STRONA GŁÓWNA



Część pierwsza rankingu.





WSTĘP   100-76   75-51  50-41  40-31  30-21  20-11  10-1 SUPLEMENT JANKESKI   |   SUPLEMENT ŚWIATOWY


100

Dług (1999)
reż. Krzysztof Krauze


Oko za oko, ząb za ząb. Jedna z podstawowych zasad w starożytności została ożywiona przez Krauzego dzięki szargającej nerwy historii dręczyciela, który upatrzył sobie za cel dwójkę początkujących biznesmenów. Kiedy zawodzi prawo, Policja i sądy trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Jeden z ostatnich, wielkich polskich filmów. [Snappik]

Najlepszy polski film. Zrobiony w amerykańskim stylu, trzymający w napięciu dramat o ludzkiej tragedii i próbie poradzenia sobie z trudną sytuacją. absolutnie majstersztyk kina z nad Wisły. [Danus]

Połączenie medialnej sensacji z przejmującym, bo autentycznym, dramatem. Do bólu realistyczna historia spotkania zwykłych i dość naiwnych obywateli z bezlitosnym gangsterem. Krzysztof Krauze dokonał realizacyjnego cudu - bardzo wyraźnie odszedł od typowo polskiej teatralności emocji, uczuć i sytuacji i w psychologicznie wiarygodny sposób zaproponował naturalistyczny obraz strachu przed nieobliczalnością drugiego człowieka. Tylko tyle i aż tyle! Surowe kadry, realizacja niemalże dokumentalna i Andrzej Chyra, najlepszy badguy w historii polskiego kina - to wszystko powoduje nie tyle zachwyt, co przerażenie sugestywnością obrazu. Takie uczucie to rzecz święta, bo z rzadka spotykana. Chyba najbardziej doceniony zarówno przez publiczność, jak i krytykę, film polski lat 90. [desjudi, fragment artykułu]

 



99

Die Hard: with a vengeance (1995)
Szklana pułapka 3
reż. John McTiernan

Trzecia część "Szklanej pułapki" wykorzystuje jeden z najbardziej wyświechtanych motywów w kinie akcji (i nie tylko). Ale zatrudnienie Johna McTiernana (dla którego "Die Hard 3" stanowi ostatni, jak dotąd, naprawdę dobry film) i wrzucenie do równania McClane'a dało w efekcie produkcję godną poprzedników. Ponadto, scenariusz już wcale taki standardowy nie jest i pokusiłbym się nawet o określenie go mianem świeżego. Klimat uległ lekkiej zmianie - akcja nie toczy się już w Święta Bożego Narodzenia, a i klaustrofobicznej atmosfery próżno tu szukać, ale mamy za to Samuela L. Jacksona, jako sidekicka, Jeremy'ego Ironsa w roli bad guya i instruktaż, jak jeździć taksówką po parku. Esencja widowiskowych filmów, czyli wybuchy, strzelaniny i bijatyki stoją na najwyższym poziomie realizacyjnym, a szczypty humoru (naturalnie czarnego i ironicznego, jak na Johna przystało) dodają cięte, soczyste dialogi. Zdecydowanie oglądać! [Dirk]

 



98

Nightmare Before Christmas (1993)
Miasteczko Halloween
reż. Henry Selick

Tim Burton i Henry Selick dają upust swojej fantazji tworząc jeden z bardziej zwariowanych i oryginalnych filmów, jakie powstały. Do dzisiaj "Nightmare Before Christmas" zachwyca swą niestandardową animacją poklatkową, zwariowanymi bohaterami, niezwykłą fabułą i rewelacyjną ścieżką dźwiękową Danny'ego Elfmana. [Lawrence]

Można by powiedzieć, że metoda animacji poklatkowej odeszła w dobie komputerów do lamusa, ale Burton i Selick udowadniają, jaki potencjał i magia drzemie w tej technice. Choć to w sumie prosta historia, bajka ta ma niesamowity klimat, ciekawe postacie i świetne piosenki. [Semi]

Film wyreżyserował Henry Selick ale czuć rękę Tima Burtona - producenta filmu. Jeżeli kochasz gotycki styl, czarny humor i dobry musical oraz potrafisz docenić kunszt i genialność animacji poklatkowej to film dla Ciebie. [Sonny Crockett]

 



97

As Good As It Gets (1997)
Lepiej być nie może
reż. James L. Brooks

Świetny humor, dialogi, pod koniec trochę wzruszeń, zaś Jack Nicholson i Helen Hunt przykuwają do ekranu. Jak na gatunek komedia romantyczna, lepiej być nie może. [klaus_kinski]

Przeurocza, cudowna komedia quasi-romantyczna, w której opanowany przez fobie Jack Nicholson zakochuje się we względnie normalnej kelnerce, granej przez Holly Hunter. "Lepiej być nie może" to przykład filmu idealnie wyważonego - jest tu humor, wzruszenie, świetna historia i znakomite żarty, a wszystko to w idealnych proporcjach. Przy okazji, to film tak ciepły i przyjemny w odbiorze, że trudno się w nim nie zauroczyć. [Motoduf]
 



96

Edward Scissorhands (1990)
Edward Nożycoręki
reż. Tim Burton


Tim Burton po raz kolejny pokazuje, że jest jednym z najoryginalniejszych filmowców jacy chodzą po globie. Chociaż pod oryginalną historią chłopaka, który zamiast rąk ma nożyce, kryje się wzruszająca historia o samotności jak i pierwszej miłości. Bardzo mądra i piękna bajka. [Lawrence]

