STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE


Biorąc pod lupę norweskie kino grozy - w dodatku to sprzed 2000 roku, dojdziemy do wniosku, że gatunek ten ogólnie rzecz biorąc nie istniał. Dopiero całkiem niedawno pojawiły się takie tytuły jak „Dark Woods” (2003) Påla Øie czy „Dead Snow” (2009) Tommy'ego Wirkoli. Jednak co bardziej wytrwały wielbiciel skandynawskiej grozy dokopie się do kilku pozycji, które warto wywlec na światło dzienne. Wielu może pozazdrościć Norwegom warunków do kręcenia filmów wszelakiego rodzaju. Majestatyczne krajobrazy osnute mgiełką tajemniczości aż proszą się o uwiecznienie w kadrze. Reżyser Kåre Bergstrøm był w pełni tego świadom. Choć jego filmy nie cieszą się na świecie (a nawet w Europie) wielką popularnością, warto zwrócić uwagę na ten kawałek kina. „Lake of the dead”, zaliczany do filmu noir, to adaptacja powieści André'go Bjerke pod tym samym tytułem, wydanej w 1942 roku.

Grupka przyjaciół z Oslo postanawia spędzić kilka dni w domku nad jeziorem, należącym do brata jednej z kobiet. Gdy przybywają na miejsce okazuje się, że ów mężczyzna przepadł. Poszukiwania nie przynoszą rezultatu. Tajemnicze ślady, zwłoki psa, hałaśliwy kruk na kominie, znaleziony pamiętnik dają początek licznym spekulacjom. Dodatkowo grozę budzi żyjąca w tej okolicy legenda o jednonogim duchu Tore'a Gråvik, który przed stu laty, w wyniku niezdrowej miłości do swej siostry, zamordował ją oraz jej kochanka, po czym sam odebrał sobie życie niknąc w czeluści jeziora.

   

Film ten intryguje. Widz niczym Sherlock Holmes podąża w ślad za bohaterami chcąc rozwikłać niecodzienną zagadkę. Jednak zgubne głębiny, pokryte dla niepoznaki kołyszącymi się liliami, otoczone mrocznym lasem i dziką roślinnością nie tak łatwo dają odkryć swe sekrety...

Można rzec, że jest to historia kryminalna i klasyczne ghost story w jednym. Bergstrøm stworzył film inteligentny i sugestywny. Nastrój tajemniczości udziela się już od pierwszej minuty. Mimo sporej ilości dialogów, akcja wcale nie słabnie. Skrzętnie budowane napięcie osiąga swe apogeum w interesującym zakończeniu. Nieprzerwanie towarzyszy nam nastrojowa muzyka autorstwa Gunnara Sønstevolda. Dobrze opowiedziana fabuła to kolejny plus obrazu norweskiego reżysera. Można mieć jedynie drobne zastrzeżenia do gry aktorskiej. Momentami dało się wyczuć pewną sztuczność, nienaturalność (zwłaszcza filmowej Liljan). Zapewne była to maniera wpisana w warsztat teatralny aktorów, którzy oprócz grywania w filmach, występowali wówczas na deskach teatru. Jak by nie było, kwestia ta w żaden sposób nie umniejsza wartości filmu.

”Lake of the dead” może być lekcją dla współczesnych twórców parających się horrorem, gdzie namiętnie uprawiana szkoła kopiowania tego co było, tanie efekciarstwo i wylewająca się zewsząd głupota często idzie w parze z brakiem sensownej fabuły (na szczęście są wyjątki). „Lake of the dead” polecam szczególnie wielbicielom nastrojowej grozy. Tak więc sięgnijmy do korzeni i poddajmy się nieprzeniknionej mocy wodnej otchłani...

Beware of the currents of the lake.
It's dangerous to dream. Stay awake.
The nix pretends to be asleep.
Above him lilies gently sweep.



   


Autor tekstu: Martyna Suchoń [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 21 czerwca 2011
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]



STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE



Podziel się