UWAGA - tekst zdradza istotne elementy fabuły!
Boska ingerencja czy psikus natury?
Z pewnego dystansu monitorujemy schludną, aczkolwiek wytworną stołówkę, kelnerki nakrywają do stołów. Czynności miarowo synchronizują się z melodią "Ave Maria". Wchodzą pielgrzymi - ludzie chorzy, towarzyszą im wolontariusze i wolontariuszki. Pora śniadaniowa to czas, kiedy przewodniczka, jednocześnie szefowa ochotników, Cecile (surowa Elina Lowensohn) przekazuje uczestnikom program dnia. Wszyscy zbierają się w hallu i ruszają do miejsca Maryjnego kultu, gdzie w 1858 roku 14-letnia Bernadetta doznała 18 objawień - "Lourdes" to nie sakralna filmowa pocztówka, ani misterium pobożności... Przekonajcie się sami.
Na kilka dni grupa pielgrzymów wtłoczona zostaje w określony rytm i rytuały, którym odwiedzający Lourdes gorliwie się oddają. Francuskie miasto przyciąga miliony turystów kierowanych wiarą, ale też marketingową machiną. Zasmakowanie "sacrum" wymaga długich godzin oczekiwania, w trakcie których pątnicy doświadczają "profanum". Kolejka do sanktuarium, niczym panorama socjologiczna wiernie odzwierciedla podziały społeczne, rozterki i nadzieje pełnosprawnych i niepełnosprawnych. Pielgrzymi przekazują sobie z ust do ust opowieści o cudownych uzdrowieniach. Z dystansem i bez egzaltacji przysłuchuje się temu młoda, przykuta do wózka Christine (cicha i skromna Sylvie Testud). Na wycieczce nie spodziewa się ona religijnego objawienia, wykazuje postawę sceptycznej obserwatorki. Rolę opiekunki sparaliżowanej powierzono pięknej wolontariuszce Marii (rudowłosa Lea Seydoux), która zdecydowanie intensywniej oddaje się zalotom do pomocnika Kuno (Bruno Tadeshini), niż pchaniu wózka z niepełnosprawną. Za tym samym przystojnym amantem wodzi wzrokiem Christine.
Film błyskotliwie demitologizuje kult wiary, łaski i opatrzności Bożej. Księża grają w karty, potrafią żartować, wolontariuszki Korpusu Maltańskiego w quasi-zakonnych szatach flirtują z opiekunami. Nieustannie komentujące wydarzenia nobliwe staruszki, niczym grecki chór artykułują kwestie, o których inni wolą nie wspominać. Wśród tego jarmarkowego targowiska osobowości, nie brakuje ewenementów. Jednym z nich jest współlokatorka Christine, starsza Pani Hartl (Linde Prelog), która za wszelką cenę pragnie, aby choroba na zawsze opuściła dziewczynę. Z pozoru chłodna Cecile, głęboko wierząca, ale kwestionująca moc cudów, pod pancerzem niedostępności ukrywa prawdziwego niszczyciela - śmiertelnego raka. Tu i ówdzie, przewija się tajemnicza kobieta ze sparaliżowaną córką Anną. Dziewczynka nagle odzyskuje świadomość, aby za kilka dni znów pogrążyć się w otępiałym letargu.
Niewymuszenie, główna bohaterka przyznaje, że woli wycieczki krajoznawcze, ale to pielgrzymki zapewniają jej odpowiednią opiekę. Nie odmawia jednak kąpieli w cudownej wodzie, uczestniczy w błogosławieństwie, w adoracji, przystępuje do spowiedzi. W trakcie modlitwy sparaliżowana na skutek stwardnienia rozsianego, wyznaje, że marzy o normalnej egzystencji, o przyszłości. Pragnie kierować swoim losem, a nie czuć, że życie biegnie obok. Nie dominuje u niej ton pretensjonalny, są tylko pytania, dlaczego akurat ją dotknęła choroba. Zainscenizowany porządek, który jak klamra spina dzieło, opiera się na wspólnych posiłkach, czy rytuałach związanych ze świętym miejscem. Elementy wzajemnych więzi miedzy wolontariuszami a chorymi, nie wkraczają na wyższy poziom. Przyjazne gesty nie zdarzają się, interpersonalne relacje w Lourdes zastygły w tematyce cudów, religii, wiary. Brak spontaniczności i podkreślone rutynowe zajęcia wyolbrzymiają granicę pomiędzy niepełnosprawni a pełnosprawnymi. Obie grupy pozostają samotne w swoich hermetycznych enklawach, i w pewien sposób, każdy ze swoimi wątpliwościami.
Pomimo tego, że nie odnajdujemy w bohaterce żywiołowego oddania Bogu, intuicyjnie oczekujemy na cud. Pewnego dnia Christine podnosi się z łóżka o własnych siłach. Nie pada w dziękczynnej modlitwie przed Maryją, pierwsze co robi, to czesze włosy. Staje się atrakcją, niczym gwiazda jednego sezonu, otrzymuje gromkie brawa od towarzyszy pielgrzymki. Większość pątników z niedowierzaniem reaguje na rzekome uleczenie. "Wybrana" nie odczuwa wewnętrznego płomienia, doznania wyjątkowej łaski. Kiedy zgłasza ona swoje ozdrowienie do komisji lekarskiej, panowie obcesowo informują, że prawdopodobnie jest to okresowa remisja choroby. Zadziwiająco szybko, lecz niepozbawiona dylematów, kobieta odzyskuje wiarę w siebie, w nową Ja, pragnie być szczęśliwa. Z radością, ale i z zimną krwią stara się o normalność. Dlatego zbliża się do przystojnego Kuno, mężczyzna jednak subtelnie wycofuje się, twierdząc, że "nie chce jej zranić".
Istota "Lourdes" nie polega na naukowej eksploracji dowodów na autentyczność cudu. Reżyserka pochyla się nad reakcjami jednostek wobec niewytłumaczalnego fenomenu. Towarzysze Christine instynktownie wyczuwają, że to tylko psikus medyczny, a nie boska ingerencja. W ferworze niecodziennych objawień, nastaje pożegnalne przyjęcie. Kiedy brzmi wymowna piosenka "Felicita" (Szczęście), ma miejsce niespodziewane zajście. Czy ozdrowienie dziewczyny pozostanie trwałe, jak inni pielgrzymi przewartościują swoje przekonania - ostatnia scena nie daje jednoznacznej odpowiedzi, kreuje pole do swobodnych interpretacji, zarówno teologicznych, jak i humanistycznych.
38-letnia reżyserka, Jessica Hausner, bazując na surowych zdjęciach, podniosłej muzyce, leniwych ujęciach, nie potępia wiary, ani nie hołubi agnostycyzmu. W tej filmowej przypowieści przekaz merytoryczny dominuje nad wizualną warstwą, która swoim minimalizmem uwodzi oko. Statyczne ujęcia i odpowiedni dystans kadrowania nadają filmowi mistyczny charakter. Zaskakujące, jak w 90-minutowych ramach skondensowano tak rozległą dyskusję - bezradność wobec cudu, pragnienie szczęścia, wychodzenie z alienacji, kwestie wiary. Chociaż to Christine cierpi na prawie zupełny paraliż, reżyserka sygnalizuje, że każdy z nas jest unieruchomiony, usztywniony oczekiwaniem na "normalne" życie, zatem obudźmy się z letargu.
Ocena: 8/10
Lourdes
reżyseria - Jessica Hausner
scenariusz - Jessica Hausner
zdjęcia - Martin Gschlacht
montaż - Karina Ressler
czas projekcji - 96 minut
kraj - Austria, Francja, Niemcy
rok produkcji - 2009
wystąpili:
Sylvie Testud (Christine)
Gilette Barbier (Pani Hartl)
Bruno Todeschini (Kuno)
Martin Thomas Pesl (Frank)
Linde Prelog (Pani Huber)
Thomas Uhlir (Max)
Petra Morzé (Matka)
Léa Seydoux (Maria)
Gerhard Liebmann (Ojciec Nigl)
Autor recenzji: Ewelina Burda | Klub Miłośników Filmu, 1 lutego 2010
Obróbka: Piotr Żymełka - DIRK