Strona główna KMF


JAKOŚ TO BĘDZIE


Smutne, przygnębiające, pesymistyczne, brudne - takie "Lekcje pana Kuki" nie są. Istnieją motywy, które z miejsca zniechęcają do siebie widzów szukających miłych chwil w kinie - bezrobocie, zło, kredyty, przestępczość, urząd skarbowy, komornicy. Zresztą, jakiś czas temu synonimem kina polskiego były przymiotniki użyte na początku tego akapitu. Coś jednak pozytywnie zgrzytnęło w lokalnym zaścianku, a jednym z przejawów - jednym z naprawdę wielu! - jakościowego pęknięcia jest właśnie witający się z kinami najnowszy film Dariusza Grajewskiego, autora docenionej i przecenionej "Warszawy". Czy warto dać mu szansę? Czy lekcje życia wg pana Kuki są warte 20zł wydanych na bilet?

Muszę szczerze przyznać, że kręcą mnie motywy drogi w historiach filmowych. Autor ma szansę postawienia swego codziennego bohatera w niecodziennym świetle, skorelowania kilku, skrajnie odmiennych, postaw i opowiedzenia kawałka przygody, która w intrygujący sposób wpływa na życia bohatera. Kino drogi stara się zazwyczaj pobudzić wyobraźnię, która, bezpiecznie tkwiąc w głowie widza, przygląda się z zainteresowaniem losom często niebezpiecznym - i to bywa ciekawe, inspirujące, orzeźwiające. Ciekawi są też sami bohaterowie opowieści - tak inni i tak odmienni od nas samych, bądź odwrotnie: tak bliscy, tak mentalnie spokrewnieni.

Waldek (sympatycznie prezentujący się Łukasz Garlicki) to zwyczajny blondas z Polski A, B lub C. Ta Polska, tutaj pokazana w krótkich ujęciach, nie jest ani zła, ani wyjątkowo dobra. Nie jest to świat, z którego warto za wszelką cenę uciekać w poszukiwaniu czegoś lepszego, czegoś, co brzmi jak zgrabny emigrancki slogan. Waldek pewnie nie czuje się nieszczęśliwy, ale coś pcha go gdzieś. Gdzie? Pewnie nie wie sam, dopóki lokalny kuternoga, mądralińska moczymorda, pan Kuka, nie podpowie co i gdzie w kilku znamiennych lekcjach, które sprowadzają się do sprawdzonej przez siebie samego tezy: nigdy nie zakładaj koszulki z napisem "How can I serve you?".



Waldek wyjeżdża do Austrii. Mogłaby się zacząć w tym miejscu rzewna historyjka emigrancka w rodzaju telewizyjnych "Londyńczyków", lecz Gajewski zupełnie inaczej - wbrew pewnym oczekiwaniom - buduje strukturę swej i Radka Knappa (autora książkowych "Lekcji...") opowieści.
Waldek, chłopek-roztropek, przygląda się mitom Zachodu odmiennie niż bohaterowie np. "Polak potrzebny od zaraz" Kena Loacha. Młodzian zna dwa języki obce, jest bystry, miły, uczciwy, uroczo naiwny. Pakuje konserwy i paprykarz szczeciński do plecaka i wyrusza w podróż, która jest niepewna, zarówno jeśli chodzi o bezpieczeństwo materialne, jak i duchowe. Ale co tam, Waldek nie ma pretensji do świata, ani tym bardziej do siebie. Chce doświadczyć znanego-nieznanego, czyli emigracji. W jakim celu? W sumie niewiadomo. On sam nie wie. Doświadczenie wolności? Na pewno. Turystyka? To też ciekawi. Pieniądze? Przydadzą się. Waldek niebieskim ptakiem? Takiego portretu bohatera - tak cudacznie współcześnie polskiego, choć przecież wcale nieautentycznego - dawno nie mieliśmy w polskim kinie. Zjawia się w Wiedniu i od razu oszukują go - trudno, bywa i tak. Idzie dalej. I okradają, biją - cóż, takie życie, a żyć przecież trzeba. Bywa, że boli bardzo. Obrywa od losu, choć, o ironio, los go wcale nie poniewiera, bo w całym tym nieszczęściu trzyma się go szczęście. Czuje powiew wolności, Wiedeń zaciekawia, euro w końcu ląduje w kieszeni. Ma przyjaciół, z którymi napije się wódki. Ma kochanki, które oddają mu się z różnych powodów. Ma nietypową pracę, której niektórzy mogliby pozazdrościć. Przedziwne perypetie, czyż nie? Odrealnione, lecz jednak nie pozbawione pierwiastka autentyczności. Mit Zachodu potwierdzony i zdemitologizowany.

