STRONA GŁÓWNA



Część druga rankingu.





WSTĘP   100-76   75-51  50-41  40-31  30-21  20-11  10-1 SUPLEMENT JANKESKI   |   SUPLEMENT ŚWIATOWY


75

Scent of a Woman (1992)
Zapach kobiety
reż. Martin Brest


Można by się zachwycać znakomitą rolą Ala Pacino - niewidomego Pułkownika, który chce i lubi korzystać z życia, czerpiąc pełnymi garściami i ciesząc się każdą chwilą. Można doceniać partnerującego mu uroczego Chrisa O'Donnella, który uczy się, jak smakować moment. Jednak dla mnie Zapach kobiety to przede wszystkim dwie sceny. Pierwsza to szalona jazda ulicami miasta, kiedy kierowcą jest Pułkownik, a jego pasażerem i jednocześnie oczami zalękniony opiekun (tudzież podopieczny). Druga to oczywiście tango - raz tak zatańczyć tango z Alem Pacino i można umierać - po cóż oglądać Neapol? [Eorath]

Film który zdobył wiele nagród, ale nie uchodzi za jakieś arcydzieło. Słyszałem, że Al Pacino dostał nagrodę trochę na wyrost, że szarżował w filmie, że mdłe, że nieciekawe, że O'Donnell słaby. Daj bóg takich średnich filmów więcej. Dla mnie to film wielokrotnego użytku, ma fabułę z przesłaniem, nie żadnym wydumanym, prostym do odczytania dla każdego. Do tego są tu sceny pamiętne jak Tango Pacino i Gabrielle Anwar czy przemowa Franka Slade'a w obronie Charlie Simms. A jeżeli są sceny pamiętne, to oznacza, że film nie był czymś zwykłym. [Sonny Crockett]

 



74

The Green Mile (1999)
Zielona Mila
reż. Frank Darabont

Darabont jako jeden z nielicznych twórców ma rękę do adaptacji prozy Kinga, a "Zielona Mila" - bo wcale nie osławieni "Skazani na Shawshank" - jest jego najlepszym filmem. Przenosząc opowieść mistrza grozy na taśmę filmową Darabont trzyma się bardzo blisko oryginału, lecz nie jest to jedynie bezmyślne kopiowanie kolejnych partii tekstu. Reżyser podkreśla kluczowe dla odbioru filmu elementy czyniąc z opowieści o dobrodusznym, czarnoskórym wielkoludzie historię o niezmienności natury ludzkiej. Dostaliśmy bowiem kolejnego Zbawiciela, lecz doświadczenie nie nauczyło nas niczego. Mimo oporu nielicznych znów straciliśmy nadzieję, przytwierdzając go do kawałka drewna, aby skonał na naszych oczach. Tym razem skonał jednak nieco szybciej, w końcu technika poszła do przodu. [Fidel]

Zielona Mila jest filmem, który w bardzo melancholijny sposób przedstawia temat więziennictwa. Wyróżnia ją niespotykany klimat, idealnie dobrana scenografia oraz bardzo uwydatniony motyw śmierci i niesprawiedliwości. Dostrzec można bezsilność człowieka w stosunku do systemu kar i śmierci, oraz to, że rzeczy które czasem wydają nam się codziennością, wcale nie muszą być normalne, a wprost przeciwnie - mogą odbić się na naszej dalszej egzystencji. [cosmic13]

 



73

Carlito's Way (1993)
Życie Carlita
reż. Brian de Palma

Może narobię sobie wrogów, ale przy całej zajebistości "Człowieka z blizną", film z 1983 nie może się równać z powstałym dekadę później "Życiu Carlita". Tony Montana to młody gniewny pnący się szybko na szczyt przestępczej hierarchii, i równie szybko spadający na dno. Carlito Brigante to legenda wśród młodych gangsterów, człowiek wyważony, doświadczony i dojrzały. Montanę napędza kokaina, ambicja i pożądanie do kobiety. Carlito chce jedynie spokojnie spędzić resztę życia na uczciwej pracy u boku ukochanej. W "Człowieku z blizną" obraz wręcz pulsował energią eighties. Z "Życia Carlita" bije mądra melancholia. Dla miłośników filmów gangsterskich(i filmów w ogóle) pozycja obowiązkowa! [Phlogiston]

 



72

The Fugitive (1993)
Ścigany
reż. Andrew Davis

Nikt tak pięknie nie ucieka jak Ford i nikt nie ściga w takim stylu jak Tommy Lee Jones. Znam każdą scenę na pamięć, a film i tak trzyma w niebywałym napięciu. I plus za polski wątek. [patyczak]

Jeden z tych filmów, które można oglądać w nieskończoność. Harrison Ford jest stworzony do grania bohaterskich Everymanów. Postaci uwielbianych przez widzów, takich, którym kibicujemy od samego początku. Bohaterów, jakimi wierzymy, że sami moglibyśmy się stać. [Bogusz Dawidowicz]

Bohater grany przez Harrisona Forda miałby zamordować swoją żonę? Nigdy! Dlatego też z zapartymtchem oglądamy perypetię naszego bohatera niesłusznie oskarżonego o morderstwo. Świetny iwciągający film, z wyrazistymi rolami Harrisona Forda i Tommy Lee Jonesa. [Lawrence]
 



71

The Last of the Mohicans (1992)
Ostatni Mohikanin
reż. Michael Mann


Wzorcowy film przygodowy, oparty na skądinąd śmiertelnie nudnej powieści Coopera. Pieczołowicie oddane realia, przepiękna muzyka i oczywiście niezmiennie wielki Daniel Day-Lewis - czegóż chcieć więcej. Oczywiście wbijającego w fotel finału, którego również Mann nie pożałował swym widzom. [Paszczak]

(...)Jak to nie czuć tutaj Manna? Ten człowiek ma przecież obsesję na punkcie realizmu. Deppa wsadził w spodnie Dillingera, a tutaj? Innych - tak szczegółowo i realistycznie - oddanych bitew na broń białą ze świecą szukać. Poza tym - zgadzam się, że ten film jest po prostu piękny i kropka, ma w sobie magię i melancholię tego starego, klasycznego kina przygodowego. Muzyka rządzi. Zakończenie wgniotło mnie w fotel - dawno nie oglądałem tak intensywnego i sprawnie opowiedzianego zakończenia jakiejś historii. Obejrzyjcie te końcowe walki jeszcze raz, doceńcie pracę kamery, montażu i tej wzrastającej w crescendo muzyki. Ach i och :) Możecie mnie zjeść, ale ja stawiam Mohikaninowi 9/10 i stawiam go obok "Gorączki". Tym filmem Mann udowodnił, że jest nie tylko reżyserem stworzonego przez siebie autorskiego świata pełnego policjantów i rabusiów, ale jest po prostu bardzo utalentowanym artystą, dobrze się czującym w każdym gatunku filmowym [Rodia, wypowiedź z forum]



70

The Boondock Saints (1999)
Święci z Bostonu
reż. Troy Duffy

Było sobie dwóch braci, walecznych, którzy nie dawali sobie dmuchać w kaszę, walczących w imię irlandzkiego honoru. Kiedy została im objawiona wola Najwyższego, ruszają z misją zbawienia świata ogniem, widowiskowymi strzelaninami i efektownymi bijatyki. A kiedy jednego z braci gra młody Indiana Jones - Sean Patrick Flannery - bawię się tym lepiej, nawet na dwudziestym seansie. [Eorath]

Film, jakiego nie powstydziłby się Tarantino. Zaburzona chronologia wydarzeń, świadome odniesienia do innych filmów, kolaż kilku gatunków składają się na dzieło, przy którym trudno źle się bawić. Bawić, bo Święci z Bostonu, to przede wszystkim nietuzinkowa rozrywka. [Bogusz Dawidowicz]

 



69

The Rock (1996)
Twierdza
reż. Michael Bay

Najlepszy film akcji lat 90. i jeden z najlepszych w historii kina. Koniec. Kropka. Fantastycznie rozegrana opowieść o walce dobra ze złem, ale pełna ambiwalentnych postaci - a także efektownych pościgów, dramatycznych zwrotów akcji, desperackich strzelanin, ociekających patosem scen i świetnie wtrąconych komediowych przerywników. To zresztą jeden z ostatnich przykładów oldskulowego kina akcji, w którym fabuła - nawet jeśli naciągana, to logiczna w ramach świata przedstawionego - dorastała do poziomu efektowności widowiska. Rocznik 1996, czyli wraz z kolejnym rokiem czy dwoma przełomowy dla Hollywood okres, po którym nic nie było już takie samo.Najlepsza scena: grupa amerykańskich komandosów wpada w pułapkę w kanałach twierdzy Alcatraz, po czym w błysku plujących kulami karabinów i w takt niesamowitej oprawy muzycznej Nicka Glennie-Smitha oraz Hansa Zimmera wszyscy po kolei żegnają się z życiem. [Beowulf]

