STRONA GŁÓWNA



Część piąta rankingu.





WSTĘP   100-76   75-51  50-41  40-31  30-21  20-11  10-1 SUPLEMENT JANKESKI   |   SUPLEMENT ŚWIATOWY


30

Requiem for a Dream (2000)
Requiem dla snu
reż. Darren Aronofsky


Film, którego oglądanie boli. Stopniowy, powolny obraz upadku ludzi schwyconych przez nałogi, który z czasem nabiera prędkości by pod koniec osiągnąć poprzez niezwykle dynamiczny, perfekcyjny montaż i sugestywny dźwięk, wrażenie prawdziwego narkotycznego odlotu w którym zmysły widza atakowane są w nieznośny, przyprawiający niemal o ból sposób. Niesamowita kreacja Ellen Burstyn, ale nie można zapominać także o pozostałych młodszych aktorach grających tu swoje role życia. A jeden z najbardziej niedocenianych kompozytorów muzycznych, Clint Mansell stworzył do tego filmu niezapomnianą partyturę. [Pegaz]

Film, który powinno się puszczać w podstawówkach, chcąc dobitnie ukazać do czego mogą prowadzić narkotyki. Darren Aronofsky dewastuje psychikę widza, stawiając swoich bohaterów w sytuacjach, w których żaden człowiek, czy to kobieta czy mężczyzna, nigdy nie chciałby się znaleźć. Obrazu geniuszu dopełniają tutaj doskonałe aktorstwo, szalona wizualna stylistyka oraz kultowa muzyka Clinta Mansella. [Anielski_pył]

Kilka historii które łączy jedno- uzależnienie od używek. Film dobitnie pokazuje do czego mogą doprowadzić narkotyki i inne używki. Konsekwencje tego mogą być ogromne o czym dobitnie przekonują się bohaterowie. [Danus]

 



29

Groundhog Day (1993)
Dzień świstaka
reż. Harold Ramis

Dobra, obozowicze, pobudka! Tylko nie zapomnijcie botków, bo dziś zimno! Bardzo zimno - to nie Miami! A ponieważ i tak trudno będzie wam dziś podróżować, ze względu na zapowiadaną tą, no... śnieżycę, toteż warto zaparzyć sobie gorącej czekolady i zapuścić w odtwarzaczu jedną z najmądrzejszych, najciekawszych i najbardziej wciągających komedii wszechczasów z absolutnie rewelacyjnym Billem Murrayem oraz... Philem z Punxsutawney! Tak jest, dziś bowiem... czas na Świstaka! Dobra, obozowicze, pobudka! Tylko nie zapomnijcie botków, bo dziś zimno! Bardzo zimno - to nie Miami! A ponieważ i tak trudno będzie wam dziś podróżować, ze względu na zapowiadaną tą, no... śnieżycę, toteż warto zaparzyć sobie gorącej czekolady i zapuścić w odtwarzaczu jedną z najmądrzejszych, najciekawszych i najbardziej wciągających komedii wszechczasów z absolutnie rewelacyjnym Billem Murrayem oraz... Philem z Punxsutawney! Tak jest, dziś bowiem... czas na Świstaka! Dobra, obozowicze, pobudka! Tylko nie zapomnijcie botków, bo dziś zimno! Bardzo zimno - to nie Miami! A ponieważ i tak trudno będzie wam dziś podróżować, ze względu na zapowiadaną tą, no... śnieżycę, toteż warto zaparzyć sobie gorącej czekolady i zapuścić w odtwarzaczu jedną z najmądrzejszych, najciekawszych i najbardziej wciągających komedii wszechczasów z absolutnie rewelacyjnym Billem Murrayem oraz... Philem z Punxsutawney! Tak jest, dziś bowiem... czas na Świstaka! (...) [Mefisto]

Idealna komedia, którą chce się przeżywać wciąż na nowo tak jak jej bohater wciąż na nowo przeżywa ten sam dzień. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po obejrzeniu tego filmu po raz pierwszy było... obejrzenie go po raz drugi. [Gieferg]

Bill Murray to aktor którego gra, sposób ukazywania postaci jest mocno specyficzny, genialny w swojej pozornej prostocie. Gra on najczęściej ludzi zmęczonych życiem z mocno ironicznym i sarkastycznym podejściem do tegoż życia, jednak nie dających się nie lubić. Podobnie jest w "Dniu świstaka" a można tez nazwać przykładem wzorcem tego typu postaci. Jego Phil Connors to prezenter pogody w drugorzędnej telewizji, który dostaje nadzwyczaj niegodne jego ambicji zadanie relacji z obchodów pierwszego dnia wiosny, zwanego "dniem świstaka", w miasteczku Punxsutawney. Jednak wyprawa ta w wyniku nadzwyczajnych okoliczności - zapętleniu w czasie, okaże się dla Phila impulsem do zmian. Cały film to parada prześmiesznych wydarzeń i ciętych uwag postaci Billa Murraya, które wykorzystują fabularny potencjał zapętlenia w czasie w sposób genialny. Film wielokrotnego użytku wręcz codziennego... [Sonny Crockett]

Temat powtarzającego się dnia, poruszony w filmie, stanowi przesłanie do głównego bohatera, w celu przemyślenia swojego dotychczasowego życia i spojrzenia na świat z całkiem innej perspektywy. Film mający głębokie znaczenie, do przemyśleń, gdzie każdy z nas powinien zastanowić się nad własnym życiem, czy kroczy dobrą ścieżką. Główny bohater miał szczęście, dostając od Boga szansę na zmianę czegoś w swoim życiu, my niestety takiej szansy nie dostaniemy. Dzień świstaka plasuję na najwyższej pozycji, ze względu na głęboki charakter przemyśleń. [cosmic13]



28

Before Sunrise (1996)
Przed wschodem słońca
reż. Richard Linklater



Richard Linklater w hołdzie dla wszystkich beznadziejnych romantyków świata - tych otwarcie raczących się każdą możliwą okazją, by zanurzyć się w fantazjach o lepszej, bardziej przyjaznej zbolałemu sercu rzeczywistości i tych ukrywających się w szafie łatwego, niezdrowego cynizmu. Historia Celine i Jesse'ego, którzy wałęsają się przez jedną magiczną noc uroczymi uliczkami wyidealizowanego wyobraźnią Linklatera Wiednia, jest tak wiarygodna, jak otwartość umysłu widza; przekracza bariery pokoleniowe, kulturowe, językowe, stając się ostatecznym symbolem pewnego sposobu myślenia o świecie, który przechodził swój najwznioślejszy okres właśnie w latach 90. Cudowne kino, niepowtarzalne, skłaniające do spontaniczności oraz otwarcia się na empiryczne doświadczanie młodości. Najlepsza scena: dyskusja w tramwaju, podczas której emocjonalne napięcie jest nieomal namacalne. [Beowulf]

Ten film to takie romantyczne marzenie, w którym - wbrew pozorom - w żadnym momencie nie ma grama fałszu, tendencyjnych miłostek i pretensjonalnych dialogów. Każdy facet chciałby być taki, jak Jesse (i mieć taką kurtkę!) i spotkać na swej drodze taką kobietę, jak Celinie. Przynajmniej ja tak miałem tych kilkanaście lat temu, po wizycie w kinie mając lat 15. I tak sobie gadać wałęsając się po obcym mieście. Beo wspomina powyżej o najlepszej scenie w tramwaju, a ja powiem o innej: pełnej erotycznego napięcia scenie przesłuchania płyty w sklepie muzycznym. Film jedyny w swoim rodzaju. [desjudi]

Film zbudowany na bardzo mądrym paradoksie: jednocześnie romantyczny i sam swoją romantyczność kwestionujący (a naiwny "poryw serca" jest przecież ślepy). Celine i Jesse świadomi sytuacji, którą stwarzają. Ich relacja zaczyna się trochę jak zabawa, wręcz zakład (!). Linklater uchwycił ważną rzecz: tylko wprowadzając do autorefleksji bohaterów wątek "meta-" można dziś mówić o miłości. To ta refleksja czyni uczucie autentycznym i spontanicznym - cóż za piękna przewrotność! Poza tym, już abstrahując od namiętności, jest to jeden z najlepszych filmów o spotkaniu drugiego człowieka w ogóle - to nagłe porozumienie, łapczywe pochłanianie słów, gestów, szczęście w byciu razem. Zupełnie nieprzewidywalne, szalone. [Arte]

