Mam teorię, zgodnie z którą twórcom filmów zawsze przyświeca jeden z
poniższych celów:
a)
chęć wzbudzenia emocji - taka myśl przyświeca przy
produkcji blockbusterów, komedii, horrorów i wyciskaczy łez;
b)
chęć
opowiedzenia ciekawej historii (filmy historyczne, biografie, a także bardziej
pomysłowa fantastyka);
c)
chęć
sprowokowania widza do przemyśleń - mowa o filmach ambitnych, w przypadku
których gatunek nie ma większego znaczenia.
Istnieje także kategoria "D" - "filmy tworzone nie wiadomo w jakim celu", która
do tej pory przeznaczona była dla owoców polskiej kinematografii. Ostatnio,
niestety, dołączyły do niej "Potwory". Niestety, bo trailer poparty pierwszymi
recenzjami wieszczył "najlepszy monster-movie dekady".
Początkowo myślałem, że moje rozczarowanie filmem wynika z jego rozminięcia się
z oczekiwaniami. W "Monsters" bowiem potwory występują niezmiernie rzadko. Nie
ma tu także klasycznie rozumianych scen akcji. Jest to kino drogi podlane
fantastycznym sosem, któremu chybiona promocja przynosi więcej szkody niż
pożytku.
Ale nawet jeśli zastosować wobec filmu odpowiednią miarę, trudno o pozytywną
opinię. Na czym polega kino drogi? Przecież nie na pokazywaniu pejzaży. Jego
istotą jest podróż w sensie metaforycznym: przemiana bohatera zachodząca w
trakcie wędrówki, czy też stopniowe rozwiązywanie dręczących go problemów. W "Monsters"
takich elementów nie ma: bohaterom brak celu, brak dylematów, brak charakteru.
Nie są jednowymiarowi - są po prostu przeciętni. Nie służy im także scenariusz.
Przez większość czasu prawie żadne wydarzenie nie ma wpływu na położenie, a
dialog na relacje bohaterów. Sztucznie wydłużony skrypt pęka w szwach od
zbędnych i monotonnych scen. Brak jakiegokolwiek stopniowania napięcia. Wskutek
nieudolnego gospodarowania czasem projekcji fabuła leży na całej linii. W samych
założeniach jest prosta, wręcz prostacka: mężczyzna i kobieta muszą dostać się z
punktu A do punktu B, przechodząc przez terytorium zamieszkane przez kosmiczne
ośmiornice. Wydawałoby się zatem oczywistością, że atrakcję będą stanowiły
potwory. Nic bardziej mylnego - maszkary pojawiają się łącznie na kilka minut i
ani razu nie zagrażają bohaterom. Przez półtorej godziny obserwujemy dwójkę
podróżników i podniszczone, opustoszałe budynki. Brak potworów w filmie
zatytułowanym "Potwory" jest niewytłumaczalny, zwłaszcza, że twórcy nie silą się
na komentarz społeczny. Czarnymi charakterami z pewnością nie są ludzie,
ponieważ ci zostali przedstawieni w pozytywny sposób.
Nie mogę zakwalifikować "Monsters" do żadnej z wymienionych we wstępie
kategorii. Film jest bardzo powolny i nie wzbudza emocji. Historii daleko do
oryginalności, zaś z seansu nie sposób wyjść z głową pełną przemyśleń. Nie mam
pojęcia, w jakim celu "Potwory" nakręcono - to najważniejsza przyczyna mojej do
nich awersji. Odradzam oglądanie. Dla niżej podpisanego to jeden z najgorszych
filmów dekady.