Strona główna KMF



I think the message to, uh, psychos, fanatics, murderers, nutcases all over the world is, uh, "do not mess with suburbanites". Because, uh, frankly we're just not gonna take it any more. Ya know, we're not gonna be content to look after our lawns and wax our cars, paint out houses. We're out to get them, Don, we are out to get them. *

Art Wiengartner


Charakterystyczne dzielnice domów jednorodzinnych zwanych potocznie przedmieściami przywodzą na myśl USA. Naturalne więc, iż bohaterowie amerykańskich filmów często mają rezydencje właśnie na obrzeżach dużych miast - Roger Murtaugh z cyklu "Zabójcza broń", rodzina Bundych, "Desperate housewives" czy rodzina Marty'ego Macfly z "Powrotu do przyszłości" to pierwsze z brzegu przykłady. Zazwyczaj fakt, iż dana postać mieszka na przedmieściach stanowi tylko dodatek, nic nie znaczący element tła. Znalazł się jednak ktoś, kto postanowił stworzyć film, którego akcja w całości będzie toczyć się z dala od centrum miasta. Mamy więc nieco odwrotną do normalnej sytuację - nieważne gdzie pracują główni bohaterowie, gdzie mają rodzinę czy dokąd jeżdżą na wakacje; centralny i najważniejszy punkt fabuły skupia się na informacji, iż mieszkają w tym specyficznym, nieco idyllicznym miejscu - "Na przedmieściach". Joe Dante podjął się zadania stworzenia satyry na jeden z filarów amerykańskiej cywilizacji - pomysł godny pochwały, ponieważ materiał wyjściowy posiada wielki potencjał.

Do spokojniej dzielnicy wprowadzają się nowi, ekscentryczni oraz tajemniczy sąsiedzi. Nigdy nie wychodzą z domu, a jedyne co wiadomo to iż nazywają się Klopekowie. Nocą z ich piwnicy dobiegają jakieś dziwne odgłosy, jakby włączanie i wyłączanie wielkiej maszyny. Art Weingartner (Rick Ducommun) zatruwa myśli wszystkich dziwnymi, trochę strasznymi teoriami co do nowych lokatorów. W konsekwencji Ray Peterson (Tom Hanks), Mark Rumsfield (Bruce Dern) oraz Art postanawiają odkryć kim są Klopekowie oraz co stanowi źródło dziwnych hałasów...




Więcej o fabule nie napiszę, żeby nie psuć niespodzianki. Spójrzmy za to na głównych bohaterów. Postać Hanksa to stereotypowy Amerykanin należący do klasy średniej. Ma żonę, syna oraz psa, a z sąsiadami żyje na przyjacielskiej stopie. Właśnie zaczął mu się tydzień wolnego i zamierza go spędzić zażywając słodkiego, spokojnego odpoczynku. Mark Rumsfield, były wojskowy, który w patriotycznym geście wywiesza codziennie flagę przed domem, wspomina czasy, gdy służył w południwo-wschodniej Azji. Art natomiast należy do tego rodzaju ludzi, którym mówi się "Dzień dobry" i szybko oddala nie zaczynając konwersacji. Nie należy też wpuszczać go do domu, choć często sam się wprasza i raczy opowieściami dziwnej treści - sympatyczny i niegroźny, aczkolwiek uciążliwy sąsiad. Ricky Butler (Corey Feldman) z kolei, stanowi przykład typowego nastolatka (choć bliżej mu już do dwudziestki). Głównego antagonistę, jeśli można tak nazwać jednego z tajemniczych sąsiadów, zagrał Henry Gibson, pamiętny szef nazistów z "Blues Brothers". Aktorzy wcielili się w swoje role bardzo dobrze, uwypuklając charakterystyczne dla danej postaci cechy, a często nawet je przerysowując.

Intryga, po głębszym przemyśleniu, wydaje się mało prawdopodobna, aczkolwiek jakichś specjalnych nieprawidłowości ani mielizn logicznych nie uświadczymy. Nie ma tu naturalnie psychologicznego rozwoju postaci, gry z widzem czy drugiego dna (choć kilka mrugnięć okiem udało się reżyserowi w obrazie zawrzeć). Ale też nie taki zamysł mieli twórcy - chcieli stworzyć komedię, która wyśmieje mieszkańców przedmieść z ich wadami i zaletami - ludzi, którzy koszą trawniki, woskują samochody, robią grilla w sobotnie popołudnie oraz dopatrują się sensacji w zupełnie błahych sprawach. Wystarczy bowiem niewielka zmiana otoczenia, nic nieznaczący drobiazg, aby wywołać lawinę gwałtownych wydarzeń. W małej, sielskiej dzielnicy nawet mikroskopijne odchyły od normy wydają się rewolucją i obrastają legendą, która zaczyna żyć własnym życiem. Na przedmieściach, podobnie jak w polskich wioskach, wszyscy znają się nawzajem. Klopekowie natomiast nie przedstawiają się, nie przychodzą po "szklankę cukru" i ogólnie sprawiają wrażenie, iż zupełnie ich nie obchodzi opinia sąsiadów. Dlatego też mieszkańcy zaczynają traktować nowych lokatorów jak outsiderów, a w pewnym sensie jak zagrożenie, które zaburza spokojny rytm życia dzielnicy. Czy słusznie, nie zdradzę - przekonajcie się na własne oczy.




Film, mimo iż należy do gatunku komedii, nie wywołuje spazmów śmiechu - podczas seansu może kilka razy uda się skrzywić usta. Mimo to, "Na przedmieściach" wprawia w pozytywny nastrój i zostawia po sobie uczucie nostalgii za beztroskim dzieciństwem, gdy podczas lata całe dnie spędzało się na dworze z przyjaciółmi. Nie ma w filmie żadnych większych trosk - nikt tu nie mówi o wojnie (poza Rumsfieldem, jednak nawet on nie odwołuje się do piekła jakie przeżywają żołnierze - wspomina okres spędzony w armii z tęsknym uśmiechem), nikt nie umiera na raka, nikt nie martwi się o pracę itp. Bohaterowie wiodą życie, do jakiego wielu (w tym niżej podpisany) dąży i jak wyobraża sobie przyszłość. Można pokusić się o interpretację całości jako metafory - akcja toczy się na obrzeżach miasta z dala od zgiełku, wielkich firm, intensywnego ruchu ulicznego czy gonitwy za pieniędzmi; bohaterowie natomiast, nie przejmują się poważnymi problemami - żyją więc "Na przedmieściach" zarówno na płaszczyźnie geograficznej jak i metaforycznej. To wszystko sprawia, iż film ten jest dla mnie w pewien sposób wyjątkowy, a sądząc z internetowych komentarzy nie tylko ja mam podobne odczucia. Reżyser potrafił wytworzyć cudowny, nostalgiczny klimat dzięki czemu unieśmiertelnił swoje dzieło. Podczas kolejnych seansów zna się już fabułę, żarty, a nawet miejscami dialogi - ale atmosfera zawsze potrafi oczarować. Koniec końców, właśnie ten element zostaje z widzem. Co ciekawe, "Na przedmieściach" to jeden z niewielu obrazów z Tomem Hanksem uznawany za box office'ową wpadkę. Czego jednak nie osiągnął w kinach, zwróciło się potem z nawiązką i dziś można już spokojnie mówić o statusie filmu kultowego.

Poprawne zdjęcia, dobra muzyka skomponowana przez Jerry'ego Goldsmitha (w której parodiuje swoje własne aranżacje z innych obrazów, m.in. "Pattona") stoją na odpowiednim poziomie i doskonale komponują się z resztą. Bezsprzecznie jednak najważniejszą rzeczą w "The 'burbs" jest cudowny, idylliczny klimat, który pozostawi bardzo przyjemne wrażenia po seansie.

P.S. Ciekawostka: ulica, na której rozgrywa się akcja, jest obecnie planem zdjęciowym dla popularnego serialu "Desperate housewives".


* Myślę, że wiadomość do psycholi, fanatyków i wszelkiego innego rodzaju świrów brzmi: "Nie zadzierajcie z mieszkańcami przedmieść". Bo mamy już tego wszystkiego dość. Nie starcza nam koszenie trawników, woskowanie samochodów i malowanie domów. Dopadniemy ich, o tak, dopadniemy ich.



NA PRZEDMIEŚCIACH


Tytuł oryginalny: The 'burbs
Rok produkcji: 1989
Kraj: USA
Czas trwania: 101 minut

Reżyseria: Joe Dante
Scenariusz: Dana Olsen
Zdjęcia: Robert Stevens
Muzyka: Jerry Goldsmith

Obsada:
Tom Hanks   .....Ray Peterson
Bruce Dern   .....Mark Rumsfield
Carrie Fisher   .....Carol Peterson
Rick Ducommun   .....Art Weingartner
Corey Feldman   .....Ricky Butler


Wyślij e-mail Autor recenzji:
Piotr Żymełka - DIRK
Klub Miłośników Filmu
16.05.2007