Strona główna KMF

"Czasami niektóre rzeczy są piękniejsze,
  gdy istnieją tylko w naszej wyobraźni.
  Lepiej jest o czymś marzyć niż to zdobyć,
  bo cały czar może prysnąć, a wtedy Świat
  z powrotem staje się szary i nijaki"


Bardzo inna recenzja...

    Inna dlatego, że pierwsza jej połowa zostanie (została) napisana przed obejrzeniem filmu. Filmowa wersja "Władcy pierścieni" jest wielkim wydarzeniem w życiu każdego miłośnika książek Tolkiena (do których się zaliczam), więc oczekiwania są nie tyle wielkie, co niespotykane przy innych produkcjach filmowych. Poniżej zamieszczę dwa teksty dotyczące filmu; pierwszy dotyczył będzie tego, czego się po nim spodziewam, jak wyobrażam sobie gotowy film po obejrzeniu zaledwie kilku Trailerów, przeczytaniu książki i obejrzeniu setek zdjęć, przeczytaniu dziesiątków artykułów i opinii tych, którzy już film widzieli. Nie będzie to oczywiście ocenianie filmu przed jego obejrzeniem - tylko to, jak go widzę zanim go naprawdę zobaczę. Po obejrzeniu "Władcy pierścieni" w kinie (bilecik gotowy na noc z 13 na 14 lutego - godzina 00:01) napiszę moje wrażenia i myślę, że może być ciekawie, gdy dojdzie do porównania moich wyobrażeń na temat filmu Petera Jacksona z tym, co istotnie zobaczę na ekranie w formie gotowego filmu.


    "Władca pierścieni" - to kultowa książka która podbiła serca milionów czytelników na całym świecie. Do mojego serca trafiła dopiero w roku ubiegłym (czyli 2001) i wciągnęła mnie bez końca. Nie czytałem jej jednak tak, jak inni - czyli wspomagany tylko przez własną wyobraźnię. Wiedziałem już, że powstaje film - którego reżyserem jest Peter Jackson (jego wcześniejsze filmy "Bad taste" i Martwicę mózgu" uważam za pewnego rodzaju fenomeny filmu Gore). Książkę czytałem więc, mając już przed oczami filmowego Frodo (Elijah Wood), Gandalfa (Ian McKellen), Aragorna (Viggo Mortensen) czy Bilbo Bagginsa (Ian Holm). Miałem sprecyzowaną wizję ataku armii Orków w podziemiach Morii, całej Drużyny pierścienia wędrującej wśród pięknych plenerów Śródziemia (Nowej Zelandii) i niestety (?) zostałem pozbawiony przyjemności wykreowania Tolkienowskiego świata we własnej wyobraźni. Trailery filmu powalają z nóg, a fragment walki bohaterów w Morii to maleńkie arcydzieło - jeśli tylko cały film będzie równie spektakularny (a może bardziej!) jak Trailery reklamujące go, to będzie dobrze, nawet bardzo. Zdjęcia jakie można obejrzeć w przeróżnych serwisach internetowych, albumach, kalendarzach czy w prasie branżowej - są porażająco piękne. Przede wszystkim zapierające dech w piersiach krajobrazy, charakteryzacja postaci (Hobbici, Orkowie, Nazgule, Krasnolud Gimli, Elfy, Legolas, Gandalf...) jest tak cudownie realistyczna, że należałoby paść na kolana przed charakteryzatorami. Efekty specjalne wyglądają zachęcająco ponad normę, ubiory szyte były chyba przez mistrzów, a zbroje i uzbrojenie bohaterów wygląda bardzo realistycznie... Jeden fragment widziany w telewizji "wbił mnie w fotel" - chodzi o scenę, gdy Frodo przewraca się w śniegu i gubi pierścień. Wtedy kamera pokazuje pierścień na pierwszym planie i wygląda on tak potężnie, że ma się wrażenie, iż nie jest właśnie zwykłym pierścieniem - a tym "Jedynym"; wrażenie jego "wielkości" jest oddane w 100%.
Teraz nieco o warstwie muzycznej. Znam już kompozycje Howarda Shore, mam soundtrack... i jak na razie jest to moim zdaniem (MOIM ZDANIEM!) najsłabszy element nadchodzącego wydarzenia o nazwie "Władca pierścieni - Drużyna pierścienia". Jestem jednak niemal pewien, że muzyka w połączeniu z obrazem zyska nową jakość i w filmie zabrzmi o wiele lepiej niż słuchana oddzielnie.



