"Ja jestem Brundle-Mucha"
Na konferencji naukowej, urocza dziennikarka (Geena Davis)
poznaje nieco tajemniczego, aczkolwiek posiadającego
niezaprzeczalny urok osobisty wynalazcę. Aktualnie
pracuje on nad czymś, co według niego odmieni świat.
Dziennikarka postanawia zaryzykować i odwiedza naukowca
w jego domu, by zobaczyć na własne oczy wynalazek,
o którym jej opowiadał. Okazuje się, że naukowiec
pracuje nad teleportacją, do czego wykorzystuje
dwie skonstruowane przez siebie kapsuły. Dziennikarka
postanawia towarzyszyć naukowcowi w jego pracy,
by uwiecznić na kasecie moment, w którym uda się
teleportować materię ożywioną. Naukowiec nazywa się
Seth Brundle (Jeff Goldblum) i już niedługo
przekona się, jak wygląda życie bez zębów, paznokci,
uszu i innych części ciała...
Brundle najpierw próbuje teleportować pawiana,
jednak ten ginie straszną śmiercią, usmażony
we wnętrzu teleportera jak w kuchence mikrofalowej.
Gdy próba z drugim pawianem kończy się sukcesem
(czyli teleportowaniem pawiana z miejsca A,
w miejsce B), Seth postanawia wykonać eksperyment
na sobie. Nie dostrzega jednak, że wraz z nim,
do teleportera dostała się... mucha. Seth zauważa,
że od chwili eksperymentu nabrał niesamowitej siły
i sprawności fizycznej, jednak wraz z tym, z jego
ciałem dzieje się coś więcej... coś niekoniecznie
dobrego.
David Cronnenberg znany jest z makabry. Wystarczy
tylko przypomnieć "Crash", "Nagi lunch" czy "ExistenZ".
"Mucha" była szokiem dla widzów; z pozoru dość spokojnie
opowiadana historia poprzeplatana jest wstawkami tak
obrzydliwie/ochydnymi, że ponoć ludzie po wyjściu
z seansu przez jakiś czas czuli obrzydzenie do jedzenia.
"Mucha" to również ostrzeżenie przed eksperymentami
genetycznymi, ostrzeżenie przed zbyt szybko rozwijającą
się techniką. "Mucha" to jeden z najoryginalniejszych
(jeżeli chodzi o fabułę) horrorów jakie powstały.
"Mucha" to w końcu świetna gra aktorska Jeffa Goldbluma
i Geeny Davis, mistrzowski popis charakteryzacji
(poszczególne etapy przemiany Brundla) oraz
niesamowity klimat. "Mucha" to niewątpliwy klasyk
gatunku i ten film każdy miłośnik kina musi
zaliczyć!
SZYBKA OCENA +/-
- Rewelacyjna charakteryzacja
- Wciągająca i szokująca akcja
- Trochę za krótki
Tytuł oryginalny: The fly
Tytuł polski: Mucha
Reżyseria: David Cronenberg
Scenariusz: Chrles Edward Pogue i David Cronenberg
Muzyka: Howard Shore
Występują: Jeff Goldblum, Geena Davis, John Getz
Rok produkcji: 1986 - 20th Century Fox
Czas trwania: 92 minuty
MUCHA (Wersja z roku 1958)
(SPOJLERS INSIDE!)
Dopiero kilka lat po obejrzeniu "Muchy" Davida Cronenberga, w moje ręce wpadła
"stara" wersja tego filmu. Spodziewałem się, że scenariusz i bohaterowie
będą podobni do tych z roku 1986, że drugi raz będę świadkiem potwornej
metamorfozy naukowca w owada... jakież było moje zdziwienie, gdy okazało
się, że film z roku 1958 jest słabym, mdłym i nielogicznym w każdym calu,
obrazkiem, przypominającym raczej kino familijne niż prawdziwy film grozy.
Jednak zacznijmy od początku. W starej wersji również mamy naukowca który
pracuje nad przenoszeniem materii z miejsca A w miejsce B. Mamy również
tytułową muchę, która wraz z naukowcem dostaje się do komory, gdy ten
teleportuje siebie. I na tym podobieństwa między starą a nową wersją się
kończą. "Mucha" z 1958 roku rozpoczyna się zatrzymaniem żony naukowca po tym,
jak zmiażdżyła go w potężnej prasie hydraulicznej. Żona wciąż bełkocze
o musze, którą musi znaleźć. Wtedy też zaczyna opowiadać policjantowi
i bratu zabitego męża, niesamowitą historię... może niesamowitą dla widza
z lat 50-tych... bo dzisiaj cała historia jak i sposób jej opowiedzenia
może jedynie śmieszyć. Nie pomoże nawet oglądanie filmu z tak zwanym
przymrużeniem oka. Naukowiec teleportuje się wraz z muchą - ale tylko
o tym słyszymy, nie jest to pokazane na ekranie. U Cronenberga Seth Brundle
ulegał stopniowej deformacji; w filmie z roku 1958 naukowiec od razu
wychodzi z komory z głową muchy i jedną ręką zamienioną we włochatą łapę.
Najśmieszniej w tym wszystkim wypada jego żona, której reakcje zarówno
na rękę jak i na wygląd nowej głowy męża są tak sztuczne i wymuszone,
że strach o tym pisać. I to w sumie wszystko... mąż posługując się maszyną
do pisania (a później kredą i tablicą) prosi żonę by go zgładziła. Na koniec
pisze jej, że ją kocha i razem idą spokojnie do prasy hydraulicznej, by
zgnieść "człowieka muchę". Oczywiście policjant nie daje wiary w całą
historię i mówi, że uwierzy dopiero wtedy, gdy oskarżona pokaże mu niezwykłą
muchę z białą głową i białą ręką - dziwne, że NIKT nie pomyślał o tym,
że zwłoki naukowca (choć zgniecione w prasie) mogły zostać przebadane
i wówczas wyszłoby, że jego głowa i ręka raczej do człowieka NIE należały.
Jednak błyskotliwa policja jako dowodu zażyczyła sobie muchy... bo przecież
łatwiej złapać owada w ogrodzie niż przeprowadzić sekcje zwłok ;)
Jedyną ciekawą rzeczą w tym filmie jest końcówka, gdy wiadoma mucha
zostaje znaleziona w pajęczej sieci... i posiada głowę i rękę naukowca
(oczywiście główka i rączka są proporcjonalne do wielkości owada)
i krzyczy HELP! HELP! - jednak i tu jest nielogiczny zgrzyt scenariuszowy;
mianowicie, skoro mucha wraz z głową naukowca przechwyciła jego zdolność
do mówienia, a zatem i do myślenia, a naukowiec został obdarowany głową
muchy (a więc zapewne i jej intelektem), to w jaki sposób mógł myśleć
i pisać na maszynie? ;)
Tak, cieszę się, że obejrzałem ten film, bo teraz jeszcze bardziej podoba
mi się niesamowita i drastyczna wersja Cronenberga, a o "Musze" z roku
1958 roku chciałbym jak najszybciej zapomnieć, bo ani to klasyk, ani film
ciekawy, teleportery to chyba wniesione na plan BUDKI TELEFONICZNE,
a sama charakteryzacja głównego bohatera wyglądała tak komicznie...
zresztą popatrzcie na screeny z filmu...
Już nic więcej nie napiszę, poza tym, że jeśli nie oglądaliście
starej wersji "Muchy" to NIC nie straciliście ;)
AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX