
Tekst zainspirowany filmem Coppoli.
Wieczne życie, a właściwie nieprzemijająca młodość od zawsze była najskrytszym ludzkim marzeniem, wartością nieosiągalną, ale i – na pewien sposób – budującą, bo to właśnie pęd do wieczności i strach przed nagłym końcem naszego człowieczego jestestwa były przyczynkami do powstania dzisiejszych systemów religijnych, a co za tym idzie – dzisiejszej cywilizacji. Wizje ‘świata poza światem’ pojawiają się w niemalże każdym wyznaniu, bez względu na liczbę wiernych, czy stopień jego rozwoju. Koncentracja człowieka na śmierci i ogromne napięcie towarzyszące fazie liminalnej dowodzą, że pozornie zapomniany kamień filozoficzny, składnik eliksiru umożliwiającego życie wieczne, stał się kamieniem węgielnym naszej duszy. Tkwi w fundamentach naszej podświadomości, a ta – jak udowodnił Freud – nieprzerwanie oddziałuje na nasze życie.
XV-wieczny alchemik, Nicolas Flamel, ponoć zgłębił tajemnicę legendarnego artefaktu (nie żyje od prawie sześciuset lat, więc jego sukces był raczej iluzoryczny) – jako pierwszy i ostatni zarazem. Niemniej wyobraźmy sobie, że gdzieś na świecie – może w Bukareszcie – kamień filozoficzny spada z nieba, w postaci błyskawicy trafia w siedemdziesięcioletniego pisarza i zadaje rany niemalże śmiertelne tylko po to, by niszcząc figurę starca powołać do życia mężczyznę w kwiecie wieku. ‘XX-wieczny Nicolas Flamel’, prócz powtórnej młodości, otrzymuje od losu jeszcze jeden dar – wiedzę, rozum proroka. Boska inteligencja i biologiczna regresja organizmu to niewątpliwie błogosławieństwa, ale w przyrodzie musi panować równowaga, pojawiają się i przekleństwa – projekcja ego i ludzie, którzy pragną zgłębić tajemnicę cudu.
Francis Ford Coppola zauważa niegasnące oddziaływanie mitu nieśmiertelności, czyniąc siedemdziesięcioletniego pisarza głównym bohaterem swej opowieści, filmowej ekranizacji książki Mircea Eliade’a, która – za sprawą przekładu Ireneusza Kani – znana jest w Polsce jako „Młodość stulatka”. Interpretacja polskiego tłumacza została uznana przez rodzimych dystrybutorów za godną umieszczenia na afiszach, stąd „Youth Without Youth” Coppoli zabłyśnie na naszych ekranach pod nazwą zgodną z literackim pierwowzorem, co z całą pewnością wywoła masową dystrybucję dzieła rumuńskiego humanisty. Dzieła, które z powodzeniem można nazwać owocem fascynacji Eliade’a, syntezą ideologii orientalnej i świata wyrastającego za okiennicami Bukaresztu – świata, w którym Eliade rozpoczął swą naukową karierę publikując w roku 1921 artykuł o dość wymownym – w odniesieniu do pisanego przeze mnie tekstu – tytule: „Jak odkryłem kamień filozoficzny”. Powstaje pytanie, czy indywidualna i całkowicie oryginalna twórczość stała się Eliade’owskim minerałem życia wiecznego? A co za tym idzie, czy kamień filozoficzny zdobyty nieświadomie przez bohatera filmu Francisa Forda Coppoli będzie tym samym artefaktem, który rzekomo odnalazł rumuński filozof i religioznawca?
W końcu, kim jest sam Dominic (nasz współczesny Flamel)? Człowiek, który całe
życie poświęca jednej książce, mającej być kompletnym dziełem na temat
historii słowa, myśli, idei, religii. Człowiek, który swe uczucia i
namiętności więzi w klatce zbudowanej ze słów i faktów – więzieniu, które – do
pewnego tragicznego momentu – okazuje się być izolatorem skutecznym na tyle,
by zagłuszyć najpotężniejsze nawoływania naszych zmysłów: zagłuszyć miłość,
zagłuszyć samotność. Owym tragicznym wydarzeniem, skutkującym roztrzaskaniem
sztucznego muru wzniesionego przez Dominica jest starość i idący z nią w parze
brak czasu, brak czasu na ukończenie dzieła swego życia – bez niego całe
poświęcenie i wszystkie wyrzeczenia pójdą na marne, a sam autor zginie w
ciemnym pokoiku nad stertami woluminów, nieznany przez nikogo, nad dziełem
swojego życia – dziełem niekompletnym i niepublikowanym, dziełem nic
nieznaczącym. Nic dziwnego, że wybitny badacz kultury, będący zarazem
megalomanem i egoistą postanawia sam zadecydować o swoim końcu, niczym
starożytni stoicy postanawia wyjść śmierci na spotkanie – rzucić jej w twarz
hasło: nie boję się, pozostawiam za sobą życie, które sam pokonałem.
Jak wiemy, do samobójstwa nie dochodzi za sprawą cudu i biologicznej regresji,
która okazuje się być efektem porażenia błyskawicą. Dominic zyskuje drugą
młodość, możliwość realizacji planu swego życia – zapisania historii ludzkiego
intelektu. Człowiek zgnuśniały, egoistyczny, przekonany o własnej wielkości
dostaje więc dar, za który inni poświęciliby niemalże wszystko, on pozornie
nie poświęca nic. Do złudzenia przypomina Fausta J. W. Goethego – bohater
romantyczny zaprzedał Mefistofelesowi własną duszę tylko po to, by móc przeżyć
jeszcze raz coś, co będzie w stanie go ucieszyć. Podobnie jak Dominic, Faust
przekonany jest o własnej wielkości i beznadziei, jaką niesie ze sobą starość.
Różnica pomiędzy bohaterami jest niemal niewidoczna a jednak istnieje – doktor
Goethego pragnie młodości, by móc na nowo przeżywać namiętności i
przyjemności, postać z filmu Coppoli pragnie zamknąć pracę nad swym tekstem,
filozofia cyrenaicka jest mu obojętna. I właśnie miłość do swego autorskiego
woluminu, miłość przeplatana z nienawiścią (wywołaną syzyfowymi wysiłkami nad
jego realizacją) zbliża Fausta à la Coppola do Bułhakowskiego Mistrza, który
poświęcił życie na spisanie historii rzymskiego prefekta Judei, Poncjusza
Piłata. Obu personom zabrakło życia, by zakończyć swe prace – pomiędzy oboma
jest i zasadnicza różnica. Mistrz bowiem, ponad biografię nieszczęsnego
oprawcy Jezusa z Nazaretu zawsze stawiał miłość do Małgorzaty, Dominic miłość
do swej Laury bez walki złożył na ołtarzu ofiarnym. Człowiek wykreowany przez
Eliade’a, przerysowany na celuloidową taśmę przez Coppolę i obdarzony twarzą
Tima Rotha może być zatem nazwany XX-wieczną syntezą sztandarowych
bohaterów Goethego i Bułhakowa. Te dwa wzory osobowe (‘faustowski’ i
‘mistrzowski’) przez całe życie – zarówno przez cudem, jak i po nim – ścierają
się ze sobą, próbują forsować własne ideały, w grudniu 1938 roku (w
Bukareszcie) jeden z nich pada na kolana musząc uznać wyższość przeciwnika.
Wspomnieliśmy już o Małgorzacie w kontekście miłości Mistrza, ale nie należy zapominać o Małgorzacie faustowskiej, kobiecie, która stała się zabawką w rękach egoisty. Jej filmowym odpowiednikiem będzie narzeczona Dominica, Laura – z nią pisarz (podobnie jak Faust z Małgorzatą) będzie mógł spotkać się dopiero po śmierci. Uderzenie błyskawicy pozwala na zapomnienie, ponadnaturalna wiedza wypełnia lukę po utraconej miłości, ale stan cudownej obojętności na podstawowe ludzkie popędy nie może trwać wiecznie nawet u demiurga. Na drodze Dominica pojawia się kolejna kobieta – druga Laura, a może Helena Trojańska z kart dramatu Goethego? W tym miejscu, autor dzieła o historii ludzkiego intelektu przeżywa swe katharsis. Kochając Veronikę, będącą efektem metempsychozy Rupini, uczennicy jednego z najwybitniejszych filozofów buddyjskich podążających ‘drogą środka Madhyamaki’- Candarkirtiego, zapomina o utracie swej pierwszej wybranki. Niemniej nawet wtedy, gdy nadchodzi miłość w stanie aktywności pozostaje megalomania autora. Okazuje się, iż Veronika – w wyniku wypadku, którego była ofiarą (prawdopodobnie porażenie piorunem) – doświadcza zupełnie innych konsekwencji niż Dominic kilka lat wcześniej. Jej intelekt popada bowiem w stan regresji, rozumianej nie dosłownie, jako postępujące ogłupienie a jako umiejętność anamnezy – spojrzenia w coś na wzór platońskiego świata idei, a co za tym idzie sposobność poznania najstarszych kultur, języków, pierwocin cywilizacji, kultury, myśli. Nie trzeba tłumaczyć, że do zamknięcia dzieła życia Dominic potrzebuje jedynie wiedzy Veroniki – niestety, ta zdobywana jest kosztem sił witalnych. Każda wyprawa w głąb siebie zabiera jej kolejne lata życia a Dominic wie, że podróż, która umożliwi zamknięcie jego pracy będzie okupiona życiem kolejnej ukochanej. W tym momencie Faust musi stoczyć ostatni pojedynek z Mistrzem, pojedynek na śmierć i życie, pojedynek pomiędzy egoizmem a miłością (pojedynek, będący głównym tematem nowego filmu nowojorczyka o włoskich korzeniach).
