Kliknęłaś! Świetnie!

Tak naprawdę chodziło mi o to, żeby poszli sobie ludzie, którym nie chciało się kliknąć.
Oni nie zrozumieliby Andy'ego.
Ale skoro tu dotarłaś, przeczytaj mój artykuł.
Jest bardzo fajny.

Właściwie to nigdy nie widziałem lepszego.


Mój tekst o Andym


UWAGA, UWAGA, Klub Miłośników Filmu sp. z n.n.* ma zaszczyt przedstawić
Jima Carreya w roli
ANDY'EGO KAUFMANA

w interpretacji Scotta Alexandra i Larry'ego Karaszewskiego

w interpretacji Milosa Formana

w interpretacji Michała Puczyńskiego

Na potrzeby niniejszego artykułu niektóre wydarzenia zostały pominięte, wyolbrzymione, zmienione lub wymyślone.
* nieograniczoną nieodpowiedzialnością





Andy Kaufman urodził się 17 stycznia 1949 roku na wyspie Kaspiar, która zatonęła. Był dzieckiem zakochanym w telewizji, marzącym o tym, by kiedyś pojawić się po drugiej stronie ekranu. Miał ojca patrzącego na świat przez mędrca szkiełka i oczy, jednak mężczyzna o sowiej twarzy był drugoplanową postacią w spektaklu Andy'ego i nie wywarł rodzicielskiego wpływu na energicznego, pełnego wyobraźni chłopca. Gdyby tak było, dorosły Andy nie zacząłby poniżać kobiet przed wielomilionową publicznością.

Zanim do tego doszło, w podrzędnych knajpach, Andy występował dla ludzi, z których żartował - do czasu, aż poznał producenta George'a Shapiro, z którego żartował, który zapoznał go z grubymi rybami z telewizji, z których Andy żartował. Nie osiągnąłby tego bez pomocy Boba Zmudy, przyjaciela z którym i z którego żartował. W zasadzie nie musicie czytać całego akapitu, możecie ominąć zbędną część i skupić się na najważniejszej: "Andy żartował". Zwłaszcza, że razem z Formanem trochę was okłamaliśmy - odkrycie go jako artystę Andy nie zawdzięcza Shapirowi, lecz właścicielowi jednej z knajp promujących komików - Budowi Friedmanowi, z którego też najpewniej żartował. Dopiero po tym wszystkim zaczął poniżać kobiety.

Ale najpierw dał się poznać amerykańskiej publiczności dzięki występowi w komediowym programie "Saturday Night Live" w 1975 roku. Wyszedł na scenę, przez chwilę poruszał ustami do słów piosenki z kreskówki "Mighty Mouse" i zszedł ze sceny, a publiczność już go kochała. Nastąpił przełom w karierze Andy'ego - wreszcie mógł żartować z milionów ludzi naraz. Wykreował więc postać Tonego Cliftona, którego grał na zmianę z Bobem Zmudą. Alter ego pozwoliło mu bezkarnie obrażać swoich współpracowników i widzów, choć Andy określał to "zabawą z ludzką percepcją i sprawdzaniem, jak ludzie reagują na fałszowanie rzeczywistości". Zareagowali dość ostro - na wniosek zniesmaczonych telewidzów Andy dostał dożywotni zakaz występowania w "Saturday Night Live". Ale wciąż szokował - dla radości z obserwowania reakcji swoich ofiar. Był znakomitym komikiem, który bawił przede wszystkim siebie, a żeby zapewnić sobie rozrywkę, mógł przekroczyć każdą granicę. Mógł położyć pinezkę na krześle prezydenta, choć tego nie zrobił. Mógł pomalować się na zielono i publicznie obnażyć, choć tego też nie zrobił. Mógł nawet poniżać kobiety przed milionową publicznością - i robił to z przyjemnością.




Jednak zanim wpadł na najbardziej kontrowersyjny pomysł w historii showbiznesu, zagrał rolę nierozgarniętego Latki Gravisa w przebojowym sitcomie "Taxi". Andy nie lubił pracy na planie serialu. Tutaj dowcipy wymyślali za niego inni, a co najgorsze - były to tylko puste, sztuczne żarty ze sztucznych postaci, nieposiadające prawdziwego adresata, czy też ofiary. Wprowadził więc na plan Tonego Cliftona, którego prawdziwej tożsamości nie znał nikt z filmowej ekipy. W przebraniu Andy skłócał, utrudniał pracę i niszczył - wszystko to w ramach buntu przeciw niegodnemu komika "śmiechowi z taśmy". Kiedy serial zakończono, wolny od zobowiązań Andy zaczął publicznie poniżać kobiety - i to w najbardziej niezwykły, szokujący, śmiały i prowokacyjny sposób, jaki można sobie wyobrazić...

A kiedy przestał, przeżywając w międzyczasie fascynujący epizod z zapaśnikiem Jerrym Lawlerem, który możecie zobaczyć w niezłym filmie Milosa Formana "Człowiek z Księżyca", miał już życiową partnerkę - Lynne Marguiles, z której okazyjnie żartował. Był to okres, kiedy Andy zagubił się we własnych mistyfikacjach. Nie bawił już nikogo, nawet siebie. Został uznany za ordynusa i skazany na showbiznesowy ostracyzm. Jego kariera waliła się, a na dodatek odkrył, że jest chory na raka płuc. I nawet na tym etapie życia Andy'ego znajdował się element czarnego humoru, Andy bowiem nie palił i przez całe życie zdrowo się odżywiał. Zachorował bez widocznego powodu.

Słabnąc z dnia na dzień, Andy postanowił odkupić swoje winy, organizując wspaniałe widowisko pełne pozytywnej energii. Tak twierdzi Forman, ale radzę nie wierzyć we wszystko, co mówią w telewizji, zwłaszcza jeśli Andy ma z tym coś wspólnego. W rzeczywistości występ miał miejsce przed tym, jak dowiedział się o chorobie. Fantastyczny spektakl skończył się ufundowaną przez komika wycieczką do jadłodajni, gdzie każdy widz został poczęstowany szklanką mleka i ciasteczkami. Andy znów był lubiany, ale czuł się coraz gorzej.




Mimo swojego położenia, Andy zachował poczucie humoru. W ostatniej próbie zwalczenia choroby zwrócił się o pomoc do uzdrowiciela. "Bezkrwawa operacja" okazała się oszustwem, jednak Andy docenił umiejętne zafałszowanie rzeczywistości - sztukę, którą uprawiał przez całe życie. Niedługo potem umarł, a po śmierci 16 maja 1984 r. zasłynął jako człowiek, który napisał scenariusz własnego pogrzebu. Uroczystość przypominała jedno z jego przedstawień.

Dziś w amerykańskich "comedy clubach" wciąż można natknąć się na sobowtórów Tonego Cliftona. Serial "Taxi" jest co jakiś czas emitowany w stacjach telewizyjnych, zaś ryzykowny humor spod znaku Kaufmana wydaje się wciąż bardzo popularny, choć dziś, w dobie "Jackassa", Andy zostałby uznany za nieśmiałego szaraczka. Chyba, że przekroczyłby kolejną granicę.





I tu byłby koniec.


To był mój tekst. Nie chciałem w nim rozkładać Andy'ego na czynniki pierwsze - od 1984 zdążył się rozłożyć bez niczyjej pomocy. Chciałem cię na chwilę zająć, żebyś przegapiła ulubiony serial. A jeśli cię zabawiłem, a przy okazji poznałem z niezłym komikiem, to w ramach podziękowania możesz obejrzeć "Człowieka z Księżyca" i polecić go swoim znajomym, bo to naprawdę świetny film.

Autor tekstu: Michał Puczyński - MILITARY
Klub Miłośników Filmu, 25 października 2007





To tyle. Możesz zamknąć tę stronę. Nie ma tu już nic do czytania.

Naprawdę.

Nie czytaj tego, już nic nowego nie napiszę.

W prawym górnym rogu ekranu jest krzyżyk. Kliknij go wreszcie.

A jeśli nie, to przynajmniej kliknij TUTAJ