 
 



    Jestem wielkim optymistą jeśli chodzi o ekranizację książki Tolkiena. Na razie "Władca pierścieni" zbiera w większości bardzo optymistyczne recenzje. Przez wielu nazywany jest filmem przełomowym, godnie otwierającym i dumnie wkraczającym w nowe stulecie. Filmem, wyznaczającym nową jakość. Spodziewam się niecodziennego przeżycia, odbycia niezwykłej (trzygodzinnej) podróży filmowej. Żywię nadzieję, że zobaczę coś supernowego, świeżego, skrajnie nowatorskiego... coś, czego jeszcze nie widziałem na srebrnym ekranie. Marzę o tym, by wreszcie wyjść z kina słaniając się z wrażenia na nogach. Chcę wreszcie móc powiedzieć, że właśnie obejrzałem arcydzieło... Chyba pierwszy raz w życiu czekam na film, nie jak na film - a na wydarzenie! W przypadku "Władcy pierścieni - Drużyny pierścienia" mówiąc "Idę do kina", będę miał na myśli: "Idę na trzy godziny do innego, niezwykłego świata" - Oby te miesiącami wyczekane trzy godziny okazały się jeszcze lepsze, niż to sobie wyobrażałem, czego i Wam życzę.

I taka mała dygresja z mojej strony. Otóż dopóki Peter Jackson nie zrealizował "Władcy pierścieni", jego "Bad Taste" i "Martwica mózgu" cieszyły się popularnością tylko w niektórych kręgach, będąc przez niektórych wręcz wyśmiewane czy piętnowane. Teraz, gdy Peter Jackson jest i będzie przez długi czas na Topie, te filmy będą bardzo poszukiwane - wierzcie mi. Mam obydwa od kilku lat i pokochałem je od pierwszego obejrzenia, czułem, że Peter Jackson ma potencjał - a było to kilka lat temu, gdy jeszcze nikt nie podejrzewał nawet, że Jackson zekranizuje najsłynniejszą trylogię świata...

CAŁY POWYŻSZY TEKST POWSTAŁ W DNIU 09.II.2002 - czyli kilka dni przed obejrzeniem filmu!

Dodane w dniu 12.II.2002
Właśnie ogłoszono Nominacje do Oscara
"Władca pierścieni - Drużyna pierścienia" zdobył 13 (!) Nominacji.
W tym we wszystkich najważniejszych kategoriach:
- Najlepszy film
- Najlepsza reżyseria
- Najlepszy scenariusz adaptowany
- Najlepszy aktor drugoplanowy: Ian McKellen
- Najlepsze zdjęcia
- Najlepszy montaż
- Najlepsza charakteryzacja
- Najlepsza scenografia i dekoracje
- Najlepsze kostiumy
- Najlepsza muzyka
- Najlepsza piosenka
- Najlepszy dźwięk
- Najlepsze efekty specjalne

Tak więc będę szedł na film ze świadomością, że dostał 13 Nominacji do Oscara.
I powiedzcie sami... czy obejrzenie "Władcy pierścieni" może nie być przeżyciem?!




Potęga!

Recenzja napisana w dniu 14.II.2002 - tuż po obejrzeniu "Władcy pierścieni"


     To jedno, proste słowo w najlepszy sposób opisuje to, co zobaczyłem na ekranie. Właśnie to słowo pulsowało mi w myślach przez cały seans - począwszy od pierwszych scen filmu; bitwy Elfów z armią Saurona (Hugo Weaving jako Elrond prezentuje się świetnie), która dynamiką, sposobem realizacji i widowiskowością po prostu zabija! Niesamowity rozmach inscenizacyjny, połączony ze spektakularnymi efektami wizualno dźwiękowymi i wspomagany piekielnie nowatorskimi zdjęciami z lotu ptaka, daje w wyniku początkowe "trzęsienie ziemi"... później napięcie wzrasta.



 
 
 



     Tak, rzeczywistość prześcignęła moje osobiste wyobrażenia. Nigdy wcześniej nie siedziałem w fotelu kinowym jak przykuty łańcuchami. Dech zaparło mi już w pierwszych minutach filmu, nieznana siła wcisnęła mnie w fotel i uwolniła z niego dopiero po napisach końcowych. Zostałem wciągnięty w świat przygody, wylądowałem w Śródziemiu, w samym centrum wydarzeń. Jeżeli strukturę filmu można by określić w skali wielkości, to "Władca pierścieni - Drużyna pierścienia" jest rozmiarem XXL, Maximum, szczytem, najdalszym skokiem w świat wyobraźni, najwyższym poziomem technicznym, najwspanialszą przygodą. Ten film to trzygodzinny opad szczęki, której po seansie musimy szukać na podłodze, gdzieś między fotelami. Petera Jacksona porównuje się do Hobbita, bo chodzi boso i jest "pulchniutki". Tak - z wyglądu istotnie Jackson podchodzi pod Hobbita, z którą to rasą sam się utożsamia; jednak Peter Jackson to nie Hobbit, a Czarodziej. Wyczarował dla nas coś, co drzemało tylko w naszej wyobraźni. Jego wizja nie pokrywa się zapewne w stu procentach z obrazem Śródziemia i wizerunkiem postaci, jaki każdy z nas stworzył w czeluściach własnego umysłu podczas czytania powieści, ale (bądźmy szczerzy) nie było i nigdy nie będzie to możliwe. Przełożenie trylogii wszechczasów na język filmu było zadaniem karkołomnym, niemalże "mission impossible". Peter Jackson mógł popełnić profanację, okryć się niesławą i zostać wyklęty przez fanów twórczości Tolkiena. Postawił na szali swoje nazwisko, które mogło być albo znienawidzone, albo wyniesione na piedestał - zależnie od końcowego poziomu powstałego filmu.