Wewnętrzna walka prowadzona przez Dominica nie jest bynajmniej walką toczącą
się w myśl zasad honorowej rywalizacji. Egoista ma bowiem swego pomocnika –
efekt uboczny daru kamienia filozoficznego, materializację ego. Jest ona
prawdopodobnie przejawem znajomości autora „Młodości stulatka” z
najwybitniejszym uczniem Sigmunda Freuda, Carlem Gustavem Jungiem – jednym z
czołowych filozofów wczesnej psychoanalizy. Coppola w niezwykle subtelny
sposób daje nam znać, iż towarzyszący Dominicowi sobowtór jest niczym innym,
jak połączeniem pomiędzy jego wewnętrznym id (strefą popędów) i superego
(sumieniem, które materializuje się w osobie samego Dominica) , wplatając w
listę dialogową krótką konwersację na temat natury lustrzanego odbicia autora.
„Pomost pomiędzy moralnością a erotyką – tym, co nieświadome, a świadomością”
– wręcz skrócona definicja freudowskiego ego. Podążając za austriackim
filozofem zorientujemy się, że owe ego nie przypomina porządnego i
bezpiecznego mostu między strefą nieświadomą i świadomością, a raczej coś na
wzór rozpadającej się, drewnianej kładki, której dziury łata zależne od nas,
naszych tradycji i przyzwyczajeń superego, ludzkie sumienie - sokratesowski
dajmonion szepcący nam do ucha o tym, co dobre, a co złe i niegodziwe.
Moralność Mistrza, ma więc wroga nie tylko w metaforycznym Fauście, ale i w
samym Dominicu.
Podsumowując, Coppola powraca w wielkim stylu tworząc film stojący na
pograniczu dramatu i baśni. W towarzystwie Mircea Eliade’a zabiera nas do
świata przepełnionego nawiązaniami do literatury i filozofii, łączącego
atmosferę Europy cierpiącej na ‘apokalipsę dokonaną’ z orientalnymi nurtami
myślowymi kultury wschodniej. Znakomitą historię rumuńskiego humanisty łączy z
intrygującymi zdjęciami Mihai Malaimare Jr. oraz obdarza plejadą świetnych
aktorów – z Timem Rothem i Bruno Ganzem na czele. Stawia kolejny krok do
odnalezienia własnego kamienia filozoficznego – Faust i Mistrz, by go zdobyć,
musieli wejść w konszachty z Diabłem, ciekawe z kim będzie pertraktował
Coppola?

Tytuł polski:
Młodość stulatka
Rok produkcji i czas trwania: 2008,
USA, 124 minuty
Reżyseria:
Francis Ford Coppola
Scenariusz:
Francis Ford Coppola na podstawie powieści Mircea Eliade’a
Muzyka: Osvaldo Golijov
Zdjęcia: Mihai
Malaimare Jr.
Montaż: Walter
Murch
Wystąpili: Bruno Ganz, Tim Roth, Alexandra
Maria Lara, Andre Hennicke,Marcel Iures.
 | | | Autor recenzji:
Filip Jalowski - FIDEL Klub Miłośników Filmu, 14 lipca 2008
|
|
|