Czasem największą podróżą bywa dystans, który dzieli dwoje ludzi
Tak brzmi przetłumaczony na język polski oryginalny tagline filmu. Przedstawia on przepięknie motyw przewodni "Malowanego Welonu" i w pewnym sensie zawiera w sobie streszczenie całości. Bo obraz ten nie posiada zawiłego scenariusza ani wielowątkowej fabuły. Jest natomiast prosty i szczery w tym, o czym opowiada, a opowiada po prostu o miłości, co sprawia, że staje się automatycznie indywidualnym przeżyciem, które z góry 'skazane' jest na wielorakość interpretacji. Związek dwojga ludzi. Ona - Kitty - młoda angielka o arystokratycznych korzeniach, naiwna romantyczka wierząca w wyidealizowany obrazek miłości wzięty jakby z kart jakiejś powieści. Stłumiona przez świat, w którym przyszło jej żyć niczym literacka Madame Bovary próbuje się buntować - tak jak Sara z niedawnych "Małych Dzieci"; uwięziona przez konwenanse i reguły społeczeństwa, które jej nie rozumie. On - Walter - nieśmiały, niepewny siebie bakteriolog szukający pokrewnej duszy, która go zrozumie i wyjdzie naprzeciw jego pragnieniom. Idealista chcący pomagać innym, dobry człowiek, który chce jedynie zaznać odrobiny szczęścia. Dla niego to była miłość od pierwszego wejrzenia, dla niej okazja do ucieczki z domowego kieratu. Nie rozumiała go, nie chciała zobaczyć w nim nikogo poza pospolitym nudziarzem. Czar prysł, gdy przyjechali do Szanghaju. On nie potrafiąc jej zaspokoić popadał w coraz większy pesymizm, ona rzuciła się w ramiona pierwszego lepszego, który wydawał się rozumieć sytuację, w której się znalazła. Mieszkający razem, a oddaleni od siebie na nieprzekraczalną odległość. Wydawać by się mogło, że przegrali swoją szansę. Czas niszczy wszystko, ale, uwaga, potrafi również sprawić, by coś rozkwitło.
|
 | |
 |
|
"Wiosna była cudowna, lecz lato już dawno minęło i przegapiliśmy jesień. A teraz - nagle ucichło i stało się zimno, tak zimno, że wszystko zamarzło. Nasza miłość usnęła i zaskoczył ją śnieg. A zasypiając w śniegu nie czuje się zbliżającej się śmierci." Te słowa wypowiada bohaterka nowelki autorstwa Toma Tykwera z "Zakochanego Paryża". Można je odnieść do opisywanego tu filmu - również stawiają pod znakiem zapytania związek dwojga ludzi, którzy z takiego czy innego powodu przegapili darowaną im przez los szansę. Ale i kilkuminutowa ciekawostka Tykwera, i film Johna Currana w piękny sposób ukazują, że istnieje coś takiego jak druga szansa; że ten 'uśpiony' związek można reanimować i przywrócić do życia, czasem z lepszym efektem, bo ze świadomością możliwości straty. Zawsze ciężko jest opowiadać o uczuciach, w szczególności tych nigdy nie wypowiedzianych i tłumionych w sobie; skrywanych pod maską obojętności. John Curran przekładając na język filmowy klasyczny romans W. Somerseta Maughama postawił przed sobą ogromne wyzwanie, któremu wzorowo podołał. Duża w tym zasługa idealnego obsadzenia głównych ról. Edward Norton niczym kameleon po raz kolejny wciela się w swoją rolę z zaangażowaniem i uczuciem, co w efekcie daje na ekranie nieśmiałego bakteriologa, a nie znanego na całym świecie aktora. Naomi Watts natomiast upiększa całą produkcję swoją klasyczną urodą oraz znakomicie oddaje cały tragizm postaci Kitty. Śmiem twierdzić, że z inną parą aktorską ten obraz straciłby swoją siłę wymowy.
