Fabuła kultowej gry wideo opowiedziana za pomocą niecodziennej animacji...
"Metal Gear Solid". Któż, nawet pobieżnie interesujący się branżą gier wideo, nie słyszał tej słynnej kompilacji wyrazów. Ta najbardziej przełomowa w erze 32-bitowców gra, została wydana w roku 1998 na pierwszą konsolę Sony. Jej największym wyróżnikiem była świetna fabuła oraz bardzo filmowy sposób narracji. Od tamtego czasu pojawiło się dotychczas jeszcze pięć części kanonicznych (sześć, jeśli wliczymy tu także odświeżoną "jedynkę"), wszystkie utrzymane na bardzo wysokim poziomie. W roku 2006 pojawiła się na rynku nowa lub raczej "inna" wersja pierwszej odsłony, czyli "Metal Gear Solid: Bande Dessinee". Reżyserii nie podjął się tym razem ojciec serii, Hideo Kojima, mimo to brał czynny udział w tworzeniu nowego "MGS", pełniąc funkcję producenta. "Bande Dessinee" wydano na konsolę PlayStation Portable oraz na DVD, ale na tym nośniku można ją nabyć tylko w Japonii.
Omawiany przeze mnie tytuł nie jest oczywiście grą. Jest trwającą ponad dwie godziny animacją, w której kolejne kadry są komiksowymi rysunkami, ożywionymi za pomocą ruchu i innych zabiegów animatorskich. Za stronę wizualną odpowiada amerykański artysta Ashley Wood, który jest również autorem komiksów z uniwersum "Metal Gear Solid". Ów rysownik czerpie garściami z konwencji mangi, komiksu amerykańskiego oraz francuskiego, toteż strona wizualna jest niezwykle różnorodna i plastyczna. W animacji obok mocno umownych rysunków, znajdują się także ilustracje o bardzo dużym stopniu szczegółowości. Przy kwestiach mówionych występują oczywiście dymki z tekstem, mają jednak one głównie charakter pomocniczy dla widza nieznającego języka samurajów. Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że omawiana przeze mnie pozycja nie jest z reguły kwalifikowana jako anime. Biorąc jednak pod uwagę, że spełnia dwa najważniejsze warunki formalne (jest formą animacji zrealizowaną w Japonii), nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak właśnie "Bande Dessinee" traktować.
Spora część osób, które zdecydowały się po ten tekst sięgnąć, zna doskonale nie tylko fabułę pierwszej części, ale i całego uniwersum. Z kolei osobom, które z historią Hideo Kojimy spotykają się po raz pierwszy, nie wypada zbyt dużo zdradzić. Zatem w telegraficznym skrócie. Akcja rozgrywa się w lutym 2005 roku, w świecie ciut alternatywny względem naszego (dotyczy to głównie sytuacji politycznej od lat 70. oraz lepiej rozwiniętej technologii). Oddział żołnierzy legendarnej formacji FoxHound przejmuje bazę wojskową na wyspie Shadow Moses, ulokowanej na archipelagu wysp na Alasce. Terroryści przejmują cały kompleks, a ich kartą atutową staje się mobilna broń nuklearna - Metal Gear REX. Ich żądania wyglądają następująco: albo otrzymają miliard dolarów i kod DNA legendarnego żołnierza Big Bossa, albo w przeciągu dwudziestu czterech godzin użyją REXa. Do akcji wkracza Solid Snake, który na prośbę starego przyjaciela, pułkownika Roy'a Campbella, ma dokonać samotnej infiltracji wyspy, uratować zakładników i zapobiec użyciu broni nuklearnej. Misja, na pierwszy rzut oka dość "standardowa", na miejscu szybko przybiera nieoczekiwany obrót. W dodatku okazuje się, że prócz Snake'a, na Shadow Moses przybył ktoś jeszcze...
Fabuła "Metal Gear Solid" po dziś dzień uchodzi za małe mistrzostwo świata w swojej klasie. Formuła kina sensacyjnego ustępuje z czasem miejsca umiejętnie wplatanym przez scenarzystę przesłaniu antymilitarnemu i antynuklearnemu. Należy nadmienić, że ogólna konwencja animacji, to doskonałe połączenie wzorców amerykańskiego blockbustera z japońskim duchem opowiadania złożonych historii, nacechowana emocjonalnie i przystępna dla widza. "Metal Gear Solid" jest jednocześnie niezwykle ezoteryczny, gdyż tak bliski naszej rzeczywistości świat przedstawiony, został doprawiony elementami cyberpunku oraz mistycyzmem. Gatunkowo zaś określiłbym ten tytuł jako sensację z elementami political-fiction. Ilość zwrotów akcji jest wręcz nieprzyzwoita (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), a brudne gierki "na górze" zestawione z dramatem jednostki, jeszcze bardziej podnoszą napięcie. W pierwowzorze zawarta była scena łamiąca tzw. czwartą ścianę, pozwalając graczowi przez chwilę na niezwykłą interakcję ze światem gry. W przypadku animacji twórcom ciężko było ją zachować, niemniej i tutaj jest w pewnym sensie obecna, jednak została zinterpretowana na nowo. Szczegółów z oczywistych względów nie zdradzę.
"W działalność terrorystyczną wmieszanych jest sześcioro członków FoxHound. Psycho Mantis, władający zdolnościami parapsychicznymi. Sniper Wolf, piękny i zabójczy strzelec wyborowy. Decoy Octopus, mistrz charakteryzacji. Vulcan Raven, olbrzymi szaman. I Revolver Ocelot, specjalsita od przesłuchań i budzący grozę rewolwerowiec. W końcu najważniejszy z nich, dowódca FoxHound - Liquid Snake." Postaci w "Metal Gear Solid" to przykład charakterystycznego stylu japońskich twórców, gdyż większość bohaterów zachwyca zarówno rysem psychologicznym, jak i pomysłowym designem. Oczywistym jest, że główne postaci dramatu (Solid Snake, Meryl, Liquid Snake - główny antagonista) mają dla siebie najwięcej czasu ekranowego, toteż wydają się najlepiej nakreślone, jednakże najmocniejszy ładunek emocjonalny niosą z sobą sceny z udziałem pozostałych członków FoxHound. Najczęściej bowiem to przez ich wypowiedzi, czy też za pomocą ich czynów, autorzy pytają o wspomniane wcześniej wartości. Dość powiedzieć, że w konsolowym pierwowzorze wielu osobom zdarzyło się uronić łezkę nad zbitkiem kanciastych pikseli, co i w przypadku "Metal Gear Solid: Bande Dessinee" może mieć miejsce.
Istotną kwestią jest strona audio "Bande Dessinee". I zacznę tutaj od słowa wyjaśnienia. Produkcja ta omawiana jest przeze mnie w oparciu o wersję oryginalną, czyli taką, w której słyszymy japoński dubbing wykorzystywany w dialogach. A taką wersję legalnie nabyć możemy jedynie w Japonii lub na eBay'u (czy też na innych aukcjach). Owszem, wydano również alternatywę zlokalizowaną dla Europy i Ameryki Północnej (podtytuł: "Digital Graphic Novel"), nie jest to jednak wydanie DVD, lecz krążek UMD na przenośną konsolę Sony. W dodatku pozbawione jest ono japońskiego dubbingu, zawiera jedynie efekty dźwiękowe oraz dymki z tekstem w języku angielskim. Animacja w takiej formie traci na starcie połowę wartości, gdyż wersja japońska to nic innego, jak świetna praca zespołu aktorów, użyczających swe głosy postaciom z "MGS" w japońskich wersjach tych gier. W kwestii muzyki napisać mogę, iż jest solidna i w odpowiedni sposób ilustruje wydarzenia na ekranie. Nie jest to kopia, czy też zapożyczenie jednej z partytur Harry'ego Gregsona-Williamsa (który komponował ścieżkę dźwiękową do trzech odsłon z serii), lecz zupełnie nowy zestaw utworów. Wprawdzie dane nam będzie usłyszeć kultowe "The Best is Yet to Come", ale tylko w trakcie napisów końcowych.
Pozycję tę polecić mogę wszystkim. Osoby zaznajomione już z historią tutaj zawartą, będą zaskoczone nowymi motywami oraz klimatem gry, którym przesiąknięty jest każdy kadr. Z kolei widzowie, którzy udadzą się na Shadow Moses po raz pierwszy, na pewno na tej jednej wizycie nie poprzestaną. A jeśli ktoś z Was przepada za komiksem, z "Metal Gear Solid: Bande Dessinee" poczuje się jak w raju. Oryginalny koncept, doskonała historia i świetna realizacja - zachęcam do zapoznania się z tą jedyną w swoim rodzaju produkcją.
P.S. Na identycznej zasadzie zrealizowano także część drugą - "Sons of Liberty". Obie odsłony zostały wydane w Japonii w pakiecie, ale na dwóch osobnych krążkach.
|
 |
METAL GEAR SOLID: BANDE DESSINEE
Rok produkcji: 2006, Japonia
Czas trwania: 130 min.
Reżyseria: Hiromi Hayashi
Oryginalna historia: Hideo Kojima
Scenariusz: Kris Oprisco
Muzyka: Masanori Akita
Produkcja: Hideo Kojima, Kazuya Takahashi
Głosy podkładali:
Akio Otsuka (Solid Snake),
Banjo Ginga (Liquid),
Kyoko Terase (Meryl),
Kaneto Shiozawa (Grey Fox),
Hideyuki Tanaka (Otacon),
Hiromi Tsuru (Naomi),
Koji Totani (Ocelot),
Naoko Nakamura (Sniper Wolf),
Kazuyuki Sogabe (Psycho Mantis)
|
 |
|
 |
Autor recenzji: Michał Włodarczyk - ANIELSKI PYŁ
|
Moja ocena: brak |