Strona główna KMF
Kamera Kamera
HOPSA!
Mortal Kombat - Unicestwiony?


Kilka słów o "Mortal Kombat"


MORTAL KOMBAT!!!!!Pierwsza część, była bardzo dobrym filmem, za sprawą kapitalnych walk (walka Reptile'a rządzi) i efektów specjalnych (wężyk Scorpiona też rządzi!). Nad fabułą nie trzeba było się zbytnio skupiać; nie była najistotniejsza. Ważne, że była na podstawie kultowej gry, i miała "formę" wielkiego turnieju - ziemscy wojownicy vs różni dziwaczni kolesie. Do tego fajna muzyczka i ten wspaniały motyw muzyczny, nadający się bardzo dobrze do słuchania, podczas kopania worka treningowego (polecam!). Dodajmy do tego te wszystkie oryginalne postacie znane z gier (wieloręki Goro, czy mrożący wszystko Sub-zero i wielu innych), humor i świetnego, pełnego charyzmy Krzysia Lamberta w roli Raidena - "wynikiem" jest świetne "kopane", widowisko rozrywkowe.





W jedności siła




Właściwa recenzja


Smoczyca obłazi ze skóryBogowie olali wynik świętego turnieju, i nasi bohaterowie będą walczyć z Shao Khanem i jego wojownikami, którzy postawili sobie za zadanie zniszczenie świata. W pierwszym starciu, ziemscy wojownicy dostają łupnia - czy będą w stanie zapobiec przejęciu przez Shao władzy nad światem?
Tyle o fabule. Acha, mówiłem już, że się będą bili? ;) Oczywiście o losy świata.

Obejrzałem część drugą "Mortal Kombat". Jak każda część druga, obarczona była ryzykiem, że świetna idea filmu zostanie spartaczona. I tak się też stało. Ideą było dorównać w walkach pierwszej części, dostarczyć świetnej rozrywki, plus dodatkowo: zarobić na tym kasę. W każdym przypadku się nie udało. Co prawda do tej kasy nie mam danych, ale podejrzewam, że frekwencja była niewielka, za sprawą tego jaki to był film.

Zacznijmy od doboru aktorów. Z całej ekipy z części pierwszej, jako jedyny i niezmieniony pozostał Liu Kang, czyli Robin Shou. Pojawiła się, co prawda, jeszcze Kitana, ale jej postać była drugoplanowa i nie wnosiła do filmu zbyt wiele. I to tyle.


CAŁA reszta uległa zmianie - Sonia Blade, została zagrana przez inną, ładniejszą aktorkę (postać ta złagodniała), Johnniego Cage'a widzimy bardzo krótko, po czym znika z areny wydarzeń. Do tego mamy zupełnie nową postać - JAX'a, czarnoskórego pana z metalowymi łapami.
Zapomniałbym prawie o Raidenie, mojej ulubionej postaci, którą zagrał totalny laps, który w dodatku w połowie filmu zmienia image, dzięki czemu już nawet nie przypomina Raidena. Acha, Sub-Zero i Scorpion powracają, z tym, że jeden z nich ma beznadziejną maskę i jest zły, a drugi maski nie ma w ogóle i jest dobry. Bo są oni tak naprawdę ich braćmi czy coś w tym stylu...


Tragedia. Rozumiem, że nie udało się skompletować starej ekipy, ale na miejscu twórców po prostu nie robiłbym tego filmu. Skoro zrobili taki dobór aktorów, i widać prawie same nieznane twarze, film wydaje się czymś zupełnie innym od pierwszego "Mortal Kombat" - w szczególności zawiniła fabuła, w której oprócz nieistotnych zawirowań fabularno-familijno-imperatorskich, dzięki którym okazuje się, że "a to ktoś spotyka swoją matkę", a to wyrodnego brata, a to ktoś chce zdobyć potęgę i moc władania światem. Nieistotne. Istotną sprawą jest zmiana formuły filmu - walki nie turniejowej, lecz przypadkowej. Wydaje mi się, że była to zmiana na gorsze.

Skupmy się jeszcze na wizualnych aspektach: efekty specjalne i walki. Porażka. Już od pierwszej sceny widzimy beznadziejne, komputerowo animowane walki. Potem jest coraz gorzej, walki są zawsze jakieś niedokończone i wyrwane z kontekstu. Jedyne do przyjęcia to "Sub-Zero vs Scorpion" i "Jade vs Sonia" (chyba) - w błocie.
Pojawiają się pewni wojownicy, strzelający pociskami powodującymi silne eksplozje, jak na mój gust było te beznadziejne, gdyż ideą "filmu walki" jest przecież walka wręcz, z drobną(!) pomocą "magii" - znikający Scorpion, mrożący Sub-Zero.
Jako że większoś walk była "cienka", to cały film był przez to nudny.



Ogólnie rzecz biorąc Liu obrywa potężnie od każdego i nie może się zbytnio odegrać, w jednej scenie, gdyby nie pomoc innej postaci - zginąłby. Coż, to tylko film, ale przecież jest to Liu, z rodu mnichów Shaolin i mógły się bardziej postarać. Jako ciekawą walkę uznać można w ostateczności walkę Liu z robotem, gdzie ten pierwszy totalnie dostaje w siedzisko, lecz miło popatrzeć na robota w akcji, przerastającego Liu swoimi możliwościami.
Efekty specjane nieczym się nie wyróżniały, parę totalnych "unrealów" i parę niezłych - np: człowiek-koń.


Muzyka nie wyróżniała się, kilka mocniejszych kawałków, ale nie była to rewelacja. Motyw przewodni pojawił się na bardzo krótko w finałowej walce i tyle... Film nie miał ani krzty tego "powera" co pierwszy "Mortal".

Do tego słów parę o wybrykach scenarzystów. Im się chyba bardzo nudzi. Jest taka scena, gdzie Liu i Kitana podróżują w takich kulach z obręczy, toczących się szybko po podziemnych tunelach. Kule są tak specjanie zaprojektowane, żeby Liu i Kitana musieli się dotykać brzuchami. Żeby było jeszcze śmieszniej, na chwilę przed początkiem podróży Kitana mówi, że kule są poruszane siłą "wewnętrznych wiatrów". YEAH! Bez komentarza. Skojarzenie jest doprawdy komiczne, w połączeniu z powagą w głosie Kitany :)
Albo Liu zmieniający się w smoka - co za bzdura, i co za tandene wykonanie! UUU....FATALITY, dla widzów którzy lubią pierwszą cześć. Na koniec dodam, że same postacie nie są zbyt ciekawe, a postać negatywna ustępuje tej z jedynki (SHANG TSUNG - specjalista od gum ;).

Ponoć szykuje się część trzecia. Ja się boję. Jeśli będzie Kitana, to lepiej żeby przechrzcili ją na "Kaszana", a cały film nazwali "MK3 - powrót Kaszany" - jeśli tendencja spadkowa by się utrzymała. A jestem tego prawie pewnien. Nie wiem czemu, to jakieś dziwne przeczucie, że duch "Mortal Kombat" umarł wraz z pojawieniem się "Unicestwienia".


Tytuł oryginalny : "Mortal Kombat : Annihilation"
Tytuł polski : "Mortal Kombat : Unicestwienie"
Rok produkcji : 1997
Obsada : Robin Shou, James Remar, Talisa Soto, Sandra Hes, Brian Thompson
Reżyseria : John R. Leonetti
Scenariusz : Lawrence Kasanoff, Joshua Wexler, John Tobias, Brent V. Friedman, Bryce Zabel
Zdjęcia : Matthew F. Leonetti
Muzyka : George S. Clinton, Dave Ellefson, Stefan Holweck, Mike Maguire, Dave Mustaine, Ben Watkins








AUTOR TEKSTU I HTML
zdjęcia pochodzą ze strony www.mortalkombat.hg.pl
Andrzej Niewiarowski - NDREW
       ndrew@poczta.fm