Niesamowity film, dzięki któremu stajemy się mimowolnymi obserwatorami stopniowego narodzin specyficznej więzi między dwojgiem młodych ludzi podczas ich jednonocnego spaceru po uliczkach i zakątkach Wiednia. O obojgu dowiadujemy się tylko tyle, ile sam on sam (ona sama) zechce zdradzić, by zrobić wrażenie na tej drugiej osobie. Nie są to przemyślenia głębokie, momentami schodzą w rejony banałów i komunałów - ale tak właśnie zwykle rozmawiają młodzi ludzie, taka jest ich pseudo-filozofia u progu dorosłego życia: mieszanina własnych doświadczeń z chwytliwymi bon-motami ściągniętymi z innych źródeł. Siłą tutaj są same postacie, niesamowicie autentyczne i sympatyczne, fenomenalnie zagrane: Ethan Hawke i Julie Delpy nie GRAJĄ Jessego i Celine, oni przez te półtorej godziny SĄ nimi. Unikatowe filmowe doświadczenie, które nie potrafię porównać z niczym innym. [jarod]

W filmie poruszane są bardzo ważne tematy kontaktów damsko-męskich i nie tylko, wszystko to na tle pięknego Wiednia. Zwykłe rozmowy, które z pozoru wydają się oczywiste, zamieniają się w bardzo dojrzałe przemyślenia dotyczące życia, wzajemnych relacji i egzystencji. Cudowny film i do tego tak przekonywująca gra głównych aktorów, która powoduje, że to my stajemy się cząstką tej opowieści. [cosmic13]

Po tym filmie widz nabiera przekonania, że wybierając się w podróż do Wiednia pozna miłość swojego życia. A wszystko dzięki doskonałym dialogom, wybitnych rolach Hawke\'a i Delphy, pełnej wyczucia reżyserii Linklatera, które pozwalają uwierzyć, że TAK - WCIĄŻ MOŻEMY BYĆ ROMANTYCZNI! Film równie dobry, co jego XXI-wieczny sequel, a oba tworzą dzieło znakomite i jedyne w swoim rodzaju. [Karol]

Najwybitniejszy film tzw. kina gadanego, najgenialniejszy bo przedstawia rozmowę dwóch tylko bohaterów, bez akcji, napięć, czy jakichkolwiek wypełniaczy, czysta dyskusja dwóch osób i zajmuje czas bez znużenia i nudy. Genialne. [Sonny Crockett]

 



27

Batman Returns (1992)
Powrót Batmana
reż. Tim Burton

Podczas gdy cały świat zachwyca się mocno przecenianym "The Dark Knight", najlepszy film na podstawie komiksu, a jednocześnie najlepszy film o Batmanie powstał w 1992 roku. "Batman Returns" to niesamowita mieszanka gotyku i niemieckiego ekspresjonizmu, groteskowy komiks z domieszką fantasy i horroru, doprawiony czarnym humorem, podtekstami seksualnymi i symbolami religijnymi. Łatwo było zamienić to w bełkotliwą katastrofę, ale Tim Burton (mający wtedy pełną kontrolę artystyczną) doskonale wyważył wszystkie elementy, łącząc to, co pozornie w ogóle do siebie nie pasowało. Dodajmy do tego fantastyczne role Keatona, Pfeiffer, De Vito i Walkena, genialną muzykę Elfmana i znakomitą scenografię. Majstersztyk. [Mierzwiak]

Unikat na skalę dziejową. Z wysokobudżetowej produkcji o najpopularniejszym superbohaterze świata, spętanej siecią umów z producentami zabawek i fast foodami - Tim Burton uczynił film w pełni autorski. Stylistycznie nawiązujący do niemieckiego ekspresjonizmu, pełen seksualnych podtekstów i makabry, z głównym bohaterem niewiele mniej obłąkanym niż czarne charaktery. To sztuka, jak dowodzi przykład niemiłosiernie wygładzonego Mrocznego Rycerza, niemożliwa w obecnym stuleciu. [Paszczak]

