Miód. Tęsknota za rajem utraconym.
"Miód" ma smak słodko - gorzki. Słodki jak dzieciństwo, w którym dni ciągnęły się w nieskończoność, a najbliższa okolica była całym światem, nad którym pieczę trzymali wszechpotężni rodzice. Gorzki jak bolesne odczarowywanie tego świata, a co za tym idzie nieuniknione wejście w dorosłość. Film Seitha Kaplanoglu ma wymowę uniwersalną, tworzy ją znany w każdym chyba kręgu kulturowym biblijny motyw wygania z raju.
|
|
Fabuła "Miodu" jest bardzo prosta i pozornie niezbyt atrakcyjna. Jusuf jest małym chłopcem. Razem z matką i ojcem mieszka w niewielkiej, odciętej od świata wiosce w okolicy Karakorum. Przepiękna przyroda i kochający rodzice sprawiają, że otoczenie chłopca jawi się niczym raj, nad którego bezpieczeństwem czuwa ojciec - potężne i dobrotliwe bóstwo. Dni mijają powoli. Ciemne chmury - a to chłopiec ma problemy w szkole, a to jego ojciec słabnie podczas jednej z wypraw - z rzadka tylko rzucają cień na jego beztroskie dzieciństwo. Ponad szkołę przedkłada Jusuf możliwość spędzania czasu z ojcem, któremu towarzyszy przy pracy w lesie - Yakup jest pszczelarzem. Tak naprawdę tylko z nim chłopiec ma prawdziwy, głęboki kontakt. Jednak pszczoły opuszczają okolicę i Yakup w poszukiwaniu miodu zmuszony jest odbywać coraz dłuższe podróże. Z jednej z takich wypraw nie wraca nad wyraz długo. Jego powrotu z rosnącym niepokojem wygląda tak chłopiec, jak i jego matka. Reżyser nie daje nam nadziei. Już ujęcie otwierające "Miód" nie pozostawia przed widzami złudzeń, jaki los czeka Yakupa. Tym samym film staje się opowieścią o przemijaniu i odchodzeniu.
Chłopiec nie wie, dlaczego ojciec nie wraca. Jego ufność w porządek świata zostaje zachwiana, a w jej miejsce wkrada się strach i niepokój. Las, do którego wcześniej chodził z ojcem, przestaje być miejscem przyjaznym. Chłopiec usiłuje najpierw przekupić okrutny los, dobić z nim targu - czy to oddając koledze ukochaną łódkę, czy to zmuszając się do wypicia znienawidzonego mleka, jednak jego starania nie przynoszą rezultatu. I, wreszcie mniej lub bardziej świadomie, musi stanąć twarzą w twarz z rozpaczliwa prawdą o tym, że odchodzimy na zawsze. Jest w filmie scena o znaczeniu prawdziwie symbolicznym - Jusuf i jego ojciec dzielą się pięknym, czerwonym jabłkiem. Odtąd konieczność opuszczenia raju jest dla obu nieuchronną koniecznością. Magiczny świat zostaje odczarowany, a w jego miejsce wkracza brutalna rzeczywistość.
|
|
Film jest niezwykle poruszający. Z kilku powodów. Po pierwsze Kaplanoglu niezwykle plastycznie udało się wykreować świat dzieciństwa. Świat, który głęboko tkwi w każdym z nas, ale powrót do którego jest niemożliwy, jak niemożliwe jest uchwycenie Księżyca, odbijającego się w wodzie. I jest to w "Miodzie" świat prawdziwy, nie zaś zlepek schematycznych wyobrażeń na temat dzieciństwa, w których celuje kino mainstreamowe. Niebagatelna w tym zasługa zdjęć autorstwa Barisa Ozbicera. Wspaniale sfotografowana turecka przyroda wzmacnia tęsknotę za harmonijnym współistnieniem ludzi i natury. Po drugie, relacje ojciec - syn. To nie pierwszy film powstały w ostatnich latach, który koncentruje się na tej tematyce. Wcześniej były m.in. rosyjski "Powrót" Zwiagincewa czy polski "Las" Piotra Dumały. Wszystkie świetne. Wszystkie dowartościowujące rolę, jaką ojciec odgrywa w rodzinie. I po trzecie, wreszcie, mały Bora Altas (w roli Jusufa), który zachwyca i wzrusza niczym Chaplinowski "Brzdąc" przed wieloma, wieloma laty. A śmierć? Śmierć nie jest końcem, bo to, co przeminie, istnieje w nas. Myślę, że Jusuf to wie. Jego uśmiech, kiedy patrzy na matkę wyrabiającą ciasto, jest uśmiechem dojrzałego człowieka, który uśmiecha się do swoich wspomnień.
9/10
|
|
 |
kraj - Turcja/Niemcy, 2010
reżyseria - Semih Kaplanoglu
scenariusz - Semih Kaplanoglu, Orçun Köksal
produkcja - Semih Kaplanoglu
zdjęcia - Baris Ozbicer
montaż - Ayhan Ergürsel, Semih Kaplanoglu
scenografia - Naz Erayda
czas projekcji - 103 minuty
wystąpili
Bora Altas
Erdal Besikçioglu
Tülin Özen
Ayse Altay
Alev Uçarer
Özkan Akcay
Selami Gökce
Adem Kurkut
Kamil Yilmaz
|
 |