Ziemskie Oblicze Marsjan
Kilku kreatywnych krytyków filmowych porównało już 'Marsa' Anny Melikian
do 'Amelii' Jeuneta. Niektórzy o zgrozo posunęli się jeszcze dalej w
swych błyskotliwych tezach głosząc, jakoby 'Mars był rosyjskim
odpowiednikiem 'Amelii', i to w dodatku dość marnym.' Nie pozostaje mi
zatem nic innego, jak tylko zgłosić swoje stanowcze veto. Podążając
bowiem tropem wyżej wspomnianych, butnie można by rzec, że pula
ekscentrycznych postaci, zręczne nagromadzenie komicznych sytuacji
okraszonych z lekka rubasznym humorem czy dozą realizmu magicznego
uczynią natychmiast z każdego filmu replikę 'Amelii'- bez względu na to
jak różną od dzieła Jeuneta historię, dany film opowiedział, czy jak
odmienne wrażenia na widzu wywarł. Dość powierzchowne podejście do
zagadnienia sztuki filmowej, nie sądzicie?
Jaki zatem jest w rzeczywistości 'Mars'? Nie wiem czy na wskroś
rosyjski, ale na pewno specyficzny, bogaty w dziwaczne indywiduua, a
przede wszystkim oryginalny w klasie realizmu magicznego ozdobionego
elementami surrealizmu. W żadnym wypadku nie jest on
wschodnioeuropejskim odpowiednikiem 'Amelii', czy też debiutanckim
chwytem przyciągającym widownię lubującą się w tandetnym humorze. Poza
kilkoma niedostatkami scenariuszowymi w drugiej części filmu, i kilkoma
zbyt natarczywymi, teledyskowymi ujęciami, których osobiście nie znoszę,
ten obraz filmowy posiada cząstkę prawdziwej, słowiańskiej duszy:
momentami niezwykle lirycznej, czasem naznaczonej jakimś dziwnym
rodzajem smutku i melancholii. A to wszystko doprawione szczyptą raz
kordialnego, raz ironicznego poczucia humoru.
|
 |
 |
Fabuła filmu nie należy do nazbyt
skomplikowanych:
Znany moskiewski bokser imieniem Boris, ma zwyczajnie dość. Uciekając z
ringu, próbuje umknąć przed presją sławy, porażkami dotychczasowego
życia. Pod wpływem chwili wsiada do przypadkowego pociągu i rusza w siną
dal. Wysiada w niewielkiej krymskiej miejscowości Mars, jak się potem
okaże 'królestwie zabawek,' którego mieszkańcy pracują w fabryce
produkującej pluszowe zwierzaki. Co więcej ci dziwacy używają maskotek w
zamian za walutę pieniężną, nazywając nowy środek płatniczy 'miękką
walutą'.
Już sama nazwa tego pipidówka, przybliża nam specyfikę kultury
rosyjskiej: Mars to bowiem nic innego jak pozostałość po nazwie Marks, i
choć 'złoty okres komunizmu' Rosja ma już za sobą, niektórzy przecież do
dziś z rozrzewnieniem wspominają tatka Stalina czy dziadzię Wladimira
Ilicza Ulianowa Lenina. Melikian wydaje się nam przypominać jak krótką
pamięcią i ciermiężną ciemnotą mogą poszczycić się, co niektórzy
mieszkańcy dumnej Rosji. I choć potrafi opowiedzieć o ich przywarach w
sposób niezwykle ironiczny a niejednokrotnie nawet i uroczy, nic nie
jest w stanie przełamać przykrego wrażenia, jakie w trakcie filmu
odnosimy- pozytywne obecnie podejście ludzi do czasów głębokiej komuny
nie wynika tylko z ich zacofania, ale i ze świadomego egoizmu.
Przyglądając się natomiast samej miejscowości zauważamy momentalnie, że
składa się ona z licznych kontrastów: walące się domy, nie odnowione
kamienice pozostawione na łaskę i nie łaskę mieszkańców, stację na
której pewnie od wielu lat trwa niekończący się remont (nie brakuje za
to odrestaurowanego pomnika Lenina!), zostały fantastycznie
przeciwstawione bajkowemu pejzażowi zielonych okolic miasta, urokliwemu
krajobrazowi, który sam w sobie wytwarza senną i trochę odrealnioną aurę
tej raczej mało atrakcyjnej mieściny.
Dzikie przestrzenie nie stanowią bynajmniej największej atrakcji
turystycznej tego regionu. Osobiście sugerowałabym odwiedzenie tych
stron ze względy na ciekawostki 'przyrodnicze' czyli skrzący się całą
paleta barw, kolaż ludzkich charakterów ;)
|
 |
 |
Boris, ten dobrze zbudowany bokser,
z dość mocno pokiereszowaną twarzą, stanowi zaledwie delikatne
wprowadzenie do ekscentrycznej gamy postaci, które napotkamy w Marsie:
Dopiero co przybyłemu do nieco surrealistycznego miasteczka bokserowi,
jego mieszkańcy ukazują się w całej krasie: ze wszystkimi wadami i
zaletami, nie kryjąc się absolutnie ze swoimi dziwactwami czy drobnymi
dewiacjami. Poznaje nasz Boris zatem wielce nieskomplikowaną acz
złośliwą i dość materialistycznie nastawiona do życia barmankę, marząca
o spędzeniu chociażby jednej nocy z 'niezaprzeczalnym ideałem kochanka'-
Wladimirem Putinem, kapryśną, wiecznie czymś znudzoną, rosyjską babuszkę
o najdłuższym, jak kraj długi i szeroki, warkoczu (w rzeczywistości
zagubioną osiemnastolatką, na której warkoczu ojciec próbuje zbić
fortunę), czy wreszcie samotną matkę z zadziwiająco zaradną
siedmioletnią córką Nadieżną. Matka i córka podziwiają zgodnie
tajemniczego przybysza jako cenny towar importowy z Moskwy, ('naszej
wspaniałej stolicy, do której tak wszyscy bardzo chcemy jechać'),
skrycie marząc jednak o przystojnym Francuzie w białym fraku, ustalonym
przez siebie, wzorcu kochającego męża i łagodnego ojca.
W każdej z postaci zakorzeniona jest fascynacja tym, co obce,
nieosiągalne, a wyrwanie się z sennego miasteczka staje się z czasem ich
nadrzędnym celem. Te niekiedy naturalistycznie, niekiedy umownie i
ironicznie przedstawione postaci, owładnięte są swoimi marzeniami. W
finale swej barwnej opowieści, Anna Mielikian podaruje niektórym tak
upragnione przez nich szczęście. Niektórych też brutalnie pozbawi
złudzeń, tak jak pozbawiła ich ekscentryczną bibliotekarkę Gretę czy
zakochanego w niej Grigori, chłopaka zatopionego całkowicie w świecie
swoich nierzeczywistych pragnień (symbolicznie spalenie domku, który
wybudował na skraju lasu, nad jeziorem, dla siebie i ukochanej Grety,
czy tragiczny los, jaki spotka dziewczynę, uświadamia nam utopijna
naturę ich marzeń).
Zastanówmy się jednak nad gatunkiem, którym moglibyśmy 'Marsa' określić.
Początek filmu wskazywałaby niezwłocznie na dość specyficzna w swym
poczuciu humoru komedię, jednak tragiczny los Grety i Grigori naprowadza
nas na trop dramatu. Cóż więc, komediodramat? Tragikomedia? Chyba obydwa
gatunki po trosze.
Wątek trójkąta miłosnego, który to nawiązuje się pomiędzy Borisem, Gretą
a nieświadomym ich romansu Grigori, nosi też pewne znamiona melodramatu,
choć wszakże ciężko znaleźć w nim elementy ckliwe czy w jakikolwiek
sposób patetyczne. Ten trochę meliczny wątek miłosny niewątpliwie
zakłóca magiczną osnowę całego filmu, nadając mu coś z przyziemnej
realności. Wydaje się być jednak celowym reżyserskim zabiegiem,
świadomym wyborem artystycznym. To nagle zburzenie groteskowej konwencji
filmu daje nam pełniejsze wyobrażenie o wspomnianej wyżej słowiańskości,
która przecież pomiędzy burleską a ironią przeplata prawdziwe elementy
codziennych frustracji, niekiedy o przygnębiająco enigmatycznym
rodowodzie.
Doceniam u Anny Melikian i szanuje realizm, z jakim oddała (pośród
zwariowanej plejady zdesperowanych i lekko ostentacyjnych dziwaków)
psychologię niektórych bohaterów filmu; pięściarza Borisa, eterycznej,
wychudzonej Grety, czy rezolutnej Nedieżny, która do perfekcji opanowała
lekcję kapitalizmu według Marksa. Czy to, z jakim humorem ubrała
Melikian Borisa w pluszowy plecak w kształcie słonia i z jaką pokorą
kazała ugiąć się temu postawnemu bokserowi pod naporem inteligentnych
ripost kilkuletniej Nadieżny.
Dzięki takim komicznym zabiegom facet o grubym karku, głowie łysej jak
kolano i fizys zabójcy, niemalże natychmiast zyskuje naszą sympatię.