 
 
 



     Wszyscy (choć zapewne jest jakiś odsetek sceptyków) wierzyli w zaangażowanie i wyobraźnię Jacksona. Reżyser przede wszystkim dobrał do filmu doborową ekipę aktorów; według mnie najlepiej spisał się Ian McKellen, który tchnął życie w postać Gandalfa. Stworzył kreację wychodzącą daleko poza czarodziejskie ramy. Jego Gandalf to Czarodziej nietuzinkowy, mądry, lecz nie śmiertelnie poważny, to postać pełna ciepła i dobra, obdarzona takimi cechami jak poczucie humoru, czy ludzka nieuwaga - gdy uderza się w głowę o zbyt niski strop w mieszkanku Bilbo Bagginsa. W rolę Bilba (wuja Froda) wcielił się Ian Holm - tworząc wokół swojej postaci równie przyjemną (choć chwilami również i mroczną...) atmosferę. Elijah Wood w postać Froda Bagginsa "wskoczył" tak, jakby była napisana specjalnie dla niego - nic dodać, nic ująć. Viggo Mortensen (Aragorn) również wyróżnia się na ekranie; swoją charyzmą, walecznością i oddaniem dla sprawy, oraz lojalnością wobec Froda - po Gandalfie jest to moim zdaniem najciekawsza postać w filmie. Reszta obsady spisała się również na medal; Liv Tyler jako Arwena jest uroczo piękna i waleczna zarazem, Cate Blanchett (Galadriela) jest rozbrajająco demoniczna w scenie, gdy kusi ją moc pierścienia, a Sean Bean (Boromir) przekonująco pokazuje na ekranie walkę wewnętrzną ze swoimi skłonnościami do wejścia w posiadanie pierścienia. Wszystkie postacie obserwujemy wśród przepięknych plenerów Nowej Zelandii, które w połączeniu z często stosowanymi "planami ogólnymi" i "panoramami" dają niezapomniany efekt. Plany szerokie i "totale" przeplatają się z ujęciami wykorzystującymi "jazdę równoległą" (gdy kamera majestatycznie podąża za ruchem postaci) poprzez niezwykłe zbliżenia (przeważnie twarzy Gandalfa), na "detalu" (ujęcia pierścienia oddające w pełni jego "wielkość") kończąc. Osobiście uważam zdjęcia za najmocniejszy punkt filmu - to właśnie one tworzą charakter i styl opowiadania; narzucają tempo i pozwalają nam wejść w magiczny świat.
Efekty specjalne; bez nich ten film nie mógłby powstać; wyczarowano Golluma, zastępy armii Saurona, potężne budowle i wnętrza Morii. Czekałem w wielkim napięciu na Balroga, którego wygląd nie został ujawniony na żadnych zdjęciach przed premierą filmu. Nie chcąc psuć efektu tym, którzy film dopiero zobaczą, powiem tylko, że Balrog jest niesamowity (!).
Teraz ukłon w stronę charakteryzatorów i rekwizytorów - zakazane pyski Orków, (a szczególnie postać Uruk-Haia) naprawdę robią wrażenie. Mistrzowski popis sztuki charakteryzatorskiej ujrzymy również na twarzy Gandalfa i Krasnoluda Gimliego (John Rhys-Davies).
Stworzone z niebywałym pietyzmem zbroje Elfów, miecze, stroje, łuki i tarcze bohaterów - to zasługa rekwizytorów. Moria - to co dzieje się w jej ciemnych korytarzach, trzeba zobaczyć na własne oczy; walka z Orkami i potężnym Trollem, ucieczka przed Balrogiem i zawalające się schody... jednak największy dynamizm akcja osiąga podczas ostatniego pojedynku bohaterów z Orkami, gdy Legolas (świetny Orlando Bloom) robi z pomocą łuku wielką przesiekę w szeregach wroga.
Dźwięk i muzyka Howarda Shore dopełniają całości. Muzyka szczególnie robi wrażenie w scenach, w których oko kamery zabiera nas do Isengard, gdzie Saruman (Christopher Lee) powołuje do życia armię zła. Spełniły się moje przewidywania (które spisałem powyżej), że muzyka idealnie "zagra" z obrazem. Ilustrując poszczególne sceny, oddaje ich wzniosłość, grozę, powagę, spokój lub sielankę (w Wiosce Hobbitów). Efekty dźwiękowe najlepiej spełniają swoje zadanie podczas walk (sceny batalistyczne) i w chwilach, gdy padają strzały z łuku - naprawdę jest to niezapomniana pieszczota dla uszu.



