Pierwszy
"Matrix"
zawojował świat. W 1999 roku bracia Wachowscy zaprezentowali dzieło, które dokonało rzeczy niezwykłej, rzeczy która do tej pory udała się chyba tylko George'owi Lucasowi. Idea świata wirtualnego, tłoczonego w głowy zniewolonej ludzkości, wywołała ogólnoświatowy szał na "Matrixa", tworząc niemalże pseudoreligię, żyjącą własnym pozafilmowym życiem. Wkrótce okazało sie, że to tylko skromne preludium do dalszego ciągu historii Wybawcy, walczącego o uwolnienie ludzkości z jarzma mechanicznych panów. Cztery lata później niemal jednomyślny zachwyt nad dziełem braci z Chicago, został nieco ostudzony po premierze
"Matrixa Reaktywacji".
Wytykano niespójność fabuły, pseudointelektualne, przegadane dialogi i namnożenie postaci, których cel (purpose - ulubione słówko Smitha z drugiej części) ekranowego istnienia nie został dość wyraźnie nakreślony. A przede wszystkim zabrakło atmosfery i dyscypliny fabularnej pierwszego filmu, którą częściowo zrekompensowały dwie wspaniałe sekwencje akcji. Ci, którzy wierzyli w talent Wachowskich, w ich nieosłabioną moc, niezbędną do sensownego zamknięcia wszystkich wątków i godnego zakończenia martixowskiej trylogii, mówili "poczekajmy na trzecią część, nie zawiedziemy się". Jestem jednym z nich. I nie zawiodłem się :)
"Matrix Rewolucje" rozpoczyna się dokładnie w momencie zakończenia drugiej części. Nieprzytomny Neo leży na pokładzie poduszkowca "Młot". Tuż obok niego leży podejrzany, tajemniczy Bane. Nieoczekiwanie okazuje się, że Neo może być podłączony do świata maszyn bez injektora, wsuwanego w potylicę. Neo budzi się w miejscu, które jest zawieszone pomiędzy światem realnym a Matrixem. To królestwo Merowinga. Aby go uwolnić, Trinity, Morfeusz i Serafin wchodzą do Matrixa, by zmusić mówiącego z francuskim akcentem bezwzględnego luzaka, do oddania im Wybawcy. Początkowo dyktujący własne warunki Merowing ustępuje, po bliskim kontakcie z lufą pistoletu Trinity. Ocalały Neo udaje się do Wyroczni, która zaskakuje go swą odmienioną postacią i udziela ostatnich rad. Tymczasem Zion szykuje się do obrony przed armią Strażników, dokopujących się do miasta ludzi. Przebudzony na pokładzie jednego z dwóch ocalałych poduszkowców Neo, prosi o oddanie mu jednego z nich, celem... dostania się do miasta maszyn. W tym samym czasie w świecie Matrixa Smith, wraz ze swymi klonami składa wizytę Wyroczni i asymiluje ją w swoją kolejną kopię. Neo, dzięki przychylności nieustraszonej pani kapitan Niobe, otrzymuje jej poduszkowiec i razem z Trinity rusza na straceńczą misję, nie wiedząc, że na pokładzie znajduje się Bane, który ku jego zaskoczeniu okazuje się... agentem Smithem, którego kopia w poprzednim filmie przeniknęła do realnego świata. A postawiony w stan najwyższej gotowości bojowej Zion, staje oko w oko z niezliczonymi zastępami Strażników, które wreszcie przebiły kopułę podziemnego miasta. Rozpoczyna się wojna, którą pomyślnie dla ludzkości może zakończyć tylko cud...
"Matrix Rewolucje" to mistrzostwo świata. Po niezbornej drugiej części, ostatni akt trylogii jest klasą sam dla siebie. Larry i Andy Wachowscy powrócili na precyzyjne tory narracji, po których tak gładko przetoczyli część pierwszą. Film nie męczy już długimi gadkami o niczym, nie serwuje autonomicznych wybuchowych atrakcji, które w "Reaktywacji" były właściwie oddzielnymi, popisowymi prezentacjami możliwości współczesnej technologii efektów wizualnych oraz sprawności operatora i montażysty. Już czołówka filmu zapowiada zwrot ku klimatom z pierwszej części, gdy zamiast rozbuchanej wizji, utworzonej z zielonych znaków kodu Matrixa, nagle obraz się uspokaja, przechodząc w zwykły "deszcz" zielonych symboli na ekranie monitora w sterówce "Młota". Oczywiście film, jak przystało na "Matrixa", po raz kolejny dosłownie wgniata w fotel swoją widowiskowością. Efekty komputerowe, które są obecne niemal w każdej scenie, tym razem znów służą - jak w pierwszej części - opowiedzeniu pasjonującej historii. Historii, która po raz kolejny poszerza spektrum działań bohaterów. "Rewolucje" wreszcie dokładnie pokazują świat realny, świat władających powierzchnią Ziemi maszyn, z niezmierzonymi przestrzeniami hodowlanych pól, gdzie powstają ludzkie bateryjki. W pierwszym filmie mieliśmy tylko przedsmak tej wizji, opowiadanej Neo przez Morfeusza. Teraz możemy nią nacieszyć oko w całej, przerażającej glorii.
