"Procesy są zbyt ważne, aby pozostawiać je w rękach ławników"
To nadzwyczaj interesujące zdanie wypowiedziane przez jednego
z bohaterów "Ławy przysięgłych" usilnie zdaje się przyświecać całej opowieści.
Po scenariuszu o takim wydźwięku można zatem spokojnie spodziewać się
dramatu sądowego najwyższej jakości - trzymającego w napięciu,
szarpiącego uczucia i prowadzącego emocjonującą grę z widzem.
Zaczyna się film Gary'ego Fledera wzorcowym przykładem Hitchockowskiego
'trzęsienia ziemi'. Jednak, o ile początkowa 'akcja' zapowiada
film mocny i wciągający, tak dalsze półtorej godziny seansu coraz
bardziej pozbawia nas złudnych nadziei na dobry film. Oto bowiem zaczyna się sądowy
proces, w którym wdowa po zabitym (z broni palnej) mężu, skarży
o niebagatelne odszkodowanie firmę, która ową broń wyprodukowała...
...zaczyna się wybieranie ławników, w czym palce dzielnie macza słynny
znawca ludzkich charakterów, konsultant sądowy Rankin Fitch (Gene Hackman). Do ławy
dwunastu gniewnych ludzi dostaje się Nicholas Easter (John Cusack),
a kobietę w sądzie reprezentuje Wendell Rohr (Dustin Hoffman). To
właśnie między nimi rozgrywać się będzie nadzwyczaj zawiła intryga...
która miast wciągać, niestety diabelnie nudzi. I nie mówię tu o marginalnych
niemalże rolach Hackmana i Hoffmana, którzy nie pokazują na ekranie
niczego ponad średni poziom aktorstwa. Nie mówię o postaciach, które
nie potrafią zainteresować, a Bruce McGill, który w "Informatorze" Michaela Manna
rozpierał swoją charyzmą ekran, tu ogranicza się w roli sędziego jedynie do stukania
młotkiem, uciszania i 'oddalania' bądź 'podtrzymywania' sprzeciwów.
Nie mówię też o tym, że los wdowy która walczy
o odszkodowanie - był mi zupełnie obojętny. Mówię przede wszystkim
o tym, że historia opowiadana na ekranie jest wyprana z jakiejkolwiek
dramaturgii.
Owszem, poziom adrenaliny podskakuje na samym początku
filmu, w prologu - o czym już pisałem. Także na końcu, gdy dowiadujemy
się kto, dlaczego, skąd i po co - przez chwilę robi się ciekawie, choć
kumulacja i rozwiązanie intrygi następuje zdecydowania zbyt szybko,
przez co nie można w pełni wczuć się w uczucia i motywy kierujące
bohaterami. Pomiędzy mocnym początkiem i silącym się na oryginalność
finałem - jest linia pozioma, napięcie zerowe, równia nie pochyła,
po prostu nuda. Czemu, pytam czemu zabrakło ikry tam, gdzie powinno
być jej najwięcej - czyli na sali sądowej i w pokoju rozmów 12 gniewnych.
Czemu nie ma mieszania i zamieszania w osądach i sądach ławników?
Jakże daleko temu filmowi do takich dramatów sądowych jak "Ludzie honoru",
"12 Gniewnych ludzi" czy "Zabić Drozda". Tym bardziej dziwi fakt 'nijakości'
"Ławy przysięgłych", że scenariusz oparto na powieści Johna Grishama,
który jest autorem takich sądowych arcydzieł jak "Klient", "Czas zabijania"
(genialna mowa końcowa!) czy "Raportu Pelikana" i "Firmy". Filmy wyżej wymienione
zmuszały do tego, aby widz ruszył tyłek i zaangażował się w to co widzi
na ekranie, żeby zaczął kibicować, żeby opowiedział się po którejś ze stron, a przede
wszystkim aby nie pozostał obojętny.
Grzechem "Ławy przysięgłych" jest właśnie obojętność, oraz brak fabuły którą można by samodzielnie
odkrywać, rozszyfrowywać, układać elementy układanki w całość. "Ława przysięgłych"
podaje wszystko na talerzu, włącznie z zaskakującym w założeniu zakończeniem,
które jest może i ciekawe, ale nieco naciągane i mało emocjonujące.
Szkoda, szkoda niestety dwóch godzin spędzonych w kinie. Szkoda, że
reżyser doskonałego thrillera jakim był "Kolekcjoner", zapomniał
o rzeczy podstawowej; o zaciekawieniu widza tym, co dzieje się na
ekranie. I nie mówię tu o strzelaninach, wybuchach czy szybkim
montażu lub rozedrganych zdjęciach, bo dobry dramat sądowy (jak te
wymienione przeze mnie powyżej) potrafią wgnieść w fotel lepiej, niż
niejeden nafaszerowany ołowiem film akcji. "Ławie przysięgłych" się
to zdecydowanie nie udało.
Tytuł oryginalny: "Runaway jury"
Tytuł polski: "Ława przysięgłych"
Reżyseria: Gary Fleder
Scenariusz: Brian Koppelman, David Levien
(na podstawie powieści Johna Grishama)
Muzyka: Christopher Young
Zdjęcia: Robert Elswit
Obsada:
John Cusack jako Nicholas Easter
Dustin Hoffman - Wendell Rohr
Gene Hackman - Rankin Fitch
Rachel Weisz - Marlee
AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX