Ostatnia walka człowieka
(spojlers inside)
Od razu zaznaczam, że nie jestem fanem Tolkiena. Właściwie to nawet nie można powiedzieć żebym pałał do niego czymkolwiek poza poczuciem znudzenia. Po przeczytaniu trzech tomów o przygodach Frodo i jego towarzyszy powiedziałem sobie "Nigdy więcej Tolkiena" i jak dotąd słowa dotrzymałem. Na wszelkie wzmianki o jego twórczości reagowałem pogardliwym wzruszeniem ramion i zgryźliwymi uwagami. Mijały lata...
Na ekrany kin całego świata wkroczył od dawna oczekiwany film Petera Jacksona. Jego nadejście obwieszczały wszelkie możliwe media, które chociaż część swojej uwagi zwracają na kulturę i sztukę. Nakłady dzieł Tolkiena skoczyły kilkukrotnie, ruszyła machina reklamowa, w naszej świadomości niepodzielnie zaczął rządzić Pierścień. Dzień za dniem opanowywał nas coraz bardziej, niczym dziewięciu królów obdarowanych niegdyś pierścieniami mocy. Jednoczył fanów jednocześnie wprowadzając niezgodę pomiędzy przyjaciółmi. Padały przykre słowa, dyktowane przez czarne ziarenko zawiści jakie każdy z nas nosi na dnie serca. Kina rozpoczęły sprzedaż biletów i tłumy ruszyły na seanse. Rozpoczęła się Przygoda...
Minęło około 150 minut filmu. Drużyna wysiada na brzegu rzeki w królestwie Gondor. Rozpoczyna się dyskusja nad dalszą wędrówką. Nagle okazuje się, że nie ma Frodo; Boromir również oddalił się niezauważony. Aragorn i reszta drużyny ruszają na poszukiwania. Tymczasem...
Ta scena to kwintesencja całej powieści. Boromir utracił nadzieję na odnowienie wspaniałości swego rodzinnego królestwa Gondoru. Bierze udział w wyprawie, ale tak naprawdę nie wierzy w jej powodzenie. Gdzieś w głębi duszy potrafiłby przyznać, że idzie by być blisko Pierścienia. Żeby wyczekać na odpowiednią okazję i zacisnąć dłoń, chociaż na chwilę, na tym małym krążku dającym tak ogromną władzę. Łudzi się, że mógłby wtedy pokonać Ciemność i wnieść blask chwały do Srebrnej Wieży Minas Tirith. Gdy wreszcie ma sposobność zostania z Frodo sam na sam żądza posiadania Pierścienia zagłusza wszystko inne. Przestają się liczyć towarzysze podróży, honor rycerza, pamięć o kodeksie wspaniałego rodu z jakiego się wywodzi. Boromir najpierw słowami, a potem siłą próbuje zdobyć Pierścień. Jest już blisko skrzywdzenia Frodo gdy ten wkłada swoje brzemię na palec i znika.
Boromir w ataku bezsilnej wściekłości przeklina hobbita i zarzuca mu zdradę. Ale w rzeczywistości to siebie tak nazywa. Doskonale wie co uczynił, jak wielkim zdrajcą się okazał. Nie tylko zawiódł tego, którym przyrzekał się opiekować. Zawiódł wszystkie rasy, które z nadzieją wyglądają powodzenia misji Drużyny. Zawiódł swego ojca, wielkiego wojownika i człowieka o czystym sercu. Zawiódł samego siebie, bo nie wytrzymał próby Pierścienia. Pozwolił by zło zapanowało nad całym pięknem jakie w sobie nosił jako wojownik i jako człowiek...
