
Ten rok miał należeć do Matrixa. Przynajmniej tak głosiły plakaty reklamowe, a producenci i liczne rzesze fanów tylko podkręcali atmosferę. I chyba faktycznie tak będzie. Nowy film Wachowskich już święci tryumfy na całym świecie (rekordowe otwarcie w USA - 135mln$). O dziwo również w Polsce, tym razem dystrybutor się zlitował i film wchodzi na polskie ekrany zaledwie tydzień po amerykańskiej premierze! Aby jednak nie było za różowo, parę słów o polskim tłumaczeniu. Chyba dostarczono polskiemu oddziałowi Warnera listę dialogową zaledwie kilka dni przed premierą, bo błędów jest mnóstwo. Wprawdzie i tak jest wyższy poziom niż przy polskich napisach do wydania DVD części pierwszej, ale dawno już moich oczu nie raziła taka ilość błędów. Zwłaszcza, że tłumaczom za to płacą, to nie amatorskie napisy do DivX :)
Niestaranna, wręcz niechlujna robota, roi się nie tylko od błędów stylistycznych, ale również ortograficznych. Czyżby korekta miała wolne?
Można też było umieścić pod koniec informację, żeby nie wychodzić z kina podczas napisów.
A tak znaczna część widzów opuściła salę (mimo iż światła się nie zapalały). Natomiast Ci którzy zostali mogli obejrzeć na sam koniec zwiastun trzeciej części filmu!


Czy sequel mi się podobał? Tak. Dostałem dokładnie to czego się spodziewałem.
Jeden z najlepszych i technicznie perfekcyjny film akcji.
Fakt, miejscami są niestety dłużyzny. Zwłaszcza w podziemnym mieście Zion sporo scen jest przegadanych. Niektóre dialogi utrzymują się na poziomie rozmów Anakina z Amidalą w "Ataku Klonów", można było spokojnie te 15-20 minut wyciąć.
Ale wszystko wynagradzają dwie długie rewelacyjne sceny akcji! Poezja.
Pierwsza to Neo walczący z setką agentów Smithów. Niesamowite, jak z azjatyckiego kina kung-fu, tyle że... lepsze :)
Genialny podkład muzyczny i absolutnie fantastyczna choreografia.
Yuen Wo Ping to zdecydowanie najlepszy fachowiec z Hong Kongu, mistrz współpracujący przy "Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok", "Iron Monkey" czy "Pewnego razu w Chinach." A przecież w jakże oczekiwanym "Kill Bill" Tarantino też zajmuje się scenami kung-fu!
Druga scena to kilkunastominutowy pościg ulicami Sydney. Powiem tyle, że wciska w fotel!
Czegoś takiego w kinie jeszcze nie było!
Oczywiście jest tez sporo innych, krótszych sekwencji równie widowiskowych.
Efekty 'bullet time' powalające - te w "The One" to był tylko przedsmak (ale budżet filmu z Jetem Li był o połowę mniejszy niż samych efektów specjalnych w blockbusterze Wachowskich :) Za to wire-dancing trochę za szybko filmowane, nie czuć tak płynnych baletowych ruchów jak w "Przyczajonym tygrysie..." czy "Hero".
Zaskoczył mnie też Zion. Mimo iż to najnudniejszy fragment filmu, to miasto wygląda bardzo ładnie. W jednym ujęciu wypatrzyłem nawet Mecha (kolejny ukłon w stronę anime), ale one zarządza dopiero w trójce :)
Dobrze, że obraz nie jest śmiertelnie poważny. Humoru i mrugnięć do widza jest znacznie więcej niż w jedynce.
Naprawdę warto wybrać się na Matrixa do kina. Na dużym ekranie, z porządnym dźwiękiem może nie sam film, ale sceny akcji zrobią na każdym wrażenie.
A już w listopadzie "Matrix Revolutions".
Tytuł oryginalny: MATRIX RELOADED
Tytuł polski: MATRIX REAKTYWACJA
Reżyseria: Wachowski Brothers
Scenariusz: Andy Wachowski, Larry Wachowski
Zdjęcia: Bill Pope
Montaż: Zach Staenberg
Muzyka: Don Davis & Juno Reactor
Rok produkcji: 2003
Data premiery w USA: 15.05.2003
Data premiery w Polsce: 23.05.2003
Dozwolony od lat:
Obsada:
Keanu Reeves
Carrie-Anne Moss
Laurence Fishburne
Monica Bellucci
AUTOR RECENZJI:
Michał Klimaszewski - GRAIL