|
Marie Antoinette
(nawiasem mówiąc)
|
Kino, które chce wyrazić kobietę, kobiecość (oczywiście nie wspominam
tutaj o wybitnie amerykańskim sposobie „wyrażania” kobiety jako
„szarlotki”), zwłaszcza taką o atrybutach niezwykłej odwagi i siły ma
bezsprzecznie trudne zadanie przed sobą. Dowód? Czy naprawdę trzeba
przytaczać ogromną listę nieudanych czy całkiem przeciętnych produkcji,
w których żeńskość co najwyżej patronuje scenariuszowi, boskiemu
amantowi albo co gorsza, żarłocznym na wszelką goliznę, mechanizmom
marketingu. Wyjątki od reguły (czytajcie: świetne filmy), jak zwykle
można sobie z uciechą na palcach liczyć, poczynając od dzieł...kobiety,
która choć wyrastała i dojrzewała w cieniu wybitnego mężczyzny, nie
utraciła zdolności mówienia własnym, nieprzeciętnym głosem!
|
 |
 |
Sofia Coppola – bo nikt inny nie pasuje do
powyższego opisu – rok 2007 otwarła nam na wielkich ekranach swoim nowym
sposobem ujmowania kobiecości, choć przebranej w dość zaprzeszły,
XVIII-wieczny kostium. Główna „forma”, czyli piękna Kirsten Dunst jako
znienawidzona królowa Francji, Maria Antonina oraz „treść” filmu –
urywkowe 24 lata z jej życia tworzą jednocześnie sugestywny obraz
przedrewolucyjnej Francji. Dlatego też esencję filmu można by było
zawrzeć w jednym zdaniu, autorskiej przypowieści reżysera: oto
roześmiana nastolatka odbywa podróż z bezpiecznego pałacu matki
(królowej Marii Teresy) do obcego, nieznanego świata, nazywanego
Wersalem, czyli zarazem podróż z sielskiego dzieciństwa do
przerażającej, etykietalnej krainy. To momentami kontynuacja wątku
napoczętego przez Coppolę w „Przekleństwach niewinności”, zwłaszcza,
kiedy widać jak oszołomiona 14-latka, pod przymusem oczekiwań z zewnątrz
próbuje przedzierzgnąć się w kobietę. Ale to tylko jedna z wielu recept
na świetną dramaturgię w tym filmie. Oprócz częstych zbliżeń twarzy
młodej królowej, po której w przełomowym momencie scenariusza popłyną
łzy, pojawia się jeszcze szereg scen, o których niejeden widz mógłby
powiedzieć: „film biograficzny a jednak trzyma w napięciu”.
|
 |
 |
Właśnie dlatego, że Coppola najważniejsze
sprawy omawia jednak „między słowami” (a jakże!), montaż w jej filmach
musi być na wysokim poziomie. Z początku trudno jest określić, co
sprawia, że zajmująca prawie cały kadr sylwetka lub twarz Kirsten
pozwala nie tylko widzieć z bliska ją samą, ale też „tło”, na którym
jest uchwycona w danym momencie swojego życia; że historia jednej Marii
Antoniny pozwala odkrywać losy wielu samotnych, zamkniętych w „wieżach”
kultury wersalskiej – arystokratek. Dopiero potem odkrywamy, że
biografię pięknie opowiadają odpowiednie „ucięcia” taśmy filmowej,
montaż Sary Flack, którym płynnie prowadzi opowieść od pierwszej sceny
aż do ostatniej. Równie płynnie wpisuje też w opowieść postacie, które
pojawiają się w kolejnych fazach życia bohaterki. Począwszy od całkiem
przyzwoitej kreacji Jasona Schwartzmana jako jej męża, Ludwika XVI (nikt
się tego nie spodziewał po aktorze kina typu: „Luzacy”) a kończąc na
błyskotliwej, prowokującej Asi Argento („Transylwania”, „Ziemia żywych
trupów”). Dzięki temu mam podstawy, by ogłosić, że film nie jest, jakby
tego chcieli niektórzy z krytyków – „kolejnym filmem licealnym”, o
problemach nastolatki przeniesionych z XVIII wieku na współczesne
realia. Jest za to wielowarstwową konstrukcją świetnego aktorstwa,
montażu, a wreszcie muzyki, która jako mieszanka klasyki i moderny
stanowi preparat odbijający zarówno wdzięk nastolatki jak i uczuciową
„ascezę” dam dworu. Dlaczego by tej polifonii odmówić sensu?
Bardzo trudno było (czego Coppola nie ukrywa w żadnym z wywiadów) nakręcić
film-biografię o owianej legendą dziecku-kobiecie, która miała
„scementować związek Austrii i Francji” (takie też słowa otwierają
pierwszą scenę). Dlatego też nie będzie to obraz czczony przez fanatyków
kina kostiumowego, od którego oczekują zwykle linearnie, czyli od
początku do końca (bez żadnych montażowych „grzechów”) opowiedzianej
historii. Natomiast tym, którzy lubią metodę ‘Lost in translation’ albo
w mojej prywatnej, polskiej wersji: „nawiasem mówiąc”, film ukaże się
jako przypowieść o ogromnej samotności, kamuflujących właściwościach
kultury czy problemie poszukiwania własnej, kobiecej tożsamości. Jeśli
widz pójdzie tym tropem, odnajdzie zamiast (na przekór całej rzeszy
krytyków) nic-nie-znaczącego, koloryzującego taśmę przepychu kostiumów
czy bucików od Manolo Blachnika – przerażający świat zrodzony przez
wersalską etykietę i nudę. Być może sekwencje lanego strumieniami
szampana, stołów zastawionych cukierniczą maestrią, a potem głodnego
ludu skandującego pod pałacem to coś więcej niż obraz XVIII-wiecznej
Francji? Możliwy, piękny w realiach sali kinowej, alegoryczny obraz
walki podstawowych atrybutów kultury i natury - nigdy niezaspokojonej
żarłoczności i głodu. U Coppoli zwycięża w sposób historyczny i
naturalny głód, zwłaszcza widać to w ostatniej scenie, gdy 38-letnia,
upokorzona, zdegradowana doświadczeniami życia, królowa opuszcza wraz z
mężem pałac wersalski.
|
 |
 |
Rok 2007, jak narazie zapowiada się na
wielkich ekranach rokiem kobiet, ale i tych, którzy chcą mówić o nich w
sposób mądry, nietuzinkowy, i to niekoniecznie głosem żeńskim. Na
reklamówkach, właśnie wchodzących na ekrany „Jasnych błękitnych okien”,
ich autor Bogusław Linda pisze: „Coraz lepiej rozumiem kobiety.
Doszedłem już do tego momentu, że mogę robić o nich filmy.” Co prawda na
plakacie „Marii Antoniny” Sofia Coppola nie umieściła żadnej swojej
refleksji, ale za to widzimy na nim zbliżoną twarz głównej bohaterki,
która niech będzie dla tych, co jeszcze dzieła nie obejrzeli,
zapowiedzią kolejnej panoramicznej analizy kobiecości: niezwykłej,
namiętnej, tragicznej...
 |
Maria Antonina
Marie Antoinette
(USA, 2006)
Dramat historyczny
Reżyseria: Sofia Coppola
Scenariusz: Sofia Coppola
Na podstawie książki "Marie Antoinette: The Journey": Antonia
Fraser
Występują:
Kirsten Dunst - Marie-Antoinette
Jason Schwartzman - Ludwik XVI
Rip Torn - Król Ludwik XV
Judy Davis - Hrabina de Noailles
Asia Argento - Madame du Barry
Marianne Faithfull - Maria Teresa
Klub
Miłośników Filmu | 11 I 2007 |
|
| Autor recenzji:
Kamila Dzika -
KAMA |