Lato Filmów jest jednym z najstarszych letnich festiwali w Polsce. W tym roku, w dniach 8-13 lipca, odbyła się 14. edycja. Festiwal przenosił się już dwa razy, najpierw przez okrągłą dekadę funkcjonował w Kazimierzu Dolnym, później na trzy lata zmienił miejsce zamieszkania na Toruń, by w tym roku wylądować w Warszawie - już na stałe, jak zapewniają organizatorzy. Wypada im wierzyć i mieć nadzieję, że będą organizowali tę filmową imprezę jeszcze przez długi czas, gdyż jest to kolejny świetny polski festiwal, który ma bogatą (i nietypową) ofertę programową i proponuje łączenie rozrywki z kinem cięższym, w tym z historią filmu. Nie jest to impreza o takim zasięgu i formacie jak Era Nowe Horyzonty, Camerimage czy Warszawski Festiwal Filmowy, lecz gdyby postawić ją przy polskich gigantach, to pomimo skromniejszych środków pod względem programowym nie miałaby się naprawdę czego wstydzić.
 Kino Luna z zewnątrz |
 Tłumy w Lunie, w tle biuro festiwalowe |
Relacja ta będzie nieco specyficzna, gdyż moja bytność na warszawskim Lecie Filmów ograniczyła się do roli wolontariusza, dlatego też nijak obiektywny być nie mogę - poznałem festiwal od wewnątrz, a jego organizatorów polubiłem za pasję z jaką wykonywali swoją pracę i profesjonalne radzenie sobie z największymi nawet problemami. A tych było sporo, nie ma tego co ukrywać - na Lecie Filmów występowały problemy z napisami, kopiami filmowymi, pojawiały się opóźnienia seansów, a nawet przerwy w środku projekcji i kilka innych pomniejszych wpadek. Myślę, że winę można częściowo zrzucić na przeprowadzkę, ale kolorytem festiwalowym nazwać tego nie można i rozumiem frustrację niektórych osób, złorzeczących na organizację, czasem wręcz wychodzących z sal. Myślę jednak, że były to pojedyncze przypadki i większość widzów wychodziła z seansów zadowolona, bowiem przy wszystkich niedociągnięciach 14. Lato Filmów wytworzyło swoisty klimat, czego doświadczyłem w rozmowach z widzami oraz kilkukrotnym podsłuchiwaniem (kajam się!) rozmów o festiwalu. A poza tym 14. Lato Filmów było nietypowe. Ta edycja, poza programem filmowym, będzie przede wszystkim kojarzona poprzez nietypowy chwyt promocyjny, jakim były darmowe wejściówki na wszystkie seanse. Wystarczyło jedynie wybrać odpowiednio wcześniej bilety na filmy, które w jakiś sposób nas interesowały (a było co oglądać) i później przyjść na dany seans. Taki zabieg miał oczywiście na celu 'wkupienie się' w łaski warszawiaków po przeprowadzce do stolicy i pomimo, że darmowe bilety również przysporzyły organizatorom kilku siwych włosów oraz głosów krytyki, myślę, że swoją rolę spełniły.
 Widzowie w Lunie |
 Organizatorzy festiwalu, od lewej:
Julia, Maciej i Magda Zabojszcz, Michał Mysliński |
Podsumowując, ta mini-relacja powstała przede wszystkim po to, żeby poinformować naszych czytelników, że taka impreza istnieje, gdyż przez zawirowania ze zmianami miejsc Lato Filmów trochę jakby zniknęło ze świadomości Polaków. Uważam, że należy to zmienić. Postaram się więc być jak najbardziej obiektywny, jak tylko potrafię w danej sytuacji. A jako pewnego rodzaju wzbogacenie relacji postarałem się o (mam nadzieję) atrakcyjny dodatek w postaci kilku wywiadów/rozmów. W dwóch pierwszych o festiwalu rozmawiam z organizatorami - dyrektorem Lata Filmów, Maciejem Zabojszczem oraz dyrektorem artystycznym - Michałem Myślińskim. Panowie szczerze przyznają się do błędów i twierdzą, że za rok przypilnują bardziej kwestii napisów, i mówią ogólnie o samym festiwalu. Trzy pozostałe rozmowy stanowią pewien bonus związany z tegoroczną edycją. Są to więc wywiady z bułgarską reżyserką Igliką Triffonovą, której film "Śledztwo" został nagrodzony w konkursie na Najlepszy Scenariusz; z Maią Morgenstern, znaną rumuńską aktorką, która w Polsce kojarzona jest przede wszystkim z roli Maryi w "Pasji" Mela Gibsona, a do Warszawy przyjechała przedstawić i rozmawiać o filmach Luciana Pintilie, o którym więcej za chwilę; oraz z Jurgenem Bruningiem, producentem filmu "Otto, czyli niech żyją umarlaki" w reżyserii specyficznego kanadyjskiego twórcy o pseudonimie artystycznym Bruce La Bruce, czyli obrazu, który wywołał największe kontrowersje wśród festiwalowej publiczności, wiele osób wyszło z projekcji, a ci, którzy zostali, starli po filmie zażarty bój z Bruningiem, zarzucając mu m.in. przekraczanie granicy, która dzieli film erotyczny od pornografii. Zachęcam do zapoznania się z tymi rozmowami, znajdują się one na końcu tekstu. A teraz kilka słów o samym festiwalu.
