardzo wymyślny może być prezentowany świat. Mogą co najwyżej pomóc w rozwiązywaniu sporów między miłośnikami - rzekomo - tylko jednego z gatunków. Pozwalają poznać własny gust, dowiedzieć się dlaczego lubimy tylko jedno z dwóch dań, mimo że zostały przyrządzone z tych samych składników. Jednak nawet, gdy zostaną sprecyzowane wszystkie reguły klasyfikacji, niektóre dzieła wciąż będą wzbudzać kontrowersje. Dlatego nawet po zapoznaniu się z uzasadnieniem, większość czytelników tego tekstu nie przyzna, że "Gwiezdne wojny" to fantasy... lub dowolne dzieło traktujące o alternatywnej historii świata.
|