Walka ludzi ze Strażnikami, zajmująca 1/3 filmu to obrazy, które na długo będą stanowić punkt odniesienia dla przyszłych filmów (nie tylko SF), zawierających wybuchową batalistykę. To połączenie intensywności
"Helikoptera w ogniu",
pomysłów wizualnych z
"Obcego - decydujące starcie",
rozbuchanej widowiskowości
"Ataku klonów"
i wręcz celebrowanego uwielbienia w pokazywaniu strzelającej broni wszelkiej maści, jak miało to miejsce w filmach Jamesa Camerona, Paula Verhoevena, no i oczywiście wcześniejszych "Matrixach". Na poczet plusów filmu trzeba koniecznie zaliczyć nad wyraz skromne operowanie rozsławionym (i doszczętnie już sparodiowanym) efektem "bullet-time", tak na dobrą sprawę obecnym tylko raz, podczas iście apokaliptycznego mordobicia Neo ze Smithem w strugach deszczu. Tak nielubiane przeze mnie, żałosne zastępowanie ludzi ich "cyfrowymi dublerami", w przeciwieństwie do "Reaktywacji", również nie jest nadużywane. Kompozytor muzyki Don Davis także nie zawiódł oczekiwań, tworząc soundtrack bardzo podobny do ilustracji z poprzednich filmów, tym razem jednak wzbogacając go o rozbudowane, wspaniałe partie chóralne.
Porównując część drugą i trzecią wreszcie można zrozumieć, dlaczego "Reaktywacja" jest najgorszym filmem całej trylogii. Z punktu widzenia ostatniego filmu, ważne były tylko: zaprezentowanie na ekranie społeczności Zionu i rozmnożenie się Smitha, który okazuje się kluczową postacią całej opowieści. Merowing i Persefona, po których obiecywano sobie wiele przed premierą "Rewolucji", okazali się w trzeciej części właściwie zbędni. Piękna Monica Bellucci robi tylko za piersiasty ozdobnik sekwencji w dyskotece, kiedy Trinity konfrontuje bezczelnego Merowinga ze swym strzelającym argumentem. No, ale nawet odrzucając zbędne elementy z dwójki, nie sposób było wtłoczyć pozostałych epizodów w fabułę "Rewolucji", bez ryzyka przekroczenia trzech godzin projekcji. Dlatego "Reaktywacja" musiała powstać, nawet kosztem przygotowania niepewnego gruntu pod ewentualny sukces części trzeciej.
Zaskoczeniem zarówno dla Neo, jak i dla widzów jest z pewnością Wyrocznia, grana tym razem przez Mary Alice. Przy tej decyzji obsadowej, Wachowscy pewnie powiedzieli sobie "welcome to the real world...". Poprzednia Wyrocznia, czyli niezapomniana Gloria Foster zmarła po ukończeniu zdjęć z jej udziałem do "Reaktywacji", więc bracia musieli na szybko wymyśleć fabularny wykręt, by wiarygodnie umotywować wymuszoną zmianę aktorki. Tak oto Wyrocznia, jako niepokorny wobec Systemu program, musiała się ewakuować z poprzedniego ciała, by uniknąć skasowania...
"Matrix Rewolucje" to film zaskakujący. Wachowscy - to trzeba im przyznać - bez skrupułów wykorzystali drugą część trylogii dla pomieszania szyków, wprowadzenia fałszywych tropów i błędnych oczekiwań wobec dalszego ciągu. W trójce, zamiast rozwinięcia i wyjaśnienia fabularnego chaosu "Reaktywacji", bracia z wręcz bezczelną konsekwencją wyprowadzili widza w pole. Rozmowa Neo z Architektem sugerowała jakieś nieprawdopodobne komplikacje, dotyczące natury świata przedstawionego. Po "Matrixie Rewolucji" spodziewać się można było absolutnie wszystkiego, najbardziej fantastycznych, przewrotnych i wręcz kuriozalnych rozwiązań, byle by były zaskakujące i efektowne. Lecz takiego zakończenia matrixowskiej trylogii chyba niewielu się spodziewało...
Film to wielki, ważny, znaczący, dojrzały i bardzo, bardzo przewrotny. A moja ulubiona scena, to kilkusekundowy widok czystego, błękitnego nieba, ze świecącym sierpem Księżyca, które wciąż istnieje ponad ciężkimi, stalowoczarnymi chmurami, szczelnie otaczającymi świat maszyn.
 |
MATRIX REWOLUCJE
Tytuł oryginalny: The Matrix Revolutions
Rok produkcji: 2003, USA
Reżyseria: Larry i Andy Wachowscy
Scenariusz: Larry i Andy Wachowscy
Zdjęcia: Bill Pope
Muzyka: Don Davis
Montaż: Zach Staenberg
Scenografia: Owen Paterson
Efekty specjalne: John Gaeta, Steve Courtley
Występują:
Keanu Reeves (jako Neo)
Carrie-Anne Moss (jako Trinity)
Hugo Weaving (jako Smith)
Laurence Fishburne (jako Morfeusz)
Mary Alice (jako Wyrocznia)
Sing Ngai (jako Serafin)
Jada Pinkett Smith (jako Niobe)
Ian Bliss (jako Bane)
Lambert Wilson (jako Merowing)
|
|
Autor recenzji: Adrian Szczypiński - ADI
|