 Jurgen Bruning podczas dyskusji, ja w roli tłumacza |
 Maia Morgenstern |
Na 14. Lecie Filmów wybór był całkiem szeroki. Z trzech festiwalowych konkursów najważniejszym był Międzynarodowy Konkurs na Film z Najlepszym Scenariuszem - w szranki stanęło 8. ciekawych i zróżnicowanych pod względem tematyki i ciężaru gatunkowego filmów, a jury główną nagrodę, Złote Pióro, przyznało bułgarskiemu "Śledztwu", wyróżniając serbskie "Huddersfield" oraz francuskie "Baby Love". W Konkursie Kina Niezależnego wyróżniony został "Sick of it", natomiast w Konkursie Etiud Studenckich "Radioakcja" oraz "Pojechał, zobaczył". Nagroda publiczności powędrowała do polskiego "Ogrodu Luizy" oraz wspomnianego wyżej "Baby Love". Honorowe Pióra Mistrza zostały przyznane znakomitym polskim scenarzystom: Andrzejowi Mularczykowi oraz pośmiertnie Jerzemu Janickiemu.
 Główne nagrody - Złote Pióra |
 Zwycięska Iglika Triffonova, ja również w roli tłumacza |
Jednak to nie konkursy stanowiły moim zdaniem największą atrakcję Lata Filmów, lecz pozostałe cykle. Hitem programowym, choć chyba nie do końca frekwencyjnym, była wspomniana wcześniej retrospektywa filmów Luciana Pintilie, rumuńskiego twórcy tworzącego w komunistycznym reżimie, który podłożył podwaliny pod obecne sukcesy tej kinematografii. Na festiwalu przypomnianych zostało 9 jego filmów, w tym uważany za opus magnum reżysera - "Rekonstrukcja". Cykl ten był prawdziwą gratką dla widzów, gdyż filmy Pintilie są praktycznie nie do dostania, a przedstawiają ogromną wartość, nie tylko filmową, ale również i historyczną, tym bardziej dla nas bliską, że w znakomitej większości portretują społeczeństwo żyjące w dobie komunizmu. Przypomniana została również francuska Nowa Fala, która porządnie zamieszała nie tylko w kinie europejskim, ale także światowym. Truffaut, Godard, Resnais, Rohmer - te nazwiska stanowią pewną markę, nawet jeśli ktoś nie przepada za ich filmami. W cyklu przedstawionych zostało aż 18 filmów, choć należy przyznać, że właśnie filmy nowofalowe sprawiały organizatorom najwięcej kłopotów z napisami i to o nie najbardziej mieli pretensje widzowie. Niemniej zobaczyć film Godarda na dużym ekranie stanowi moim zdaniem wystarczającą zachętę. Kończąc cykle wspominkowe należy wspomnieć również o "Żegnaj, Rewolto...", czyli pewnej próbie podsumowania i odnalezienia sedna buntu młodzieży sprzed 40. lat, który poskutkował między innymi Nową Falą. To bardzo ciekawy cykl z tego względu, że 6 przedstawionych filmów przedstawia czasy samego buntu (na przykład "Chłodnym okiem" H. Wexlera), jego pojmowanie w czasach współczesnych ("Marzyciele" B. Bertolucciego) oraz w pewnym sensie efekty ("Edukatorzy" H. Wiengartnera). Cykl został zakończony debatą prowadzoną przez Stanisława Zawiślińskiego o idei tamtego buntu i o tym, co z niego dziś zostało. Te trzy cykle, wspominające historię kina oraz w dużym sensie odzwierciedlające pewne nastroje społeczne, powinny już same w sobie zachęcić do wybrania się do kina, ale to nie wszystko, co Lato Filmów miało w zanadrzu.
