|
|||
PRZEPIĘKNE!
Bez zbędnych zdań, bez przeciągania tematu wstępnego, bez przysłowiowego owijania w bawełnę powiem jedno: jest to jeden z najpiękniejszych filmów o miłości. A może nawet nie "jeden z", a ten "naj". No właśnie, jest to film o miłości. Niby standardowy, schematyczny, temat oklepany w wielu filmach hollywoodzkich, jak i w ogóle - o miłości powiedziano w kinie wszystko i wszędzie. Tak się przynajmniej wydaje. Jednak Wong Kar-Wai funduje nam opowieść miłosną, która za nic nie wpisuje się w główny nurt melodramatyczny kinematografii światowej. "Spragnieni miłości" to DZIEŁO najzupełniej niezwykłe, wyjątkowe, przepełnione miłością od początku do końca. Nie ma tu miejsca na kicz, klasyczne love story. Jedynie opowieść o ludziach spragnionych miłości, bliskości...
Pani Chan i Pan Chow. Są sąsiadami mieszkającymi w czynszowej kamienicy gdzieś w Hong-Kongu. Oboje mają małżonków, mijają się codziennie na korytarzu, jednak nie zauważają się nawzajem, a przynajmniej ich spojrzenia nic dla siebie nie znaczą... Mąż pani Chan cały czas jest w zagranicznych rozjazdach, żona pana Chow wciąż pracuje, a gdy wraca do domu ten musi wychodzić do swojej pracy. Niby zwykłe życie. Wong Kar-Wai zwykle jednak pokazuje ludzi samotnych. Ta dwójka czuje się właśnie samotna, może trochę zagubiona, niespełniona i na pewno nieszczęśliwa. Wciąż codziennie się mijają na tych samych schodach, na tym samym korytarzu. Wciąż powtarzają zdawkowe "dzień dobry" i "co słychać". Ona pewnego razu się uśmiecha, on odpowiada tym samym. Nic takiego, jedynie drobny gest. Zapewne w tym miejscu, gdyby to był film amerykański, wybuchłby płomienny romans między dwojgiem zdradzanych (jak się okazuje) ludzi. Jednak nie. Kobieta i mężczyzna jedynie czasami się spotykają, porozmawiają. Ona schodzi po schodach na bazar po zakupy, on jej powie "dzień dobry", zejdzie parę stopni w dół razem z nią, ona zapyta "co słychać". Wydawać by się mogło, że to nic nie znaczy, jest tak jak wcześniej, a jednak tak delikatne gesty, tak nieobojętne spojrzenie na drugiego człowieka, dajš poczucie bliskości i ciepła. To wystarczy. Zaczyna zależeć na drugiej osobie.
Zakochują się w sobie, jednak z ekranu nie pada ani razu słowo "kocham", "miłość"... Co niezwykłe: nie pada nawet jeden pocałunek. Ich miłość jest uczuciem dwojga dojrzałych ludzi, którzy nie chcą skrzywdzić siebie nawzajem, nie chcą pozostać sobie obojętni ani dalecy. Spragnieni miłości doświadczają jej, a ta miłość jest najzupełniej niewinna i delikatna. Przepiękna opowieść. O samotności, o bliskości, o potrzebach. Jakże spokojna. Tu nie chodzi o same słowa, ale o nastrój, a ten jest niezwykły. Obserwujemy zbliżenia pojedyńczych znaczących gestów, spojrzenie pełne czasem radości, chwilami samotności. Panuje noc i deszcz, choć świat, jak sukienki pani Chow jest niezwykle kolorowy.
Szczególnie w pamięć wyryły mi się sceny nawiązania kontaktu między bohaterami: niewinne spojrzenia, przypadkowy dotyk rąk... Taka dziewicza gra zmysłów. Brak dosłowności (a ta, jak wiemy, jest jakże charakterystyczna dla filmów o podobnej tematyce). Pragnę zwrócić uwagę na doskonałe kreacje aktorskie, bo przecież pokazać namiętność, o której wiemy doskonale, tyle, że jej nie widać gołym okiem, trzeba umieć. Maggie Cheung jest piękna i delikatna (i te jej spojrzenie!) i ma wspaniałego partnera - Tony Leunga. Ich uczucie dopełnia znakomita muzyka, tak samo subtelna jak uczucie miedzy bohaterami... I sam Won Kar-Wai ("Chunking Express", "Upadłe Anioły"), który daje tu popis swojej wrażliwości i talentu i nie bez przesady nazywany jest najlepszym reżyserem azjatyckim. Szkoda jedynie, że nie dostał nawet nominacji do Oscara, choć został doceniony w Europie (Felix dla najlepszego filmu spoza Starego Kontynentu; krytycy uznali film Kar-Waia za najlepszy obraz na zeszłorocznym festiwalu w Cannes i wiele, wiele innych prestiżowych nagród). Piękny... Przepiękny film. Doskonały w swojej prostocie opowiadania o miłości. Jeden z najlepszych obrazów jakie widziałem. I to nie tylko w tym roku... OPINIE: desjudi - 10/10! (recenzja wyżej) Grail - 8/10 (Piękny film Wong Kar-Wai'a o miłości, mimo że ani razu nie pokazano na ekranie pocałunku. Obraz wzbudzający zachwyt krytyków; liczne nagrody na międzynarodowych festiwalach. Najbardziej ceniony azjatycki film w roku 2000, po PTUS'ie! Jak zwykle reżyser nie schodzi poniżej pewnego poziomu, wspaniałe bardzo plastyczne zdjęcia, do tego bardzo dobra, wpadająca w ucho melodia. Mądry, wymagający skupienia. Kolejny przykład że kino azjatyckie to nie tylko "wire dancing"!) SPRAGNIENI MIŁOŚCI (In The Mood For Love) www.gutekfilm.com.pl/spragnieni-milosci Gutek Film, premiera: 16.02.2001, ilość kopii: 7 Hongkong/Francja 2000 czas: 97 min. reżyseria: Wong Kar-Wai muzyka: Mike Galasso zdjęcia: Mark Lee Ping-bin, Christopher Doyle kostiumy: William Chang montaż: William Chang obsada: Tony Leung Chiu Wai jako pan Chow Maggie Cheung jako pani Chan Rebecca Pan jako pani Suen Ping Lam Siu Paulyn Sun AUTOR RECENZJI: Rafał Oświeciński - DESJUDI ![]() |