|
|||
Długo czekałem na najnowszy film akcji z Arnoldem. Wiedziałem mniej więcej jaka jest fabuła i wyobrażałem sobie sceny w których Schwarzenegger nawiązując do "Predatora" czy "Commando" rozwala liczne zastępy kolumbijskich partyzantów. Tak w starym dobrym stylu... W końcu obejrzałem "Collateral Damage". I zrozumiałem, że aktor ma już 55 lat na karku i jego powrót do wyżej wspomnianych ról to już chyba tylko moje marzenie. A miał to być przecież wielki "comeback" Schwarzeneggera do mocnego filmu akcji dla dorosłych... ![]() Rozczarowanie. Film prezentuje się jakby była to jakaś produkcja 'made for video' z Dolphem Lundgrenem czy w najlepszym razie Van Dammem. A aktorzy ci najlepsze lata mają już za sobą... czy więc Arnie też już się skończył? Przypominając sobie o jego ostatnich produkcjach (jak "Szósty dzień" czy "Batman i Robin") ciężko tryskać optymizmem. Wciąż najlepszym filmem Schwarzennegera ostatnich kilkunastu lat jest "End of Days" - a to chyba również nie jest powód do dumy... Ja jednak liczę, żę może Arnold jeszcze pokaże się z dobrej strony. Przydałaby mu się radykalna zmiana image. Teraz idolem kina akcji jest raczej sprawny i zwinny Jet Li, niż otyły i tatusiowaty Schwarzenegger. A repertuar komediowy to także nie była jego mocna strona. Może występ w nowym "Conanie" byłby jakimś rozwiązaniem (oczywiście jeśli aktor wcieliłby się w starego i zgorzkniałego barbarzyńcę, a nie machającego mieczem młodzieńca). Marzy mi się też zapowiadana kiedyś superprodukcja o krucjatach (myślę, że rola krzyżowca byłaby dla niego wyzwaniem). Teraz Ridley Scott rozważa pomysł kręcenia podobnego filmu, może więc dobrym wyjściem byłoby zatrudnienie Schwarzeneggera... ![]() Ale wracając do "Collateral Damage"... nie wiem ile film kosztował, jednak z pewnością niezbyt dużo (chyba, że gaża Arnolda wynosiła połowę budżetu). Nie widać rozmachu, a efekty specjalne też są... jakby z poprzedniej epoki. Nie rozumiem czemu ten film jest "Rated R" (dla dorosłych), skoro jak już wreszcie zaczną strzelać, to i tak krwi jest w śladowych ilościach (mało tego, koleś dostaje toporkiem w brzuch, a i tak nic czerwonego nie bryzga ;) Arnold wciela się w postać żądnego zemsty strażaka, któremu kolumbijscy terroryści w zamachu bombowym zabili żonę i synka. I tak dobrze, że strażakiem, bo w pierwotnej wersji miał być... trenerem koszykówki (!) Tak więc dzielny amerykański strażak (pije - pewnie kawę, nic mocniejszego - z kubka z amerykańską flagą... powaga!) szuka sobie w internecie gdzie też leży to tajemnicze państwo Kolumbia. A kiedy już ma wszystkie potrzebne informacje, wyrusza do Ameryki Południowej. W tym momencie wstrzymałem oddech. No w końcu, wreszcie się zacznie. Teraz pewnie Arnie wykosi połowę kolumbijskiej partyzantki. A gdzież tam, coś wprawdzie wysadzi, kogos zabije i tyle... wraca z powrotem do USA. Aha, oczywiście poznał (najpierw przypadkowo zresztą) kobietę z dzieckiem (w wieku jego zmarłego synka oczywiście) która okaże się... dość... starczy. Nie mam tu zamiaru streszczać infantylnej i niedorzecznej fabuły (wybaczcie więc, że trochę się też z niej nabijam). Dialogi drętwe, Arnie w scenach dramatycznych zupełnie się nie sprawdza (ah ten grymas w momencie kiedy ginie jego rodzina... myślałem że padnę ze śmiechu), a w scenach akcji też niewiele lepiej (już nie ten wiek, niestety). Po blisko półtorej godzinie nudów (wciąż czekałem na jakąś konkretną AKCJĘ) wreszcie zaczęło się robić ciekawie. Jeden motyw naprawdę mi się spodobał, choć przypuszczałem, że coś jest trochę nie tak... Niestety zaraz potem następuje typowe hollywoodzkie zakończenie, podczas którego miałem kolejny atak śmiechu ("synek" powinien mu jeszcze podziękować ;) ![]() Premierę filmu dystrybutor przesunął z października na luty. Nie wiem czy do końca z tego względu, że niektóre sceny mogły nieprzyjemnie kojarzyć się Amerykanom z wydarzeniami z 11 września. Możliwe, że również chcieli jeszcze nad filmem popracować i poskładać wszystko do ładu i składu - cóż... nie wyszło. Spodziewałem się wiele. Powrotu twardego, brutalnego Arniego, który bez wahania posłałby do piachu setki przeciwników z pomocą ciężkiego karabinu maszynowego i kilku granatów ;) Przecież Arnie walczący z kolumbijską partyzantką w dżungli... to naprawdę świetny materiał na znakomity film akcji! Dlaczego więc został tak zmarnowany??? Film niezbyt dobrze radzi sobie w amerykańskim box-office. W premierowy weekend zarobił tylko 15mln$, a przez miesiąc nie udało mu się przekroczyć 40 milionów. Jak na film z taką gwiazdą, to raczej klęska... SZYBKA OCENA +/- - Arnie (tylko z sentymentu) - Końcówka (kilkanaście minut akcji po powrocie do USA) - Temat - John Turturro (zajebisty Kanadyjczyk!) - Amerykański kubek (chyba też sobie taki kupię) - Mocno wylewny - Arnie jako dzielny strażak - Niedorzeczności - Dialogi - Mało scen akcji - Zmarnowany dobry pomysł - Gra aktorska - Efekty specjalne - Film dla 13-latków - To nie miała być komedia
Tytuł oryginalny: Collateral DamageTytuł polski: Na własną rękę Reżyseria: Andrew Davis Scenariusz: Ronald Roose, Peter Griffiths Zdjęcia: Adam Greenberg Montaż: Dov Hoenig, Dennis Virkler Muzyka: Graeme Revell Produkcja: David Foster, Steven Reuther Rok produkcji: 2001 Data premiery w USA: 08.02.2002 Data premiery w Polsce: 19.04.2002 Dozwolony od lat: 15 Obsada: Arnold Schwarzenegger Elias Koteas Francesca Neri Cliff Curtis John Leguizamo John Turturro AUTOR RECENZJI: Michał Klimaszewski - GRAIL ![]() |