 Wolontariusze przed kinem Luna |
Tłumy przed wejściem na sale |
A miało jeszcze trzy cykle. Pierwszy to przegląd bardzo egzotycznej dla nas kinematografii kubańskiej. Przedstawionych zostało 9. niezależnych filmów z tego kraju, często politycznych i pokazujących inny obraz 'gorącej wyspy'. Drugi przegląd, choć przeglądem tego chyba nazwać nie można, to "Focus on - Korea Północna w soczewce", czyli nie tyle kinematografia izolowanej od świata Korei Północnej, lecz swego rodzaju porównanie wypuszczanych przez państwo propagandowych dokumentów z kręconymi tam niezależnymi produkcjami oraz dokumentem zrealizowanym przez BBC. Już samo zapoznanie się z filmami o tych dwóch jakże odmiennych od siebie krajach stanowiło wystarczającą zachętę, nie mówiąc już o wartości w postaci spojrzenia za kurtyny tych mało znanych w Polsce krajów i skonfrontowanie własnego sposobu myślenia o nich z prawdą. Jak widać różnorodność Lata Filmów była spora, wymienić należy także cykl "Doc TV", który prezentował krótkometrażowe dokumenty wyprodukowane m.in. przez TVN24. Jednak pisząc o warszawskiej imprezie, nie sposób nie wspomnieć o odbywającym się równolegle ScriptFestivalu, czyli raju dla wszystkich scenarzystów, z wykładami, warsztatami, rozmowami i panelami dyskusyjnymi. ScriptFest to najmłodsze dziecko Lata Filmów, które jednak zaznaczyło wyraźnie swoją obecność i w przyszłości najprawdopodobniej okaże się sztandarowym punktem festiwalu. Co cieszy, ponieważ dyskusja, która tam się toczyła i będzie toczyć powinna z pewnością włączyć się w szerszą dysputę o kondycji polskiego kina - a jak wiadomo nie od dzisiaj, film zaczyna się od scenariusza i jeśli ta podstawa jest źle skonstruowana to niewiele można zrobić.
 Dyskusja na ScriptFestivalu |
 Goście SciptFestu - Krzysztof Krauze, Joanna Kos-Krauze |
Jako bonusy do filmowych wydarzeń organizatorzy przewidzieli również kilka wystaw i koncertów, a także pokazy plenerowe, które niestety były masowo odwoływane z powodu kapryśnej pogody. Wszystko to odbywało się w trzech warszawskich kinach - Luna, Rejs i Paradiso oraz na Uniwersytecie Warszawskim (ScriptFest), choć głównym punktem była oczywiście kultowa w niektórych kręgach Luna, ciągle walcząca z pogłoskami o zamknięciu. Widzowie tłumnie podpisywali znajdującą się w hallu kina petycję i nie szczędzili słów w rozmowach o pomyśle zlikwidowania jednego z ostatnich bastionów kina nie związanego z panoszącymi się wszędzie masowymi multipleksami. O ile wiem, nie ma jeszcze wyznaczonej daty przyszłorocznej, 15. już odsłony Lata Filmów, na pewno odbędzie się pod koniec czerwca/na początku lipca. Nie ma również praktycznie żadnych wzmianek o tym, co będzie można znaleźć w programie - organizatorzy pilnie strzegą swoich tajemnic, ale wiadomo, że mają już wyznaczone dość konkretne cele. Pewne jest natomiast to, że po udanej przeprowadzce do stolicy postarają się stworzyć jeszcze lepszy festiwal. Mam nadzieję, że chociaż częściowo oddałem wartość tej imprezy na rynku polskich festiwali filmowych, i że udało mi się również choć trochę do niej zachęcić. Pomimo tego, że za rok jakieś (symboliczne) opłaty zapewne zostaną wprowadzone, to gorąco zachęcam wszystkich, którzy zostaną w Warszawie w pierwszej połowie lipca oraz ewentualnych przyjezdnych, do śledzenia informacji o Lecie Filmów, których należy wypatrywać za jakiś czas na www.latofilmow.pl. A w tej chwili oddaje głos organizatorom i zapraszam do rozmów z gośćmi festiwalu
Zdjęcia zostały dostarczone przez organizatorów
 |
Autor relacji: Darek Kuźma - BEOWULF |
Klub Miłośników Filmu
08.08.2008 |
|