Najwspanialsze wspólne dziecko duetu Burton - Depp. Niby historia fantasy, ale jednocześnie będąca nam wszystkim niezwykle bliska. /zrealizowany z niezwykłym wyczuciem, wysmakowany plastycznie wyciskacz łez. Jedno ze szczytowych osiągnięć w dziedzinie charakteryzacji. [Pegaz]

Taniec Winony Ryder (szczególnie w tym filmie uroczej), w płatkach śniegu, zilustrowany muzyką Elfmana, to jedna z najpiękniejszych scen, jakie było mi dane obejrzeć. Cudowny film. [Boudziou]

To nie tyle piękna baśń, co opowieść o tym jak dwulicowi i zakłamani potrafią być ludzie. [Corn]



95

Cube (1997)
Cube
reż. Vincenzo Natali

Jeden z oryginalniejszych i ciekawszych horrorów jakie widziałem. Pułapka - sześcian fascynuje od pierwszej do ostatniej minuty. Coraz to nowe przypuszczenia i teorie ani o krok nie przybliżają do rozwiązania tajemnicy Cuba. Może to piekło, a może rządowy eksperyment? Jedno jest pewne, wyjść żywym z Cuba jest niezwykle trudno [Azgaroth]

Zamknięty sześcian, w którym umieszczonych jest 6 osób mających odnaleźć się w zamkniętym świecie próbujących przeżyć, w miejscu gdzie czają się na nich pułapki. Bardzo ponura i klaustrofobiczna atmosfera wieje od tego filmu. Widz wraz z bohaterami uczestniczy w odkrywaniu pułapek czyhających na nich z każdej strony oraz dowiaduje się jak ich unikać. Dobrze napisany scenariusz oraz gra aktorów jest poprowadzona w sposób bardzo rzeczywisty, że wydaje nam się, jakbyśmy sami byli wewnątrz sześcianu. Walka ludzi o przetrwanie i pokazanie, jakie instynkty zachowawcze uwydatniają się w człowieku w ekstremalnych warunkach. [cosmic13]

 



94

In the Mouth of Madness (1995)
W paszczy szaleństwa
reż. John Carpenter

Jak bardzo Carpenter by się nie starał, chyba nie udałoby mu stworzyć lepszego hołdu dla twórczości Samotnika z Providence - H.P. Lovecrafta. Są tu wszystkie najbardziej charakterystyczne elementy prozy pisarza: bohater popadający w obłęd, dziwaczne miasteczko (które tylko dla niepoznaki nazwano Hobb\'s End, bo wszyscy i tak wiedzą, że chodzi o Innsmouth), jeszcze dziwniejsi mieszkańcy i coś Niewyobrażalnego i Nieopisanego stojące za wszystkimi tymi dziwami. "W paszczy szaleństwa" to horror bardzo klasyczny - czasem postraszy nagłym uderzeniem muzyki i szybkim cięciem, czasem tylko niepokojącymi cieniami na tle zabrudzonej szyby. I jeszcze to przewrotne zakończenie. [Ciuniek]

 



93

Underground (1995)
Underground
reż. Emir Kusturica

Szalona lekcja historii wyłożona przez Kusturicę w "Undergroundzie" posiada jakiś "dziwaczny" urok, który kryje się gdzieś pomiędzy brudnymi zakamarkami tętniącej w kanałach metropolii. Powoduje on, że mimo, suma sumarum, gorzkiego wydźwięku całości chce się do filmu wracać. Co więcej, przy każdym powrocie śmiejemy się mimo świadomości tego, że Kusturica opowiada o rzeczach poważnych. Niesamowita to umiejętność, aby o narodowym dramacie umieć mówić w taki sposób. Podręczniki historii spod pióra Kusturicy z całą pewnością zrobiłyby furorę - i słusznie! [Fidel]

Jeśli miałbym wskazać przykład najdoskonalszego filmowego ekwiwalentu realizmu magicznego, to byłby nim niewątpliwie "Underground". Film już na samym wstępie ujmuje horror wojny w ramę bajki, czemu służy znajomy zwrot "pewnego razu". Od tego momentu tragedia i farsa rodem ze slapstickowej komedii łączą się w dziele Kusturicy z nieprawdopodobną wręcz lekkością. Chociaż film silnie związany jest z historią jego kraju i przez wielu odbierany był jako polityczna propaganda, to nie można odmówić Kusturicy wielowymiarowego podejścia do sprawy. Stworzył bowiem film, który wydaje się być atrakcyjny z rozrywkowego punktu widzenia - czaruje znakomitą muzyką i wizualną wyobraźnią, przy czym jest na dodatek zabawny i wzruszający. Jednak z drugiej strony "Underground" to obraz o treści wcale niełatwej, bo ujętej w ramy metaforycznego języka. Konstruowany w ten sposób świat Kusturicy ma wiele wspólnego z wrażliwością Felliniego i gdyby słynny włoski reżyser dożył premiery filmu, to mógłby się poczuć odrobinę zazdrosny. [Albertino]


 

 



92

Trust (1990)
Zaufanie
reż. Hal Hartley

Opus magnum Hala Hartleya. Najbardziej romantyczny z nie-romantycznych filmów, cudownie zagrany (Adrienne Shelley jest zjawiskowa!), o celnych, zabawnych, ostrych dialogach. No i ma jedną z moich ulubionych scen końcowych: jeszcze nigdy podróż jednego bohatera nie była podsumowana w tak wyjątkowo przejmujący sposób, a przemiana zarazem tak widoczna lecz subtelna. [Karol]

Gatunkowo "Zaufanie" to tragikomedia absurdu, jeśli coś takiego istnieje. To opowieść o młodych outsiderach, którzy szukają sensu w tym co robią, w tym co mówią i w tym co się wokół nich dzieje. Zdecydowanie najlepszą postacią jest grany przez Martina Donovana (notabene jednego z ulubionych aktorów Hartleya) Matthew Slaughter - młody intelektualista pełen moralnych zasad i jaskrawych kontrastów, chodzący paradoks pełen przedziwnych myśli i życiowych prawd stanowiących jego ucieczkę od świata zewnętrznego, który go nie rozumie i nie akceptuje, facet, który potrafi wyjaśnić dosłownie wszystko, a który zatraca się powoli w samym sobie. Wyobcowanie, brak celowości, brak nadziei, ogłupienie - Hartley przedstawia te atrybuty pokoleniowe, ale równocześnie daje im pozytywny rys i puszcza w ruch łańcuchy wydarzeń, które doprowadzają widza do łez śmiechu. Scenariuszowa jazda bez trzymanki - dialogi pełne celnych, ciętych ripost, absurdalnych myśli i abstrakcji, która w tym wydaniu wydaje się być równocześnie tak bliska i zrozumiała. [Beowulf, fragment relacji z NH 2007]

- Skąd jesteś? - Stąd. - Uciekasz? - Jestem morderczynią. - Kogo zamordowałaś? - Właściwie to nikogo, ale myślałam, aby zabić siebie. - Wiem, co masz na myśli. - Tak? - Noszę go ze sobą cały czas. - Ten granat? - Tak. - Jest prawdziwy? - Mój tata przywiózł go z Korei. - Po co? - Jako pamiątkę, jak sądzę. - Nie, miałam na myśli, po co nosisz go cały czas ze sobą? - Na wszelki wypadek. - Na wszelki wypadek? - Na wszelki wypadek. - Jesteś emocjonalnie niezrównoważony? czyli jedna z najpiękniejszych historii miłosnych, jakie dane mi było oglądać, jedne z najbardziej absurdalnych dialogów w tzw. "kinie obyczajowym", fenomenalna Adrienne Shelley... [Arte]



91

Wild at Heart (1990)
Dzikość serca
reż. David Lynch

Kiedy mowa o Lynchu, rzadko wspomina się o "Dzikości serca". Mimo zwycięstwa w Cannes pozostaje ona w cieniu "Zagubionej autostrady", "Twin Peaks", czy "Mulholland Drive". Wielokrotnie zastanawiałem się nad przyczyną takiego stanu rzeczy, który - jak mi się wydaję - ma miejsce ze względu na scenariuszową prostotę filmu. To w dalszym ciągu przedziwny świat Lyncha, lecz świat jakby prostszy i, mimo swej groteskowości, bliższy hollywoodzkiej rzeczywistości. Ot, mariaż kina drogi i love story namalowany pędzlem faceta od dziwacznych historii. Oglądając "Dzikość serca" nie musimy zwracać uwagi na ustawienie filiżanek na kawiarnianym stole, zastanawiać się nad tajemnicą Mystery Mana, czy tożsamością mordercy młodej dziewczyny. Dzieje się tak dlatego, że oglądając ten film możemy po prostu zawiesić racjonalne myślenie i poczuć opowiadaną przez Lyncha historię. Opowieść o Sailorze i Luli aż kipi od namiętności, seksualności, szaleństwa i tytułowej dzikości. To film o emocjach i zdaje się, że jedynie taki, emocjonalny, może być jego odbiór. Intensywne, zmysłowe, genialne kino. [Fidel]

 



90

Tombstone (1993)
Tombstone
reż. George P. Cosmatos

Może zabrzmi to jak herezja w oczach czytelników kochających "Bez przebaczenia" Clinta Eastwooda, ale uważam "Tombstone" za najlepszy western lat 90. Jasne, nie jest to opowieść tak skomplikowana emocjonalnie, bowiem ciągle wiadomo kto jest dobry, kto zły, kto musi zginąć, a kto powinien przeżyć, jednak film George'a P. Cosmatosa posiada fantastyczny klimat, którego nie da się w żaden sposób podrobić. Posiada również szereg obłędnie nakręconych scen oraz Vala Kilmera, który jako Doc Holliday kładzie wszystkich na łopatki. Nie jestem fanem westernu, ale "Tombstone" mogę oglądać w nieskończoność, odnajdując w filmie coraz to nowe aspekty. Najlepsza scena: bez zaskoczeń - pojedynek Doca Hollidaya i Johnny'ego Ringo. [Beowulf]
 



