PRINCESS MONONOKE



Konkurencja dla Disneya?


Kiedy w drugiej połowie lat pięćdziesiątych nieżyjący już dziś ojciec japońskiego komiksu i kina animowanego, Osamu Tezuka, zaczynał realizować pierwsze filmy, jego największym idolem był Walt Disney. Tezuka nigdy nie ukrywał tej fascynacji - chętnie opowiadał o tym, że Bambiego oglądał osiemdziesiąt razy, zaś Królewnę Śnieżkę "tylko" pięćdziesiąt. Marzył o realizowaniu filmów, które mogłyby dorównać amerykańskim produkcjom. Jednak pierwsze dwadzieścia lat po zakończeniu wojny był to dla Japonii okres bardzo trudny, toteż budżet, jakim dysponował przy realizacji swych wczesnych animacji Tezuka, był bardzo mizerny. By ograniczyć koszty produkcji stosował więc on ograniczoną animację, polegającą na tym, że tylko fragment kadru, np. usta lub oczy postaci, były animowane. Ze względów oszczędnościowych zbudował także "bibliotekę animacji", w której znalazły się najczęściej wykorzystywane w filmach sceny - te same fragmenty taśmy włączał do kolejnych produkcji. Nic więc dziwnego, że ówczesne anime swą jakością odbiegały - mówiąc delikatnie - od amerykańskich pierwowzorów. Jednak gdy w drugiej połowie lat sześćdziesiątych Japonia weszła w okres boomu gospodarczego, a komiksy stały się ulubioną rozrywką Japończyków, w Kraju Kwitnącej Wiśni nastały lepsze czasy dla kina animowanego. Anime rozwinęło własny język i bazując na dynamicznie rozwijającym się rynku mangi stało się czymś więcej, niż tylko popłuczyną amerykańskich pierwowzorów. Poza ojczyzną fenomen japońskich komiksów i animacji został dostrzeżony stosunkowo późno - poważniejsze zainteresowanie tym zjawiskiem to właściwie dopiero początek lat dziewięćdziesiątych. Historycznym dla anime momentem była "spłata długu", o jaką upomniał się Disney w pięć lat po śmierci Osamu Tezuki. Właśnie wtedy, w roku 1994, studio Disneya zrealizowało film Król Lew, bardzo mocno "wzorowany" na komiksie i serialu telewizyjnym Jungle Taitei, autorstwa Tezuki właśnie. W Japonii oprotestowano film Disneya, jednak Tezuka zza grobu mógł poczuć się uhonorowany - prawie 40 lat po filmowym debiucie Japończyka amerykański mistrz przyznał się, że uczeń go prześcignął. Japoński Kimba stał się Simbą, koło się zamknęło, Japonia została światowym centrum komiksu i animacji. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo do naszych kin trafił wreszcie film Księżniczka Mononoke w reżyserii Hayao Miyazakiego. Polscy widzowie będą mogli zobaczyć w kinie film animowany odbiegający od schematów, do których przyzwyczaiły nas produkcje rodem ze studia Walta Disneya.