Bardzo udana kontynuacja Tima Burtona. Keaton, de Vito, Walken, Pfeiffer - lepszej obsady nie dało się skompletować do przeszytego chłodem terroru, rozgrywającego się w Gotham City. Pod względem rozrywkowym rzecz to bardzo dobra, a wizualnie dzieło dopieszczone do ostatniego detalu w scenografii. [Snappik]

W moim rankingu nie mogło zabraknąć jakiegoś filmu Tima Burtona mistrza gotyckich klimatów. Lata 90. to były czasy gdy Burton mrocznym, lekko absurdalnym klimatem, specyficznym czarnym humorem przykuwał uwagę widza, obecnie jest już raczej wypalony, no ale to o lata 90. chodzi. Wybrałem "Powrót Batmana" gdyż poza oczywistym fantastycznym klimatem jest też, może przesadzam ale filmem z najdoroślejszym scenariuszem w dorobku Tima Burtona. Ukazanie postaci jest mocno naznaczone psychologiczną ich stroną, nie chodzi o komiksowe postaci w dziwacznych kostiumach lecz o ludzi z uczuciami które szargają ich wewnątrz i na zewnątrz, motyw podwójnej tożsamości, maski to istotny element opowieści. Za takie dorosłe podejście do mojej ulubionej postaci z komiksów należy się szacunek i chwała dla Tima. [Sonny Crockett]

Najlepszy Batman jakiego nakręcono. Świetny klimat, wspaniałe scenografie i przede wszystkim Michelle Pfeiffer w roli Kobiety Kot. Absolutna czołówka kina lat dziewięćdziesiątych i filmów o super bohaterach. [Azgaroth]
 



26

Bram Stoker's Dracula (1992)
Dracula
reż. Francis Ford Coppola


Przestylizowany, ale jednak - perfekcyjny w detalach, które składają się na, jak dla mnie, idealną całość. Coppola bardzo niebanalnie podszedł do powieści Strokera: jest jednocześnie bardzo wierny gotycko-romantycznemu nastrojowi, ale jednocześnie obrazuje tylko najważniejsze wątki. Muzyka Kilara (chyba najlepszy podkład filmowy, jaki słyszałem), zdjęcia, scenografia, aktorstwo (wszystkich prócz drewanianej Kijanki) i w ogóle pomysł na film i odświeżenie klasycznego tematu - geniusz. Padam na kolana. Też ze względu na sentyment - to był mój pierwszy samodzielnie obejrzany film w kinie [desjudi]

Teatralny, barokowo rozbuchany popis wyobraźni jednego z największych reżyserów w dziejach. Subtelny niczym opery Wagnera i realistyczny jak twórczość Tima Burtona. Jako horror nie sprawdza się wcale, jako mroczna baśń o miłości zwyciężającej czas - potrafi zachwycić. Draculę można kochać lub nie znosić, ale ciężko zachować wobec niego obojętność. [Paszczak]

Jak stworzyć bardzo dobry film? Weź kilku dobrych aktorów - szczególnie niezapomnianego w roli Drakuli Gary'ego Oldmana, uroczego i konwekwentnego Keanu Reevesa, trzymającego poziom Anthony'ego Hopkinsa oraz piękną Winonę Ryder. Dodaj do tego świetne zdjęcia, ładne widoki i przyzwoite efekty. Całość okraś znakomitą ścieżką dźwiękową, w tym piosenką Annie Lennox zaczynającą się uderzeniem serca. Otrzymasz filmowe danie główne i deser, które zaspokoi nawet największy apetyt każdego kinomana. [Eorath]

Fenomenalny pokaz, jak w 1992 nakręcić film wyglądający jak wyrwany z innej epoki. Pełen atrakcyjnych zabiegów realizacyjnych, mocnego klimatu starego filmu grozy, dobrego aktorstwa i wybornej muzyki. [Craven]

Francis Ford Coppola w epickim stylu adaptuje jeden z najsłynniejszych horrorów jakie kiedykolwiek powstały. Doskonały gotycki horror, zachwycający swą stroną wizualną, zahaczającą czasami specjalnie o kicz. Jest to chyba najlepsza adaptacja książki Brama Stokera jaka powstała. Zaś sam Gary Oldman jako Hrabia Dracula, spokojnie może stanąć w jednym rzędzie z Belą Lugosim i Christopherem Lee. [Lawrence]



25

L.A. Confidential (1997)
Tajemnice Los Angeles
reż. Curtis Hanson

Nie wiem co robi na mnie większe wrażenie przy tym filmie - jego znakomita realizacja (scena równoległego przesłuchania zatrzymanych przez Exleya!) czy umiejętne wydestylowanie z niesamowicie złożonej i rozbudowanej powieści Ellroya wciągającej intrygi. No i ten klimat Los Angeles lat 50-tych, i te wyśmienite kreacje. Opus magnum współczesnego kryminału i najlepsze dzieło zarówno Curtisa Hansona, jak i Briana Helgelanda. I tylko żałować można, że panowie zagubili się twórczo w XXI wieku.[Jakuzzi]

Niebanalna historia, genialne aktorstwo, świetnie sklecona intryga, doskonałe zdjęcia, wciągająca akcja, solidny scenariusz bez wad, kapitalny klimat, dobra muzyka, konsekwentna reżyseria, idealne odwzorowanie realiów, umiejscowienie opowieści w konkretnych czasach i akuratność historyczna. Oraz emocje, mnóstwo emocji. Te elementy wciąż umacniają mnie w przekonaniu, że jest to produkcja znakomita i ocierająca się o wybitność (o ile nie wybitna). I jeśli Was to nie przekona, to... trudno. Ja wiem swoje :) [Mefisto]

Opus magnum Curtisa Hansona, solidnego rzemieślnika, który przejawiał w swoich filmach zalążki kinowej magii, ale w "Tajemnicach Los Angeles" wspiął się na absolutne wyżyny reżyserskiego fachu. Oparta na bardzo dobrej powieści Jamesa Ellroya, stylizowana na dawno zapomniany przez popkulturę filmowy czarny kryminał, opowieść ta nie posiada żadnych słabych stron. Świat wykreowany na ekranie ocieka seksem, korupcją, zbrodnią i straconymi złudzeniami, fabularna struktura balansuje odpowiednio pomiędzy klarownością, a tajemnicą zachęcającą widza do zagubienia się bez reszty w Mieście Upadłych Aniołów, z kolei aktorstwo po prostu poraża. Russell Crowe miażdży jako mięśniak o dobrym sercu Bud White, Guy Pearce osiąga absolutne wyżyny w roli ambitnego do bólu policjanta Eda Exleya, który dopiero odkrywa, co oznacza pojęcie honoru, Kevin Spacey jest wspaniały jako oślizły, ale urzekający niczym samo Hollywood Jack Vincenness, a Kim Basinger przywołuje czar niebezpiecznie czarujących femme fatale. To kino, które nigdy się nie zestarzeje. Najlepsza scena: Bud White nie wytrzymuje emocjonalnie podczas przesłuchania i gołymi rękami niszczy oparcie krzesła. [Beowulf]

Jeden z nielicznych dowodów na to, że tradycyjny czarny kryminał nie umarł waz z wprowadzeniem do kina koloru. Realizatorom Tajemnic jakimś cudem udało się zaadaptować obłędnie złożoną i misterną intrygę Jamesa Ellroya i zarazem perfekcyjnie oddać duszną atmosferę Los Angeles lat 50. Do tego dochodzi świetne aktorstwo jakichś nieznanych aktorów z Australii (jak wówczas określano Crowe\'a i Pearce\'a). {Paszczak]

Klimat pięknego lecz kryjącego brutalne tajemnice Los Angeles jest niesamowity. A w połączeniu z wciągającą historią i rewelacyjnym aktorstwem mamy dzieło kompletne. [Pegaz]

Hołd dla kina noir, a przy tym świetnie zagrana i wciągająca historia o Los Angeles tamtych czasów. Każdy z trójki aktorów Pearce - Crowe - Spacey fantastycznie odgrywa swojego bohatera, w Kim Basinger za swoją rolę otrzymała zasłużonego Oscara. Kto nie oglądał, niech szybko to nadrobi, gdyż "L.A. Confidental" to najwyższa półka amerykańskiego kryminału. [Anielski_pył]

 



24

The Truman Show (1998)
Truman Show
reż. Peter Weir

Szoł Trumana najlepiej podsumować stwierdzeniem, iż jest to film o facecie w beczce. Brzmi nieciekawie, prawda? Cały trick polega jednak na tym, że ta beczka wciąż się kręci, a my jak zahipnotyzowani śledzimy jego próby wydostania się z tejże, jednocześnie wciąż zastanawiając się, jak to się skończy - choć przecież odpowiedź doskonale znamy. W końcu Show must go on... Have fun! [Mefisto]

To jeden z tych filmów, które tak mocno "wkręcają" w wykreowaną na ekranie rzeczywistość, że - zgodnie z założeniem reżysera - zamazują granice pomiędzy tym, co realne, a co wymyślone. Wielokrotnie nachodzą mnie myśli związane z tym, że wszyscy jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu Trumanami, ludźmi sterowanymi przez otaczającą nas rzeczywistość i niewidocznych decydentów, którzy mają władzę nad życiem i śmiercią. Film Weira, tak jak "Okno na podwórze" Hitchcocka, czyli kolejny perfekcyjny "wkręcacz", z którym "Truman Show" ma zresztą wiele wspólnego, zdecydowanie wyprzedził swój czas. Przy okazji premiery wielu sarkało, iż to tylko wyolbrzymiona bajka, bez pokrycia w rzeczywistości. A teraz. wszyscy zauważamy, że nasze własne rzeczywistości, skłębione coraz częściej wokół niezbadanego niczym Seahaven medium Internetu, są jedynie fragmentem epoki, której nie da się ogarnąć w całości. Najlepsza scena: Truman siedzi z kumplem na pomoście, a w tle przygrywa subtelna melodia wygrywana na pianinie, a wszystko to perfekcyjna manipulacja Christofa. [Beowulf]

Dziecko szczęścia, urodzone na planie filmowym reality show, którego życie jest obserwowane na całym świecie za pośrednictwem telewizji. Mieszka w wyidealizowanym miasteczku, w którym wszyscy ludzie są pogodni, uśmiechnięci i szczęśliwi , a które okazuje się olbrzymim planem filmowym. Ale czy on również jest szczęśliwy ? Do czasu, gdy odkrywa gorzką prawdę. Jest to postać samotna i tragiczna. Czy poradzi sobie w prawdziwym świecie, skoro całe życie mieszkał pod kloszem? To dla niego ogromne wyzwanie. Poprzez ten film ukazane jest życie każdego człowieka w brutalnym świecie nic nieznaczących słów, gdzie miłość i przyjaźń często bywają jedynie grą. [cosmic13]

 



23

American Beauty (1999)
American Beauty
reż. Sam Mendes

Sam Mendes i jego niezwykle przenikliwe spojrzenie na amerykańskie społeczeństwo. Fascynujące stroną wizualną, poruszające dramatyzmem, zadziwiające genialnym aktorstwem całej ekipy. Warto obejrzeć i poświecić kilka chwil na przemyślenia o nim. [Pegaz]

Najkrócej ujmując Mendes nakręcił obraz o onanizującym się mężczyźnie pod prysznicem, którego dopadł syndrom wieku średniego. Ale to też bardzo ciekawy przekrój amerykańskiego społeczeństwa, szydzący z konsumpcyjnego trybu życia. Do historii już przeszła scena, w której Kevin Spacey poirytowany zachowaniem żony rzuca z całej siły talerzem w ścianę. I takie właśnie jest American Beauty - komediowe, ale jednak boleśnie prawdziwe. [Snappik]

Jeden z tych filmów który wywołuje szok ogląda się go do końca napisów, później reklamy i kolejny film nieważne jaki, kolejne reklamy i wszystko ze szczęką przy podłodze i oczach tępo wpatrzonych w ekran telewizora, dopiero po 3 godzinach nasz umysł wraca na normalne tory. Genialna kreacja Kevina Spacey jako facet w średnim wieku który chce przywrócić w sobie młodzieńczy zapał, co powoduje serię zdarzeń których kulminacja wywołuje wspomniany na początku szok. [Sonny Crockett]

Film ten idealnie pokazuje, że widz chce zobaczyć "jak", a nie "co". W pierwszej scenie dowiadujemy się, że Lester umrze. Film oczarowuje nas jednak obserwowaniem i dociekaniem jak i dlaczego do tego dojdzie. Jednocześnie fascynuje nas oglądaniem ostatniego, przełomowego roku w życiu nieszczęśliwego faceta z przedmieścia. [Craven]