89

Chunking Express (1994)
Chunking Express
reż. Wong Kar-Wai

Żywe rozedrgane nieoczywiste kadry i wielkie rozgorączkowane miasto, które nigdy nie cichnie stanowią doskonały kontrapunkt dla bardzo subtelnej opowieści o potrzebie uczuć. O miłości i braku miłości, bliskości i braku bliskości. O samotności, wśród tłumów, która choć jest bezpieczna z czasem zaczyna boleśnie uwierać. Sprawia, że całość staję się przewrotna. Bo czy można być samotnym gdzieś gdzie trudno o ciszę? [Haneska]

Wong Kar-Wai najpiękniej opowiada o samotności w wielkim mieście. Może nie jest tutaj tak nostalgiczny jak w "In the mood for love", swoim najgenialniejszym dziele, niemniej "Chunking express" ma wszystko to, do czego ten twórca zaczął swoich widzów przyzwyczajać: smutno-śmieszne historie, naturalne emocje, prosta i nienachalna symbolika, doskonałe impresjonistyczne zdjęcia Christophera Doyle'a i duszny, głośny w dzień i przedziwnie cichy w nocy, klimat Hong Kongu. Kino Kar-Waia jest nie do podrobienia, ale na pewno nie dla każdego. [desjudi]

 



88

Pi (1998)
Pi
reż. Darren Aronofsky

"Pi" działa hipnotyzująco. Czarno-białe zdjęcia są nasycone tym dwu-kolorem, bez odcieni szarości. Liczbowy nastrój potegują częste ujęcia spirali i symetrii zauważalnych praktycznie na każdym kroku. Jest to prawdziwie obraz matematyczny, ale w humanistycznym tego słowa pojęciu - precyzyjnie o poszukiwaniu sensu wszystkiego. Innymi słowy - Aronofsky uprawia w "Pi" filozofię matematyki lub matematykę filozofii. I ta muzyka - idealnie komponuje sie z obrazem. Clint Mansell dobrał artystów z elektronicznej sceny offowej (znakomity islandzki Gus Gus, Massive Attack, zakręcony Aphex Twin, Roni Size, Orbital). Do położenia na półce obok "Głowy do wycierania", choć to film nie tak surrealistyczny, jak ten od Lyncha. [desjudi]



 



87

The Legend of 1900 (1998)
1900: Człowiek legenda
reż. Giuseppe Tornatore

Film arcygenialny, ale jakby mało znany. Giuseppe Tornatore kojarzy się przede wszystkim z "Cinema Paradiso" i film ten doskonale pokazuje styl reżysera obecny także w "1900..." jak i późniejszej "Malenie". Styl w którym wszystkie wydarzenia ukazane są w magiczny sposób, momenty beztroski, zabawy, ale także straszne, groźne. Sentymentalizm aż się wylewa, ale nie jest to wadą w tych filmach, które wciągają i nie dają o sobie zapomnieć. Do tego muzyka Mistrza Morricone bez której doskonałe historie wiele by straciły, a "1900..." zasadniczo by nie istniał. Fabuła jest intrygujące i doskonale prowadzona, niektóre sceny zapadają w pamięć na zawsze: gra-balet na pianinie podczas burzy, pojedynek pianistów, nagranie płyty. Obsada także jest bezbłędna Tim Roth to aktor z gatunku największych, choć ostatnimi czasy coraz rzadziej ma szansę się wykazać, w "1900..." osiągnął wg mnie szczyt możliwości, równorzędną rolę ma tu przesympatyczny Pruitt Taylor Vince, lekko niezdarny, poczciwy trębacz, najlepszy przyjaciel 1900. Tak dochodzimy do elementu nieodłącznego w tym filmie, muzyki. Muzyki wybitnej, wspaniałej, genialnej, wytwarzającej oniryczny klimat dla tej baśniowej opowieści. Mam w filmie wiele gatunków, rodzajów muzyki, ale każda brzmi wspaniale. Należy też dodać iż piosenka która towarzyszy napisom końcowym, łącząca muzykę Mistrza Morricone i wokal Rogera Watersa, jednego z Pink Floydów, to wspaniały element katharsis po filmie. [Sonny Crockett]

Tam serce twoje, gdzie historia twa - tak można by streścić podstawowe przesłanie płynące z małego dzieła autorstwa Giuseppe Tornatore. Historia człowieka, który urodził się, wychował i przeżył całe życie na luksusowym liniowcu, inspirując dziesiątki, setki ludzi do pięknych marzeń za pomocą swojego geniuszu muzycznego, można uznać zarówno za mało wiarygodny wymysł scenarzysty lub piękną baśń, która próbuje zmienić świat na lepsze za pomocą opowieści "większej niż życie". Jeśli przyjmie się tę drugą opcję, tak jak ja to robię, "1900" okazuje się być prawdziwą perełką kinematografii. Roth gra na krawędzi wybitności, ale to Tornatore jest tu największą gwiazdą, bowiem osiąga coś, czego nikt się nie spodziewał - niemal dorównuje poziomem swojemu arcydziełu "Nuovo Cinema Paradiso". Najlepsza scena: Danny tworzy piękną melodię, patrząc się przez luk na przypadkowo kręcącą się po pokładzie dziewczynę. [Beowulf]

Dla większości Tornatore to przede wszystkim "Cinema Paradiso". I choć w żaden sposób nie umniejszam zasług i piękna tamtego filmu, to jednak dla mnie numero uno zawsze będzie opowieść o człowieku zwanym Danny Boodmann T.D. Lemon Nineteen Hundred. Opowieść wspaniała, której magię trudno zawrzeć w odpowiednio dobranych przymiotnikach. Trzeba obejrzeć i tyle. [Mefisto]


 



86

Piano (1993)
Fortepian
reż. Jane Campion

Już pierwsza scena filmu ustanawia subiektywny punkt widzenia kobiecej bohaterki, której świadomość będzie filtrem dla oglądanej przez widza historii. Ada od szóstego roku życia jest niemową i nie rozstaje się z fortepianem, funkcjonującym dla niej nie tylko jako swoiste narzędzie komunikacji, ale również jako stygmat przeszłości i balast, od którego wreszcie zechce się uwolnić. Stan kobiety nie wynika bowiem z przeżytej traumy, a zdaje się być wyborem świadomym, podyktowanym jej sprzeciwem wobec sytuacji społecznej. Tę feministyczną perspektywę wpisuje Campion w ramy charakterystycznej dla melodramatu struktury miłosnego trójkąta, który mógłby skutkować kolejnym łzawym kiczem, gdyby nie zmysł reżyserki, która świadomie unika banału i przesady, tak często towarzyszących temu rodzajowi kina. W związku z tym fabuła opowiadana jest wręcz ascetycznie, a wszelkie emocje rodzą się na styku drobnych gestów i detali. Źródła sukcesu filmu należy również upatrywać w bezbłędnej kreacji Holly Hunter, która przy użyciu minimalistycznych środków zbudowała kreację swojego życia (zdobywając zresztą wiele liczących się nagród) oraz w nastrojowych zdjęciach Stuarta Dryburgha i lirycznej muzyce Michaela Nymana, które dodatkowo przyczyniły się do podkreślenia stanu wewnętrznego głównej bohaterki. [Albertino]
 



85

Boogie Nights (1997)
Boogie Nights
reż. Paul Thomas Anderson

Doskonały portret epoki dyskotekowego blasku oraz cieni branży porno. Historia jest prosta i da się ją streścić w kilku słowach: jeden koleś, duży penis, szansa na sukces, wzloty i upadki, kolorowe lata 70. w tle wielkomiejskiego zgiełku. A w tym wszystkim znakomity Mark Wahlberg dzierżący przed lustrem swe prącie i seksowna Heather Graham robiąca zawrotną karierę obsługując oralnie panów bez zdejmowania wrotek. Całość błyskotliwie opowiedziana, bezbłędnie zagrana, odważna i - po prostu - inteligentna, bo PT Anderson w żadnym momencie nie zapomina o ludziach, ich potrzebach, słabościach i upadkach. [desjudi]

Na pierwszy rzut oka to tylko historyjka o chłopaku z wielkim interesem, który robi zawrotną karierę w branży porno. Jednak tak naprawdę mamy tu do czynienia z niezwykle złożoną historią pokazującą wszystkie aspekty ludzkich słabości. Cały film to jeden wielki popis aktorski, nawet w wykonaniu uznawanego często za aktorskie drewno Marka Wahlberga. Jedna z najodważniejszych produkcji lat 90., z którą naprawdę warto się zapoznać. [Pegaz]



84

The Sixth Sense (1999)
Szósty zmysł
reż. Night M. Shyamalan

Najlepszy i najciekawszy film Shymalana. Rzopczął boom na nowe kino grozy i przywrócił możliwość kręcenia filmów o duchach, potworach bez uczucia żenady, za to na poważnie. Wielokrotnie próbowano nawiązać do jego sukcesu. Jak dotąd raczej bez powodzenia. [paj]

"Szósty zmysł" stał się później przekleństwem dla M. Night Shyamalana, bowiem wszyscy oczekiwali od niego przede wszystkim kolejnych zaskakujących zwrotami akcji horrorów i thrillerów, podczas gdy on miał od samego początku o wiele więcej do powiedzenia (no, może ostatnio trochę się zapomniał.). Z "Szóstym zmysłem" jest też tak, że to film bogaty w znaczenia (kolorystyka!), znakomicie poprowadzona gra z widzem i jego oczekiwaniami, dzięki której Shyamalan jest w stanie zaskakiwać również podczas drugiego i trzeciego seansu. Bo nie dramatycznym wyznanie małego Cole'a ten film stoi, lecz wszystkim tym, co znajduje ujście w tle. Najlepsza scena: odnalezienie kasety video, na której widać, że za śmierć córki odpowiedzialna jest jej matka. [Beowulf]

To nie tyle film o duchach, co o duszach. Na kilku scenach można się przestraszyć, ale najważniejsi są tutaj ludzie. Koniec rozwala emocjonalnie, ale nie chodzi mi o sami wiecie co, ale o rozmowę matki z synem. [patyczak]

M. Night Shyamalan dziś skutecznie niweczy swój wizerunek, który wypracował tym błyskotliwym debiutem. Dla wielu film na raz, który po odkryciu szokującego zakończenie, traci swój główny atut. Jednak ja oglądałem go już nie raz i za każdym razem wciągał unikalnym klimatem, niesamowitym aktorstwem duetu Bruce Willis - Haley Joel Osment oraz znakomicie zaaranżowanymi scenami. Ciekawe czy Shymalan jeszcze wróci do formy z tamtych czasów? [Pegaz]

Wspaniałe nowe wcielenie Bruce\'a Willisa, jakże odmienne od dotychczasowego. Takie subtelne i lekkie jakby nie z tego świata. Partneruje mu wyśmienity Haley Joel Osment, który dorównuje "staremu wyjadaczowi", ba nawet go przerasta. We współczesnym społeczeństwie, którego mało co zadziwia i zaskakuje, znalazł się film, który ma tak nieoczekiwane zakończenie, że aż ze zdumieniem widz przeciera po projekcji oczy. Co ostatnio praktycznie mu się w ogóle nie zdarza. Reżyser naprawdę potrafi trzymać w nieświadomości do samego końca, do ostatnich chwil, do napisów. A później wypieki na twarzy, gorączkowe dyskusje, gonitwa myśli. Przeżywanie każdej sceny. Rozbieranie jej i składanie z powrotem. Tyle emocji. Który film tak potrafi? [Kubeczek]


 



83

Sleepy Hollow (1999)
Jeździec bez głowy
reż. Tim Burton

Film bardzo oldschoolowy, dopieszczony i dopracowany pod absolutnie każdym możliwym względem. Piękny, gotycki horror - baśń, z jednej strony nawiązujący do klasycznych angielskich i amerykańskich klasyków, zaś z drugiej - inteligentnie i wielowymiarowo interpretujący wyeksploatowaną bądź, co bądź klasyczną w USA historię. A przy tym jeden z najpiękniejszych wizualnie filmów, jakie miałem przyjemność oglądać. Burton w absolutnie najwyższej formie. [jarod]

Świetny horror spod ręki Tima Burtona utrzymany w niezwykłym, godnym filmów ze studia Hammer stylu. Nastrój i klimat jaki udało się filmowcom przy tym filmie stworzyć, naprawdę powoduje, że po całym ciele przechodzą ciarki. Bardzo dobra adaptacja powieście Washingtona Irwinga, która zadowoli niejednego miłośnika klasycznych horrorów. [Lawrence]

Najbardziej wysmakowany wizualnie film Burtona. Ja uwielbiam tzw. "legendy z dawnej prowincji" (klimaty Salem etc.), więc "Jeździec" jest jednym z moich ulubionych filmów. Od pierwszej do ostatniej sceny ogląda się go z żuchwą w okolicach podłogi. Wątek detektywistyczny, trochę magii, klątwy, tajemnice, podejrzane postaci, no i obowiązkowy cmentarz - i mamy jeden z najlepszych filmów w karierze Tima. Aha, no i obsada jak zwykle zachwyca, z Johnnym rzecz jasna na czele. [Artemis, wypowiedź z forum]



82

Good Will Hunting (1997)
Buntownik z wyboru
reż. Gus van Sant

Już za sam monolog Robina Williamsa, w którym jego bohater wyjaśnia tytułowemu Willowi sens życia, film ten zasługuje na wysokie miejsce na liście najlepszych filmów lat 90. Łatwiej jest zbudować wokół siebie emocjonalny mur obronny, ale w ostatecznym rozrachunku jest to taktyka krótkotrwała. Gus Van Sant opowiada niby o matematycznym geniuszu, czyli człowieku w jakiś sposób wybijającym się ponad przeciętność, ale tak naprawdę jest to film o każdym, kto kiedykolwiek chciał się zamknąć przed całym światem, kto kiedykolwiek nie czuł się częścią większej całości, kto kiedykolwiek nie wiedział, co ze sobą zrobić. Cudowne, subtelne kino, które ogląda się w napięciu, ale na końcu czeka emocjonalny skarb. Najlepsza scena: przywoływany na początku monolog, z jednym z najbardziej wzruszających miłosnych wyznań w historii kina. [Beowulf]

 



81

Total Recall (1990)
Pamięć absolutna
reż. Paul Verhoeven

Bardzo luźna adaptacja opowiadania Philipa K. Dicka, spod ręki Paula Verhoveena. Oczywiście to nie znaczy, że zła. "Total Recall" z Arnoldem Schwarzeneggerem to świetne i jakże brutalne połączenie kina akcji z science fiction. Świetna, pełna typowej dla Verhoveena przemocy rozrywka ze świetną muzyką Jerry'ego Goldsmitha. To się ogląda! [Lawrence]

Niepowtarzalny urok tego filmu polega na tym że do końca nie wiadomo czy dzieje sie to naprawdę czy jest to tylko wszczepiona przygoda. Wszystko zgadza się z zapowiedzią Racallu a nawet agent który rzekomo jest z biura może być podstawiony przez Crohagena. Właściwie tylko kropelka potu silnie sugeruje że jest to zwykły człowiek ale gdy Quaid stoi na końcu patrząc na atmosferę na Marsie człowiek uświadamia sobie że właśnie taką wycieczkę mu obiecano. Zgodził się każdy szczegół. [Dr Bakier, wypowedź z forum]

"Pamięć absolutna" to jedno z ostatnich wysokobudżetowych widowisk SF, gdzie efekty wizualne w swej znakomitej większości wykonano tradycyjnymi metodami, wykorzystując niebieski ekran, miniatury, efekty animatroniczne, komputerowe sterowanie kamer, dorysówki i optyczną kompozycję obrazu. Film Paula Verhoevena jest z perspektywy czasu swoistym almanachem tego, co w ciągu 90 lat istnienia kina zostało wynalezione w celu oszukania widza. W "Pamięci absolutnej" zastosowano niemal wszystkie rodzaje analogowych efektów specjalnych. Oprócz tego kilka ujęć zawierało nowatorską, jak na owe czasy, animację komputerową. [Adi, fragment artykułu o FX]