Nie trzeba lubić Michaela Baya, ale Twierdzę uważam za jego najlepsze dokonanie w karierze. To akcyjniak, który wciąga, angażuje, nie razi głupim humorem. Realizacyjnie jak to u Baya - zajebioza, ale bez niepotrzebnych fajerwerków. Jeden z moich ulubionych tytułów lat 90. [Snappik]

 



68

Jacob's ladder (1990)
Drabina Jakubowa
reż. Adrian Lyne

Kino lat 80. stworzyło thrillery jakie tygryski lubią najbardziej mroczne, niejasne, unurzane w brudzie i stęchłym zapachu z makabrą ale nie podaną na talerzu. "Drabina Jakubowa" to jeden z ostatnich takich filmów. Opowieść o byłym żołnierzu na którym dokonano eksperymentów medycznych, w wyniku których ma przerażające wizje to rzecz mocna i obowiązkowa dla fana thillerów sprzed epoki "Pił" czy innych "Toporów". [Sonny Crockett]

Autentycznie żałuję, że Drabina Jakubowa nie pojawi się w plebiscycie na najlepszy film lat osiemdziesiątych, bo wtedy mogła by się mierzyć ze swoim duchowym bratem, czyli ze starszym o trzy lata filmem "Harry Angel". Ale ad rem - Drabina Jakubowa łączy niesamowity klimat z oryginalnym spojrzeniem na piekło, niebo, śmierć, życie, oraz szaleństwo. To blisko dwugodzinna filmowa łamigłówka. Wielki mindfuck. Główna inspiracja dla twórców "Silent Hill". Mistrzowski Tim Robbins. Arcydzieło. [Phlogiston]


 

 



67

The Fisher King (1994)
Fisher King
reż. Terry Gilliam

Jeden z najpiękniejszych filmów o męskiej przyjaźni, jakie dane mi było oglądać. Dwójka głównych bohaterów, jeden bardziej zwariowany od drugiego, pomaga sobie wzajemnie przezwyciężyć osobiste traumy i odnaleźć się jakoś w obojętnym świecie. To także dowód Terry'ego Gilliama, bodaj najbardziej pozytywnie szajbniętego twórcę ostatnich trzech dekad, na to, że w świecie pełnym "normalnych" ludzi, cierpiących na szereg "chorób duszy", nie potrafiących się otworzyć na drugiego człowieka, to właśnie ci, którzy odstają od przyjętych reguł społecznych, są normalnie. Fantastycznie zainscenizowany (scena tańca na dworcu!) i poprowadzony (leżenie nago na trawce!) film, który ma jeszcze jedno ważne przesłanie - każdy ma swojego Graala.Najlepsza scena: wyobrażenia Parry'ego na dworcu [Beowulf]

Takie miszmasze gatunkowe rzadko wypalają, ale tutaj o dziwo udało się wybornie. Czego tu nie ma? Dramat psychologiczny, "buddy movie", komedia, fantasy, dwa wątki romansowe (jeden "normalny", drugi "outsiderski"), musical (jedna najbardziej "magicznych" scen, jakie kiedykolwiek widziałem w filmach), opowieść o przyjaźni, o wyjściu ze swego rodzaju życiowego dołka (a każdy z bohaterów ma własny dołek w gruncie rzeczy). A do tego jeszcze, jak to u Gilliama, sugestywna wizja plastyczna (z tradycyjną u niego dawką brudu i syfu, tym razem w dzielnicy bezdomnych), rewelacyjna muzyka i aktorstwo... Sam koncept zestawienia legend arturiańskich z Nowym Jorkiem lat dziewięćdziesiątych genialny i moim zdaniem znakomicie wykorzystany. [jarod]



66

Crouching Tiger, Hidden Dragon (1999)
Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok
reż. Ang Lee

