|
|||||
Długo wszyscy czekali na ekranizację "Władcy Pierścieni". Czekali, czekali i się wreszcie doczekali. Opłacało się, bowiem Peter Jackson pokazał nam doskonale wyreżyserowaną adaptację tej niesamowitej książki !
"Władca Pierścieni" J.R.R. Tolkiena to jedna z najlepszych i najbardziej znanych trylogii
fantasy na całym świecie. Tolkien stworzył świat tętniący życiem, który zamieszkuje wiele
różnych ras - od hobbitów i magów począwszy, na elfach i orkach kończąc. To świat, który
emanuje bogactwem szczegółów, ale nie brak też w nim niebezpieczeństw, jak czyhające
na bohaterów potwory, smoki czy inne monstra. Nie brak także ponurych i złowrogich krain,
do których żaden śmiałek dobrowolnie by się nie zapuścił. Tak wykreowany świat to idealne
miejsce zmagań pozytywnych bohaterów z siłami zła. Przed przeczytaniem poniższej recenzji małe ostrzeżenie - znajdują się w niej spojlery.Fabuła zawsze była mocną stroną opowiadań Tolkiena. Nie inaczej jest w tym przypadku. Dawno temu zostało wykutych 19 pierścieni mocy, którymi obdarowano różne rasy, aby utrzymać harmonię w całym Śródziemiu. W owych pierścieniach była zawarta cała wiedza, mądrość i siła. Ale został też wykuty jeszcze jeden pierścień... by móc kontrolować wszystkie pozostałe. Stworzony został przez Pana Ciemności - Saurona, jednak ten stracił go w wielkiej bitwie pod zboczami Orodruiny. Później pierścień przepadł. Do czasu... do czasu, kiedy hobbit Bilbo znalazł go w jaskini Golluma (o tym wszystkim można przeczytać w książce poprzedzającej wydarzenia z "Władcy Pierścieni" - "Hobbit"), a w jeszcze późniejszym czasie dostaje go hobbit Frodo. Teraz na nim spoczywa wielki obowiązek zniszczenia pierścienia, a jest na to tylko jeden sposób - trzeba go wrzucić w piekielne płomienie Orodruiny, gdzie został wykuty. Oczywiście takie łatwe to nie będzie - bowiem duch Saurona cały czas czuwa i chce odzyskać swoją własność... I tak zaczyna się pierwsza część trylogii, czyli "Drużyna Pierścienia".
Tytułowa drużyna ma za zadanie towarzyszyć Frodo i doprowadzić go do krainy Mordoru. A
znajdują się w niej istoty różnych ras - najważniejszy Frodo i jego trzej wierni przyjaciele
- Sam, Pippin i Tuk, spadkobierca tronu - Aragorn, dzielny elf Legolas, wojowniczy krasnolud Gimli (doskonale
ucharakteryzowany John Rhys-Davies), dzielny Boromir, a wszystkim pomaga znakomity mag
Gandalf (Ian McKellen - jego rola w tym filmie dosłownie wymiata i przyćmiewa wszystkie
inne! Wielka szkoda, że aktor nie dostał za to statuetki Akademii Filmowej...).
O aktorach można powiedzieć tylko tyle - grają dobrze, a każdy z nich naprawdę się postarał
i włożył w swoją rolę całe serce. Większość bohaterów jest idealnym odzwierciedleniem
tych wykreowanych przez Tolkiena i chyba większość osób na świecie właśnie tak sobie ich
wyobrażała. Prócz wyżej wymienionej drużyny w filmie ważną rolę pełni także elf Elrond
(Hugo Weaving), Arwena (Liv Tyler - szkoda że tak krótko...), Bilbo (Ian Holm),
Galadriela (Cate Blanchett) oraz czarny charakter - mag Saruman (Christopher Lee).
Charakteryzacja poszczególnych osób w filmie jest doskonała (nagroda Oscara), podobnie jak
wszystkie kostiumy. Zapomniałbym jeszcze wspomnieć o Nazgulach (Czarni Jeźdźcy) - są
równie niesamowite i przerażające jak w samej książce.
