Sodomy.

You must think it very odd of me,
But I enjoy the act of sodomy.


Cóż to za dziwaczny film! Trudno oprzeć się wrażeniu, iż Peterowi Jacksonowi obce są granice tego, co wolno, a czego nie wolno robić w filmowym biznesie. Kultowy reżyser radosnego kina gore (kto bowiem nie zna "Martwicy mózgu"?) został na festiwalu weneckim nagrodzony Srebrnym Lwem za "Niebiańskie istoty", niezwykły (chociaż oparty na faktach) dramat o dojrzewaniu (i szaleństwie); fantazje mieszały się tam z rzeczywistością (Orson Welles kroczył ulicami), prowadząc do nieuchronnej tragedii zakochanych morderczyń. (Potem była jeszcze nominacja do Oscara za scenariusz i fantastyczna kariera młodziutkiej Kate Winslet, ale to już inna historia i opowiemy ją innym razem). Następnym projektem, po weselszych "Przeżeraczach", okazał się "Władca Pierścieni" - rzecz teoretycznie niemożliwa do przeniesienia na srebrny ekran. Porwał się Jackson na rewolucję w kinie rozrywkowym, wygrał z gigantami, przeforsował wersję Tolkienowi wierną (a przecież i skrócona, spłycona sprzedałaby się nieźle) i nawet otrzymał za ten wysiłek pewną złotą statuetkę. Jego ostatnim filmem pozostaje "King Kong", czyli urzeczywistnienie chłopięcego marzenia o wielkiej małpie na szczycie Empire State Building. Mało jest reżyserów, w których twórczości tak ładnie widać nieskrępowaną niczym radochę, entuzjazm twórczy i pasję, chęć kręcenia takich filmów, jakie samemu chce się oglądać. Taką radochą (czy wręcz perwersją) wręcz ocieka "Meet the Feebles", drugi film włochatego Nowozelandczyka. I właśnie dla tej radochy warto - a raczej: trzeba - to coś obejrzeć.
Piszę coś, gdyż naprawdę trudno zakwalifikować Feeblesów do konkretnego gatunku filmowego. Niby film kukiełkowy, ale krew tu bryzga, sperma kapie; jeśli interesowało was kiedyś, co Muppety robią pomiędzy odcinkami, to macie odpowiedź. Piersiasta hipopotamica Heidi jest prawdziwą gwiazdą. Jednak zawodowe sukcesy nie mogą uchronić jej przed depresją, gdy odkrywa, że jej małżonek, producent telewizyjny, mors Bletch, sypia z kotką Samanthą. Żabę Wynyarda, weterana wojny wietnamskiej, nie stać na działkę; słoń Sydney toczy wojnę z kurą Sandy, która dopomina się od niego alimentów; królik Harry, erotoman, odkrywa, że jest chory na Tę-Wielką-Chorobę. A jakby tego było mało, kulisy nawiedza mucha-reporter, która z właściwym owadom uporem naprzykrza się bohaterom, jako główną ofiarę upatrując sobie właśnie Harry'ego. Tym większym i mniejszym dramatom bezsilnie przyglądają się wiekowy stonoga Arthur, realizator, lis Sebastian, a także jeż Łobert, żółtodziub, na śmierć zakochany w pudelku (sic!) imieniem Lucille. Świat gwiazd nie może się oczywiście obyć bez powiązania ze światem przestępczym. Bletch i jego kumpel, buldog Barry, mają problem z prochami, a wredny szczur Trevor kręci w podziemiach amatorskie sado-maso z krową, madame Bovine, w roli głównej.