Gdy zasiadałem do seansu tego filmu nie spodziewałem się takich emocji i takiego zdołowania po ostatniej scenie. Obraz Mendesa wciąga swoją historią do cna, przeżuwa i wypluwa nas jak dzisiejszy obiad. Wzruszający obraz przeciętnej amerykańskiej rodziny, okraszony ludzką tragedią, której widz tak łatwo nie zapomni. [Danus]


 

 



22

Saving Private Ryan (1998)
Szeregowiec Ryan
reż. Steven Spielberg

Prawdziwy film wojenny. Bez patosu, mundurów dopiero co spod żelazka i hollywoodzkich uśmiechów z jednej strony. Bez odgrywania ról supermanów, strongmanów i terminatorów z drugiej. Nie ma tu żadnej wielkiej akcji, która ma przesądzić o losach II wojny światowej. Nie ma boju o ciężką wodę, o działa Nawarony, o niezwykle ważny most. Nie ma też spektakularnego zamachu na generałów Wehrmachtu ani nawet na samego Hitlera. Nie ma złota, skarbów i wielkiej przygody. Bohaterem jest kapitan John Miller, który ma zadanie odnaleźć szeregowca Ryana. Z Oklahomy. Zwykłego żołnierza. Nawet nie oficera. Żołnierze są śmiertelni, odczuwają ból i strach. Wojna jest prawdziwa, żywa, ze zniszczeniami, cierpieniem i z krwią. Desantujemy więc razem z żołnierzami, łazimy po Normandii w poszukiwaniu Ryana, patrzymy na worek nieśmiertelników należących do tych, którzy polegli. Dzięki wspaniałym zdjęciom Janusza Kamińskiego jesteśmy uczestnikami tamtych wydarzeń. Wielkie widowisko prawie tak realistyczne jak sama Operacja Overlord. Jednocześnie nadano mu wymiar ludzki, a nie tylko wojskowo-historyczny, jak było do tej pory w tego typu produkcjach. [Kubeczek]

"Szeregowiec Ryan" zmienił podejście do kina wojennego w tak wielkim stopniu, że do dzisiaj nikt poza samym Spielbergiem ("Kompania braci") nie był w stanie do tego poziomu dorównać. Wojenna zawierucha nigdy wcześniej nie była pokazana tak realistycznie, że można było wręcz odczuć w kinie stęchliznę gnijących zwłok i stukot atakujących nieprzerwanymi seriami karabinów przeciwnika. Później, przy okazji kolejnych punktów postoju amerykańskich żołnierzy idących na ratunek pewnemu szeregowcowi, by na końcu stanąć do nierównej bitwy z niemieckimi wojskami, jest jeszcze lepiej, bowiem Spielberg wspina się na szczyty swoich reżyserskich możliwości, by pozwolić widzowi związać się emocjonalnie z bohaterami. Steven S. zasłużył na to, by nazywać go jednym z wielkich magików kina rozrywkowego. Najlepsza scena: lądowanie w Normandii, to chyba oczywiste! [Beowulf]

Najlepszy film wojenny w historii. Podręcznik kręcenia filmów wojennych, z którego korzystają wszyscy reżyserzy filmów wojennych. W temacie bitew II wojny światowej nic więcej powiedzieć się po prostu nie da. Kropka. [Military]

Główny zamysł fabularny wydaje się naiwny i jest tu trochę patosu, ale okropieństwa wojny i realizm w ich przedstawieniu wynagradzają wszystkie wady z nawiązką. I ciekawi mnie, jak wyobrażałbym sobie wojnę, gdybym nie zobaczył sceny lądowania w Normandii. [Patyczak]

Film ma sporą rysę - amerykański patos w najgorszym wydaniu i mitologizacja bohaterskich wojaków Wuja Sama. Ale posiada ponadto kilka niezaprzeczalnych zalet. Pokazuje śmierć żołnierzy taką, jaka rzeczywiście jest - krwawą, cichą, bez Wielkich Słów. A zaczyna się najbardziej sugestywną sceną batalistyczną w dziejach kina - masakrą na Omaha Beach. Spielberg mógł nakręcić arcydzieło, stworzył film "tylko " bardzo dobry. I dlatego należy go zobaczyć. [Anielski_pył]

