|
 |
|
 |

|
|
|  |
Zdecydowanie najważniejsza postać z wszystkich retrospekcji, a co za tym stoi - z życia przed wyspą. Ojciec Jacka Shepharda. Postać niezwykle ważna dla losów nie tylko syna, ale i kilku innych postaci. A to dlatego, że Christian wiąże ze sobą kilka, wydawałoby się luźnych powiązań. Główny zamysł scenarzystów, to przede wszystkim skonfrontowanie go z Jackiem, bo wydaje się, że Christian też kiedyś miał swoje ideały, lecz czas i okrutny los pozbawiły go złudzeń. Z pewnością wierzył w zupełnie inne sprawy niż syn, lecz starał się zrobić w życiu coś dobrego. Po latach zrzuca wszystkie swoje porażki i błędy na karb nieuchronnego przeznaczenia; nie potrafi pogodzić się z myślą o swojej winie, nie potrafi wziąć odpowiedzialności za swoje czyny. Jak mówi Sawyerowi: "To fatum. Niektórzy ludzie po prostu muszą cierpieć". Dopiero interwencja Jacka uświadamia mu jak bardzo źle przeżył swoje życie. Dlatego też historia życia Shepharda seniora jest fascynująca, bo to człowiek ze wszechmiar przegrany i wyzbyty wszelkich iluzji; to człowiek, który kiedyś wyzywał los do nieustannej walki o życie pacjentów, lecz w końcu i on musiał się poddać. To jedna z wersji życiowej drogi, którą Jack może pójść, choć niby się wydaje, że to niemożliwe. Ojciec nie chce do tego dopuścić, co syn odbiera jako brak wiary w niego i niejaką zazdrość. To dwie niesamowicie różne osobistości, a jednak przecież tak do siebie podobne. Dodatkowo historia Christiana Shepharda z pewnością kryje w sobie wiele tajemnic oraz może przy okazji rzucić nowe światło na kilka innych spraw - np. kim była kobieta, do której domu Christian wtargnął będąc w Sidney? I czy miał z nią córkę? Czy ta córka to któraś z rozbitków? Jedna z teorii głosi na przykład, że to Claire... Pomijając i tak już niezmiernie intrygującą historię i konfrontację z synem-idealistą, postać Christiana Shepharda ma najwięcej do zaoferowania jeśli chodzi o wcześniejsze życie - poza wyspą.
Christian Shephard, to ordynator oddziału chirurgii w szpitalu San Sebastian; w tym samym gdzie pracuje jego syn. Nieugięty, pewny siebie i tego co robi, starał się zawsze wychować Jacka przede wszystkim na dobrego chirurga, a dopiero później na porządnego człowieka. Po jakimś czasie dostrzega swój błąd, ale jest już za późno - syn ukształtował się już pod wszystkimi względami; idzie w ślady ojca poświęcając swoje życie pracy. Christian, który sam prawdopodobnie żałuje cierpień, których przysporzył swojej żonie, robi wszystko by uświadomić synowi, że jest życie poza szpitalem. Od samego początku już rysuje się między nimi jakaś rywalizacja. On osiągnął wszystko czego pragnął, paradoksalnie poświęcając wszystko czego potrzebował. Widzi, że syn idzie w jego ślady i stara się kierować go w innym kierunku, niestety robi to nieudolnie, na tyle nieudolnie, że jeszcze bardziej utwierdza Jacka w wybranej drodze życiowej i przekonaniu o niesłuszności kazań ojca. Wszystko co było kiedyś sukcesem przeradza się u schyłku życia w porażkę, którą najłatwiej zrzucić na złośliwy los. Zostaje tylko alkohol i szukanie pocieszenia w ramionach innych.
Jego historia, która jest nam przedstawiona, jest całkowicie naznaczona miłością do syna, paradoksalnie jednak niewidoczną, bo wielokrotnie źle okazywaną. Pomaga mu jak może; przy weselu, przy radzeniu sobie ze śmiercią pacjentów. Jednocześnie z każdym dniem stacza się jeszcze bardziej na dno alkoholowego nałogu. Zwala wszystko na przeznaczenie: że taki już jego los i nie może tego zmienić. Próbuje sobie wyjaśniać w ten sposób zmarnowane życie. Wyrywa go z tego interwencja Jacka. To moment zwrotny w jego życiu; nagle rozumie wszystkie błędy, uświadamia sobie, że się zatracił. Nie nienawidzi syna za to co zrobił, jest mu wdzięczny i dumny; kocha go jeszcze bardziej, lecz jednym z jego problemów zawsze było wyrażanie uczuć (coś co syn odziedziczył po ojcu), dlatego też dopiero poprzez Sawyera przekazuje Jackowi to, czego sam nie zdążył. Od momentu utraty pracy jego historia przeradza się w serię błędów, o tyle nas interesujących, że łączy ze sobą kilku bohaterów serialu. Oto ona:
Na lotnisku, przed wylotem do Australii, Christian spotkał zagubioną Anę-Lucię i dowiedziawszy się o jej przeszłości w policji, zaproponował jej pracę w charakterze ochroniarza (Jack się o tym nigdy nie dowiedział) w Sydney. Ta się zgodziła, lecz na miejscu, widząc zapijaczonego Christiana rzuciła robotę, wcześniej jednak będąc świadkiem kłótni 'szefa' z kobietą, z którą Shephard mógł mieć romans i dziecko. Kolejna sprawa rzucająca nowe światło na jego wcześniejsze życie - czy nie był szczęśliwy z żoną, czy może wyglądało to tak jak związek Jacka i Sary? A może po prostu był jednak chamem, który nie przejmował się rodziną? No i co z tą córką? Tuż przed śmiercią napotyka w barze Sawyera, któremu zwierza się ze swojej dumy z syna oraz tego, że tamten myśli, że postąpił źle, kiedy tak naprawdę uratował go od zabicia kolejnej osoby. Następnie widzimy go już w trumnie - nie dowiedział się nigdy, że Sawyer przekazał jego wiadomość Jackowi, nie dowiedział się nigdy, że Jack mu także wszystko wybaczył. Najprawdopodobniej zapił się na śmierć w jakimś zaułku Sydney. Jack zamierza go odtransportować do domu i wyprawić porządny pogrzeb. Christian chyba by się ironicznie uśmiechnął gdyby się dowiedział, że jego ciało nie zostanie nigdy znalezione.
Ano właśnie, dochodzimy do ostatniej kwestii jaką wypada poruszyć w przypadku tej postaci - jego 'pobytu' na Wyspie. Bo przecież ciało nie zostało odnalezione - tylko rozbita trumna. A przecież umarli nie uciekają sobie ot tak z miejsca wypadku. Jasne, że mogło wypaść gdziekolwiek po drodze, ale sam fakt braku ciała daje niesamowite pole do popisu kreatywności. Bo wyspa mogła wykorzystać jego wizerunek, aby przekazać Jackowi wiadomość (świadczą o tym dziwne białe tenisówki), ale może też być w tym coś więcej. Tak więc mamy dziesiątki teorii dotyczących Christiana i jego życia, zaczynając od wspomnianej z Claire jako jego córką, a kończąc na podejrzeniach o to, że facet żyje (Jack widział na Wyspie ojca, a nie halucynacje, co ciągnie za sobą pytania co do reszty halucynacji...) i utrzymuje nawet konszachty z Innymi (a nawet w przypadku ekstremalnym, Christian Shephard jest Nim...), czy nawet, że jest prawdziwym Sawyerem. Większość z nich jest całkowicie pozbawiona sensu (po co Christian miałby przewodzić Innym?), lecz znając pomysły scenarzystów może znajdować się w nich jakieś ziarnko prawdy. Mnóstwo teorii, mało dowodów i poszlak - tak właśnie rysuje się postać Christiana Shepharda po dwóch sezonach "Lost".
WYDARZENIA
nie zgadza się operować na Angelo Busonim, ponieważ jego sytuacja wydaje się beznadziejna. A że Jack pragnie być specjalistą od takich spraw, to przejmuje sprawę od ojca, który odradza mu dawanie pacjentowi fałszywej nadziei. Nadziei, której jemu brakuje najbardziej.
operuje pod wpływem alkoholu. Widząc to Jack przejmuje zabieg, ale nie daje rady już nic zrobić - kobieta w ciąży ginie. Przez to Christian zostaje wydalony ze szpitala. Pierwszy raz nie ma jak zrzucić czegoś na przeznaczenie, bo to syn pozbawił go pracy. Jednakże jest to punkt zwrotny w jego życiu - uświadamia sobie ogrom pustki, który się w nim znajduje.
po drodze do Sydney, werbuje Anę-Lucię w charakterze ochroniarza. Nie jest do końca wiadome, czy chciał zacząć naprawiać błędy przeszłości, czy po prostu stoczył się już wtedy na samo dno. A może tak naprawdę potrzebował ochroniarza, by chronił go przed nim samym?
spotyka w barze Sawyera i zwierza mu się z uznania i dumy z syna. Wreszcie wyrzuca z siebie to, czego nie potrafił powiedzieć nigdy Jackowi. Symboliczne odkupienie następuje kilka godzin przed śmiercią.
W tym przypadku nie ma za bardzo jak rozdzielić tej pary, bo dostali od twórców na razie tylko jedną, wspólną retrospekcję i nie za bardzo byli widoczni przez dwa sezony serialu. Ale znajdują się na wyspie wraz z pozostałym, dostają swoją własną historię, a więc można zakładać, że ich wątek będzie coś znaczył w przyszłości. Zamysłu scenarzystów można się jedynie domyślać, póki małżeństwo Nadlerów nie zostanie wystarczająco rozwinięte fabularnie, jednak jeden podstawowy cel widać jak na dłoni. Para mieszana, a więc dokładająca kolejną cegiełkę do całkowitego spektrum mieszkańców wyspy oraz, coby dużo nie pisać, do poprawności politycznej oferowanej przez "Lost". W przypadku Rose jest to również niesamowita wiara oraz wątek całkowitego pogodzenia się z losem (dopiero na wyspie choroba ustępuje), co jest pewnym novum w świecie "Lost". Jeśli chodzi o Bernarda, to można by nadmienić pewną jego cechę - nieustępliwość i walkę do samego końca, w której potrafi się podobnie jak Jack zatracić (dążenie do wyleczenia żony kosztem wspólnego szczęścia).