|
 | |
 |
|
"Malowany Welon" to w pewnym sensie obraz o ważkości słów i przekładaniu ich na czyny. Pomimo tego, że są wyrazicielami uczuć, słowa potrafią być zgubne oraz niesprawiedliwe, a zazwyczaj największą barierą jest niezrozumienie - złe odczytanie intencji czy powierzchowność oceny. Bardzo wymowne są tutaj dwa zdania wypowiadane przez Kitty. Pierwsze odnoszące się do kwiatów: "Po co kupować coś, co po tygodniu i tak umrze?" Drugie jako desperacka wymówka przed mężem: "Jeśli mężczyzna nie potrafi rozkochać w sobie kobiety, to jego wina, nie jej". Padają one w pierwszych fazach filmu i stanowią o poglądzie Kitty na życie, poglądzie, który przyjdzie jej boleśnie zweryfikować. Ale czy nie na tym również polega metaforyczna podróż? Na odkrywaniu i przeżywaniu, ale także na uczeniu się na błędach oraz poznaniu samego/samej siebie. "Malowany Welon" jest, tak jak literacki pierwowzór tego wymagał, klasycznym romansem, podporządkowanym do reguł gatunku, jak gdyby siłą wyrwanym z innej epoki i tchniętym do życia w XXI wieku. W tle szaleje cholera, delikatnie zarysowany jest polityczny wątek brytyjsko-chiński, ale i tak najważniejsi są Kitty i Walter, i wszystko co jest pomiędzy nimi, tak dosłownie, jak i w przenośni. Bo to co najważniejsze w filmie znajduje się 'między słowami' - w tym co robią i jak to robią; jak się zachowują; jak na siebie patrzą; jak się do siebie zwracają. W ich chęciach i niepokojach. W kłębiących się pod powierzchnią uczuciach, z których wyrażaniem mają taki problem. Duchota emocji udziela się również widzowi, a przesłanie, jeśli o takowym można mówić, jest dziecinnie proste i tym samym niesamowicie wymowne. Do miłości należy dojrzeć, bo inaczej zaśnie w śniegu i nigdy się już nie obudzi.
Ciężko zachęcić do obrazu, który przede wszystkim operuje na emocjach, a na pewno niemożliwym jest opisanie tego, co się dzieje na ekranie, bo trzeba to samemu przeżyć i zweryfikować względem własnych reguł. "Malowany Welon" to film spokojny, wręcz dla niektórych może być nudnym, akcji tu jak na lekarstwo i jako całość może się wydawać mało zachęcający, lecz, zapewniam wszystkich, pod tą powłoką kryją się ogromne pokłady emocji, które tylko czekają, aż je ktoś uwolni. Należy jedynie poświęcić trochę uwagi i samemu je odkryć. "Malowany Welon" to piękny, subtelny film o miłości i dojrzewaniu do niej. Nie jest to obraz wybitny, co do tego nie ma wątpliwości, ale z pewnością wart ujrzenia, jeśli nawet nie dla samego tematu, to choćby jako miły przerywnik od zgiełku filmowych produkcji XXI wieku.
|
|
MALOWANY WELON
Tytuł oryginalny: The Painted Veil
Rok produkcji | Czas trwania
2006, USA, Chiny | 125 minut
Reżyseria: John Curran
Scenariusz: Ron Nyswaner
Na podstawie książki W. S. Maughama
Zdjęcia: Stuart Dryburgh
Montaż: Alexande de Franceschi
Muzyka: Alexandre Desplat
Kostiumy: Ruth Myers
Wystąpili:
Naomi Watts (Kitty Fane), Edward Norton
(Walter Fane), Liev Schreiber (Charlie
Townsend), Toby Jones (Waddington),
Juliet Howland (Dorothy Townsend)
| | |
 |
|
Autor recenzji:
Dariusz Kuźma - Beowulf
| |
Klub Miłośników Filmu, 19 maja 2007
|