Do tej pory pamiętam wrażenie, jakie wywarła na mnie scena desantu na Omaha. Nawet nie jestem w stanie tego opisać, w każdym razie po szczękę musiałem się udać do piwnicy. [Boudziou]

Mimo, że powstało kilka lepszych filmów wojennych, żaden z nich nie dorównuje filmowi Stevena Spielberga pod jednym względem - scena lądowania w Normandii zapiera dech w piersiach. Żałuję, że nie miałem przyjemności obejrzenia jej w kinie. Na oklaski zasługują zdjęcia Janusza Kamińskiego. [klaus_kinski]



21

JFK (1991)
JFK
reż. Oliver Stone

Oliver Stone w szczytowej formie. Nie ma tutaj miejsca na subiektywizm czy kompromisy - Stone wie, kto stoi za zamordowaniem prezydenta USA. I opowiada o tym w taki sposób, że po trzech godzinach znajdujemy tyłki na krawędzi siedzenia. A fakt, że film składa się w większości ze statycznych scen dialogu, konferencji i rozpraw sądowych, budzi tym większy podziw i szacunek. [Anielski_pył]

Niezależnie od prawdy (a ta zgubiła się dawno w morzu czasu, stosu papierów i otchłani ludzkiej zachłanności), którą w mocno stronniczy sposób stara się nam przedstawić Oliver Stone, to wciąż jeden z najlepszych - o ile nie najlepszy - thriller polityczny. I chyba najszybsze 200 minut w historii kina. [Mefisto]

Stary, dobry Oliver Stone - kręcący trzygodzinne filmy oparte na dialogach, które ogląda się z większym napięciem niż przepakowane efektami blockbustery. Szkoda że JFK się w ogóle kończy. Tak samo szkoda, że skończył się również sam Stone. [Military]

Film jest niesamowity chociażby przez to, że już w prologu dostajemy w pigułce to, co towarzyszyć nam będzie przez następne trzy godziny:zmieszanie prawdy z subiektywnym komentarzem, historii USA z własnymi teoriami, nagrania archiwalne poprzetykane ze wstawkami aktorskimi,...oraz stale pompujące napięcie. Jednak nic by to nie znaczyło, gdyby nie aktorstwo(Joe Pesci! Tommy Lee Jones! Donald Sutherland! Kevin Costner!), MONTAŻ(tak, tak, wielkie litery są jak najbardziej na miejscu) i zapadająca w pamięć muzyka Johna Williamsa. [Phlogiston]

Czołówka JFK jest lepsza od kilku ostatnich filmów Stone'a razem wziętych. Może Oliver jest lewakiem, ale ten film akurat pokazuje zgrabnie różne punkty widzenia i jest niewątpliwe pewnym ewenementem filmowym z czasów, kiedy Stone'a interesowało jeszcze poszukiwanie nowych horyzontów w kinie. To film, który opowiada o śledztwie, sam będący w istocie śledztwem popartym prawdziwymi dokumentami i nagraniami. [Albertino]

W każdym razie fakty są takie: film Stoneâ€'a wywołał swego czasu prawdziwą burzę. Wyszło m.in. na jaw, że w latach 70. odkryto nowe dokumenty i taśmy, a Ministerstwo Sprawiedliwości zamknęło sprawę i utajniło akta aż do 2029 roku. Kongres zdecydował się więc na ujawnienie ich, utworzenie specjalnej federalnej agencji, mającej zająć się zbadaniem wszystkich materiałów związanych z zamachem. [Mental, wypowiedź z forum]



WSTĘP   100-76   75-51  50-41  40-31  30-21  20-11  10-1 SUPLEMENT JANKESKI   |   SUPLEMENT ŚWIATOWY


Skomentuj wyniki na naszym Forum:
http://forum.film.org.pl/Thread-Wyniki-plebiscytu-Najlepsze-filmy-z-lat-1990-2000


PLEBISCYTY KMF
STRONA GŁÓWNA

Plebiscyt przeprowadził: Rafał Oświeciński [desjudi]
desjudi [at] film.org.pl
Klub Miłośników Filmu, Sierpień 2011