Józef K. wstępuje do Mossadu – o
"Monachium" Stevena Spielberga
Kilku smutnych młodzieńców o
śniadej skórze stoi przy drucianej siatce okalającej monachijski stadion
sportowy, dyskutuje o czymś i spogląda nieco bezradnie w stronę
zabudowań wioski olimpijskiej. Jest rok 1972, za chwilę izraelska
reprezentacja zostanie uprowadzona a świat usłyszy o palestyńskiej
organizacji Czarny Wrzesień. Na razie mamy jednak zaledwie kilku
mężczyzn sprawiających wrażenie zagubionych i niezdecydowanych. Cóż,
groteskowy i przerażający zarazem dramat Józefa K. rozpoczął się w jego
własnym łóżku... Spielberg obrał sobie niesłychanie ambitne zadanie –
opowiedzieć o spirali przemocy, pokazać wszystkie nakręcające ją dłonie,
od rąk wojskowych i polityków, po spracowane ręce zwykłych ludzi
pracujących w kibucach czy noszących wodę w obozach dla arabskich
uchodźców. Avner, główny bohater, jest niejako łącznikiem między
rozmaitymi poziomami tej historii. Został wychowany przez matkę
podsycającą w nim kult przodków oraz ziemi, za którą przelali krew. Ojca
prawie nie znał, ten bohater walk o niepodległe państwo Izrael spędził
długie lata w więzieniu. Chociaż Avner stara się być przykładnym mężem,
wykonującym urzędniczą pracę dla armii i opiekującym się ciężarną żoną,
wkrótce musi zmierzyć się ze wszystkimi mitami swojego dzieciństwa.
Wywiad i wojsko zwracają się właśnie do niego z prośbą, będącą
jednocześnie propozycją niemal biznesową (otworzysz dwa konta w
Szwajcarskim banku...) oraz ultimatum (duszna atmosfera salonu premier
Goldy Meir, która mogłaby być jego babcią). Wyeliminujesz przywódców
Czarnego Września, masz jeden dzień do namysłu. Jeśli nie potrafisz
zdecydować się w 24 godziny, w ogóle nie będziesz w stanie podjąć
decyzji. Po jednej bezsennej nocy spędzonej obok żony, która nagle
wydaje się kimś niesłychanie odległym, tak jakby on znajdował się na
stadionie w Monachium, ona zaś w Izraelu, Avner jest w stanie udzielić
odpowiedzi. Józef K. daje się wyprowadzić z domu tajemniczym urzędnikom.
Rozpoczynają się łowy.
Przez pierwszą godzinę "Monachium"
ma zadatki na film wybitny, z niektórych późniejszych scen również
przebłyskuje geniusz. Przede wszystkim Spielbergowi udało się pokazać
brudną, przyziemną stronę pracy tajnych agentów i płatnych zabójców.
Śmierć nie ma tu w sobie nic z patosu, jest nagła, brudna, odpychająca.
Eliminowanie celów przypomina pracę w rzeźni, na twarzach bohaterów
widać zmęczenie fizyczne, ale i psychiczne. Kilka szczególnie udanych
sekwencji odsłania moralne dwuznaczności obranej przez protagonistów
drogi, jak choćby niezwykły wątek odwetu na płatnej zabójczyni wysłanej
w ślad za Avnerem i jego podwładnymi. Twórcom udaje się stworzyć
przytłaczającą atmosferę wszechobecnego zagrożenia. Świat zamienia się
tu w miejsce, gdzie przecinają się skomplikowane, wielopiętrowe intrygi,
których sens pozostaje ukryty nawet dla biorących udział w grze. Słowa
uznania należą się aktorom. Eric Bana walczy dzielnie z wizerunkiem,
jaki wykreował rolą Hektora w "Troi", zaś Geoffrey Rush wyciska
wszystkie soki z niewielkiej roli Ephraima, oficera łącznościowego grupy
agentów, która oficjalnie w ogóle nie istnieje. Bardzo dobrą robotę
wykonał również John Williams. Utworami skomponowanymi do "Monachium"
odszedł od pełnych patosu, podniosłych motywów w stronę muzyki nieco
bardziej stonowanej, z przewijającymi się gdzieniegdzie wyraźnymi
orientalnymi wpływami.
Niestety, do filmu wkradł się
również nieznośny hollywoodzki patos, szczególnie w końcowych scenach.
Spielberg wyraźnie szuka sposobu na podsumowanie tej historii, stara się
o efektowną puentę, ta jednak wymyka mu się, okazuje się być czymś nie
na miejscu. Reżyser nie ma także pomysłu na niektóre postacie
drugoplanowe (niedopracowana postać żony głównego bohatera). Filmowi
brakuje też intelektualnego zaplecza, twórcy starają się pogodzić racje
Izraela i Palestyńczyków, nie radzą sobie jednak z powagą problemów, z
którymi zdecydowali się zmierzyć, czego dowodem mało przekonująca
rozmowa Avnera z palestyńskim terrorystą biorącym go omyłkowo za Niemca,
w domyśle członka Rote Armee Fraktion lub innej lewicowej organizacji
terrorystycznej. Mimo wszystkich zastrzeżeń "Monachium" należy obejrzeć.
To film może nie do końca udany, irytujący próbami wpisania niektórych
wątków w schematy rodem z Fabryki Snów, a jednak wciąż prowokujący i
odważny.
 |
MUNICH
[Monachium]
Reżyseria: Steven
Spielberg
Scenariusz: Tony Kushner i Eric Roth na podstawie książki
George’a Jonasa
Zdjęcia: Janusz Kamiński
Montaż: Michael Kahn
Muzyka: John Williams
USA, 2005.
Czas trwania:164 min.
Występują:
Eric Bana jako Avner
Daniel Craig jako Steve
Ciaran Hinds jako Carl
Matthieu Cassovitz jako Robert
Geoffrey Rush jako Epharim
Hanns Zischler jako Hans
I inni
Klub
Miłośników Filmu | 15 I 2006 |
|
| Autor recenzji:
Paweł Marczewski -
ShandoR |