STRONA GŁÓWNA



Część trzecia rankingu.





WSTĘP   100-76   75-51  50-41  40-31  30-21  20-11  10-1 SUPLEMENT JANKESKI   |   SUPLEMENT ŚWIATOWY


50

Fargo (1996)
Fargo
reż. Joel & Ethan Coen


Jako widzowie jesteśmy na tyle przyzwyczajeni do światów filmowych - które stanowią doskonalszą wersję naszej rzeczywistości - że wolta dokonana przez braci Coen jawi się jako coś świeżego i nietypowego. Przedstawiona w "Fargo" historia została zbudowana wokół atrakcyjnej formuły filmu kryminalnego. Na próżno jednak szukać strzelanin i emocji, bowiem świat ten konstytuuje przede wszystkim normalność. Mimo tego, trudno określić dzieło amerykańskiego duetu mianem realistycznego, co doskonale podsumowuje klamra całej opowieści, stworzona za pomocą nawzajem wykluczających się napisów. Pierwszy z nich pojawia się na samym początku filmu i informuje, że historia ma swoje podłoże w autentycznych wydarzeniach. Drugi, końcowy napis jednak temu przeczy; dowiadujemy się bowiem, że wszelkie postaci i wydarzenia mają charakter fikcyjny. Mroźne "Fargo" pełne jest tego rodzaju paradoksów i zabaw z przyzwyczajeniami odbiorcy. Tutaj przedstawiciel prawa trafia na trop przestępcy nie dlatego, że jest szczególnie bystry, ale dlatego, że światem tym kieruje przede wszystkim ślepy los, wobec którego jednostka nie ma większego znaczenia. [Albertino]

Za każdym razem uderza po twarzy swoją zimną, lodową ręką. Nie opuszcza ciemnej strony mocy nawet na krok. Jedno z najbardziej udanych "dzieci" braci Coen, a już z pewnością jedno z najbardziej znanych, potrafi ściąć mrozem zachwytu nawet w najgorętsze lato. Jest wszystko, co tygryski lubią najbardziej - krew, intryga, mrok, mróz, Stormare, jeszcze raz krew i intryga. Siedzisz przed szklanym pudłem i trzymasz się poręczy fotela niczym urzędnik stołka w obawie przed gwałtownym spotkaniem się z ziemią, bo to co widzisz na ekranie to maestria w najczystszej, nieprzetworzonej postaci - lepszego filmu w tym klimacie, choć szukałem długo, do dziś nie znalazłem, choć szukać cały czas będę. [Burial]



 



49

The Game (1997)
Gra
reż. David Fincher

Lata 90. to dla Finchera wspaniały okres - nakręcił wtedy cztery filmy i wszystkie w każdym calu wyjątkowe. Połowa z nich nie została jednak należycie doceniona przez ogół i "Gra" zalicza się właśnie do tej dwójki. Trochę szkoda, bo przy całym kulcie "Fight Club" i wybitności "Siedem", to właśnie "Gra" pozostaje moim ulubionym filmem reżysera. W dodatku jedynym, który zdołał zaskoczyć mnie aż dwukrotnie. Warto zagrać. [Mefisto]

Znudzony życiem, w tej roli Michael Douglas, dzięki bratu zostaje wprowadzony do niebezpiecznej gry, która odmieni jego życie i w której poczuje wysoką dawkę adrenaliny. Dzięki grze, główny bohater nabierze dystansu do życia i innego spojrzenia na świat. Reżyser od samego początku wciąga nas w balansującą na granicy życia i śmierci grę, która dopiero pod koniec filmu się wyjaśnia. [cosmic13]  



48

Fear & Loathing in Las Vegas (1998)
Las Vegas Parano
reż. Terry Gilliam

Ten film to najgenialniejszy pokaz narkotycznej jazdy, jaki można sobie wyobrazić. Opowieść o przygodach reportera Raoula Duke\'a jego przyjaciela adwokata Dr Gonzo i ich arsenału popularnych i mniej znanych środków psychotropowych wzmacnianych popijanym alkoholem to jazda na maksa, pełna absurdalnych wydarzeń, postaci nie z tej rzeczywistości, gadów, nietoperzy i obrazów Barbary Streisand a wszystko to w mieście które samo w sobie jest mocno nierealne i potencjalnie uzależniające - Las Vegas. Ostrzeżenie: Oglądanie w stanie po spożyciu czegokolwiek może być niebezpieczne jeszcze ktoś pomyśli że też tam był, zaleca się spożycie filmu w stanie całkowicie wolnym od substancji wzmacniających percepcję ;) [Sonny Crockett]

Z jakiegoś powodu Las Vegas Parano nieodparcie kojarzy mi się z Paragrafem 22 (książką, nie cienkim filmem). To chyba przez jego absurdalny humor, zaskakująco złożoną, a jednocześnie prostą do bólu fabułę, a także fakt, że mogę go oglądać na okrągło i nigdy mi się nie znudzi. [Military]

Johnny Depp chyba nigdy nie był filmowany z taką pasją, jak tutaj. "Las Vegas Parano" w kinie to wielkie przeżycie: Raoul Duke we wszystkich kolorach, rozciągnięty na cały ekran niczym bohaterowie Sergio Leone, naćpany, podniecony, przestraszony, obrzydzony. To mój ulubiony wizualnie film Gilliama, i przy tym jeden z najlepszych filmów o wredocie zejścia. Ameryka jako lunapark. Karnawał, który przestał bawić, a zaczął przerażać. Przy czym Gilliam bynajmniej nie występuje przeciwko radości chaosu - po prostu ilustruje związane z nim lęki. Wspaniałe! [Arte]

Mój numero uno, jeśli chodzi o filmografię Gilliama (choć czasem zamienia się miejscami ze "Świętym Graalem"). Chyba nikt nie oddał w tak doskonały sposób tej popieprzonej atmosfery jaka towarzyszyła bitnikom i ich następcom. Film Gilliama na zmianę przeraża i rozśmiesza, odrzuca i zachęca do dalszego oglądania - działa jak narkotyk, wciąż chce się więcej. [Fidel]

 



47

Eyes Wide Shut (1999)
Oczy szeroko zamknięte
reż. Stanley Kubrick

Maska jest jedną z głównych figur antropologii, elementem pojawiającym się w rozmaitych formach w każdej kulturze. Właśnie o niej, w sposób niezapomniany, opowiada nam Stanley Kubrick w swoim ostatnim filmie. Spośród wielu możliwych ścieżek interpretacyjnych, to właśnie ta dotycząca maski wydaje mi się być najciekawszą, dającą największą satysfakcję. Karnawałowa maska jako zakrycie twarzy fizycznej oraz twarz ludzka jako zakrycie tego, co uwalnia się w momencie, gdy zakrywamy oblicze maską z porcelany - "oczy szeroko zamknięte", nieustannie. Naszym jedynym ratunkiem jest seks, który otwiera oczy i tłucze porcelanowe maski. Tylko czy aby na pewno? Doskonałe kino. [Fidel]

Niedocenione jak należy ostatnie dzieło maestro. A przecież jest tak bliski życia potocznego jak to tylko możliwe dotykające naszej intymnej sfery tak, że można wejść w skórę Cruise'a i poczuć to co on podczas jego wędrówki. I nie widziałem nigdzie indziej lub lepiej niż tu, by seks potraktowano tak bardzo transcendentalnie. Kubrick mający na koncie najlepszy film sf zrobił również najlepszy thriller erotyczny w historii. [Joe Chip]

Podobno sam Kubrick, tuż przed premierą, stwierdził, że jest to jego najlepszy i najdojrzalszy film. I ja, w przeciwieństwie do większości krytyków i widzów, zgadzam się z nim. Być może filmowi zaszkodziło to, że reklamowany był jako thriller erotyczny, a zamiast powtórki z Nagiego instynktu otrzymaliśmy dzieło z pogranicza jawy i snu, z którego wręcz wylewa się oniryczny klimat. I to właśnie ten klimat, w połączeniu z motywem kryzysu małżeńskiego i unoszącym się w powietrzu erotycznym napięciem, stanowi dla mnie główną siłę ostatniego filmu Kubricka. [Perfik]

Wielkie pożegnanie z filmem Mistrza. Film niedoceniony w swoim czasie, obecnie nabiera coraz większego znaczenia, coraz większych rumieńców. Jest to bowiem film jedyny w swoim rodzaju - ni to dramat obyczajowy, ni to thriller, ni horror, ni erotyk, choć wszystko to zawiera w sobie, będąc przy okazji dziełem z pogranicza jawy i snu, ubranym w skromną, pedantyczną formę. I ten wyraźny, odważny przekaz - "Let's fuck". Znakomite, wymagające kino. [desjudi]


 



46

Clerks (1994)
Sprzedawcy
reż. Kevin Smith


Oto przykład filmu, który udowadnia trzy tezy. Po pierwsze, nie potrzeba dużych pieniędzy, by przedstawić na ekranie interesujące wydarzenia i ciekawych bohaterów. Wystarczy mikroskopijny budżet w wysokości 27 tysięcy dolarów (pochodzący w większości ze sprzedaży kolekcji komiksów) i pomysł. Pomocne może też być przekonanie kierownika, by wykorzystać miejsce pracy, jako lokalizację. I zatrudnienie kolegów do głównych ról. Po drugie, da się trzymać widza w napięciu samymi dialogami. Wprawdzie wiemy to również z innych produkcji, jak na przykład "12 gniewnych ludzi", ale tam mamy do czynienia z gwiazdami, a nie anonimowymi twórcami. I wreszcie po trzecie, o rzeczach ważnych warto mówić z przymrużeniem oka oraz robić użytek z figury retorycznej zwanej ironią. Dane i Randall to najzwyklejsi w świecie młodzi ludzie, toczący rozmowy o seksie, "Gwiezdnych wojnach", miłości, pracy... Słowem ludzie, jakich wiele. I dlatego tak śmiesznie łatwo się z nimi identyfikować. Kevin Smith, facet wychowany na filmach i komiksach, stworzył zwierciadło, w którym przeglądali, wciąż przeglądają i będą przeglądać się dwudziestoparolatkowie. A należą mu się tym większe brawa, że zrobił to środkami minimalistycznymi. [Dirk]

Jeśli jakość komedii mierzyć bólem mięśni brzucha i bezwarunkowymi skurczami mimicznymi - to "Sprzedawcy" są prawdopodobnie najśmieszniejszym filmem, jaki kiedykolwiek widziałem. Kult-klasyka, zawodowo zrobiona przez amatorów. [desjudi]

Film-nadzieja dla każdego młodego, domorosłego filmowca. Jest czarno biały, tani, z amatorami przed kamerą, zrodzony z pasji i miłości do kina. Jednak nadzieja dzisiejszych amatorów jest pozorna - dziś nikt nie przebiłby się takim filmem z mocnym humorem i aluzjami czytelnymi dla swojego pokolenia. [Sonny Crockett]

Są chamscy, niezdyscyplinowani i przypuszczalnie mają Cię w dupie, drogi kliencie. W dodatku ich życie to seria ciągłych porażek i zawodów. Ale to i tak jedyna obsługa warta swej ceny i wszelkich zachwytów. A jeśli Ci to nie pasi - cóż... tam jest wyjście. [Mefisto]

Gadają, gadają, wciąż gadają. Film o dwójce bohaterów prowadzących swoje dysputy. W dodatku akcja dzieje się przeważnie w jednym pomieszczeniu i czarno-białej kolorystyce. Brzmi jak opis jakiegoś eksperymentalnego kina moralnego niepokoju, ale tak naprawdę jest to świetna i inteligentna komedia, fenomenalny debiut zrobiony za małe pieniądze, który nie nudzi ani przez jedną chwilę. [Semi]



45

Back to the Future III (1990)
Powrót do przyszłości 3
reż. Robert Zemeckis

"Powrót do przyszłości" zajmuje wysokie miejsce na mojej liście ulubionych trylogii i właściwie zawsze postrzegałam je jako całość. Pierwsza część jest najbardziej kanoniczna, druga najmroczniejsza, trzecia. Trzecia jest niebywale zabawna i to jest podstawowy plus. Komiczne jest zestawienie po trosze komiksowej i uproszczonej wizji Dzikiego Zachodu ze współczesnością. Rozbrajające są przewijające się stałe motywy i to, jaką formę przyjmują: zegar, Biff, Clint Eastwood. Rozmach całości (ten pociąg!), jakkolwiek może nieco absurdalny, stanowi apogeum Zemeckisowskiej zabawy kinem i konwencją. No i ten nieporadny, rozbrajająco uroczy i niewinny wątek romansowy, który pozwala odkryć zupełnie nową twarz szalonego Doktorka. Do całej trylogii mogę wracać bez końca i nigdy mi się nie nudzi. I, co najważniejsze, bawi za każdym razem, chociaż znam ją już przecież praktycznie na pamięć.[Deina]

Znakomite zwieńczenie jednej z najbardziej magicznych i niezwykłych trylogii wszechczasów. Trójka, mimo iż zrealizowana w zupełnie innej konwencji, jest świetnym dopełnieniem poprzednich części i w doskonałym stylu zamyka zawiłą historię Doktora Browna i Marty'ego McFly. "Powrót do przyszłości III" jest idealna mieszanką humoru, przygody, błyskotliwych dialogów i przesympatycznych, świetnie zarysowanych postaci. To kino bezpretensjonalne, błyskotliwe, pełne entuzjazmu i mocy, o której dzisiejsze blockbustery mogłyby tylko pomarzyć. [Karol]

Nie jest to moja ulubiona część trylogii Zemeckisa, co nie zmienia faktu że jako autonomiczny film trzecią część BTTF lubię bardzo, głównie za całą westernową otoczkę, po prostu znakomicie się to ogląda. No i to godne zakończenie całej trylogii. [Boudziou]



 



44

Snatch (2000)
Przekręt
reż. Guy Ritchie

Jeden z najbardziej "cytowalnych" filmów w historii kina, którego ścieżkę dialogową każdy fan komedii gangsterskich powinien wykuć na pamięć. Tak, "Porachunki" były wcześniej, ale to "Przekręt" jest ojcem, matką, dziadkiem, babką, wszystkimi ważniejszymi kuzynami i najlepszym przedstawicielem tego podgatunku. Galeria wyrazistych i pamiętnych postaci (Borys Brzytwa! Bełkoczący Brad Pitt! Bullettooth "Desert Eagle .50" Tony!), przemyślana i fajnie zazębiająca się fabuła - wszystko to sprawia, że mógłbym ten film oglądać regularnie i na okrągło. [Ciuniek]

Geniusz. Tak wiele postaci, szereg wątków, wszystko jednak nie jest zmiksowane, posiekane. Oj nie. To jest splecione w przezabawną kompletną historyjkę. Plejada wyrazistych postaci, niepoprawnych stereotypów, zbiegów okoliczności. [Craven]



 



43

Natural Born Killers (1994)
Urodzeni mordercy
reż. Oliver Stone

Chryste Panie na gumowym bananie, cóż to za film! Po pierwsze, to realizacyjny majstersztyk, w którym teledyskowa forma - w ogóle, różnorodność, chaos form wszelakich - idealnie współgra z genialną treścią. To jest to "po drugie" właśnie - fabuła. O medialnych manipulacjach, o modach, o fascynacjach nie tym, co pozytywne, a tym co głośne, spektakularne. Mamy historię miłosną jak z tabloida, do tego w wykonaniu pary morderców nie mających powodu by mordować, jednak robiących to na tyle atrakcyjnie, że nie wypada przyklasnąć. Publiczność kocha ich za efektowność, tak samo jak pokochała zbrodnie tych najsłynniejszych, których twarze i nazwiska idealnie pasują na t-shirty. "Są fajniejsi niż Charles Manson". Zaiste, fajni. "They' re so cool, they're so great!". Zajebiści! Innymi słowy - to prowokacyjny, odważny i błyskotliwy komentarz na temat brzydkiej twarzy współczesnej kultury medialniej kreującej trendy i operującej różnego typu wyuzdaniami. Do tego GENIALNA ścieżka dźwiękowa, w której obok nostalgicznego Leonarda Cohena pojawia się jazgotliwe Hole, a obok operowej Diamandy Galas - Nine Inch Nails. Bomba w każdej minucie! [desjudi]

Obok "Ksiąg Prospera" Greenawaya wymieniany jako jeden z filmów, które miałyby zrewolucjonizować formę dzieła filmowego, rozpoczynając tym samym kinowy postmodernizm. Stwierdzenie postawione moim zdaniem nieco na wyrost, lecz nie zaprzeczające faktowi, że "Urodzeni mordercy" to po prostu doskonały film. Szokujący nawet jak na swoje czasy (a to nie łatwe) powinien być wyświetlany w duecie z "Funny Games" Hanekego. Najpierw pobawilibyśmy się w zabijanie z dwójką przesympatycznych kochanków, aby następnie ze zdwojoną siłą zorientować się, jakie z nas potwory. Fajnie popatrzeć na zabijanie w stylu Stone'a - brzmi okropnie, ale to prawda. [Fidel]

Stary, dobry Stone, kręcący filmy zabijające formą, a przy tym niegłupie i doskonale zagrane. Podobno niektórzy oburzają się, że scenariusz Tarantino został zanadto pozmieniany, a postaci spłycone. I bardzo dobrze - bo w przeciwnym razie znów mielibyśmy do czynienia z przegadaną orgią plagiatów, a tak - mamy coś nowego i jedynego w swoim rodzaju. [Military]

Najbardziej zakręcony wizualnie film Stone'a. Historia pary morderców, Micky'ego i Mallory, staje się tylko pretekstem na satyrę o mediach, ich rolę oraz destrukcyjny wpływ na moralność społeczeństwa. W obsadzie zaś plejada gwiazd, z Downey'em Jr. i Lee Jonesem na czele. [Anielski_pył]


 

 



42

Trainspotting (1996)
Trainspotting
reż. Danny Boyle

Gdyby ten film zrobiono w Polsce, dostawalibyśmy skrętu kiszek, patrząc na kolejne martyrologiczne dziełko. Dzięki bogowie Olimpijscy, że postanowili go nakręcić Brytole. Film o gapieniu się na pociągi, marnowaniu godzin, dni, tygodni, miesięcy i lat, a przede wszystkim o konieczności dokonywania wyborów. A Ty co wybierzesz, kiedy ktoś powie do Ciebie: "Choose life. Choose a job. Choose a career. Choose a family. Choose a fucking big television (...) Choose good health, low cholesterol and dental insurance. (...) Choose your friends. Choose leisure wear and matching luggage. (...) Choose DIY and wondering who you are on a Sunday morning. (...) Choose your future. Choose life..."? [Eorath]

OK, wybory są ważne, a ich podjęcie i wierność zasadom potrafią wynieść każdego na moralne wyżyny. Ale wiecie jak to jest - to nie zawsze wychodzi. I właśnie takie jest "Trainspotting" - nie moralizujące. Bez zadęcia, bez pokazywania palcem, bez krzyczenia o tym co dobre, właściwe i zgodne z higieną życia rodzinnego. Bo narkotyk w żyłach to przyjemność - pamiętajcie o tym, nie dajcie się otumanić, taka jest prawda, jest lepszy niż orgazm. Przy tym Danny Boyle, który stworzył doskonały film ze średniej powieści Irvine Welsha, nie zapomina o nienachalnym, pozytywnym, budującym przekazie. I w tym przejawia się geniusz "Trainspotting" - w łączeniu tego, co atrakcyjne z tym, co prawdziwie wartościowe. [desjudi]

Film, który jest niczym jedna wielka narkotyczna wizja. Komedia, dramat, sensacja, horror - wszystkie te gatunki Danny Boyle idealnie zmiksował w jedno prawdziwe arcydzieło, które o narkotykach mówi wprost - ich branie jest fajne! Człowiek zaaplikuje sobie działkę, zrelaksuje, odleci, czasem tylko ma pecha i odchodzi z tego świata. Fenomenalne kino z rewelacyjnym aktorstwem (role życia Ewana McGregora i Roberta Carlyle'a) i kapitalną ścieżką dźwiękową. [Pegaz]

Ukochany film lat 90-tych i z tym latami nierozerwalnie związany. O narkotykach, ale i o życiowych wyborach, o przyjaźni. Siłą tego filmu są pomysłowe wizualizacje stanów odmiennych i idealnie dobrany Ewan McGregor. [paj]

Wiarygodny, a przy tym dość luzacki i nie pretensjonalny, z masą świetnych scen i rewelacyjnym McGregorem w głównej roli. Na dokładkę bardzo dobry soundtrack. Najlepszy film o tematyce dragów, z jakim miałem styczność. [Boudziou]

Pozornie prosty film o grupce drobnych ćpunów ze Szkocji, w którym Danny Boyle kreśli niezwykle barwy fresk o sztuce wyboru i dojrzałości. Narracja i agresywny montaż pozwalają całkowicie się w tym świecie zatracić, humor kładzie na łopatki, a Begbie to mały idol niejednego dyskotekowego zawadiaki. I ten przykuwający uwagę Ewan McGregor, mówiący z takim akcentem, że bez napisów nie można wiele zrozumieć :) [Anielski_pył]



41

Dances with Wolves (1991)
Tańczący z wilkami
reż. Kevin Costner

Wariacja na temat historii Pocahontas? Tak. Proekologiczne przesłanie? Jest. Chwilami dłużąca się narracja? Owszem. Przesadna gloryfikacja Indian? Też. Ciutkę rozbuchane ego Costnera? Bywa. Ale te drobne skazy, które tak lubią recytować przeciwnicy filmu, nijak nie zmieniają faktu, że jest to obraz po prostu piękny, przepełniony jakimś mistycznym spokojem i prezentujący we wspaniały sposób coś, co niesłusznie przeminęło dawno temu w Ameryce. Wyjątkowy fresk, który nawet dwie dekady później wciąż potrafi poruszyć i zachwycić. [Mefisto]

Można zarzucić Costnerowi sentymentalizm, ale jedynie taki w najlepszym możliwym wydaniu. Historia białego amerykańskiego porucznika z czasów wojny secesyjnej. Człowieka, który odnalazł prawdziwe "ja" wśród teoretycznie obcych, jakim byli dla niego Indianie. Cywilizacja plemienia Siuksów okazuje się pod wieloma względami bardziej dojrzała niż ta narzucana przez białych osadników. [Bogusz Dawidowicz]

To jedyny film, w którym lubię Kevina Costnera. Aktor ten pasuje do tego obrazu tak bardzo, że nie wyobrażam sobie, aby ktoś inny mógł zagrać tę rolę. Chyba w żadnym innym filmie nie udało się Costnerowi tak zespolić z dziełem, w którym występuje. Odnoszę wrażenie, że on tym projektem nie tylko żył i je rozumiał doskonale (reżyseria), ale też przesiąkł nim na wskroś. Stał się jego częścią tak dobrze dopasowaną, jakby naprawdę był porucznikiem Dunbarem i rzeczywiście żył w tamtych czasach. To się nazywa być wiarygodnym. [Kubeczek]



WSTĘP   100-76   75-51  50-41  40-31  30-21  20-11  10-1 SUPLEMENT JANKESKI   |   SUPLEMENT ŚWIATOWY


Skomentuj wyniki na naszym Forum:
http://forum.film.org.pl/Thread-Wyniki-plebiscytu-Najlepsze-filmy-z-lat-1990-2000


PLEBISCYTY KMF
STRONA GŁÓWNA

Plebiscyt przeprowadził: Rafał Oświeciński [desjudi]
desjudi [at] film.org.pl
Klub Miłośników Filmu, Sierpień 2011