STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA

Winnipeg. Winnipeg. Moje Winnipeg – powtarza sennie bohater, będący jednocześnie narratorem, będący także i twórcą filmu. Guy Maddin po raz kolejny powraca do swojego rodzinnego miasta, do Winnipeg właśnie. Do miasta wspomnień. Miasta duchów. Miasta wiecznej zimy i lunatyków. Martwych, zamrożonych koni, góry ze śmieci i niezliczonej ilości torów kolejowych, po których dojechać można dosłownie wszędzie, w tym do... Winnipeg. To miasto z jednym, trzypoziomowym basenem, katolicką szkołą dla lubieżnych dziewczyn i corocznymi wyborami Złotego Chłopca. Miasto, po którym mieszkańcy poruszają się ulicami nieobecnymi na żadnej mapie, a unikają tych rządowych – z nazwami. Nieoficjalna stolica spirityzmu, ektoplazmy, ściętych włosów i... hokeja. To serce serca Ameryki Północnej, futrzane łono Kanady i zbieg dwóch rzek, w których widłach mieszczą się kolejne widły. No i wylęgarnia Masonów.

Tam właśnie, do Winnipeg, powraca po latach Guy-aktor, Guy-narrator i Guy-reżyser. Powraca do wspomnień i do dzieciństwa – pięknego, acz dziwnego, utraconego, choć frustrującego. Powraca do zaborczej Matki, idealnego, wiecznie pracującego ojca, do siostry i do braci. I do chihuahua, którego nie dało się nigdy wytresować. Powraca do swego dziwacznego, ogromnego domu z salonem piękności , który lubił równie mocno, co się go wstydził. Powraca do miejsca, w którym się urodził, które wpłynęło na całe jego życie i które tak bardzo umiłował. Ale i do miejsca, z którego zawsze chciał uciec, o którym chciał zapomnieć. To jednak nie takie proste...
Po „Tchórze przyklękają” (a.k.a. „The Blue Hands”) i „Piętno na umyśle!” jest to kolejna, ostatnia część nieoficjalnej trylogii Guya Maddina. Formą film nie odbiega zupełnie od poprzedników – znów wszystko skąpane jest w czerni i bieli, kamera jest rozedrgana, obraz często nieostry, a materiał stylizowany na podniszczony (acz nie zawsze). Klimatu dopełnia specyficzna muzyka, szybki, nieco chaotyczny montaż (choć jednak bardziej przystępny, jak przy „Piętnie...!”), powtarzalność niektórych ujęć i kwestii (tym razem, oprócz narratora, mamy również dialogi) oraz ironiczne, lekko prześmiewcze ramy opowieści. Różni się za to gatunek – tym razem mamy do czynienia z pseudo-dokumentem i niemal autobiografią (lub, jak twierdzi sam reżyser, ‘doku-fantazją’). Tak więc zamiast zmyślonej fabuły, uwarunkowanej wspomnieniami z dzieciństwa, mamy autentyczne miejsca i zdarzenia, a zamiast postaci jedynie opartych na rodzinie i znajomych Guya, mamy aktorów odtwarzających prawdziwych ludzi – w wielu miejscach wykorzystano też fotografie (głównie z prywatnych zbiorów reżysera) i archiwalne nagrania. Zresztą na czas produkcji filmu Maddin faktycznie powrócił do Winnipeg i wynajął rodzinny dom, aby móc odtworzyć na nowo swoje dawne życie. Pod tym względem jest to więc jego najbardziej osobisty film.

Oczywiście Maddin nie byłby sobą, gdyby faktycznych zdarzeń i nagrań nie wymieszał z tymi, które są jedynie udaną stylizacją – uzupełnioną dodatkowo o wstawki aktorskie i animowane. To sprawia, że jawa często sprawia wrażenie snu, a wszelkie wyobrażenia i sny są nad wyraz realistyczne. Naprawdę trudno czasem stwierdzić, które z opisanych wydarzeń są w pełni autentyczne, a które to po prostu dobra zgrywa i zabawa formą. Z drugiej jednak strony to jedynie zbiór wspomnień Guya, a te przecież zawsze są prawdziwe, obojętnie ile w nich fantastycznego pierwiastka. To rzeczywistość widziana przez specjalny kalejdoskop, jakimi są oczy dziecka – a więc taka, z którą trudno się skonfrontować, trudno zanegować, trudno nie polubić.
I tym się właśnie film broni – klimatem, który aż wylewa się z każdego kadru. Czuć w nim prawdziwe zacięcie, fantazję i serce w sercu reżysera. Czuć pot hokeistów, futrzane łono i ścinki włosów. Czuć basenowy chlor i kolejowy smar. Czuć Winnipeg. Winnipeg. Winnipeg. Sęk jednak w tym, że to jego, Guya Winnipeg. Nie moje, nie nasze – nie widza. Dlatego też film miejscami zwyczajnie nudzi, staje się emocjonalnie obojętny i nie angażuje – nie odciska takiego piętna na umyśle, jak w przypadku „Brand Upon the Brain!” właśnie. I nie pomaga nawet świetnie wyśniona końcówka w postaci Citizen Girl. Po prostu Winnipeg – to cudownie oniryczne, tajemnicze, senne Winnipeg, nie jest miejscem dla każdego. Ale na pewno warto je odwiedzić, choćby na chwilę. Winnipeg. Winnipeg. Winnipeg...


 

rok produkcji - 2007
reżyseria - Guy Maddin
scenariusz - Gut Maddin, George Toles
zdjęcia - Jody Shapiro
montaż - John Gurdebeke
czas projekcji - 80 minut


AKTORZY


Darcy Fehr
Ann Savage
Amy Stewart
Louis Negin



Autor recenzji: Jacek Lubiński - MEFISTO | Klub Miłośników Filmu, 29 września 2009

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA