Szlachetne zdrowie...
Na początek kilka truizmów.
Gdy zwierzę w naturalnych warunkach złamie lub straci kończynę, w większości przypadków umiera w szybkim czasie, opuszczone przez stado, pozostawione na pastwę postawionych wyżej w łańcuchu pokarmowym. Dzieje się tak, bo przyroda nie toleruje inwalidztwa, słabość eliminuje w zarodku, a inność bezlitośnie potępia. Cywilizacja to zmieniła, ale tylko w przypadku zwierząt żyjących w zoo i ludzi, ofiarowując szansę na przetrwanie wcześniakom, niepełnosprawnym, rannym, ciężko chorym, a umierającym dając nadzieję na godną śmierć. Oczywiście w historii ludzkości zdarzały się (i zdarzać się będą) przypadki, w których ludzie chcieli powrócić do odwiecznych praw natury, wykluczając jednostki słabe i nieprzystosowane - "sprzątanie świata" Hitlera i "rasa panów" Persów kłaniają się nisko. Po drugiej stronie medalu jest litość, charytatywność, dobroduszność, pomocna dłoń i przede wszystkim jest medycyna. I gdy ta ratuje człowieka słabego, wątłego, po wypadku, wylewie, zawale, ten jest w stanie przystosować się do każdej nowej sytuacji. Urwana ręka? Uczymy się żyć z jedną. Urwane obie? Ubieramy się stopami. Urwane stopy? Dmuchamy w słomkę. A w dodatku im z nami gorzej, tym ogień życia tli się w nas gorętszy. Ten dziwny paradoks, ta wola życia mimo wszystkiego na "nie", godna jest podziwu, choć można to też wytłumaczyć zwykłym instynktem, który zakodowany w głowie wysyła ten najważniejszy impuls: żyj dalej człowieku!
Przypadek Jeana-Dominique'a Bauby - bohatera filmu "Motyl i skafander" nasuwa na myśl kiepski dowcip, w którym pielęgniarka przekazuje ojcu nowonarodzonego dziecka straszną prawdę, że urodziło się samo oko. Gdy (i tak uradowany) ojciec macha ręką do swojego "dziecka", pielęgniarka psuje radosny nastrój mówiąc: "Proszę nie machać, jest ślepe". Jean-Dominique Bauby jest w o tyle lepszej sytuacji, że jego jedyne sprawne oko widzi. I w o tyle gorszej, że nie jest bohaterem dowcipu, tylko bohaterem filmu opartego na faktach, człowiekiem który naprawdę żył, i który został uwięziony we własnym ciele. Jean-Dominique Bauby słyszy, a jego mózg do końca życia będzie funkcjonował normalnie. Ostatnią rzeczą jaką ujrzy prawe oko Jeana-Dominique'a, będzie chirurgiczna igła do zaszywania ran, zamykająca na zawsze jedno z jego okien na świat.
...nikt się nie dowie...
Do momentu wylewu, Jean-Dominique Bauby był redaktorem naczelnym magazynu ELLE, sprawnym, zdrowym, przystojnym playboyem uganiającym się za kobietami. Nie dziwią więc jego pierwsze słowa po tragicznym wypadku, które przekazuje opiekunce mruganiem powieki, a które zaczynają się od "chcę...". Do momentu paraliżu świat kręcił się wokół niego - niereformowalnego egocentryka. Sparaliżowany Jean-Dominique charakterologicznie nie zmienia się, ale świat wokół niego już się nie kręci. Bo teraz świat wokół niego... zaczyna wirować, świat przychodzi teraz do jego stóp. Odwiedzają go znajomi, rodzina, przyjaciele, a on z pomocą opiekunki pisze książkę o swoich przeżyciach. Świat wybucha feerią barw i emocji, eksplodujących w wyobraźni i pamięci Jean-Dominique'a. Tu wszystko żyje i jest w bezustannym, radosnym ruchu. Tu jest życie, jedzenie wkładane do ust za pomocą rąk, jest miłość, romantyzm, czar wspomnień i tęsknota. Ten wewnętrzny ogień i tę niczym nieskrępowaną wolność znakomicie ilustrują zdjęcia Janusza Kamińskiego - żywe, ruchliwe, tętniące kolorami, a gdy trzeba stonowane, nieco zamglone, zamazane, rozmyte. W wyobraźni bohatera nie ma granic - obserwujemy motyla wykluwającego się z kokonu, by za chwilę wpaść w głębiny wód w ociężałym, klaustrofobicznie otaczającym ciało skafandrze nurka. Motyl, poruszający skrzydłami jak bohater powiekami swojego oka - jedynej części ciała nie ogarniętej paraliżem. I za chwilę skafander, zimna skorupa, w której zamknięte jest jego ciało. Wspomnienia młodości, miłości, ojca, mieszają się tu z monumentalnymi scenami odłamujących się fragmentów lodowca, wpadających do wody - symbolizując ogromną, nieodwracalną tragedię w życiu bohatera. W ostatnich scenach filmu widzimy ten sam kawał lodowca, który dzięki puszczonej od tyłu taśmie, podnosi się z ziemi i przyłącza z powrotem do wielkiej całości. To Jean-Dominique dokonał niemożliwego - pokonał syndrom zamknięcia. Bo nie ma takiego miejsca, z którego człowiek nie dałby rady uciec w poszukiwaniu wolności.