Boris (znakomity Yuri Kutsenko, którego wcześniej mogliśmy podziwiać już
w 'Straży nocnej' a którego niebawem ujrzymy w przewidzianej na 2006 rok
kontynuacji filmu, 'Straży dziennej') to wzorcowy antybohater.
|
 |
 |
| |
„Well, heros
are nearly always exeptionally boring”
(Cóż, bohaterowie są prawie zawsze wyjątkowo nudni)
|
Ian Richardson
|
|
I jak na antybohatera przystało, pociągająco szkaradny Boris nie
ma w sobie nic wzniosłego. Cóż z tego, że bohatersko postanowił
zamknąć nieprzyjemny rozdział z życia, skoro ostatecznie z
powodu własnej bierności i braku silnej woli, nie realizuje
postawionego sobie patetycznie celu, polegającego na
odnalezieniu własnego przeznaczenia. Nie dośc, że zamiaru nie
zrealizował, to jeszcze zranił Gretę, doprowadzając ją
nieświadomie do ostateczności. Nasz antybohater odnosi więc
spektakularną porażkę, zarówno na polu uczuciowym co zawodowym.
I choć niemal od początku nie wierzymy w powodzenie misji
Borisa, takie własnie zakończenie jego historii może być dla nas
pewnego rodzaju smutnym zaskoczeniem.
Film Melikian nie jest niezasługującym na uwagę, dziwacznym
niewypałem. To znakomicie oglądający się film, nad którym warto
się dłużej zastanowić. Dzięki temu, że trochę w nim niedomówień
i wiele poetyckiej finezji, nie można odbierać go w sposób
jednoznaczny. Młoda reżyserka już na samym początku zniechęca
nas do jednostronnego odbierania swego filmu, zapraszając do
kilkuwymiarowej interpretacji 'Marsa' (kalambur zawarty w samej
nazwie miasta: Mar(k)s, zaburzenie sposobu widzenia u swych
dwóch bohaterów chorych na daltonizm: Borisa, który widzi świat
na niebiesko i Grigori, postrzegającego rzeczywistość w różowych
barwach, symboliczny lot Grety nad domami miasteczka,
zdemaskowanie jej tajemniczego 'ślizgu' wśród bibliotecznych
półek, naginanie rzeczywistości do pragnień Grigori listem
pożegnalnym do Borisa).
Poza tym, rosyjska reżyserka kierowała się doskonałą wręcz
intuicją przy wybieraniu żeńskiej części obsady, tak w filmie
przeważającej.
Zachwyca naturalność i bezpretensjonalność kreacji
nieprofesjonalnej aktorki, Nany Kiknadze (Greta) oraz genialna
zaczepność połączona z inteligentną figlarnością małej Nadieżny
(Nadia Kamenkovitch).
Poetycką osnowę filmu potęguje jeszcze ciekawa ścieżka dźwiękowa
Aleksja Aigi, kompozytora, znanego dzięki muzyce do filmu 'Mój
kuzyn –monstrum', czy 'Kochanek' ukraińskiego reżysera Walerego
Todorowskiego. W tłe przewijać się będą jeszcze utwory Marleny
Dietrich, Daliby czy 'poppy tango' w wykonaniu instrumentalnej
grupy fińskiej Alamaailman Vasarat, oraz ballada 'Comet'
wykonywana przez samego Yuri Kutsenko (Boris).
Mocna stroną 'Marsa' bywa oryginalność czy zagadkowość
niektórych ujęć. W pamięć zapadają szczególnie buty eterycznej
Grety barwiące kałuże, przedstawienie jej lewitującej wśród
książek, nieco deliryczne przebudzenie Borisa w pociągu w
świecie sennie majaczących dookoła pluszowych stworów.
Pełnometrażowy debiut Anny Melikian ( reżyserki wielokrotnie
nagradzanej na konkursach rosyjskich i międzynarodowych jeszcze
podczas studiów w Państwowej Szkole Filmowej w Moskwie <VGIK> ),
dzięki wyważonej dawce absurdu i realizmu pomieszanych z
zabiegami retrospektywnymi i wybiegami w przyszłość, komponuje
się w naprawdę zgrabny, wciągający fabularnie, obraz.
Nagromadzeniem pomysłów, szczegółów i barwnych postaci, w które
'Mars' obfituje można by obdarzyć kilka samodzielnych produkcji
filmowych. 'Mars' momentami wydaje się być w swej
somnambulicznie zmysłowej stylistyce nieco wizjonerski, daje
wrażenie zawieszenia między rzeczywistością a jakąś bezdenną
próżnią. Melikian potęguje jeszcze to dziwne uczucie powracającą
natarczywie, wizją gwieździstego nieba czy bezkresnego kosmosu,
przy którym często pada pytanie o ludzkie przeznaczenie,
stawiane przez zagubionego w tym absolucie człowieka.
|
 |
MARS
Reżyseria: Anna Melikian
Scenariusz: Anna Melikian
Zdjęcia: Oleg Lukichey
Muzyka: Aleksji Aigi
Obsada:
Yuri Kutsenko:
Boris Nikitin
Nana Kiknadze:
Greta
Artur Smolyaninov:
Grigori
Nadia Kamenkovitch:
Nadieżna
Yevgenija Dobrrovolskaya:
matka
Klub
Miłośników Filmu | 05 XII 2005 |
|
| Autor recenzji:
Dagmara Sitek -
DAGMARA |
|