Strona główna KMF

      

Miłość bez 'kocham Cię'
...czyli filmy Wong Kar-Waia


 

"UWAGA - TEKST ZAWIERA SPOJLERY"
 

"Zabrałem ją do redakcji gazety...
...umożliwiłem rozmowę międzynarodową z chłopakiem
Byłem szczęśliwy...
...widząc ją szczęśliwą"


 

Miłość to chwila magii, gdy bohater "Days of being wild" zaczepia nieznajomą i prosi ją by spojrzała na jego zegarek. Prosi ją też o odczekanie 1 minuty, po czym stwierdza, że cokolwiek by się teraz nie stało, nie zapomni tej 1 minuty do końca życia, bo właśnie zostali przyjaciółmi. Miłość to jeden moment, jak jedna minuta; pęka jak bańka mydlana, gdy nieznajoma staje się znajomą i ląduje w łóżku wraz z bohaterem filmu, po czym nad ranem, bez ogródek pyta go: "Ożenisz się ze mną?". Nie trzeba tu pisać odpowiedzi; u Wong Kar-Waia nigdy nie brzmiałaby ona 'tak'- to zepsułoby klimat i charakter miłości o jakiej w swoich filmach opowiada ten wyczulony na subtelne piękno uczucia, chiński reżyser. Miłość to ból i cierpienie, o czym przekonuje nas niezwykły związek homoseksualny bohaterów "Happy together". Bohaterowie kochają się i nienawidzą, nie potrafiąc żyć bez siebie, nie mogą, nie chcą się rozstać. Potrzebują się nawzajem niczym groszek z marchewką, będąc jednocześnie wodą i ogniem. "Happy together" kończy monolog głównego bohatera. Bardzo optymistyczny monolog:
 


"Odchodząc zabrałem ze sobą jego zdjęcie.
Nie miałem pojęcia czy zobaczę Changa kiedyś jeszcze.
Wiedziałem tylko, że jeśli będę chciał...
wiem gdzie go szukać."


 

Wtedy zaczynają się ostatnie sekundy filmu; optymistycznie rozbrzmiewa utwór "Happy together" zespołu Turtles. Główny bohater samotnie jedzie miejską kolejką, z uśmiechem na twarzy – przepiękny happy end, choć samotny, a może właśnie dlatego piękny. Bo nie może być nic lepszego jak wspominanie cudownych chwil i marzenie o przyszłości, gdzie być może wydarzy się coś podobnie pięknego – może właśnie tu stacjonuje miłość: na skrzyżowaniu dróg przeszłości i przyszłości, nigdy teraźniejszości. Miłość polegająca na niespełnieniu, niedokończeniu, (o czym też opowiadają dwa niezwykle ciepłe i subtelne filmy amerykańskie: "Między słowami" i "Przed wschodem słońca") nie sfinalizowaniu, nie zepsuciu, na szybkim zakończeniu w najwspanialszym momencie miłości, tym cudownym momencie ślepego zauroczenia, o którym mówią dwa kolejne filmy Wong Kar-Waia: "Upadłe anioły" i "Chungking express". W tym pierwszym, bohater-policjant rzucony właśnie przez dziewczynę mówi sobie, że pokocha pierwszą kobietę którą ujrzy. Los sprawia, że do baru wchodzi akurat... przestępczyni szukająca rodziny Latynosów, która uciekła z jej towarem. Ślepa miłość i prywatna obietnica, pchają bohatera w jej ramiona, choć ona nie wydaje się zainteresowana zalotami natrętnego młodzieńca. Bohater zanosi pijaną kobietę do domu, kładzie do łóżka i zdejmuje jej buty – wszak pamięta, że kobiety nie powinny spać w butach, gdyż puchną im stopy. To koniec znajomości bohatera z nieznajomą – nieudany, zupełnie chybiony związek, który poległ na starcie z braku chemii, a nie z powodu niedopasowania bohaterów; ona jest przestępczynią, a on policjantem (nie wiedzieli tego o sobie).

Nagle pozostawiamy naszego bohatera i skupiamy się na losach jego kolegi, który odnajduje miłość swojego życia, choć nawet przez sekundę nie zdaje sobie z tego sprawy. Młoda dziewczyna z baru podkochuje się w nim maksymalnie; sprytnie zdobywa klucze od jego mieszkania i pod nieobecność bohatera, wprowadza do jego domu porządek, życie i ciepło. I choć ciężko jest się naszym bohaterom spotkać na płaszczyźnie zwanej 'miłość', to mężczyzna zauważa, że jego mydło 'przytyło', koszula odzyskała dawny blask, a pluszowa maskotka dziwnie urosła. Nad niesamowitą, wypełnioną ciepłem i miłością atmosferą filmu unoszą się utwory: "California dreamin'" zespołu The mamas and the Papas, oraz "Dream person" Faye Wonga – niezwykle pozytywne piosenki towarzyszące pracy bohaterki w barze, oraz jej zmaganiom z bałaganem w mieszkaniu bohatera. Jak kończy się ta opowieść? Bardzo dobrze; bohaterowie pozostają w stanie zawieszenia między samotnością a absolutnym spełnieniem, między 'we dwoje', a 'samotnie' – czyli w takim stadium, w jakim Kar-Wai uwielbia pozostawiać swoich bohaterów. Nic, tylko rzec: "Jutro też wstanie słońce i nie wiesz co przyniesie przypływ...". Czym jeszcze jest miłość i jakie przybiera oblicza w filmach chińskiego reżysera? Zajrzyjmy do "Upadłych aniołów", gdzie jedna z bohaterek potajemnie podkochuje się w płatnym zabójcy (z którym współpracuje wystawiając mu 'cele'), co w klimatyczny, iście Kar-Waiowski sposób ilustruje scena samotnej masturbacji (w rytm jednostajnie przyspieszającego utworu "God") wśród rzeczy osobistych, należących do kochanka marzeń.

W "Upadłych aniołach" przedstawia też reżyser inne aspekty miłości. Jeden z bohaterów, głuchoniemy i zwariowany jednocześnie, zadziorny młodzik, krąży w nocy po ulicach Hong-Kongu (oczywiście samotnie) i próbuje na siłę uszczęśliwiać ludzi – co wprowadza do filmu dużo niecodziennego humoru (przymusowego jedzenia lodów i mycia włosów z zaskoczenia, nie da się zapomnieć;), ale też tworzy niezwykłe przeżycia i wspomnienia dla tych, których w nocy napotyka niezwykły bohater filmu Kar-Waia. Jest też wątek ojca głównego bohatera, którego prozaiczne, codziennie czynności (gotowanie) nagrywa nasz bohater na kamerę. Dokucza też ojcu na każdym kroku, z kamerą wdzierając się do kibla czy pod kołdrę śpiącego rodzica. Szalone wyczyny bohatera świadczą o jednym; kocha ojca ponad wszystko, miłością nieszablonową, nie polegającą na wyrzucaniu z siebie słów: "Kocham Cię", tylko na niecodziennych zachowaniach i szalonym wprowadzaniu chaosu w szarość dnia codziennego. Gdy po śmierci rodzica nasz bohater raz za razem odtwarza na magnetowidzie nagrania z żyjącym jeszcze ojcem, ciężko powstrzymać łzy wzruszenia. Wreszcie nasz bohater spotyka kobietę, kobietę której pomaga dopaść inną kobietę, która odbiła jej mężczyznę. Bezinteresowność i naiwność naszego bohatera jest jednak sowicie wynagrodzona. Na końcu filmu, w scenie magicznego niemal, nocnego rajdu motorem po ulicach (chwilę przed tym, nasz bohater dostał po buzi w barowej bójce), gdy głuchoniemy chłopak odwozi swoją przyjaciółkę do domu, doznajemy magii kina Kar-Waia w najczystszej i najpiękniejszej formie...
 

"Droga do domu nie jest długa...
i wiem, że zaraz będę musiała zsiąść.
Ale teraz, czuję to wspaniałe ciepło..."

Jest to jedynie monolog bohaterki, który słyszymy tylko my, widzowie, ale wiemy dzięki temu to, czego bohater nie może wiedzieć – właśnie przyczynił się do czyjegoś szczęścia, do chwili radości i spokoju duszy, która może być wspominana przez dziesiątki lat, bez końca, bez straty jakości i wartości. Scenie tej towarzyszy utwór "Only You" zespołu The Flying pickets, tworząc jedno z najpiękniejszych zakończeń filmowych (skojarzenia z finałem "Happy together" są jak najbardziej na miejscu) jakie dane jest ujrzeć w filmach Kar-Waia. Kolejne filmy reżysera, który jak nikt inny potrafi mówić o miłości bez używania czczych słów i oklepanych, tandetnych schematów, to "Spragnieni miłości" i "2046" – dzieła zdecydowanie poważniejsze od poprzednich filmów, co nie znaczy oczywiście, że w ich świetle obrazy takie jak "Upadłe anioły", "Chungking express" czy "Happy together" są filmami mniej dojrzałymi.

"Spragnieni miłości" to jedynie film spokojniejszy, wyciszony, opowiadający o tym samym co wszystkie poprzednie obrazy, tylko wolniej, spokojniej, delikatniej... Bohaterowie "Spragnionych miłości" to On i Ona, mieszkający obok siebie w hotelu - on w pokoju nr 2046 (!). Jego żona jeździ gdzieś po świecie i nigdy jej nie ma. Jej małżonek jeździ po świecie i także rzadko bywa w domu. On i Ona – samotni – rozpoczynają niezwykły romans jedząc wspólną kolację, a później makaron z termosu, gdy okazuje się... że są jednocześnie swoimi kochankami i małżonkami o których opowiadają, i stanowią dla siebie jednako obiekt fascynacji, jak i znudzenia. Są samotni we dwoje, walcząc z osaczającym ich szczęściem i unikając go... Wątki te kontynuuje Kar-Wai w filmie "2046", który dla widzów nie znających wcześniejszych dokonań chińskiego reżysera 'od spraw miłości', może wydawać się dziełem nudnym, przeciągniętym i niezrozumiałym. Już sam tytuł nawiązuje przecież do wydarzeń ze "Spragnionych miłości", a sposób potraktowania zjawiska o nazwie 'miłość' to już Kar-Wai pełną gębą, czerpiący sam z siebie. W "2046" wszystkie wątki sprowadzają się bowiem do pragnienia samotności i czułości jednocześnie, do 'zjeść ciastko i mieć ciastko', do braku i nadmiaru uczucia w jednej chwili, do marzeń i przede wszystkim wspomnień, do których chcą wrócić bohaterowie. Mówi też Kar-Wai o miłości bezinteresownej i o braku tejże, który sam w sobie może... uszczęśliwiać. Jedną z najpiękniejszych scen filmu jest moment, w którym bohater patrzy przez szybę na kobietę (mógł przecież próbować zdobyć ją dla siebie) której pomógł skontaktować się z chłopakiem (cytat na początku tekstu). Można czerpać szczęście z dawania szczęścia, miłość, z pomocy przy powstawaniu miłości dwojga innych ludzi. Wreszcie można być niesamowicie szczęśliwym, będąc (paradoksalnie) nieszczęśliwym, czekając na szczęście, na miłość, oczywiście tę chwilową, bo nie żadną inną! Kar-Wai porywa się też w "2046" na ukazanie miłości w postaci sztucznej, sugerując, że nawet zaprogramowane androidy potrafią dokładnie wybrać obiekt swoich uczuć:  


"Powód dla którego android nie odpowiedział...
...nie miał nic wspólnego ze zużyciem jej mechanizmu
Ani z tym, że go nie lubiła
Prawdopodobnie...
...ona już kochała kogoś innego"

 

Z całokształtu 'miłosnej' twórczości Kar-Waia (którą zamyka znakomitym "2046") można swobodnie odczytać, że miłość według niego to nieustająca gonitwa za uczuciem, z krótkimi przerwami na miłosne uniesienia, poprzedzone marzeniami, a nagrodzone przepięknymi wspomnieniami do których chce się wracać bez końca. Samotność u Kar-Waia jest przedstawiona jako coś wspaniałego, bo będąc samotnym wciąż można żywić nadzieję na nadejście czegoś niezwykłego, na spotkanie tej jedynej, tego jedynego. W stałym, nudnym związku – tej tematyki Kar-Wai unika (i dobrze) – już niewiele może zaskoczyć. Zaskoczyć może natomiast bezinteresowne dawanie i oferowanie szczęścia za darmo, ślepa, chwilowa miłość, niespełnione i nieodwzajemnione uczucie... Miłość u Kar-Waia to samotność i pragnienie odmiany, a gdy to następuje... z powrotem dopada bohaterów pragnienie samotności, aby znów móc w wielkich męczarniach wyczekiwać nowego i niesamowitego: miłości kolejnej, świeżej, chwilowej, cudownej i niepowtarzalnej, ale za nic we świecie nie pozwala Kar-Wai na związanie się bohaterów, na skrępowanie ich serc obrączkami czy górnolotnymi obietnicami. Miłość u Kar-Waia to makaron noszony w termosie, zjadany w pojedynkę, a czasem razem, to niedopowiedzenie, milczenie, cierpienie, ulotność, samotność, pragnienie i niechęć... wreszcie ucieczka od szczęścia, ucieczka w pogoni za nowym, nieznanym szczęściem. To dym papierosowy leniwie rozchodzący się po pustym pomieszczeniu. To gest, to uśmiech, to nagły wybuch uczuć i równie nagłe ich wygaśnięcie. To nadzieja na to, że "jutro też wstanie słońce i nie wiesz co przyniesie przypływ..."

- Jeśli ją kiedyś zobaczysz, powiedz jej,
że wszystko zapomniałem. Tak będzie lepiej dla nas obojga.
- Możliwe, że już jej nigdy nie spotkam,
a nawet jeśli... może mnie nie poznać

 



 

e-mail  Autor tekstu : Rafał Donica - DUX

       Klub Miłośników Filmu | 21.IV.2005