Efekty specjalne - znakomite (kolejny Oscar), ale szczerze mówiąc nie są najlepszymi, jakie
widziałem w życiu. Przykładowo z "Władcą" do statuetki konkurował m.in. "Pearl Harbor", w
którym efekty wgniatają w ziemię i po prostu kopią na maksa - w moim odczuciu tutaj
bardziej się wspomniana nagroda należała, ale wygrał "LOTR". Wiele osób twierdzi, że
czasami za bardzo widać komputerowe efekty - wierutna bzdura! Wszystko jest doskonale wyważone
i dopracowane. Podobnie jak cała sceneria (następny Oscar) - tak piękna, że nie można
rozróżnić czy jest prawdziwa, czy sztuczna. Cały Shire, Mordor, Lothlorien - prawdziwe
perełki, których nie zobaczycie w żadnym innym filmie. Ale i tak najlepsza jest Moria - taka
jak sobie zawsze wyobrażałem - ciemna, mroczna, ponura i złowroga. Aż czuć klimat grozy i
czających się w ciemnościach sił zła. Cudo!Akcja - tego w filmie z pewnością nie brakuje. Najbardziej wcisnęły mnie w kinowy fotel dwa jej elementy. Pierwszy z nich to prolog - arcydzieło!!! Wielka bitwa pod zboczami Orodruiny jest... geniuszem samym w sobie! Setki elfów i ludzi walczących przeciwko armiom Mordoru nie można sobie wyobrazić - to trzeba po prostu zobaczyć! Sieczka i jeszcze raz sieczka. A gdy na ekranie pojawia się Sauron (który nota bene wygląda świetnie) to już tylko za tą scenę dałbym filmowi Oscara :))) Prolog to bez wątpienia najlepsza obok walki w Morii część filmu.
No właśnie - walka w podziemnej krainie krasnoludów - jakże
ważna i kluczowa w całej opowieści. Tam to dopiero czuć klimat! Tam to dopiero jest
bitwa! Drużyna pierścienia walcząca z setkami zastępów orków i goblinów jest fantastyczna!
Ale to nic, bo później na ekranie pojawia się piekielny demon, Balrog. Jego walka z
Gandalfem na moście Khazad-Dum to już scena kultowa. Podobnie jak śmierć maga (ale czy na
pewno... :) - jeden z najbardziej dramatycznych momentów filmu. Ostatnia walka w lasach
jest także bardzo dobra i bardzo efektowna.
A w to wszystko wpleciona jest genialna muzyka Howarda Shore (kolejna statuetka), idealnie
dopasowana do tego, co się dzieje na ekranie. Patetyczna, podniosła, z ładnym motywem
przewodnim i świetnymi chórami - mógłbym pisać o niej bez końca (podobnie jak o filmie).
A tymczasem na stronie, w dziale Muzyka można znaleźć dokładną recenzję ścieżki dźwiękowej
do "Władcy Pierścieni" (odnośnik do niej na końcu tej recenzji). Szkoda tylko, że złotej
statuetki nie zdobyła także piosenka przewodnia Enyi ("May It Be"), która świetnie
uzupełnia kompozycje pana Shore. Jeszcze tylko napomnę o bardzo dobrym dźwięku, a właściwie
to po co o nim wspominać, skoro jest równie doskonały jak cała reszta :)
A co z wadami zapytacie? Otóż jest ich naprawdę znikoma ilość i w żaden - podkreślam W ŻADEN
znaczący sposób nie wpływają na ocenę całości. Wśród nich są drobne, ale praktycznie nic
nie znaczące wpadki techniczne. Wiele osób narzeka też, że nieraz film jest nudny i mało
ciekawy, nic się nie dzieje. No ale moment - przecież trzeba jakoś wytłumaczyć wszystkie
zawiłości fabuły, prawda? Tym bardziej, że jest to film skierowany nie tylko do fanów
twórczości Tolkiena.
Wielu zauważyło także, że brakuje wielu mniej lub bardziej ważnych
wątków czy wydarzeń z książki lub niektóre są nieco zmienione.
Co do pierwszego - uważam
takie stwierdzenie za czepianie się na siłę - przecież niemożliwością jest pokazać wszystko,
co było zawarte w książce! Wtedy dostalibyśmy nie kinową ekranizację, tylko kilkudziesięcio-odcinkowy serial. A chyba nie o to chodziło. Co do drugiego - nie przeszkadzało mi to w
ogóle. Drobne zmiany wprowadzone przez reżysera, Petera Jacksona nie wpływają w żaden sposób
na całą fabułę i tok wydarzeń.Uff... dobrnąłem do końca. "Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia" to doprawdy znakomity i bardzo dopracowany film oraz spełnienie marzeń niejednego fana twórczości Tolkiena. To także jeden z najlepszych filmów, jakie w życiu widziałem. Byłem na nim 4 razy w kinie i za każdym razem podobał mi się tak samo. Szkoda, że tak wiele osób go nie doceniło, ale zdarza się - wszystkim się nigdy nie dogodzi. Szkoda też, że film dostał tak mało Oscarów (nominowany był w 13 kategoriach, otrzymał "tylko" 4 statuetki), ale przed nami dwie kolejne odsłony (już nie mogę się wręcz doczekać!) i miejmy nadzieję, że tym razem więcej osób doceni to arcydzieło, jakim dla mnie jest właśnie "Władca Pierścieni". Peterowi Jacksonowi udało się - udało się nakręcić genialny film i utrzymać klimat książkowej trylogii. Jeśli następne części będą równie doskonałe (w co nie wątpię) to dostaniemy najlepszą trylogię fantasy wszechczasów! One Ring to bring them all and in the darkness bind them.
![]()
|