Tak żyje Waldek, tak żyją pozostali bohaterowie - tu i teraz nastawieni na bycie, a nie posiadanie. Plan zaludniają typy oryginalne. Na przykład Lothar (świetny August Diehl), anarchista i pianista, szukający w życiu harmonii. W przeciwieństwie do Waldka, stara się kreować swój los, a nie płynąć z prądem (co nie znaczy, że jeden albo drugi gorzej na poszukiwaniu sensu wychodzi). Mirek (nie do końca wykorzystany talent Karolaka), to facet, którym może się stać Waldek za kilka lat, jeśli nauczy się odważnie uderzać z bańki w czoła faszyzujących debilów atakujących z zaskoczenia w metrze. Do galerii postaci dorzućmy: zdziecinniałego starca, posągową piękność Wenus, Zbrojewicza-robola i zgorzkniałego Kukę plus kilka innych niespodzianek charakterologicznych, które doskonale wpisują się w nietypowy świat widziany oczami twórców.



Dariusz Gajewski przedstawia bohaterów z lekkim dystansem. Jeśli opowiada o sensie ich życia, to bez użycia banałów, bez wielkich słów, bez zgrabnych bon motów. Za to ze zdrową ironią, nawet gdy ta sugeruje, że nie są oni zbyt rozgarnięci. Jeśli pokazuje miejsce, tutaj Wiedeń, to bez pocztówkowych ujęć w idyllicznej scenerii. Stolica Austrii z "Lekcji pana Kuki" to miasto widziane oczami chwilowego emigranta, który widzi nie tylko budynki z prospektów reklamowych, ale i zwyczajne kamienice, bloki mieszkalne, szaro-bure mury. Bohaterowie pałętają się i po przedmieściach, i turystycznych punktach na mapie. Kontrastuje również muzyka - raz klasycznie (czyli zgodnie z przyzwyczajeniami, wszak to Wiedeń przecież), innym razem elektronicznie, gitarowo. Jest miło, zaskakująco.

Bo film Gajewskiego to takie sympatyczne, bezpretensjonalne dziełko unikające ponurych konstatacji. Przypomina w wielu momentach czeską komedię, bo i tutaj, i tam najbardziej umiłowana jest codzienność, poczucie humoru i celne spostrzeżenia natury ogólnej. Autor "Warszawy", patrząc na bohaterów z takiej, a nie innej perspektywy, staje się wyjątkową postacią w kinematografii polskiej - nadał filmowi indywidualny styl, zbudował oryginalny klimat, powiedział interesująco o kilku błahych sprawach. Wybaczam "Lekcjom pana Kuki" rozwlekłość, fabularny chaos, doraźne artystowskie mizdrzenie się do widza. Wybaczam poirytowanie tymi - niewątpliwymi przecież - usterkami tuż po seansie. Bo warto olać to, co warte olania. Bo Kuka zasługuje na dokładniejsze wysłuchanie.

Ocena: 7/10


Warto przeczytać:

Recenzja "Warszawy"


Forum KMF



Rok produkcji: 2008
Kraj: Polska/Austria
Czas trwania: 92 minuty

Reżyseria: Dariusz Gajewski
Scenariusz: Dariusz Gajewski, Radek Knapp, Roland Gugganig
Zdjęcia: Wojciech Szepel

Obsada:
Łukasz Garlicki   .....Waldemar
August Diehl   .....Lothar
Nadia Cameron-Blakey   .....Irina
Tomasz Karolak   .....Mirek
Anna Przybylska   .....Ala
Andrzej Grabowski   .....Kuka


Wyślij e-mail Autor recenzji:
Rafał Oświeciński - DESJUDI
Klub Miłośników Filmu
28.11.2008