Strona główna KMF



[UWAGA! TEKST ZDRADZA WAŻNE ELEMENTY FABUŁY!]


Jest w "Matadorze" niemalże magiczna scena, kiedy Maria (Assumpta Serna) zwabia Diego (Nacho Martinez) na stary most. Pod ich stopami przejeżdżają samochody; wszystko skąpane jest w jaskrawym, złocistym blasku zachodzącego słońca. Maria mówi, że zaraz po przyjeździe do Madrytu widziała tu samobójcę i na ten widok poczuła się tak, "jakby opuszczała swoje ciało". Mówi też, że wracała w to miejsce wiele razy. Odwraca się w stronę mężczyzny i wtedy on stwierdza: jesteśmy podobni do siebie, gdyż śmierć jest naszą obsesją. Maria uśmiecha się, rozbawiona męską naiwnością. Jest obsesją wszystkich, mówi.


To stary Almodóvar... A raczej Almodóvar młody - autor "Labiryntu namiętności". Bezczelny i prowokujący. Czas "Kwiatu mojego sekretu" czy "Porozmawiaj z nią" dopiero nadejdzie; o miłości i samotności póki co artysta bardziej krzyczy, niż mówi. Nie porzuci jaskrawości, karykatury i wszelkiego rodzaju wynaturzeń, nie straci też nic ze swego bardzo czarnego poczucia humoru, nie zdradzi absurdu... A jednak wysubtelnieje. Dojrzeje? Być może. Ja jednak wolę tego młodego, wyszczekanego Pedro, autora "Matadora". Tak to już bywa z młodymi.




"Matador" to film okrutny. O miłości, ale i o śmierci - sprzężonych ze sobą w przedziwny sposób. W przypadku Marii i Diego miłość tożsama jest z obsesją, a obsesja z perwersyjnym seksem. Seks i corrida, pożądanie i przemoc, życie i śmierć. Kobieta i mężczyzna żyjący na krawędzi, być może nawet niezdolni do "normalnego" uczucia. On, matador, po wypadku nie może już występować na arenie, zabija więc swoje młodziutkie kochanki. Ona bawi się we własną corridę - szpilkę upinającą włosy wbija w karki swoich kochanków. Prosto w rdzeń przedłużony - tak, jak zabija się byka. Naznacza ich własnym pocałunkiem, a potem zabija. Ale to jedynie część rozgrywki, wstęp do uwiedzenia Diego. Sam związek tych dwojga jest jak corrida, z tym, że każde z nich, Maria i Diego, jest jednocześnie matadorem i bykiem.


Miłość w filmie Almodóvara - przynajmniej w "zwyczajnym" tego słowa znaczeniu - nie istnieje. Pojęcia bliskości i bezpieczeństwa zostają wykrzywione lub wręcz zniszczone. Eva (Eva Cobo), nawet w obliczu prawdy o swoim narzeczonym nie zamierza uciekać, szantażuje go - by przy niej został. A zjawia się w jego rezydencji ucharakteryzowana na trupa - gdyż Diego, masturbujący się przy filmach gore, maniakalnie oglądający nagrania z areny, na której odniósł swoją kontuzję, woli nieruchomą Evę-zwłoki od Evy prawdziwej i żywej. Spójrzmy na Ángela (Antonio Banderas), młodego chłopaka o nieprzypadkowym imieniu. Delikatny i nieśmiały, zawieszony pomiędzy matką należącą do Opus Dei, religijną fanatyczką, a potężnym autorytetem Diego, swego mentora w szkole corridy. O ironio! Wrażliwy dwudziestolatek, aby dorosnąć, aby zostać zaakceptowanym, mówiąc brutalnie - stać się mężczyzną (bo inaczej okaże się ciotą, a jak wiadomo, ciota to nie mężczyzna, to pół-mężczyzna, niepełnoprawny członek społeczeństwa, coś brudnego i gorszego), musi popełnić gwałt (co mu się zresztą nie udaje). Oto miara męskości. Ten, który chce (nareszcie!) żyć, musi udawać zabójcę. Wyśmiany, zlekceważony Ángel przyznaje się do morderstw popełnionych przez Marię i Diego. W świecie kultury macho, Diego-morderca jest bohaterem, Ángela zaś bronią jedynie obcy ludzie, Julia i komendant policji - matka chłopaka zdaje się na wolę Boga, zamiast absurdu widzi działanie Szatana; gdzie więc miłość niby naturalna, wrodzona - miłość matczyna?




Wszystko to podaje Almodóvar w formie pełnej sprzeczności, przekładając paradoksy zawiłych osobowości bohaterów na obraz, na ujęcia, kolory. Przytoczona na początku scena na moście jest jakby wycięta z melodramatu - muzyka, światło... Kompozycja, której tematem powinna być miłość; bohaterowie jednak rozmawiają o autodestrukcji. Co chyba jednak nie jest zbyt precyzyjnym obrazem z racji tego, iż ich właściwą kochanką jest śmierć... Ujmijmy to inaczej: tandetny rysunek staje się nośnikiem okrutnej treści. I taki jest cały "Matador" - w fabułę rodem z kryminału wpleciono motywy i komediowe, i niemalże fantastyczne; jest to satyra obyczajowa, a także, w pewien sposób, muśnięcie metafizyki. Almodóvar wielokrotnie ociera się o makabrę, ale cały czas się śmieje - z obyczajów, obrzędów, religii.


Co tak pociąga Marię i Diego w śmierci? Marię, Diego... Wszystkich. (Patrz: Eva w trupim makijażu). Świat "Matadora" to świat "przewartościowanych wartości", jednak Almodóvar nie podsuwa tanich interpretacji. Jego postacie, tragiczne i komiczne zarazem, biorą udział w makabrycznym rytuale, corridzie z człowiekiem, kochankiem zamiast byka - grają, udają, poszukują. Śmierć jednak, choćby była częścią perwersyjnego spektaklu, jest prawdziwa. Patrząc na splecione ze sobą ciała martwych kochanków, komendant policji stwierdza, iż "nigdy nie widział nikogo tak szczęśliwego". A potem wszystko tonie w czerwieni.






Rok produkcji: 1987
Kraj: Hiszpania
Czas trwania: 110 minut

Reżyseria: Pedro Almodóvar
Scenariusz: Pedro Almodóvar,
Jesús Ferrero
Zdjęcia: Ángel Luis Fernández
Muzyka: Bernardo Bonezzi

Obsada:
Assumpta Serna, Antonio Banderas, Nacho Martínez, Eva Cobo, Julieta Serrano, Chus Lampreave, Carmen Maura, Eusebio Poncela i inni


Wyślij e-mail Autorka recenzji:
Klara Kukowska - ARTEMIS
Klub Miłośników Filmu
17.05.2008