 



80

Chasing Amy (1997)
W pogoni za Amy
reż. Kevin Smith

Kevin Smith to jeden z najjaśniejszych punktów lat 90. Sprzedał swoją kolekcję komiksów, żeby móc nakręcić swój pierwszy film, świetnych Sprzedawców. Sukces i sława jaką przyniósł mu jego debiut pozwolił mu stworzyć bodaj najlepszy film o miłości w latach 90. "W pogoni za Amy" nie pokazuje miłości w oderwaniu o wszystkich innych czynników i kontekstów ani jej nie banalizuje czy lukruje. Miłość w filmie Smitha to nie są czekoladki, kwiatki i całusy jak w taśmowo produkowanych komromach. Miłość to przede wszystkim podejmowanie ciężkich i ważnych decyzji, brzemiennych w skutki. Często są to decyzje, które mogą ranić nie tylko naszych najbliższych, a także jak się okazuje nas samych. A ceną jaką przyjdzie nam zapłacić za źle podjęte decyzje może być nawet utrata miłości naszego życia i naszego najlepszego przyjaciela. [b2ka]

Mimo tego, że obraz utrzymany jest w klimacie komediowym, jest to chyba najbardziej dojrzały film w karierze Kevina Smitha. Banalna z pozoru historia miłosna urasta tu do rangi wielkiej (i mądrej) opowieści o własnej seksualności, potrzebach i... skłonnościach ku płciom przeciwnym. Podobnie jak w poprzednich filmach, tak w "Chasing Amy" bohaterowie posługują się prostym w odbiorze (potocznym) językiem, ale temat seksu nie ogranicza się tylko do wywodów Jaya, lecz jest tematem przewodnim tego doskonałego i inteligentnego filmu. Na pierwszym planie stoi Ben Affleck i Jason Lee, wspomagani przez Joey Lauren Adams (urocza w roli lesbijki) i oczywiście coraz bardziej wyrazisty i lubiany DUET. W "Chasing Amy" w pewnym momencie przez ekran przewija się Matt Damon (czyżby zapowiedź roli w "Dogmie"?) Silent Bob przemawia, a uwielbienie Smitha do komiksów urasta już do rozmiarów jednego z ważniejszych wątków scenariusza. [Adi, fragment filmografii Kevina Smitha]

Wreszcie nieirytujący Affleck, piękny scenariusz, świetne dialogi, jak zwykle megaczaderski występ Jaya i Cichego Boba. DZIEŁO. Nie wiem czy nie najlepszy film Smitha, na pewno w pierwszej trójce. Sztuką jest opowiedzieć o miłości w sposób nieszablonowy, ale mistrzostwem jest obrócić żarty o łamaniu zębów przy robieniu minety w coś poważnego :) [Snappik]



79

From Dusk till Dawn (1996)
Od zmierzchu do świtu
reż. Robert Rodriguez

Szalony i wariacki pomysł Quentina Tarantino to jedna wielka krwawa łaźnia ze spora dawką czarnego i makabrycznego humoru. To film dla miłośników kina klasy B spod znaku wielolitrowej posoki. Hołd złożony tego typu produkcjom, który dzięki kapitalnemu i odjazdowemu aktorstwu może swobodnie być stawiany klasę wyżej. "From Dusk Till Dawn" to znakomity, obfitujący w filmowe cytaty przykład nieskrępowanej zabawy w kino, której wyznawcą poza Tarantino jest jego dobry kolega, w tym wypadku reżyser, Robert Rodriguez. [Tomashec, fragment opisu sequeli]



78

The Straight Story (1999)
Prosta historia
reż. David Lynch

Lynch tajemniczy, Lynch mroczny, Lynch przemawiający językiem snu? Reżyser, którego filmy są przewrotną grą, zagadką, rebusem? Nie tym razem. Chcesz budować surrealistyczne impresje - najpierw udowodnij, że umiesz bezbłędnie naszkicować ludzką dłoń. "Prostą historią" Lynch udowadnia, że potrafi. Każdy kadr jest tutaj przemyślany. W każdym ujęciu jest obecny jeden z kolorów przewodnich, ulubionych przez reżysera, w szczególności króluje jego ukochany czerwony. Ale opowieść, zgodnie z tytułem, jest prosta: ot, wiekowy staruszek, dowiedziawszy się o chorobie swojego brata, z którym niegdyś się poróżnił, wyrusza na wyprawę z Iowa do Wisconsin. Jedzie furkoczącym traktorkiem, jedzie niespiesznie. Spotyka ludzi, z którymi dzieli się okruchami życiowej mądrości, doświadczeniami, które raz były pogodne, a raz gorzkie. Więcej tu emocji niż dialogu, a między słowami kryje się wszystko: mądrość, spokój, zaduma i refleksja. Wszystko współgra ze sobą: i reżyser, który przyjmuje na siebie rolę szarej eminencji (jest w każdej scenie, nie ingeruje w żadną), i muzyka, i rewelacyjny Richard Farnsworth. Wreszcie: scena finałowa. Jedna z najgenialniejszych i najlepiej zagranych scen, jakie widziałam w życiu. chociaż pada w niej tylko kilka słów. [Deina]

Kiedy pod koniec lat dziewięćdziesiątych media obiegła informacja, że David Lynch będzie tworzył film pod kuratelą wytwórni Disneya amerykańscy rodzice zamarli. W sumie, czego można było się spodziewać? Myszki Miki w plastikowym worku? Sadystycznego Donalda z maską tlenową? Nikt nie spodziewał się jednak tego, że spod ręki Lyncha wyjdzie jedna z najwrażliwszych, kameralnych, poruszających swą prostotą i emocjonalną prawdą opowieści w historii kina. Scenariusz napisany przez życie zamienił się w rękach Lyncha w uniwersalną przypowieść, którą pamięta się aż do końca swych dni. [Fidel]



77

Gattaca (1997)
Gattaca
reż. Andrew Niccol

Bodaj najinteligentniejszy film lat 90. I równocześnie boleśnie niedoceniany. Dystopijna opowieść o przyszłości, w której człowiek może zostać za pomocą manipulowania genami "zaprogramowany" jeszcze przed urodzeniem, a ludzkość została podzielona na kasty uprzywilejowanych i przegranych, to film bezbłędny, nie posiadający żadnych wad, zarówno pod kątem aktorskim, jak i fabularnym. To science fiction kontynuujące filozoficzne dywagacje powstałe przy okazji klasyków gatunku, z "Łowcą androidów" na czele. To w końcu jeden z najpiękniejszych filmów ukazujących, iż najlepsze w człowieku jest to, że nie jest perfekcyjny. Brawa dla Andrew Niccola, który niestety od tamtego czasu nie może przebić się w Ameryce ze swoimi pomysłami. Najlepsza scena: Vincent myśli, że nie uda mu się wsiąść do kapsuły, wypowiada więc fantastyczne zdanie - "just remember that I was as good as any and better than most". Cudo! [Beowulf]

Siłą tego filmu jest to, że jeszcze wczoraj był on klasyfikowany jako science-fiction, a już niedługo będzie zwykłym dramatem obyczajowym. [Corn]



76

Breaking the Waves (1996)
Przełamując fale
reż. Lars von Trier

Wiem, że Lars von Trier manipuluje. Wszystkie te emocje, którymi wypełnił swój obraz, są wymierzone bezczelnie w moją wrażliwość, we wszelkie uczucia, które obracają się wokół zjawiska miłości, tęsknoty, poświecenia. Wszystko to doprowadzone jest to ekstremum, które z jednej strony jest naturalne, surowe (i z tego powodu wbijające się głęboko w wyobraźnię), a z drugiej na granicy psychicznej histerii i religijnej ekstazy (i z tego powodu budujące pewien dystans). Przełamywanie fal zwyczajnie masakruje, bo rzuca widza w rejony, gdzie to, co intymne, wywlekane jest na widok publiczny. Z kina wyszedłem oniemiały i w tym stanie trwałem dobrych kilka tygodni - nigdy wcześniej ani później mi się to nie zdarzyło. Ni to permanentny zachwyt, ni to filmowe umęczenie. Ot taki osobliwy stan pewnie nie do powtórzenia nigdy więcej. I dlatego właśnie "Przełamując fale" to najlepsze, najciekawsze, najbardziej duszę uwierające doświadczenie filmowe, jakie mnie spotkało, a w moim osobistym rankingu na zawsze na podium. [desjudi]

Von Trier opowiada o miłości, niezwykłej, jakby wyjętej z kart romantycznych powieści. Takiej, która trwa ponad wszystko, pozostając czystą pomimo, uporczywości losu. A tych jest wiele. Nawet miejsce akcji jest ze wszech miar nieprzyjazne, zachmurzone, zimne, odcięte od świata morzem i górami. Poprzez swoją surowość jakby odrealnione, ale też odporne na zmiany. W tym hermetycznym świecie panują bardzo jasne surowe zasady, którym główna bohaterka Bess nie potrafi się poddać, bo jest krystalicznie dobra i naiwna. Ta dobroć mają swój wyraz w bezgranicznej miłości do męża. Bess nie pasuje do reszty skostniałej emocjonalnie społeczności, co widać już, gdy prosi starszyznę o zgodę na ślub z kimś spoza lokalnego kręgu. Z czasem ta emocjonalna przepaść znacznie się pogłębia. Widzimy jak niegroźne początkowo różnicę nabierają ostrości. Zamiast współczucia i pomocy w dramacie przychodzi potępienie. W końcu zostaję tylko samotność, choć wydaję się, że największą winą zrozpaczonej żony jest altruizm i dobroć. Obserwowanie jej walki najpierw męczy, finalnie zaś zachwyca. Nagradza natłokiem refleksji o uczuciach najbliższych człowiekowi. O miłości. Wpełni absorbuje nas i naszą wrażliwość. [Haneska]



WSTĘP   100-76   75-51  50-41  40-31  30-21  20-11  10-1 SUPLEMENT JANKESKI   |   SUPLEMENT ŚWIATOWY


Skomentuj wyniki na naszym Forum:
http://forum.film.org.pl/Thread-Wyniki-plebiscytu-Najlepsze-filmy-z-lat-1990-2000


PLEBISCYTY KMF
STRONA GŁÓWNA

Plebiscyt przeprowadził: Rafał Oświeciński [desjudi]
desjudi [at] film.org.pl
Klub Miłośników Filmu, Sierpień 2011