Frodo bezpiecznie ukryty w innym wymiarze niedostępnym dla oczu śmiertelnika ucieka. Uniknął śmierci z rąk niedawnego obrońcy, ale natychmiast wystawia się na widok Wszechwidzącego Oka i ciemnych mocy Saurona. Przerażony powraca do świata materialnego. Tam odnajduje go Aragorn. Frodo nie ufa już nikomu ze swych towarzyszy i wystawia go na próbę. Ofiaruje mu Pierścień, ale następca tronu Gondoru odrzuca zdradliwy dar. Obaj wiedzą, że Frodo musi ruszyć w samotną wędrówkę i największym dowodem na siłę Aragorna jest pozwolenie by Pierścień znalazł się poza jego zasięgiem. Bardzo chciałby towarzyszyć hobbitowi aż do ognia Góry Przeznaczenia, ale wtedy jego ludzka słabość zwiększałaby tylko moc Pierścienia.
Pojawia się oddział orków. Aragorn stawia im czoła dając Frodo czas na ucieczkę. Tu widzimy coś czego dotychczas nie było zauważalne. Następca tronu wyjmuje miecz, składa salut wrogom i... uśmiecha się. Niemal niezauważalnie, delikatnie, dyskretnie. Taki uśmiech posyła się kochance gdy ma on zostać dostrzeżony tylko przez jej oczy. Taki uśmiech posyła się swemu potomkowi gdy pojawi się na tym świecie tak bardzo zdany na naszą opiekę. Taki uśmiech gości na twarzach pogodzonych z własnym losem, ale jednocześnie pewnych swojej siły. Nie ma w nim miejsca na zwątpienie, strach czy obłudę. Jest tylko miecz w dłoni, wiara w sercu, spokój myśli i wróg naprzeciwko. Taka chwila zdarza się tylko raz w życiu. Niektórzy nigdy jej nie doczekają, a nawet jak nadejdzie to ginie w natłoku codzienności. Przegapić taki moment to jak nie istnieć w ogóle. Ta chwila to jest właśnie powód naszej wędrówki przez życie. Aragorn go odnalazł właśnie teraz...
Frodo umyka w las, jego śladem rusza część oddziału orków. Reszta rzuca się na Aragrona. Rozpoczyna się walka, rycerz wiruje pomiędzy wrogami kreśląc swym mieczem świetliste kręgi. Posoka znaczy jego ślad. Wydaje się być nietykalny, odporny na ostrza atakujących. Z pomocą nadchodzą Legolas i Gimli. Niedługo walka się kończy. I wtedy z lasu dobiera dźwięk Rogu Gondoru. To Boromir wzywa ich na ratunek...
Boromir walczy dzielnie. Dzielniej niż towarzysze. Chroni Sama, Pippina i Merry'ego przed orkami. Upokorzony własną słabością jaką okazał niedawno chce zmyć z siebie ten dyshonor. Samotnie staje w obronie słabszych, tak jak nakazuje kodeks honorowy, tak jak uczono go w dzieciństwie. Jego poświęcenie jest poruszające. Popełnił błąd, ale teraz chce go naprawić. Nie dba o własne życie byle tylko ocalić innych. Osłabiony razami mieczy i strzałami tkwiącymi w sercu i tułowiu stopniowo słabnie. Ale za każdym razem znajduje w sobie siłę by powstać, by nie pozwolić wrogom pojmać hobbitów. W jego działaniu widać do czego zdolni są dobrzy ludzie w chwilach prawdziwego zagrożenia.
Fale kolejnych przeciwników wyczerpują go, ale serce się nie poddaje. To ono, jeszcze tak niedawno uległe wobec zdradliwego szeptu Pierścienia, nakazuje Boromirowi walczyć do końca. Nie ma już w nim miejsca na zdradę i zawiść, płonie jasnym ogniem obracając Ciemność w strzępki sadzy. Odwaga kieruje ręką wojownika, pogarda dla śmierci dodaje mu życia. Walczy gdy każdy inny dawno by już poległ. Nie pozwolił by chwila słabości przekreśliła wszystko czego w życiu dokonał, nie dał odebrać sobie ludzkiej godności. Udało mu się pokonać największego wroga jakiego może mieć człowiek - samego siebie...
Nadchodzący koniec nie może pozbawić nas sił. Oto co przekazał mi Tolkien po trzynastu latach letargu na półce mojej szafki z książkami...
AUTOR RECENZJI:
Marek Grabka - MARKOS