K L U B   M I Ł O Ś N I K Ó W   F I L M U



Leonidas i jego trzystu
UWAGA - TEKST ZAWIERA SPOJLERY - UWAGA



Dawno już o żadnym filmie nie myślałem tyle, co o "300" Zacka Snydera, reżysera którego ceniłem już za debiutancki "Świt żywych trupów". Dawno nie widziałem w kinie tak charyzmatycznej postaci jak Leonidas w wykonaniu Gerarda Butlera. Nie pamiętam też, kiedy ostatni raz jakaś scena w jakimś filmie spowodowała, że autentyczne ciarki przeszły mi po plecach. Okrzyk "This is Sparta!" z ust Gerarda Butlera i kopnięcie perskiego posła to absolutne mistrzostwo aktorstwa i montażu. Okrzyk, cięcie, potężne kopnięcie posła i jego upadek w przepaść - Holly Christ! Ależ to jest naładowane wściekłością i gniewem. Jak to jest genialnie wymyślone i zainscenizowane! Jest napięcie, jest nerw, jest widowisko! A dodatkowo, zawierają się w tej krótkiej scenie, najważniejsze informacje o głównym bohaterze.





Facet jest odważny, silny, nieobliczalny i gotowy łamać wszelkie zasady w imię walki o własny kraj i swoich bliskich. Jest najbardziej niebezpiecznym człowiekiem swoich czasów (choć za jego potężnymi plecami stoi - jak za każdym wielkim mężczyzną - kobieta). On i jego trzystu. Oddychające powietrzem, napędzane odwagą maszyny bojowe. Wytrenowane do zabijania, do walki o honor i ojczyznę. Trzystu Spartan jest jak żywy organizm. Krzyczą jednym głosem, działają i walczą jak perfekcyjnie zaprogramowane, bezbłędne bojowe automaty niemożliwe do zatrzymania. Nawet gdy w finale stoją za plecami Leonidasa, skrywając się pod tarczami, wyglądają jak gigantyczny, stalowy pancernik; jedna, wielka, rozumna i wciąż śmiertelnie niebezpieczna masa. Na tych trzystu wojowników, którym wojenna zawierucha sprawia wyraźną, dziecinną wręcz frajdę, naciera kilkutysięczna armia perska. I od początku do końca widać jak na dłoni, że to przeważające siły wroga weszły nie do tego pomieszczenia co trzeba. Potężna armia Persów wpadła po same uszy w bagno, bo dla Leonidasa i jego "straży przybocznej", pole bitwy to hedonistyczne spełnienie! Leonidas i jego trzystu, bawią się przeciwnikami niczym pionkami w grze, której nie mogą przegrać.





Trzystu vs. Persowie to cała masa scen batalistycznych gęsto usłanych trupem, obficie polanych krwią, mocno okraszonych potężną, energiczną muzyką, która zdaje się być skomponowana z bitewnego zgiełku, adrenaliny buzującej w żyłach Spartan i okrzyków wydobywających się z przecinanych gardeł i odpadających wrogich głów. Cyfrowo generowana krew zdaje się być tu przeciwwagą, lightowym elementem, który ma przypominać widzowi, że to tylko film. Bo gdyby jeszcze z odciętych nóg i przebijanych torsów tryskała prawdziwa czerwona ciecz, to mielibyśmy przed oczami nie filmową nawalankę ujętą w cudzysłów taśmy 35mm, a prawdziwy reportaż z pola bitwy. Starcia, potyczki i pojedynki w "300" to w kinie zupełnie nowa jakość. Niby konwencja komiksowa, niby to wszystko przesadzone, wyolbrzymione, pokazane przez "filtry umowności" i przekoloryzowane. Ale te sceny walk, paradoksalnie wyglądające na niezwykle realistyczne(!), ogląda się z wściekłą satysfakcją, uśmiechem na twarzy, szczęką na podłodze i prawdziwymi emocjami. EMOCJAMI! Gdyby w kinie rozdawano szaliki z napisem SPARTA, można być pewnym, że męska część widowni trzymałaby je w górze krzycząc "This is Sparta!", zagorzale kibicując Leonidasowi i jego trzystu. Krwawe bitwy w filmie Snydera sprawiają bowiem niekłamaną, prymitywną przyjemność, jakby na ekranie pokazane było coś w swojej prostocie pierwotnego. Coś, o czym w zaciszu domowym marzy niejeden facet zmywający gary. To coś to niczym nieskrępowana żądza zabijania... a jeśli nie, to przynajmniej pragnienie patrzenia na widowiskowe zabijanie w jak najbardziej słusznej sprawie. Bezpieczne i niekaralne, bo zamknięte w filmie.





O spełnienie instynktownych, zapisanych w DNA każdego mężczyzny krwawych pragnień i zaspokojenie żądzy, dodatkowo we wtórze żywych emocji i niesamowitości, w kinie trudno. A tu Zack Snyder z brawurą wrzuca nas w sam środek eksplozji adrenaliny! A w środku tych niesamowitości Leonidas i jego trzystu. A wszyscy wyglądający jak po wyjściu z siłowni, nakoksowani, nabuzowani testosteronem, niczym trzystu wspaniałych, gotowych zadziwić widza. Wspomnieć starczy chociażby skok jednego ze Spartan na wąsatego wysłannika Persów. Zwolnione tempo, perski "negocjator" bierze zamach biczem. Spartanin biegnie, wyskakuje ze skały, w locie bierze zamach mieczem. A gdy wybija się do lotu, widać jak pracuje każdy jego mięsień. Ruchoma rzeźba doskonała! Zresztą dbałość o szczegół, odpowiednie kadrowanie, kolorystykę (ah, ta nocna walka z armią Nieśmiertelnych) i tło sprawia, że niemal każdy kadr filmu Snydera nadawałby się do powieszenia na ścianie, oprawiony w ramy, namalowany farbą olejną na płótnie.