HISTORIA
Środek zimy, gdzieś w Stanach Zjednoczonych. Biały mężczyzna w podeszłym wieku pomaga czarnoskórej Rose wyjechać ze śnieżnej zaspy. Ta w ramach podziękowania zaprasza go na kawę. Na imię ma Bernard i jest dentystą. Od słowa do słowa zaprzyjaźniają się. Po pół roku spotkań Bernard romantycznym gestem prosi Rose o rękę. Ta początkowo odmawia, ponieważ jak się okazuje ma złośliwego raka i lekarze dają jej najwyżej 2-3 lata życia. Jemu to nie przeszkadza, bo jak samotny kawaler w jego wieku mógłby się martwić upływającym czasem - i tak dochodzi do małżeństwa. Są razem szczęśliwi, lecz Bernard ciągle myśli nad tym jak pomóc umierającej powoli żonie, nie potrafi tak po prostu odpuścić i cieszyć się chwilami, które im pozostały. Taki po prostu jest. Doprowadza to do poważnej kłótni między nimi, kiedy okazuje się, że wybrał na miejsce miesiąca miodowego Australię tylko dlatego, że mieszka tam jakiś uzdrowiciel. Rose niechętnie zgadza się porozmawiać z tym 'cudotwórcą', jak go określa Bernard, lecz ten mówi, że nie może jej pomóc, bo to nie jest 'miejsce dla niej' (wychodzi na to, że wyspa jest?). Rose prosi go żeby utwierdził męża w przekonaniu, że ją uzdrowił - chce się nacieszyć niespodziewanie późnym szczęściem, póki jeszcze może. Wsiadają do samolotu powrotnego do U.S.A. Rejs 815. Tym samym prawdopodobnie wydłużają dany im czas (choć początkowo byli po katastrofie rozdzieleni), bo wyspa sprawia, że choroba Rose się cofa.
WYSPA
Od samego początku Rose i Bernard zostają od siebie odseparowani - ona znajdowała się w środkowej części samolotu, on przebywał, podobnie jak Charlie, w ubikacji (wypada się domyślać, że jednak stamtąd wyszedł, ponieważ na wyspie znajdują go w fotelu). Jednakże, oboje wierzą, że zaginiona połówka wciąż żyje i kiedyś się odnajdzie. W przypadku żony jest to szczególnie widoczne. W zasadzie w pierwszym sezonie bardzo mało jest Rose, bo ciągle jakby czeka na powrót ukochanego. Bernard w tym czasie walczy o przeżycie po drugiej stronie wyspy. W drugim sezonie Rose łączy się z mężem, radości nie ma końca i przy okazji zwierza mu się, że wyspa działa na nią lecząco, czy jak to wyjaśnić - po prostu choroba się cofa, choć nie powinna. Tym samym utwierdza nas w przekonaniu, o przedziwnie leczniczych właściwościach wyspy (czyżby ten elektromagnetyzm?) - wystarczy tylko wspomnieć przypadek Johna Locke'a. Połączeni już małżonkowie egzystują sobie w spokoju i ciszy, kilkukrotnie się kłócąc - o urodziny Rose, o których mąż zapomniał, o wielki napis HELP, który uparty Bernard postanawia ułożyć na plaży, które dostrzec by miały ewentualnie przelatujące nad wyspą samoloty. Generalnie jednak egzystują sobie spokojnie i starają w szczęśliwej atmosferze spędzać dany im dodatkowy czas.
Oboje dostają od wyspy coś innego. Rose pogłębia swoją wiarę i zaczyna się ponownie czuć użyteczna - pomaga Charliemu pogodzić się z utratą Claire, a Hurleyowi z jego problemem z jedzeniem i perswaduje mu żeby nie wysadzał w powietrze całego prowiantu. No i wydaje się, że to już nie tylko symboliczne nowe życie, lecz także dosłowne, gdyż nie wiadomo ile by pożyła gdyby nie katastrofa. Dla Bernarda natomiast pobyt na wyspie oznacza jeden wielki test przekonań. Z próby wiary wychodzi zwycięsko, bo przez cały czas rozłąki wierzy, że żona nie zginęła, natomiast z próby 'samego siebie', że się tak wyrażę - walką ze swoimi słabościami - wychodzi trochę jakby przegrany, lecz z pomocą żony wreszcie odpuszcza.
Jak w przypadku wielu nierozwiniętych jeszcze scenariuszowo postaci, ciężko coś więcej napisać o tym małżeństwie, poza tym, że wydaje się, że odegrają znaczącą rolę w wątku dotyczącym wiary. Możliwe także, że coś w przeszłości łączyło oboje lub jedno z nich z którymś z Innych albo osób spokrewnionych z głównymi bohaterami. Nie wierzę w to, że tak po prostu znaleźli się w samolocie, nie skrywając żadnych tajemnic.
WYDARZENIA
Jack ratuje Rose życie, kiedy Boone źle wykonuje sztuczne oddychanie. W tym samym mniej więcej czasie Ana-Lucia i Goodwin ściągają przerażonego Bernarda z drzewa.
kiedy Jack pyta się Rose, jak jej zmarły mąż miał na imię, ta odpowiada "Bernard, ale on żyje, ja to wiem". W tym czasie Bernard i reszta grupy znajdują Stację "Strzała".
Rose pomaga Charliemu otrząsnąć się z szoku.
Bernard nawiązuje z kimś połączenie za pomocą radia, lecz szybko traci sygnał. Jak się później okazuje to był głos Boone'a, tuż przed wypadkiem w samolocie. Lecz to wiemy tylko my, widzowie.
połączenie małżonków. Bernard wiedział o obecności żony o wiele wcześniej od Sawyera i Michaela.
Rose pomaga Hurleyowi z jego problemem z prowiantem. Najpierw odwodzi go od wysadzenia w powietrze jedzenia ze Stacji, a później przejmuje na siebie dzielenie posiłków ze zrzutu Dharmy.
Bernard upiera się by ułożyć z kamieni napis HELP, ażeby przelatujący ewentualnie samolot mógł wypatrzyć rozbitków na plaży. Początkowo ma wielu chętnych do pomocy, lecz zabiera się do tego ze złej strony i zamiast osobiście pomagać przy znoszeniu kamieni, zajmuje się 'stroną techniczną' projektu. Pozostaje sam. Wypomina żonie, że go nie wsparła, lecz ta odpiera, że tu będzie im dobrze i nic nie będzie przesłaniało im szczęścia bycia razem.
Bernard ratuje Claire i Aarona przed spadającym odłamkiem po wybuchu Łabędzia.
I kolejna niesamowicie enigmatyczna postać, która pojawia się co jakiś czas i znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wydaje się nieustannie pomagać rozbitkom i przedstawiać im niektóre z tajemnic wyspy (statek "Czarna Skała"), lecz o Rousseau nie wiemy absolutnie nic pewnego - jedynie to, co sama mówi. Według niej, 16 lat wcześniej, będąc na ekspedycji naukowej z ukochanym - Robertem - przechwyciła dziwny sygnał podający Numery. Zmienili kurs, chcąc sprawdzić czy nikt nie potrzebuje pomocy i ogromna burza rozbiła statek na wyspie (tak jak w przypadku Desmonda, ciekawa anomalia). Od tamtego momentu ciągle tam przebywa, ukrywając się przed Innymi. Wszystkich swoich kompanów zabiła, ponieważ byli 'chorzy' (teorii co do tego co to znaczy jest mnóstwo) i nie chciała, by uratowani roznieśli chorobę na cały świat. Później namierzyła źródło sygnału i zmieniła go na S.O.S., które przechwytują rozbitkowie. Zapomniałem wcześniej wspomnieć, że była w ciąży, lecz tydzień po urodzeniu dziecka, Alexandrę porwali Inni. Wygląda na to, że pomiędzy tym wydarzeniem, a spotkaniem Sayida, Danielle starała się zwiedzić całą wyspę i naszkicować porządną mapę. Jak napisałem wcześniej, to wszystko słyszymy tylko i wyłącznie z jej ust. Równie dobrze może być jedną z Innych (przykładowo nazywa Czarny Dym systemem obronnym, a nie potworem, co sugeruje, że wie o wiele więcej niż mówi). Może także być równie dobrze pracowniczką Dharmy, która została z niewiadomych powodów na wyspie (albo może pilnuje przebiegu eksperymentu, który dalej trwa?). Może być również kimś zupełnie innym. Nie wiadomo nawet czy jest Francuzką, została nazwana tak dzięki swojemu akcentowi, a jedyna osoba, która coś niecoś ten język rozumiała - Shannon - nie żyje. Równie dobrze nie ona nadała wołanie o pomoc po francusku, które usłyszeli Sayid i reszta (tak jak Henry nie leciał balonem, a wiedział o nim wszystko). A i sprawa z Henrym, któremu mogła pomóc się dostać do rozbitków, niby go łapiąc. Raz zachowuje się jak zrozpaczona matka (porwanie Aarona), raz jak pewna siebie 'komandoska' (wszystkie pułapki, naprowadzenie na dynamit). Niewiadomo kim jest. Stężenie niewiadomych przesłania wszelkie inne informacje i nie ma za bardzo co się wdawać w teoretyzowanie. Z pewnością nie jest tylko tym, kim się wydaje być. W przyszłości pewnie pojedna się z córką, bo już wie od Claire, że ta żyje. Możliwe także, że pomoże złapanym przez Innych rozbitkom w ucieczce.
WYDARZENIA
złapanie Sayida w pułapkę.
uratowanie Claire.
poprowadzenie rozbitków do "Czarnej Skały".
rozpaczliwe porwanie Aarona w celu wymiany na córkę.
dostarczenie Henry'ego, którego postrzeliła z kuszy.
poprowadzenie Claire i Kate do Stacji "Personel". Dowiaduje się, że córka żyje.
CIEKAWOSTKA
Jej nazwisko może się odnosić do francuskiego filozofa Jeana-Jacquesa Rousseau, który utrzymywał, że człowiek jest z natury dobry, lecz zostaje skorumpowany przez społeczeństwo. Może, ale nie musi, równie dobrze może to być wymyślone nazwisko.
A w zasadzie to nie Henry Gale, bo to tylko nazwisko przyjęte przez, jak się zdaje, przywódcę Innych, w celu uniknięcia konsekwencji związanych z prawdziwą tożsamością. Tak więc na razie przyjmijmy, że to Henry, dopóki jego prawdziwa tożsamość nie zostanie wyjawiona. Niewiele o nim wiemy, w zasadzie wszystko co powiedział może być zmyślone, tak jak i cała historyjka o balonie. W tej chwili owiany jest bodaj największą tajemnicą z wszystkich postaci na wyspie. Może być przywódcą Innych (na to wygląda w ostatnich scenach drugiego sezonu, chociaż podczas przesłuchania w "Łabędziu" sam mówił o Nim jako o wodzu), a może być po prostu kolejną wysoko postawioną osobą w hierarchii Innych (prawa ręka szefa szefów?). Nie wiadomo jak dokładnie został złapany: czy to był przypadek i rzeczywiście, jak twierdzi, szedł po Johna Locke (na potwierdzenie tego nie uciekł, gdy John został przygnieciony przez drzwi) i kilku innych 'dobrych'. A może dał się złapać Rousseau, by przeniknąć do obozu naszych bohaterów (Inni mogli na przykład nie mieć pojęcia o lokacji Stacji "Łabędź") i był pewny, że go nie zabiją (to by była dość ciekawa pomyłka). Nie wolno także odrzucać możliwości współpracy z Rousseau, a wtedy mielibyśmy już jakąś jego cechę - najwyższe poświęcenie, bo jak inaczej nazwać danie się postrzelić strzałą z kuszy? Teorii jest mnóstwo, a i na pewno będzie to jedna z głównych postaci dalszych odcinków "Lost". O samym Henrym możemy wywnioskować tyle, że jest to człowiek niezmiernie inteligentny i przebiegły, wierzący w 'większy cel'. Cechuje go niesamowite opanowanie i enigmatyczność, a jego wygląd można spokojnie określić jako złowieszczy. Jego cele owiane są tajemnicą, więc na razie możemy wierzyć jedynie temu, co wyznał pod wpływem tortur. Faktem jednak jest, że nie chciał śmierci Libby i Any-Lucii, chociaż uważał tą drugą za 'złą', cokolwiek to znaczy. Wypada również zauważyć, że wielokrotnie sobie sam zaprzeczał, jak w przypadku Walta - najpierw twierdził, że Inni nigdy go nie oddadzą, a później z łatwością wymienił chłopaka na Jacka, Kate i Sawyera, twierdząc, że otrzymali od chłopca więcej, niż się spodziewali. Trzeba przyznać, że z powyższego opisu ciężko wyprowadzić jednoznaczną charakterystykę. Tak czy inaczej wszelkie powiązania (a co z Dharmą?) i tajemnice (np. twierdzi, że Michael nie znajdzie już nigdy Wyspy, bo nawet sam Bóg jej nie widzi), muszą pozostać tymczasowo zawieszone. Wydaje się jednak, że to jak siebie określa - dobrym człowiekiem - nie za bardzo pasuje do tego, co widzieliśmy. Szalony naukowiec? Czemu nie ;).
Czyli jedna z tych postaci, które w dość niespodziewany i enigmatyczny sposób łączą niby nie powiązane ze sobą wątki serialu. Kelvina Inmana poznajemy pierwszy raz w retrospekcji Sayida, podczas wojny w Zatoce Perskiej. Był jakimś wyższym rangą żołnierzem i namówił go do torturowania swojego przełożonego, pokazując mu taśmę z eksperymentami z gazem bojowym. Delikatnie zasugerowane jest także połączenie z Samem Austenem, ojczymem Kate. Po wojnie wstąpił prawdopodobnie do Dharmy, co przywiodło go na wyspę. W rozmowie z Desmondem twierdzi, że przez 10 lat był szpiegiem, ale zrezygnował, ponieważ 'wypełniano jego rozkazy'. Ciekawy powód. Nie wiadomo dlaczego oraz jak znalazł się na wyspie - z braku jakiejkolwiek łodzi można wywnioskować, że został przeniesiony drogą powietrzną. Widzimy go później w retrospekcji Desmonda i możemy opierać się jedynie na tym co mówi - razem z Radzinsky'im, swoim poprzednim partnerem, operowali Stacją "Łabędź" przez dłuższy okres czasu (jaki, nie wiadomo). Do momentu. Pewnego dnia Radzinsky popełnił podobno samobójstwo, strzelając sobie w twarz z dubeltówki; została po nim jedynie niewielka plama krwi na suficie. To Kelvin w zasadzie uratował Desmonda od niechybnej śmierci z wyczerpania - odnalazł go i zaprowadził do środka Stacji. Tam wyjaśnił wszystkie zasady oraz pokazał filmik instruktażowy Dharmy. Nieustannie twierdził, że Wyspa jest skażona (czyżby nawiązanie do tajemniczej Choroby?) i dlatego wychodził na zewnątrz w skafandrze ochronnym. Pewnego razu Desmond, pomimo ostrzeżeń, wyszedł za nim i zobaczył Kelvina ściągającego skafander. Okazało się, że skubaniec powolutku reperował rozbitą łódź Desmonda i chciał się jak najszybciej zmyć z wyspy (ciekawe czemu mu się tak tam nie podoba?;). W przypływie złości Desmond atakuje go i zabija. Czy aby na pewno? Tego nie możemy być do końca pewni, bo szkot zaraz usłyszał sygnał alarmowy i pobiegł wprowadzić Numery do komputera. Później nie wychodził przez cały czas ze Stacji (co jest dość intrygujące, bo choć nie miał zastępcy, to na krótkie okresy czasu mógł się wypuszczać. Czyżby strach?). Inman mógł być równie dobrze Nim, czyli przywódcą Innych albo kimś zupełnie niespodziewanym. Równie dobrze mógł być nikim i tak jak Desmond trafić na Wyspę przypadkiem. Myślę, że może jeszcze żyć (to by była typowa wolta dla serialu), ale nawet jak nie, to pojawi się w jakichś retrospekcjach, by wyjawić swój udział w całej układance.
CIEKAWOSTKI
Kelvin to nazwisko głównego bohatera "Solaris" Stanisława Lema, opowieści o planecie, która materializuje motywy z pamięci astronautów. Jedno z kilku porównań wyspy do Solaris.
Posiada takie samo nazwisko, co bohater filmu "Wzgórze Nadziei". Choć bardzo chciałem, nie znalazłem żadnego powiązania ;).
Czyli inaczej agent federalny, nieodłącznie związany z życiem Kate Austen. Człowiek, który przez długi okres czasu - kilka lat - ścigał dziewczynę po całej zachodniej półkuli; łapał i pod wpływem różnych okoliczności wypuszczał z rąk. A kiedy ją wreszcie dopadł na dobre, wsiadł do samolotu 815, co doprowadziło go do zguby. Co za pech. Ale czy to wszystko, czy może jest kolejną niewiadomą w skomplikowanym równaniu zaproponowanym nam przez twórców "Lost"? Co o nim wiemy: to agent federalny Rządu Stanów Zjednoczonych, który zajął się ściganiem Kate - więcej, uczynił z tego sprawę osobistą, czy to ze względu kolejnych ucieczek dziewczyny, czy może innych, niejasnych pobudek. Pewne jest, że jest ważną postacią w życiu dziewczyny. Postacią, która do serialu z pewnością wróci - w czyichś retrospekcjach - by wyjaśnić kilka pustych luk w życiorysie Kate, a może jeszcze uzupełnić jej motywację. Co można więcej powiedzieć - zginął praktycznie w katastrofie samolotu; to, że później jeszcze żył było zasługą Jacka (oraz Kate, która nałożyła mu aparat tlenowy w spadającym samolocie), który, paradoksalnie, musiał go dobić, gdy Sawyer zamiast w serce, trafił kulą w płuco. Kiedy jeszcze dogorywał na wyspie, zdołał przekazać Jackowi informację o tym, że Kate jest zbiegiem wymiaru sprawiedliwości i dość enigmatyczne ostrzeżenie, że dziewczyna dopuści się wszystkiego, by uciec. Z pewnością było to jednym z powodów, dla których 'romans' Jacka i Kate rozwijał się tak długo. Także na jego konto możemy zapisać pośrednie 'podarowanie' rozbitkom czterech sztuk broni.
WYDARZENIA
przekazał Jackowi list gończy Kate. W ten sposób nie pozwolił, aby ta informacja zniknęła wraz z jego śmiercią.
kiedy Kate przyszła z nim porozmawiać, rzucił się na nią i zaczął dusić. W efekcie doprowadziło to do niesamowitej fali bólu i w konsekwencji poprosił dziewczynę, aby pomogła mu szybko odejść. Kate jednak nie mogła go zabić i poprosiła Sawyera o dobicie umierającego Marsa. Resztę znamy.
pośrednio związane z postacią: wniósł na pokład samolotu walizkę z 4 pistoletami, którą potem Kate i Sawyer odnaleźli pod wodospadem.
Wyimaginowany przyjaciel Hurleya z czasu pobytu w Szpitalu Psychiatrycznym Santa Rosa. Możliwe, że to ktoś z dzieciństwa chłopaka, kto po prostu wrył się w podświadomość małego, a może tylko losowy wytwór wyobraźni, który przybrał postać jakiegoś zupełnie niezwiązanego z tematem przechodnia, gdzieś, kiedyś przypadkiem zauważonego. W szpitalu stanowi tą część Hurleya, która nie chce się zmieniać; cały czas namawia go do jedzenia oraz buntuje przeciwko lekarzom. Kiedy przegrywa - znika, a stan Hurleya poprawia się. Pojawia się po raz kolejny na wyspie, dokładnie wtedy kiedy chłopak ma ponowne kłopoty z jedzeniem (zaraz po tajemniczym zrzucie paczek z żywnością). Stara się mu wmówić, że to wszystko jest tylko wytworem jego kreatywnego umysłu i tak naprawdę znajduje się dalej w szpitalu i blokuje wszelkie inne bodźce. Twierdzi, że Dave ze szpitala był realną osobą, którą Hurley opuścił i teraz nęka go to w podświadomości. Namawia go do skoku w przepaść - bo wtedy już nie będzie miał jak się bronić przed rzeczywistym światem. Gdyby nie interwencja Libby, Hurley posłuchałby się. Dave może być w dalszym ciągu imaginacją Hurleya, ale jego pojawienie się na wyspie może mieć również związek z samą wyspą, bo przecież już parokrotnie bohaterowie doświadczali dziwnych halucynacji (ojciec Jacka, koń Kate, Walt). Swoją drogą ciekawe jest porównanie wyspy z "Lost", do planety z "Solaris", która miała mniej więcej podobne właściwości. W wielu teoriach pojawiają się delikatne przebąkiwania o realności Dave'a i jakichś kombinacjach w szpitalu (pamiętajmy, że Libby też tam była), ale to już raczej przesada i czepianie się wszelkich możliwych kombinacji (że tylko wspomnę o tym, że Libby nie widziała kapcia Dave'a, którego Hurley podobno znalazł). Dave jest wytworem umysłu Hurleya, niczym więcej. Myślę, że pomimo symbolicznej śmierci, ta postać jeszcze pojawi się przynajmniej raz w dalszych przygodach Hurleya na wyspie, by dalej mu mieszać w głowie.
Córka Danielle i, z tego co wynika, jedna z Innych, choć nie do końca z nimi związana (pomaga, a właściwie zmusza Claire do ucieczki). Porwana jako niemowlę pewnie nie wie, kto jest jej matką, ani że ta znajduje się na Wyspie (odrzucając teorię o współpracy Danielle z Innymi). Poprzez nią twórcy dali nam wyraźnie do zrozumienia, że wszystkie porwane dzieci czują się dobrze i są jakby wcielane do szeregów Innych (a jak to zrobić lepiej, niż wpajając od samego dzieciństwa). Jaki jest tego powód, na razie można się jedynie domyślać. Z pewnością o lojalności w jej przypadku nie ma mowy, bo bardzo jej zależy na tym, żeby Claire zachowała Aarona przy sobie (wypytuje się Michaela o stan Claire i dziecka). W planach z pewnością pojednanie z matką, która już wie od Claire, że córka jest cała i zdrowa oraz wyjaśnienie poprzez nią (i może Walta) tajemnicy z porywaniem dzieci.
Jeden z Innych, pierwszy którego mieliśmy okazję zobaczyć na żywo i w akcji. Ethan miał za zadanie infiltrować poczynania głównej grupy rozbitków. Bez większych problemów udało mu się wślizgnąć do roztrzęsionych po wypadku pasażerów i trwałby pewnie dalej na swym posterunku, gdyby nie Hurley, który wykrył, że nie było go na liście pasażerów samolotu. Z pewnością celem Ethana była permanentna inwigilacja obozu rozbitków, lecz objął także dużym zainteresowaniem nienarodzone jeszcze dziecko Claire i zdaje się, że kierowały nim jakieś większe pobudki, bo przecież dał się zabić wracając po dziewczynę, której udało się uciec. Generalnie to tak i przed wykryciem, jak i po (w Stacji "Personel") zdawał się być całkiem miłym gościem. Pomagał rozbitkom, chodził z Locke'em na polowania, lecz widzieliśmy także tę jego brutalną stronę (powieszenie Charliego, zabicie jednego z rozbitków w celu przestraszenia reszty i oddania Claire), a i dobrze wiemy, że po narodzinach dziecka chciał się Claire pozbyć. Na pewno jeszcze dowiemy się paru informacji co do jego osoby - przede wszystkim jakie motywacje miał względem dziewczyny, no i co jej wstrzykiwał. A i może rozwiana zostanie mgiełka, która przykrywa jego pobyt na Wyspie, bo nie sądzę żeby mieszkał tam zawsze, a i na naukowca raczej nie wyglądał.
Jedna z Innych. Wydaje się, że ma wysoką funkcję w hierarchii, wyższą nawet od Toma, a może i równą Henry'emu. Przesłuchuje Michaela względem jego syna. To ona także prowadzi wszelkie eksperymenty i testy na Walcie (grozi chłopakowi, że jeśli nie będzie grzeczny, to znowu go wrzuci do 'basenu'). To ona proponuje Michaelowi wymianę syna na Henry'ego, Jacka, Kate, Sawyera i Hurleya. Wydaje się być spokojna i wyrachowana. Jej prawdziwe imię (chociaż wcale nie musi być prawdziwe) wyjawił Tom, kiedy ta przypadkowo zwróciła się do niego po imieniu, kiedy stali na pomoście. Jak w przypadku wszystkich Innych nie wiemy wiele o jej pobycie na Wyspie - z pewnością tak jak reszta jej towarzyszy, także ona udaje kogoś innego, choć jako pierwsza zdaje się nie przejmować wszelkimi przebierankami, co może sugerować także brak jakichkolwiek koneksji z wcześniejszym życiem rozbitków. Może mieszka na wyspie od urodzenia? A może była kiedyś jakąś wysoko postawioną działaczką Dharmy? Tak jak w przypadku reszty ludzi, których nazywamy Innymi, jej historia zostanie na pewno rozwinięta w dalszych odcinkach. Jak na razie pozostaje jedną wielką tajemnicą.
Jeden z Innych. Miał dokładnie takie samo zadanie jak Ethan, tyle że po drugiej stronie wyspy. Mało o nim wiadomo, tylko tyle, ile o sobie powiedział - że służył w jakichś oddziałach pokojowych. Tak samo bezwzględny jak Ethan (co trochę jakby psuje teorię Innych, jakoby byli tymi 'dobrymi'), zabija między innymi więzionego przez Anę-Lucię Nathana, aby nie dać wykryć swojej prawdziwej tożsamości. W zasadzie nie można o nim więcej napisać, z pewnością jednak dowiemy się dlaczego to on został wysłany do rozbitków z tylniej części samolotu oraz dlaczego uważał Anę-Lucię za 'złą', aczkolwiek wierzył, że da się ją jeszcze 'uratować'. Postać ta nie ma większego znaczenia w serialu, lecz może być ważnym kluczem do wyjaśnienia oceniania rozbitków wedle klucza dobry/zły. A może okaże się, że naprawdę Inni byli podzieleni na kilka grup i mieli coś na wzór gwardii przybocznej złożonej z powiedzmy byłych komandosów czy coś w ten deseń. Tak sobie spekuluje, lecz mam wrażenie, że Goodwin pełnił jakąś większą funkcję w szeregach Innych.
Jeden z ważniejszych Innych. To on stał za porwaniem Walta, to on jakby miał dowodzić operacją usuwania dziecka Claire, to także on zawsze rozmawia z rozbitkami (public relations?). Generalnie widzimy go najwięcej razy z wszystkich Innych (do czasu pojawienia się Henry'ego oczywiście). Wiemy, że stoi wysoko w hierarchii, lecz niżej od Henry'ego. Widać także, że coś ukrywa, bo jako jedyny z Innych wydaje się bawić w przebieranki: dokleja sobie sztuczną brodę i brwi (może boi się rozpoznania?). Jego prawdziwie imię zostaje przypadkowo wyjawione przez Beę pod koniec drugiego sezonu (choć pewności nie możemy mieć co do jego autentyczności). Z pewnością stanowi rozwiązanie wielu zagadek, ale akurat w jego przypadku, chyba długo nam będzie dane czekać na ich rozwiązanie...
Czyli żółty labrador - pies Briana Portera, którego Walt zabrał ze sobą, gdy wyjeżdżał z Michaelem. Może się wydawać, że zwierzak ma niesamowicie małe znaczenie w przygodach bohaterów serialu. Nic bardziej mylnego! Można zaryzykować stwierdzenie, że Vincent aktywnie uczestniczy w wielu niezbyt miłych przygodach rozbitków. Czy to czysty przypadek, dowcip twórców, czy coś więcej, to w tej chwili nie jest ważne - informacji mamy praktycznie tyle co nic więc opierać się można jedynie na wątkach serialowych, wszelkich sugestiach kamery oraz, tak tak - różnorakich teoriach, bez których "Lost" nie byłby tym samym serialem ;). Wymieńmy tylko kilka ważniejszych wydarzeń, które sprawiają, że Vincent przestaje być postrzegany tylko jako miłe psisko. Po pierwsze, zawsze gdy uciekał do dżungli, coś się działo - a to atakował niedźwiedź polarny, a to Claire się odnalazła, nie zapominajmy także o śmierci Shannon, która w końcu szukała w lesie właśnie Vincenta. Po drugie, sama obecność labradora wielokrotnie może być brana przynajmniej jako zły szeląg - kumplował się bardzo z Aną-Lucią, Walt zostawił go Shannon żeby psiak pomógł jej otrząsnąć się po śmierci Boone'a, Vincent uruchomił alarm, tym samym zwracając uwagę rozbitków, kiedy Ethan zabijał Scotta. Po trzecie, Vincent i Walt wydają się posiadać między sobą jakąś dziwną więź, że tylko przytoczę Shannon widzącą chłopaka znajdując się w pobliżu psinki. Jak napisałem powyżej, mogą to być czyste zbiegi okoliczności, ale znając twórców serialu, coś z tego wyniknie. Przejdźmy teraz do teorii. Jedna z nich głosi, że właśnie dzięki Vincentowi Shannon widziała Walta, a co za tym idzie pies ma jakieś większe zdolności i może tak naprawdę Brian Porter mylił się twierdząc, że to przy Walcie dzieją się dziwne rzeczy. Jednakże, najbardziej bzdurna (jak i bodaj najśmieszniejsza z serialowych teorii) głosi, że Vincent albo ma jakieś koneksje z Innymi (któryś mógł być na przykład jego dawnym właścicielem), albo został podmieniony na bliźniaczego labradora, podczas jednej z ucieczek w las. Trzeba przyznać, że kreatywność ludzka nie zna granic. Fakt faktem, że coś się chyba święci jeśli chodzi o Vincenta i może się to okazać całkiem niezłym wątkiem. Czy pies dostanie swoją własną retrospekcję? Śmiem w to wątpić, ale byłoby to prawdziwe novum w serialu. Na razie musimy się zadowolić jedynie domysłami.
CIEKAWOSTKA
Madison, pies grający Vincenta, to tak naprawdę suczka ;).
|
| |