Jest więc film Jacksona przekrojem wszelakiego rodzaju tabloidowych sensacji (brakuje tylko dzieci z Kambodży, bo to nie ta epoka; dziś wiemy, że adoptowanie dziecka z azjatyckiego sierocińca jest równe niszczeniu śluzówek): seks, zdrady, choroby, narkotyki, czyli to, co tygryski lubią najbardziej. W "Meet the Feebles" nawet wojna w Wietnamie świętością nie jest, a Jezus Chrystus na krucyfiksie wygląda jak Kermit; równie absurdalny jest wątek Tej-Wielkiej-Choroby, na którą zapada Harry. Ta-Wielka-Choroba (przenoszona drogą płciową) symbolizuje AIDS (gwoli ścisłości: lekarz-gęś się pomylił i w ostatnich sekundach swojego życia Harry usłyszy, iż to tylko syfilis. Ale i tak jest zabawnie). Bardzo łatwo jednak zarzucić Jacksonowi brak wyczucia i prymitywne poczucie humoru. Wszak jeden z bohaterów ląduje z głową we własnym odbycie, a i kopulacja królików w trójkącie może wywołać konsternację (nie wspominając już o scenie, w której mucha-reporter pożywia się odchodami chorego Harry'ego). Ale uwaga – nikt nie zapewniał, że to film grzeczny! Wręcz przeciwnie - jest niesmaczny, chwilami nawet bardzo - jak łysa głowa Britnej Spirs czy odwyki Lindzji Lohan. Taka jest próżność gwiazd i bezczelność mediów, żyjącym w idealnej symbiozie. Działanie tej wesoło napędzającej się machiny pokazuje Jackson bez przepraszam, za to z szerokim uśmiechem na okrągłym pysku. A więc - bingo! Udało nam się przyporządkować "Meet the Feebles" gatunkowo, stwierdzić: to satyra. Niekonwencjonalne i niegrzeczne spojrzenie na świat celebrities, przemysłu telewizyjnego, mediów i czego tam jeszcze chcecie. Nawet końcówka zostaje skonstruowana według szablonu tanich dokumentów: zdjęcie postaci, podpis informujący o tym, co działo się później. W tym przypadku zaszczytu tego dostępują ci, którzy przeżyli.
Tak, mamy tu masakrę, i to masakrę nie byle jaką! Z kryminalnymi wątkami filmu ta krwawa jatka komponuje się wręcz doskonale. W końcu Jacksonowi zaufać można. Najpierw trochę nagości (młodych czytelników płci męskiej uprzedzę, że bez specjalnego seksapilu; sama scena jest z resztą zdemaskowaniem owej nieatrakcyjności), potem rozpacz i... wściekłą hipopotamicę z karabinem maszynowym. Gdzieś "pomiędzy" mucha-reporter zostaje spłukana w toalecie, a Wynyard zabija się własnym nożem. Żadnej umowności: spójrzcie, jak rozrywane jest ciało wrednego szczura Trevora. Kura, której odstrzelono łepek, biega w kółko jak nakręcona, z rozciętej tętnicy sika krew, jej dziecko płacze, ale oto, uwaga!, nadbiega ojciec, co się owego dziecka z całych sił wypierał, biegnie z przestrzelonymi kolanami, ratuje dziecko, przy okazji miażdżąc czaszkę dawnej małżonki, ale to nic, wszak jej już nic pomóc nie mogło, a dziecko ocalone. Tak! Lubimy jatki, lecz i dramaty z happy-endem. Jak historia Sydneya i małego Seymoura. Miłość Łoberta i Lucille. To nas podnosi na duchu. Wszak nie samą krwią widz żyje.

Pomysłów Jacksonowi nie brakuje - "Meet the Feebles" to film nietuzinkowy, bardzo śmieszny i bardzo odważny. Zaskakująca mieszanka komedii i thrillera, pełna celnych obserwacji i absurdalnego humoru. Oczywiście - nie tylko dla amatorów pudli.

SODOMY...!


wytwórnia - WingNut Films, 1989
reżyseria - Peter Jackson
scenariusz - Peter Jackson, Fran Walsh, Danny Mulheron, Stephen Sinclair
zdjęcia - Murray Milne
muzyka - Peter Dasent, Jay Snowfield
montaż - Jamie Selkirk
kostiumy - Glenis Foster
czas projekcji - 94 minuty


Donna Akersten
Stuart Devenie
Mark Hadlow
Brian Sergent
Peter Vere-Jones
Mark Wright


Samantha the Cat / The Sheep
Sebastian / Dr. Quack / Daisy
Heidi / Robert / Barry the Bulldog
Wynyard the Frog / Trevor the Rat
Bletch / Arfur the Worm
Sid the Elephant / Louie the Fish


Autor recenzji: Klara Kukowska - ARTEMIS [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 25 września 2008

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF