Strona główna KMF
        

Mamo, ja już dwa razy byłem karpiem!


Mój rodzinny Racibórz leży zaledwie kilka kilometrów w linii prostej od granicy z Czechami. Niby nic, ale ten z pozoru nieważny szczegół geograficzny, pozwolił już od wczesnego dzieciństwa na obcowanie z wówczas jeszcze czechosłowacką twórczością filmową i telewizyjną, pomimo tego, że nasza telewizja na początku lat 80-tych również nie żałowała widzom produkcji z demoludów. Sygnał TV obu czeskich programów był tak silny, że można było go odbierać na przysłowiowym widelcu, wetkniętym w gniazdo antenowe. Oglądane wówczas czechosłowackie bajki, jawiły się jako zupełnie nowa jakość, odległa od disneyowskich kreskówek, topornych radzieckich baśni, czy nawet wspaniałej skądinąd "Akademii pana Kleksa". Pokolenie dzisiejszych 30-latków z rozrzewnieniem wspomina fantastyczne nie tylko gatunkowo seriale "Arabela", "Spadła z obłoków" "Pan Tau" czy "Latający Czestmir", oraz filmy "Królewicz i Gwiazda Wieczorna", "Trzech weteranów" lub unikatowe ekranizacje Verne'a autorstwa Karela Zemana (ich rodzice wolą pewnie pamiętać seriale "Kobieta za ladą", "Pod jednym dachem" albo "Szpital na peryferiach"). Lekki ton pastiszowej zabawy oferował Oldrich Lipský ("Adela jeszcze nie jadła kolacji", "Lemoniadowy Joe"), zaś baśniowość w połączeniu z legendarnym czeskim poczuciem humoru, stała sie specjalnością Václava Vorlícka. To dzięki niemu mogliśmy przenosić się w świat baśni w "Arabeli". Pięć lat wcześniej Vorlícek zaprezentował fantastyczną komedię pod śmiesznym, choć dziwacznym tytułem "Jak utopić doktora Mraczka".

Praga, noc, droga na brzegu Wełtawy. Jadąca samochodem para doprowadza do wypadku, w którym autobus pełen ludzi wpada do rzeki. Sprawcy z rozrzewnieniem patrzą na bąbelki uchodzące spod wody, wszak w świecie Wodników potrzeba mnóstwo nowych duszyczek, uprowadzonych ze świata ludzi. Nazajutrz trwa akcja wydobywcza. Pracujący od pół godziny pod wodą człowiek, wychodzi na powierzchnię bez szybki w hełmie skafandra. Zapominał o niej. W nagrodę za heroizm, władze miasta postanawiają dać nurkowi nowe mieszkanie, bo chodzą słuchy, że jego stary, przeznaczony do wyburzenia dom tak nasiąknął od wszechobecnej wilgoci, że można w nim hodować lilie na podłodze. Ta światła inicjatywa pracowników magistratu, stawia na baczność nie tylko owego nurka, lecz całą jego rodzinę Wodników, "alternatywnych" mieszkańców Czech, potrafiących żyć w wodzie, poruszać się w kanałach wodociągowych i czynić czary. Wodnicy postanawiają nie dopuścić do przeprowadzki, nawet za cenę utopienia doktora Mraczka, urzędnika miejskiego, bezpośrednio odpowiedzialnego za tę operację. Stawiany od tego dnia w najdziwaczniejszych, prowokowanych przez Wodników sytuacjach Mraczek, odkrywa rybie strony swojej natury, zakochuje się także w Jance, najładniejszej córce państwa Wodników...

"Jak utopić doktora Mraczka" to 94 minuty fantastycznej rozrywki, nie polegającej wcale na obśmiewaniu zabawnej dla nas melodyki języka czeskiego. Tamtejsi twórcy posiedli wyjątkową umiejętność oswajania bajkowej niezwykłości. Wodnicy żyją sobie wśród nas, potrafią zamieniać się w ryby, podróżują rurami kanalizacyjnymi (aktorzy wychodzący z umywalek - perełka!), nie moczą się od wody i kolekcjonują ludzkie dusze w porcelanowych dzbaneczkach. Lecz by zachować przywilej nieśmiertelności, nie wolno im jeść krwistego mięsa, kochać się z ludźmi, ani poddawać transfuzji krwi. Takie niewinne ekscesy niechybnie kończą się zamianą w zwykłego śmiertelnika. Te obostrzenia są niezawodnym komediowym motorem tej zwariowanej opowieści. Surrealizm miesza się z pogodną obyczajowością, pozornie zwykły dialog w każdej chwili potrafi zanurzyć się w komediowym absurdzie, a cała lawina niezwykłych wydarzeń została zainicjowana najzwyklejszymi pod Słońcem problemami mieszkaniowymi. Żadnych nadętych kwestii o magii, przeznaczeniu, itp. Fantastyczny świat Wodników jest tuż obok, a oni sami nie czynią z własnego powodu żadnego wielkiego halo. Po prostu chcą w spokoju żyć sobie wśród swojskiego czarodziejstwa, bez ukrywania ale i afiszowania. Cóż za niezwykłe podejście do fantastyki!

Patrząc na zabawną scenę zjazdu Wodników ze wszystkich rzek świata w Hamburgu, można przypuszczać, na czym wzorował się Machulski w scenie zebrania przedstawicieli Rzeczpospolitej Krasnoludowej w "Kingsajzie". Partyjna retoryka w kontekście ochrony integralności wodnikowego świata to po prostu beczka śmiechu. Nie inaczej jest w wielu scenach zamiany postaci w rybki - patrzący na to bohaterowie są nie tyle zdziwieni samą transformacją, co zachodzą w głowę, po co robić takie rzeczy :)). Jeden z Wodników podczas koszenia trawy, niechcący ucina swemu pobratymcowi stopę; w drodze na blok operacyjny Wodnicy tłumaczą dyrektorowi szpitala, że to tylko draśnięcie - nie mogą przecież dopuścić do transfuzji krwi! Takich komediowych smaczków jest w filmie bez liku. Podobnie jest z pomysłem na umieszczenie ludzkich duszyczek w dzbaneczkach. Widok przykrywki poruszanej wzburzonym głosem duszy od środka, miesza czysty surrealizm z obezwładniającą techniczną prostotą tego efektu, kojarzącą się bardziej z Muppet Show, niż kinem fantasy. Znikanie Wodników w umywalkach, wannach czy akwariach, także wykonano za pomocą bardzo prostych i skutecznych trików z malowanymi dekoracjami, podwójną ekspozycją i wymuszoną perspektywą.

Zagrał tu kwiat czechosłowackiego kina lat 70-tych i 80-tych. Rozpoczynająca karierę, śliczna Libuse Safránková (Jana) została później etatową królewną filmowych baśni ze studia Barrandov. Jaromír Hanzlík, czyli tytułowy doktor Mraczek, zdobył sławę także w naszym kraju, za sprawą dwóch sztandarowych czechosłowackich seriali "Kobieta za ladą" i "Szpital na peryferiach" (oryginalne tytuły tych seriali, czyli "Zena za pultem" i "Nemocnice na kraji mesta", także zaczęły żyć własnym życiem, jako niemal hasła wywoławcze seriali z krajów tzw. demokracji ludowej). Także dzięki "Nemocnicy na kraji mesta", sławę zdobył Wodnik Wassermann, czyli doktor Strosmajer, czyli aktor Milos Kopecký. Frantisek Filipovský zapisał się w pamięci jako szpetny Blekota z "Arabeli". Lecz najbardziej chyba rozpoznawalnymi postaciami ówczesnej czechosłowackiej sceny filmowej pozostaną Stella Zázvorková (mama Mraczka) i Vladimír Mensík (wujek Karel). Mensik, aktor z dorobkiem ponad 100 ról, dla polskiego widza pozostanie Karasem z "Kobiety za ladą" i opowiadaczem bajek Majerem z serialu "Arabela". Zmarła niedawno Stella Zázvorková, grała w "Arabeli" żonę Majera, była też filarem obsady "Kobiety za ladą" i "Szpitala na peryferiach".

Podobnie, jak pierwszy film z panem Kleksem, komedia pomyłek Václava Vorlícka gwarantuje nostalgiczną podróż do czasów dzieciństwa, gdzie cuda były na wyciągnięcie ręki. Cuda zwyczajne, do których, jak się okazuje w finale, nie trzeba wcale czarodziejskiej różdżki, choć ona też może się czasami przydać.



JAK UTOPIĆ DOKTORA MRACZKA
albo koniec wodników w Czechach

(Jak utopit doktora Mrácka aneb konec vodniku v Cechách )


wytwórnia - Ústřední půjčovna filmů Praha, CSRS, 1974
czas projekcji - 94 minuty
reżyseria - Václav Vorlícek
scenariusz - Václav Vorlícek, Milos Macourek, Petr Markov
zdjęcia - Vladimír Novotný
muzyka - Vítezslav Hádl
piosenki - Helena Vondráčková, Václav Neckář
montaż - Miroslav Hájek
scenografia - Oldřich Bosák

wystąpili:

Libuse Safránková
Jaromír Hanzlík
Frantisek Filipovský
Milos Kopecký
Vladimír Mensík
Cestmír Randa
Zdenek Rehor
Eva Trejtnarová
Stella Zázvorková

(Jana)
(dr Jindrich Mrácek)
(Bertík)
(Wassermann)
(Karel)
(Albert Bach)
(Alois)
(Polly)
(pani Mrácková)


e-mail
 Autor recenzji: Adrian Szczypiński - ADI Klub Miłośników Filmu,   2005. 11. 06