 
 
 



     Wszystkie te elementy zebrane w całość stanowią Dzieło Sztuki, obok którego nikt nie powinien przejść obojętnie. Peter Jackson inspirowany wspaniałą powieścią Tolkiena, wspomagany przez sztab techniczny, plejadę bardzo dobrych aktorów, własną wyobraźnię i czujący na plecach oddech fanów Tolkiena - nie mógł zrobić złego filmu. "Władca pierścieni" już wszedł do historii kina, otworzył nowy jej rozdział, stworzył nową jakość - wyznaczył nowe szlaki, poszerzył horyzonty wyobraźni i pokazał, że kreatywność i pomysłowość nie ma granic. Wreszcie powstało dzieło zmuszające do refleksji, przeznaczone do kontemplacji, w którym można się rozsmakować jak w najlepszym daniu - o ile podane jest w dobrej restauracji (czytaj: w kinie z bardzo dużym ekranem i bardzo dobrym nagłośnieniem). Powstał film wizualnie doskonały, wciągający i nie nużący nawet przez minutę. Film, którym nie można się nie zachwycać.

"Władca pierścieni - Drużyna pierścienia" okazał się lepszy niż to sobie wyobrażałem!
Potęga! - będę powtarzał to słowo ilekroć będę zmuszony szybko powiedzieć co sądzę o filmie Jacksona. Potęga w każdym calu, uderzająca z ekranu zarówno w postaci obrazu, dźwięku i fabuły. "Drużyna pierścienia" to klasa sama w sobie, władca filmów, ten "jeden" by rządzić wszystkimi...




W filmie, przez chwilę widzimy samego Petera Jacksona - zdjęcie
(Zauważył: HUNTER)



   
   



"The lord of the rings - Fellowship of the ring"
"Władca pierścieni - Drużyna pierścienia"
Reżyseria:
Peter Jackson
Muzyka: Howard Shore
Efekty specjalne: WETA
Produkcja/czas: 2001 Nowa Zelandia/178 minut
Obsada:
Elijah Wood - Frodo Baggins
Ian McKellen - Gandalf
Viggo Mortensen - Aragorn
Sean Bean - Boromir
Sean Astin - Sam
Orlando Bloom - Legolas
Liv Tyler - Arwena
Hugo Weaving - Elrond
John Rhys-Davies - Gimli
Christopher Lee - Saruman


SZYBKA OCENA +/-
- Zdjęcia
- Efekty specjalne
- Dźwięk
- Treść
- "latająca" kamera
- McKellen, Mortensen, Wood
- Brak Toma Bombadilla
- Drobne (nic nie znaczące) wpadki techniczne


AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX
      dux@warka.net
- Dziękuję HUNTEROWI za wykonanie zdjęć, które wykorzystałem w powyższej recenzji
- Zobacz najlepszą polską stronę o "Władcy Pierścieni": http://www.wladca-pierscieni.pl


- OSCARY -


      Już po rozdaniu Oscarów.
Szkoda, że zabrakło statuetek w najważniejszych kategoriach, ale przed nami jeszcze "Dwie wieże" i "Powrót króla"... więc Peter Jackson na pewno nie pozostanie bez nagrody...

Najlepszy film - NOMINACJA
Najlepsza reżyseria - NOMINACJA
Najlepszy scenariusz adaptowany - NOMINACJA
Najlepszy aktor drugoplanowy: Ian McKellen - NOMINACJA
Najlepsze zdjęcia - OSCAR
Najlepszy montaż - NOMINACJA
Najlepsza charakteryzacja - OSCAR
Najlepsza scenografia i dekoracje - NOMINACJA
Najlepsze kostiumy - NOMINACJA
Najlepsza muzyka - OSCAR
Najlepsza piosenka - NOMINACJA
Najlepszy dźwięk - NOMINACJA
Najlepsze efekty specjalne - OSCAR