Akcja Księżniczki Mononoke rozgrywa się w Japonii ery Muromachi, czyli w czasach tzw. Wojny Onin, kiedy w Japonii trwały walki o władzę prowadzone przez panów feudalnych. Krwawe rozgrywki pomiędzy szlachtą pustoszyły kraj, regularnie wybuchały też powstania wzniecane przez ciemiężonych chłopów. W ogarniętym wojną kraju pojawia się przedstawiciel ginącego ludu z kresów cesarstwa (Ajnowie?) - książę Ashitaka. To jego oczami poznamy historię Księżniczki Mononoke. Ashitaka to młody wojownik, który opuszcza rodzinną wioskę i wyrusza na niebezpieczną wyprawę, aby uwolnić się spod działania nękającej go klątwy i uratować swe plemię. Pragnąc dotrzeć do źródeł swojego nieszczęścia trafia do osady Tatara-ba, której mieszkańcy produkują broń palną i wdzierają się na tereny dziewiczej puszczy. Szukający życiowej przestrzeni ludzie prowadzą otwartą walkę z siłami natury, reprezentowanymi przez bóstwa-zwierzęta. I to właśnie ten konflikt stanowi fabularną oś filmu. Konflikt, w którym obydwie strony mają swoje racje. Zarówno ludzie, z którymi - mimo wszystko - identyfikuje się młody książę, jak i siły natury, które reprezentuje wychowana przez święte wilki młoda dziewczyna o imieniu San (tytułowa księżniczka). Pomiędzy Ashitaką i San rozkwita uczucie, któremu jednak ze względu na okoliczności nie dane będzie się spełnić... Księżniczka Mononoke to film niezwykły. To japońskie kino familijne. Nie jest to jednak azjatycka wersja Pocahontas. Wreszcie mamy okazję obejrzeć zrealizowany z ogromnym rozmachem film animowany, w którym próżno szukać charakterystycznego dla większości kreskówek schematyzmu. Nie ma tu postaci jednoznacznie złych i jednoznacznie dobrych. Nie ma prostych rozwiązań. Nie ma wreszcie happy endu - niemal od początku filmu widz ma pełną świadomość, kto wygra wojnę człowieka z naturą. Księżniczka Mononoke to film smutny, przepełniony goryczą. Przeciętnemu polskiemu widzowi wyda się może dziwne, że kino animowane nie musi być infantylne. Twórcy filmu nie ograniczają się do stawiania prostych pytań i podsuwania na nie jednoznacznych odpowiedzi.
Strzelająca do zwierząt przywódczyni produkującej broń osady pomaga odrzuconym przez inne społeczności trędowatym, opętany żądzą zemsty dzik to postać tyleż tragiczna, co odrażająca... Oglądając Księżniczkę nie sposób opowiedzieć się za którąś ze stron, fabuła jest tak złożona, że myślenie schematami nie wystarczy. Uproszczony, czarno-biały obraz świata, jaki znamy z amerykańskich animacji, Miyazaki zastąpił pełną gamą szarości... Jednak z pewnością to nie ponura fabuła filmu, a jego warstwa wizualna będzie największym szokiem dla widzów. Z jednej strony na ekranie widzimy piękne krajobrazy, bogaty w detale świat, którego nie powstydziłby się Disney. Z drugiej - sceny, w których krew leje się strumieniami, a w powietrzu latają odrywane kończyny. Ludzie i zwierzęta walczą o przetrwanie i... to widać. Nie przebierają w środkach, walczą z pełną, właściwą swej sytuacji, desperacją, a reżyser nie oszczędza nam najdrobniejszych detali tych zmagań. Księżniczka Mononoke to film będący wytworem kultury zupełnie odmiennej od naszej - Japończykom obca jest tradycja judeo-chrześcijańska i ich wyobrażenie o tym, co można, a czego nie należy pokazywać, jest zupełnie odmienne od naszego. Tak brutalnego filmu animowanego w naszych kinach chyba jeszcze nie pokazywano. Oczywiście Księżniczka Mononoke to także wielka gratka dla fanów japońskiej kultury. W filmie pojawiają się odniesienia do Szinto, japońskiej pre-buddyjskiej religii opartej na kulcie natury. Problem konfliktu człowiek-natura jest w ogóle charakterystyczny dla Japonii - wpajane Japończykom od dziecka umiłowanie przyrody kłóci się wszak z przemysłową ekspansją. Ciekawostką jest także sposób, w jaki Miyazaki przedstawił idealizowaną z reguły w japońskim kinie kastę samurajów, utożsamianych w Kraju Kwitnącej Wiśni z duchem narodowym i tradycją. W Księżniczce Mononoke pokazano ich jako bandę agresywnych idiotów. Film Hayao Miyazakiego w znaczący sposób odbiega od popularnych wyobrażeń o filmach animowanych. Bardzo dobrze, że wreszcie w polskim kinie można zobaczyć inteligentną animację. Księżniczka to także film, który w Polsce ma do spełnienia swojego rodzaju misję - od jej odbioru w dużej mierze zależy, czy anime na stałe zagości w naszych kinach.
Marzy mi się, że trafią do nich również inne, jeszcze poważniejsze pozycje skierowane już wyłącznie do widzów dorosłych. Niestety marzenia mają do siebie to, że nie zawsze się spełniają. Bo dość pokaźna w naszym kraju grupa fanów mangi i anime to chyba jednak zbyt mało, by zapełnić kinowe sale i ośmielić kolejnych dystrybutorów. A czy szerszy krąg polskich widzów jest przygotowany na takie filmy, jak Księżniczka Mononoke? Czy w Polsce mamy szanse na więcej anime w kinach? Oby... Więc odrzuć wszystkie uprzedzenia i zobacz ten film. Na pewno się nie rozczarujesz.


HAYAO MIYAZAKI

Urodził się w roku 1941 w bogatej tokijskiej rodzinie - jego ojciec był właścicielem fabryki produkującej stery do myśliwców Mitsubishi Zero. Przez większą część życia zdeklarowany marksista - lewicowe poglądy przyjął podczas studiów na elitarnym uniwersytecie Gakushuin, co nie było w ówczesnej Japonii niczym niezwykłym: podobny światopogląd wyznawało wielu rówieśników Miyazakiego. Przyczyną było rozczarowanie, które wywoływała u młodych Japończyków agresywna polityka Stanów Zjednoczonych, traktujących Japonię jako swój "niezatapialny lotniskowiec"; komunizm stał się atrakcyjną alternatywą dla elit młodzieży japońskiej. Po ukończeniu studiów 22-letni Hayao Miyazaki wybrał dość nietypową, jak na absolwenta elitarnej uczelni, pracę - został słabo opłacanym rysownikiem w Toei Animation. Jego talent szybko został dostrzeżony, bo już w rok później samodzielnie wyreżyserował pierwszy serial telewizyjny. Wtedy też zaprzyjaźnił się z Isao Takahatą, z którym wspólnie działał w związkach zawodowych. Przyjaźń przełożyła się także na pracę zawodową - ich pierwszy wspólnie zrealizowany film Horus, ku ogromnej radości obu panów, uzyskał rekomendację Ministra Edukacji... ZSRR. Swoim lewicowym poglądom Miyazaki i Takahata dawali upust nie tylko w organizacji związkowej, ale także podczas pracy - ich małą rewolucją w silnie shierarchizowanym środowisku rysowników było dopuszczenie do prac koncepcyjnych nad nowymi filmami niższych rangą pracowników. W 1971 roku Miyazaki wraz z nieodłącznym Takahatą opuścił giganta Toei i rozpoczął pracę w nowym studio - A-Pro, by w dwa lata później, wciąż w towarzystwie kolegi, zasilić szeregi Zuiyo Pictures. Na czoło japońskich animatorów Miyazaki wysunął się po dokonanej w 1984 roku ekranizacji swojej mangi Kaze no Tani no Nausicaä, gdzie pojawił się obecny także w Księżniczce Mononoke wątek ekologiczny. Film pokazano na kilku festiwalach w Europie, gdzie dostrzeżono go ze względu na dość poważną - jak na światowe standardy dużych produkcji animowanych - tematykę. Właśnie film Kaze no Tani no Nausicaä obok reżyserowanej przez Katsuhiro Otomo Akiry zwrócił uwagę świata na to, co dzieje się w japońskim kinie animowanym. Oprócz zrealizowanych w roku 1988 Tonari no Totoro (prezentowany w Canal+ Mój sąsiad Totoro) i opisywanego tutaj Mononoke Hime to jeden z najważniejszych filmów Miyazakiego. W 1985 roku, po sukcesie Kaze no Tani no Nausicaä, Miyazaki i Takahata założyli własną wytwórnię - Studio Ghibli. Wielkim sukcesem komercyjnym nowej wytwórni był film Kurenai no Buta (Szkarłatny pilot), w którym Miyazaki dał wyraz swym dziecięcym fascynacjom samolotami (w większości jego filmów pojawiają się charakterystyczne sekwencje filmowane "z lotu ptaka"). Zwieńczeniem kariery Miyazakiego jest Mononoke Hime - pierwszy japoński film animowany, który sprzedał się na świecie (w tym w Stanach Zjednoczonych) lepiej, niż produkcje krytykowanego przez reżysera za "realizm animacji, brak realizmu w kwestii uczuć" studio Disneya. Stał się też najbardziej dochodowym filmem w historii japońskiej kinematografii. Księżniczka Mononoke to także najbardziej pesymistyczny film w karierze Miyazakiego - prawdopodobnie dlatego, że w połowie lat 90-tych stary mistrz przechodzi okres bolesnego rozczarowania komunizmem. Założona przez duet Miyazaki-Takahata wytwórnia Studio Ghibli jest w dniu dzisiejszym jedną z dwóch podstawowych sił japońskiej animacji. Drugą jest wytwórnia Gainax, założona przez przedstawicieli młodszego, wychowanego na filmach Miyazakiego pokolenia.




PRINCESS MONONOKE

Tytuł polski: Księżniczka Mononoke
Tytuł oryginalny: Mononoke Hime
Rok produkcji: 1997, Japonia
Czas trwania: 133 min.
Reżyseria: Hayao Miyazaki
Scenariusz: Hayao Miyazaki, Neil Gaiman
Muzyka: Joe Hisaishi

Głosy podkładali:

Yoji Matsuda (Ashitaka), Yuriko Ishida (Sen),
Yuko Tanaka (Lady Eboshi), Masahiko Nishimura
(Kouroku), Tsunehiko Kamijo (Gonza)

Przeczytaj recenzję soundtracku - KLIKNIJ TUTAJ
e-mail Recenzja gościnna - autor: Mirosław Fliciak

Moja ocena: brak 

STRONA GŁÓWNA KMF | WIĘCEJ RECENZJI ANIME