O czym jest ten film? Na pewno o tym, że człowiek ułomny nie staje się automatycznie człowiekiem dobrym. Mówiła już o tym "Viridiana" Bunuela, gdzie żebracy i kalecy przyjęci pod gościnny dach, urządzili sobie orgię i demolowali wnętrza. Bohater "Motyla i skafandra", skazany w stu procentach na pomoc rodziny i terapeutów, ma do dyspozycji tylko jedno oko, ale nawet nim daje radę zranić byłą żonę, której dyktuje zdanie "Czekam na ciebie każdego dnia", skierowane nie do niej, a do kochanki.
...jako smakujesz...
Film jest o radości życia wyrywanej losowi na przekór wszystkiemu. Jest
o wzruszeniu, smutku, końcu, ale i nadziei i niezłomnej duszy. Taka "Opowieść o prawdziwym człowieku", gdzie zamiast walki o powrót za stery myśliwca, bohater realizuje marzenie o wyrażaniu siebie. Wyrażaniu w książce, która będzie żyć pełnią życia, której autor już nigdy nie zazna. Zilustrowana cudownymi piosenkami filmowa opowieść o "Motylu i skafandrze" to afirmacja życia, bo jak inaczej odebrać fakt, że sparaliżowany człowiek bez szans na wyzdrowienie, daje radę napisać książkę przy pomocy oka? Dla wyrównania ciężaru tematyki, w dziele Juliana Schnabela pojawia się sporo humoru. Choćby w scenie nieudolnej próby porozmawiania z bohaterem w wykonaniu jego czarnoskórego przyjaciela, czy podczas wizyty panów z telekomunikacji, żartujących z "sapania do słuchawki".
I choć gros fabuły wypełnia nostalgia i żal za tym co utracone, w żadnym wypadku nie można "Motyla i skafandra" uznać za film dołujący. I aż chciałoby się okrzyczeć bohatera znakomitego skądinąd filmu "W stronę morza", który owszem, był przykuty do łóżka, ale mógł mówić i... poddał się, wybierając walkę o prawo do eutanazji. Z "Motyla..." wypływa oczywista ale wciąż świeża nauka, żeby nigdy nie litować się nad sobą. Tu płaczą osoby przewijające się wokół bohatera - płacze jego ojciec podczas rozmowy telefonicznej (Max von Sydow jest w tej scenie niezwykle autentyczny), płacze była żona... ale nie sam bohater. W jego oku tylko raz pojawiają się łzy. Na więcej Jean-Dominique Bauby sobie nie pozwala. Oko jest mu potrzebne do ważniejszych rzeczy. Do życia. A nie chce patrzeć na nie przez łzy.
 |
MOTYL I SKAFANDER
Tytuł oryginalny: Le Scaphandre et le papillon
Rok produkcji: 2007
Kraj: Francja / USA
Czas trwania: 112 minut
Reżyseria: Julian Schnabel
Scenariusz: Ronald Harwood
Według powieści: Jean-Dominique Bauby
Zdjęcia: Janusz Kamiński
Muzyka: Paul Cantelon
Obsada: Mathieu Amalric, Emmanuelle Seigner, Marie-Josee Croze, Anne Consigny, Patrick Chesnais, Niels Arestrup, Olatz Lopez Garmendia, Jean-Pierre Cassel, Marina Hands, Max von Sydow i inni
|
 |
 |
Autor recenzji: Rafał Donica - DUX |
Klub Miłośników Filmu 18.01.2008 |
|