...a gdzieś pomiędzy krwią i seksem błąka się widmo Lovecrafta...
"Necronomicon" to księga będąca stałym motywem lovecraftowych opowieści. Księga ta napisana w VIII wieku przez Abdula-al Hazreda, w wieku X przetłumaczona została na grekę i wówczas uzyskała osławioną nazwę. Jest ona Biblią Czarnej Magii, potrafi zaprzeczyć istnieniu śmierci, co wielu kłopotów przysporzyło chociażby bohaterowi kultowego "Evil Dead", gdzie twórcy uroczo zakpili z bluźnierczych, wiekowych kart. Zadrwił także z nich mistrz Pratchett, udzielający zezwolenia Ahmedowi Szalonemu na napisanie "Necrotelicomniconu". Można i jednak mówić także o żarcie faktycznego autora księgi, Lovecrafta, bo jak inaczej określić stworzenie takiej imaginacji, w którą wielu uwierzy? Niemniej temat jest ciekawy, stanowi interesującą bazę dla wszelkich opowieści, zmierzających do wywołania dreszczu.
Tym razem po znany motyw sięgnięto poprzez animację. Stworzono film mający całkiem niezły klimat, ale przy tym uczący anatomii ze wzruszającym wręcz determinizmem. Poszczególne obrazy możnaby wykorzystywać jako ilustracje na lekcjach biologii. Jeden z twórców współczesnego horroru w literaturze posłużył jako inspiracja dla dogłębnego penetrowania bohaterów (i wcale nie mowa tu o ich psychice). Naładowanie obrazu, często nieuzasadnioną, erotyką to jego jedyny większy minus. Do tych mniejszych można zaliczyć fakt, że zrezygnowano z dynamiki w scenach, które jej zdecydowanie wymagają. Tak też widz ma wrażenie często, że porusza się w grze przygodowej, przemieszczając się z jednej lokacji do drugiej. Można jednocześnie wskazywać na same konotacje z grą komputerową, ale ponieważ i dla niej i dla filmu inspiracją była lovecraftowska księga, pisarz stanowi ważniejszy wzór dla opowieści.
Początek zapowiada mroczną bajkę. Oto skąpana w deszczu posiadłość, nad którą niebo rozcinają błyskawice. Postać martwego dziecka, twarz wynurzająca się z kałuży krwi, a w oku jej odbijają się dwie sylwetki. Jedną z niej jest kobieta, z której właśnie uchodzi życie, zabierana wraz z każdym kolejnym uderzeniem sztyletu. Krzyk, krew, nadbiega nagi, przystojny mężczyzna, pytający zapłakanej dziewczyny co się stało. Odwraca ciało... ciało, z którego została zdjęta skóra twarzy... nie tkwią też na swoim miejscu oczy, a znajdują się w dłoniach przybyłego mężczyzny. Gdy patrzy na to z przerażeniem, dziewczyna przestaje łkać. Włosy jej przeobrażają się w coś, co przypomina ramiona ośmiornicy. Oplatają one mężczyznę i ciągną ku sobie... To tylko jednak sen, koszmarny sen, który niknie wraz z kroplami potu. Sen, powracający raz kolejny, raz kolejny wywołujący ten sam, paraliżujący strach. Już po chwili Satoshi odzyskuje kontrolę nad sobą. Jest opanowany, a wokół krząta się dziewczyna. Nazywa go bratem, co szybko poprawia na formę "szef", kobieta w słuchawce określa ją jego córką, ale nie jest to ani córka, ani siostra, a rozmowa telefoniczna sugeruje, że prędzej czy później te dwie postaci wylądują ze sobą w łóżku. Stanie się to jednak później, albowiem Satoshi jest niezwykle męski i przystojny, a skoro to hentai, to musi siebie rozdysponować wcześniej między inne, piękne, animowane kobiety. Nie wyprzedzając jednak faktów - Asuka jest jego podopieczną. Adoptował ją, gdy jej rodzice zostali zamordowani. Bohaterowie wychodzą z hotelu, rozmawiają, a scena ta przeplatana jest inną, na którą składa się krew i widok wyrywanych gałek ocznych. Cała rodzina nie żyje. To wydarzenie szybko zakłóci zimowe wakacje. Miało bowiem miejsce w hotelu, w którym przebywają bohaterowie. Kurort spowija śnieżyca, która odcina łączność telefoniczną, chociaż Satoshi nie ma i tak zamiaru opuszczać miejsca zbrodni, tłumacząc, że nie chce przerywać wakacji. Faktycznie jednak angażuje się w śledztwo, tym bardziej, że kolejny dzień przynosi kolejne morderstwo. Ofiara leży w wannie wypełnionej krwią, z jej twarzy została zerwana skóra i, tak jak w śnie Satoshiego, widać odkryte mięśnie, a pośród nich straszą dwa puste oczodoły. Detektyw stara się ustalić kto z gości nie ma alibi na noc morderstwa. Podczas wędrówki po pokojach trafia na tajemniczego pana Nezu, który jest uprzejmy, otaczają go książki, ale nie można się oprzeć wrażeniu, że jest w nim coś diabolicznie złowieszczego (a może tylko tak postrzega go Satoshi?). To on mówi detektywowi o Necronomiconie. On też szybko staje się głównym podejrzanym. I wszystko mogłoby stanowić całkiem niezły punkt zaczepienia dla logicznej układanki, gdyby nie fakt, że gdy Satoshi ponownie idzie się rozmówić z panem Nezu, znajduje między regałami z książkami ciało ze zdartą twarzą. Nagle rozlega się telefon, detektyw podnosi słuchawkę, z której wraz ze śmiechem wypływa krew... z przerażeniem spostrzega, że w jego dłoniach pojawiają się gałki oczne. Zupełnie jak w nocnym koszmarze. Na domiar złego do pokoju wpadają policjanci... tak oto mija pierwsze pół godziny filmu. Nie ma obaw, że opowieść zamieni się w historię o niewinnie oskarżonym, który musi udowodnić, że nie jest mordercą. Kolejna część znów będzie rozgrywała się w hotelu, odciętym od świata, a kolejne morderstwa zaczną przybierać coraz bardziej makabryczną postać. Rozpoczęła się podróż, przybliżająca do Księgi Umarłych...
Druga część opowieści przynosi kolejne trupy, a także migawki z przeszłości Satoshi'ego... sprzed sześciu lat, sprzed utraty pamięci. Koszmarna iluzja coraz wyraźniej przemienia się w krwawe, realistyczne wspomnienie, a widz poznaje bliżej historię kochanki detektywa - Miny. Zostaje również porwana jedna z bohaterek, co do której plany mają się ziścić w noc majową, w święto Beltane. Czas między 30 kwietnia a 1 maja, znany też jako Noc Walpurgii, posłuży w filmie jako zamknięcie całej opowieści...
Odsłona trzecia przerzuca akcję do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, to tu umarli ożywają i ma miejsce najdurniejsza scena erotyczna w całej opowieści. I do kilku innych można się przyczepić, jednak nawet dla tamtych znajdzie się, lepsze lub gorsze, uzasadnienie. Tym razem jednak Sotoshi spotyka dawną znajomą, która w ramach powitania rozbiera się, a logika dalszych wydarzeń jest narzucona przez ów fakt właśnie. Ostatni, czwarty epizod przynosi rozstrzygnięcie i tutaj najmocniej dokucza brak zdecydowanego dynamizmu w ruchach postaci. Dość powściągliwa reakcja bohaterów na zombie może wywołać uśmiech.
Nie satysfakcjonuje także ostateczna rozprawa ze Złem. Niezwykle skromny jest najsłynniejszy w ciągu roku sabat. Został bowiem ograniczony do trzech wlekących się truposzy i głównego czarnego charakteru, który dzierży w swej dłoni Necronomicon... jak się okazuje, jego moc jest przereklamowana. Szkoda, albowiem dwie godziny filmu to, przynajmniej w teorii, historia tej książki właśnie... widzimy jej skutki, widzimy do czego jest zdolna. Tym bardziej skromny finał zawodzi.
Po napisach końcowych natomiast należy poczekać jeszcze na jedną krótką scenkę.
"Mystery of the Necronomicon" warto pochwalić za animację na przyzwoitym poziomie, jak również muzykę, pobrzmiewającą w tle, która przypomina o swym istnieniu zawsze w subtelny sposób. Relacje pomiędzy bohaterami są czytelne, każda z postaci skrywa jednak pewne pragnienia. Jedna z kobiet, opiekująca się młodą dziewczyną, która tak, jak Asuka straciła rodziców, zakochuje się w swej podopiecznej. Śni o niej, w imię tego uczucia pozwala się szantażować, ale też w świecie realnym nie dochodzi do spełnienia erotycznych marzeń. To chyba jedyna para w tej opowieści, która fizycznie nie wyraża swego przywiązania do siebie.
Sama historia jest prosta, więcej tu złych ludzi, aniżeli demonów, film nie daje większych szans na przerażenie. Nie pozwala jednak także na znużenie. Chociaż śledztwo nie odsłania przed widzem żadnych większych niespodzianek, opowieść wciąga. Daje pewien niedosyt, niektóre wątki warto byłoby poszerzyć, najlepiej kosztem paru zbędnych scen erotycznych. Niemniej obraz ma wszelkie elementy dobrego "oglądadła" - tajemnicę, akcję, i dużo krwi ;). Ważne także, że film nie stara się być czymś więcej, niż jest. Opowieść grozy pozostaje opowieścią grozy, bez nadawania jej pseudointelektualnej formy. Dzięki temu tak łatwo zaakceptować rozgrywającą się przygodę.
Sama ocena jest jednak kwestią kłopotliwą. Jeżeli ktoś nie liczy na szersze inspiracje lovecraftowskie, a lubi cmentarne tajemnice i śledztwo, zmierzające ku prawdzie, może czuć się usatysfakcjonowany. Także wiele scen erotycznych wpisuje się w przygnębiający klimat całości - zarówno seksualny szantaż, jak i dwie kobiety niczym wieprze nabite na drąg, który przechodzi przez ich martwe ciała. Całość skutecznie jednak burzą pseudo-romantyczne sceny z udziałem Satoshiego, czy uporczywie masturbująca się jedna z bohaterek i to skutecznie obniża ocenę końcową, czyniąc mocną bajkę dla starszej widowni jednocześnie bajką dla miłośników seksu na ekranie. I pod tym względem twórcy zdecydowanie nazbyt daleko poszli, przekraczając linię, przed którą to można było znaleźć logiczne usprawiedliwienie dla erotyki (chociaż, czy słusznym jej szukać w takim filmie?). Jeżeli ktoś pragnie oglądać sceny seksu, ma ochotę spoglądać na dotykającą się bohaterkę, którą do działania zainspirowały kochanki, oddające się bolesnym praktykom seksualnym... to doprawdy fabuła nie jest mu potrzebna. Możliwe jednak, że bohaterka, podglądająca sadomasochistyczne zabawy dwóch kobiet, to alegoria widza, który podniecenia szuka w zanimowanym seksie. Jeżeli tak - to brawa za trafny "prztyczek w nos", chociaż chyba raczej należy się pogodzić z faktem, że ta krwawa opowieść przynależy do gatunku hentai i wszelkie zbędne, z punktu widzenia fabuły, sceny erotyczne odnajdują swe powołanie w myśl zasady: nie ważne kto z kim i dlaczego, niech tylko będzie seks. A skoro tak... to jest to najlepsze hentai, jakie miałam okazję oglądać.
|
 |
MYSTERY OF THE NECRONIMICON
Tytuł oryginalny: Kuro No Dansho
Rok produkcji: 1999, Japonia
Czas trwania: 120 minut (4 epizody)
Reżyseria: Yoshitaka Makino, Hideki Takayama
Scenariusz: Abogado Powers
Inspirowane powieściami H.P. Lovecrafta
Głosy podkładali:
Dan Green (Satoshi Suzusaki / Toshiaki Nezu / Karl
Ihiman), Ashley Albert (Mina Shizui), Jonny Asch
(Kazuki Ando), David Brimmer (Genichiro Hotokeu),
Sonny Dey (Amy McDowell / Nozomi Fuyukawa),
Lynna Dunham (Karuka Sakimizu) Curt Gebhart,
(Clark Ashton / Gibson Perkins / Yasunori Shibusawa)
|
 |
|
 |
Autor recenzji: Iwona Kusion - ARRAKIN
|
Moja ocena: 6/10 |