Strona główna KMF
        

DOBRY SCHEMAT ?


Kilka osób w miejscu, z którego nie da się uciec, a wśród nich psychopatyczny morderca, który eliminuje pozostałych. Schemat, chciałoby się rzecz, jednak za każdym razem chce się to oglądać, głównie dlatego, aby dowiedzieć się kto zabijał i dlaczego (przy czym to drugie czyli motyw jest zazwyczaj naciągane jak "cieńki Bolek"). Ostatnio widzieliśmy coś takiego w "Tożsamości", jeszcze wcześniej w "D-Tox", a i parę innych tytułów znalazłoby się, aby potwierdzić, że ów schemat ma się całkiem dobrze i na pewno ktoś w przyszłości wykorzysta ten zarys do własnej fabuły.

   
 
   

"Mindhunters" Renny'ego Harlina należy do grupy wspomnianych wyżej filmów. Jest to oczywiście thriller, w którym ofiarami są przyszli agenci FBI, a dokładniej 'profilerzy' (ludzie, którzy pracują nad portretami psychologicznymi poszukiwanych przestępców), zaś odizolowanym miejscem jest wyspa, na której miało dojść do sprawdzenia umiejętności tej grupy. Już następnego dnia po przylocie przekonają się oni, że ich życie zależy od tego ile się nauczyli i jak to wykorzystają (aspekt dydaktyczny to chyba nowość w twórczości Harlina). Muszą się naprawdę postarać, tym bardziej, że mordercą jest jeden z nich (z czego doskonale zdają sobie sprawę), a co za tym idzie – że zna ich nawyki, przyzwyczajenia i nałogi, ich mocne, jak i słabe punkty.

   
 
   

Harlin jest specjalistą od filmów akcji ("Szklana pułapka 2", "Na krawędzi", "Długi pocałunek na dobranoc"), potrafi budować napięcie oraz widza zaskakiwać, jednak "Mindhunters" jest inny. To przed wszystkim dreszczowiec charakterów – nikt nikomu nie ufa, wszyscy wiedzą, że pomoc z zewnątrz nie przyjdzie, a do tego dochodzi świadomość nieuchronnej śmierci – morderca zostawia zegarki, które wskazują, o której godzinie dojdzie do kolejnego zgonu. To oczywiście nie znaczy, że w filmie nie ma akcji – jest jej sporo, lecz nie ona wysuwa się tu na plan pierwszy, nie dla niej widz zasiada do oglądania. Jeśli miałby porównać "Mindhunters" do innego obrazu Harlina to na pewno najbliżej mu do "Piekielnej głębi"; miejsce odcięte od reszty świata, konflikt charakterów, oba filmy serwują nam nawet makabryczne sceny z papierosami. Tam były rekiny, tutaj psychopata, jednak oczekiwanie na kolejny atak, to podskórne napięcie jest identyczne.

   
 
   

Aktorsko film jest "równy" – nie ma żadnych 'ochów' czy 'achów', ale aktorzy grają nieźle. Wystarczająco dobrze, aby widza nie raz zaskoczyć. Na pierwszym planie LL Cool J (a właściwie James Todd Smith, co wyraźnie jest zaznaczone w napisach końcowych), Kathryn Morris i Jonny Lee Miller, na dalszym – Christian Slater i Val Kilmer. Najwyraźniej nie było pieniędzy na 'duże nazwiska', a sam film nawet nie próbuje się jakoś wypromować "starymi, dobrymi i zasłużonymi" Kilmerem i Slaterem. Może to i lepiej, w końcu nie oni grają tu "pierwsze skrzypce".

   
 
   

Czy zatem "Mindhunters" to dobry film? In plus trzeba mu zaliczyć klimat oraz umiejętność budowania napięcia. Warto również wspomnieć o scenach śmierci – są wyjątkowo brutalne i efektowne, przywołują na myśl te z "Oszukać przeznaczenie". Jednak w takich produkcjach najważniejsze jest zakończenie. Jakie ono jest tutaj? Aby nic nie zdradzić napiszę, że zaskakujące, chociaż z pewnością znajdą się tacy, którzy już po kilkunastu minutach akcji będą mieli swojego "głównego podejrzanego" i trafią. Motyw jest oczywiście naciągany do granic możliwości (wytrzymałości?), ale najważniejsza i tak jest zagadka "kto zabił?". Kto lubi takie schematy będzie nowym filmem Harlina zachwycony, inny może poczuć się oszukany: "Co?! Znowu to samo?".


ŁOWCY UMYSŁÓW (MINDHUNTERS)
Rok produkcji: 2004, USA; Czas trwania: 101 min.



Reżyseria:
Renny Harlin
Scenariusz:
Wayne Kramer i Kevin Brodbin wg pomysłu Wayne'a Kramera
Muzyka:
Tuomas Kantelinen
Zdjęcia:
Robert Gantz

Wystąpili:
James Todd Smith (LL Cool J), Jonny Lee Miller, Kathryn Morris, Patricia
Velasquez, Clifton Collins Jr., Eion Bailey, Will Kemp, Val Kilmer, Christian Slater


 


e-mail
 Autor recenzji: Krzysztof Walecki - CRASH