Pierwsze starcie w wąwozie; głośne okrzyki Leonidasa. Wyartykułowana każda sylaba. Rozkazy wycedzone przez zęby. Bez wahania, cienia strachu czy obawy przed nacierającym wrogiem w liczbie tysięcy. Gerard Butler i jego Leonidas to bohater idealny. Kochający mąż, skrywający uczucia król, oddany przywódca, perfekcyjny strateg i oddany przyjaciel swoich żołnierzy. Za takim wodzem przyjemnie iść w ogień, przyjemnie wejść pod grad strzał zasłaniających słońce i walczyć w cieniu. Leonidas stoi bowiem na pierwszej linii ognia. To on toczy zawzięty bój z przerośniętym stworem spuszczonym z łańcucha przez Persów. Leonidas nie klęka przed Xerxesem stwierdzając ironicznie, że od zabijania jego ludzi dostał skurczy w mięśniach nóg - poczucie humoru, rzecz bezcenna. Wreszcie to on ginie na końcu filmu. On i jego trzystu. Ale tuż przed śmiercią rani Xerxesa, a zdrajcę Ephialtesa żegna słowami: "Obyś żył wiecznie" - inteligencja, równie bezcenna jak poczucie humoru. Sam, tuż przed oddaniem ostatniego tchnienia, słyszy od jednego ze swoich żołnierzy: "To wielki honor móc umrzeć przy Twoim boku" - lojalność, zaufanie, miłość. Najlepsze podziękowanie jakiego można zaznać w chwili śmierci.





Choć "300" zbiera w większości dobre i bardzo dobre recenzje, słychać stąd i zowąd, że to film ze słabym scenariuszem lub, że to film scenariusza wręcz pozbawiony. Że to tylko i aż, widowiskowa nawalanka. Paradoksalnie jednak, komiksowy "film bez scenariusza" wciąga od pierwszej do ostatniej minuty. Porywa, wgniata w fotel, zachwyca, nie pozwala się nie zaangażować. Śmierć Leonidasa pozbawiona patosu, jest przecież niesamowicie smutna. Bo żal ogromny, że zginął taki człowiek. TAKI przywódca, taka nietuzinkowa jednostka, taka osobowość! I pozostaje już tylko wspominać to elektryzujące, pełne pewności siebie spojrzenie skrytych za tarczą i hełmem oczu oraz okrzyk: "Nie dajcie im niczego... ale odbierzcie im wszystko!". Albo długie ujęcie-wizytówkę filmu, na którym Leonidas kroczy przed siebie, tnąc wrogów jednego za drugim. Towarzyszą temu znakomite efekty wizualne i dźwiękowe, zbliżenia i oddalenia kamery, ale przede wszystkim choreografia godna wszelkich pochwał. Jeżeli to nie jest MAGIA KINA, to nie wiem co nią jest. Kolejnym zarzutem dla genialnego (fakt, że przede wszystkim pod względem wizualno-dźwiękowym) dzieła Zacka Snydera jest "wątek królowej", według krytycznych głosów wepchnięty do filmu na siłę. Owszem, za każdym razem gdy akcja przenosi się do Sparty, gdzie miejsce mają knowania i spiski przeciwko królowej i królowi, chcemy już powrócić na pole bitwy, do Leonidasa, nie mogąc doczekać się kolejnej bitwy z jeszcze bardziej przeważającymi siłami wroga i wystawionym do walki kolejnym zawodnikiem-gigantem-niespodzianką. Ale "zbędny wątek królowej" stanowi przecież znakomitą odskocznię, chwilę oddechu od bitewnego harmidru, przypominając nam o co i dla kogo walczy Leonidas. Przypomina też, że gdy bohaterowie idą na wojnę walczyć w słusznej sprawie, inni dzielnie próbują zająć się ich żonami. Przesłanie zawsze aktualne, podobnie jak miłość, odwaga, honor i poświęcenie. Żeby każdy film "bez scenariusza" był tak emocjonalnie prawdziwy i wyładowany po brzegi uczciwością, psychologiczną (może ciut naiwną) szczerością i tak porywającą akcją, to byłoby naprawdę dobrze.

Tekst dedykuję Patrycji, która stwierdziła, że powinienem napisać
coś na temat filmu, który nam obojgu tak bardzo się podobał.



3 0 0

Rok produkcji: 2006
Kraj: USA
Czas trwania: 117 minut

Reżyseria: Zack Snyder
Scenariusz: Kurt Johnstad, Michael Gordon
Na podstawie komiksu: Frank Miller
Zdjęcia: Larry Fong
Muzyka: Tyler Bates

Obsada:
Gerard Butler   .....Król Leonidas
Lena Headey   .....Królowa Gorgo
Dominic West   .....Theron
David Wenham   .....Dilios
Vincent Regan   .....Kapitan


Wyślij e-mail Autor artykułu:
Rafał Donica - DUX
Klub Miłośników Filmu
06.04.2007