Ileż to ekspresji jest w tym niesamowitym filmie. Oj działa on mocno na wyobraźnię widza. To jest właśnie taki film, na którym w kinie siedzi się z otwartą buzią. A po projekcji czyta się wszystko co wpadnie w ręce na temat filmów wuxia, potem leci się do najbliższego Muzeum Sztuki Dalekiego Wschodu, by dowiedzieć się czegoś więcej na temat Kraju Środka, kultury i wierzeń. Widz epoki serialu "Shogun" jest po prostu zachwycony i oczarowany. [kubeczek]

Mam do tego filmu stosunek wyjątkowy, bo to jeden z niewielu obrazów, który z przeciętnych ocen i mniejszego lub większego rozczarowania został w moim osobistym rankingu wywindowany dość wysoko. To znakomita, świetnie opowiedziana, zagrana i zrealizowana historia, która łączy w sobie i to, co zwyczajowo nazywane jest romansem, i to, co przynależy do świata baśni, ale i historii. Moja najważniejsza nauka: bez świadomości istnienia kulturowych kontekstów efektowność filmu Anga Lee jest cokolwiek bez sensu - i tak to niegdyś odebrałem. Obecnie te tańce na dachach, ta lewitacja, ta magiczna ekwilibrystyka idealnie współgrają z emocjami bohaterów. Po prostu uczuciom została nadana dosłowność. Najważniejszy jest jednak fakt, że Przyczajony jest wciąż filmem dość skromnym, odpowiednio wyważonym, spokojnym, który - w przeciwieństwie do słynnego "Hero", nie mniej dobrego - nie stawia na efektowność scen, a ich efektywność w tej miłosnej historii. [desjudi]

 



65

American Psycho (2000)
American Psycho
reż. Mary Harron

Błyskotliwa satyra na Wall Street, czasów jej prosperity w latach 80. Portret zblazowanych i zmanierowanych do granic możliwości karierowiczów, gotowych dla blichtru i prestiżu zaprzedać dosłownie wszystko co czyni ich ludźmi . Mamy tu hybrydę komedii, thrillera, horroru, wszystko to wzięte w ironiczny nawias umowności. [Bogusz Dawidowicz]

"American Psycho" to bezwzględna satyra. Moim zdaniem, poprowadzona za daleko, chociaż nie można jej odmówić słuszności w założeniu. Bateman to zabójca doby MTV, to manifest zdegenerowanego postmodernizmu, to parodia skuteczności w wyścigu szczurów. Zabija z nudów, dla zabawy, ze złości, jak wypadnie. Zabijanie nie jest dla niego niczym więcej jak grą komputerową przeniesioną w rzeczywistość. Będzie szukał coraz bardziej wymyślnych sposobów zadawania bólu, coraz bardziej wynaturzonych metod odbierania życia, ponieważ wszystko nudzi go tak szybko, ponieważ chce być ciągle lepszy, ponieważ życie nie ma dla niego najmniejszej wartości. Liczą się pozycja, szmal, barwa i perfekcja. Bateman szuka produktów zastępczych dla emocji, które przestał odczuwać. Chce rozrywki w świecie, który zna na pamięć. Emocje rodzą słabość, słabość zaś ustawia na przegranej pozycji. Przegrasz i wypadasz z gry, i nikt nawet nie obejrzy się za tobą. Odpadłeś od ściany, i co z tego? Każdy walczy o siebie. [Dejna, fragment artykułu o Seryjnych Mordercach]
 



64

The Last Boy Scout (1991)
Ostatni skaut
reż. Tony Scott

Jeden z najdoskonalszych buddy movie w historii kina. Można się oczywiście spierać, że główny bohater Joe Hallenbeck stanowi właściwie klon Johna McClane'a, ale w tym przypadku wypada to jak najbardziej na plus. Tym, co odróżnia "Ostatniego skauta" od setek innych filmów powstałych przed nim i po nim są kwestie protagonistów. Shane Black, twórca postaci Martina Riggsa i Rogera Murtaugha, napisał scenariusz skrzący się doskonałymi dialogami, przesyconymi ironią i ciętymi one-linerami. Do tego dochodzą standardowe zagrywki filmów sensacyjnych, czyli strzelaniny, wybuchy i bijatyki. Całość brawurowo poprowadził sprawną reżyserską ręką Tony Scott. W efekcie powstał film ponadczasowy, który ogląda się świetnie zarówno po raz pierwszy, jak i sto pierwszy. [Dirk]

Jak zapewne wszyscy wiedzą, "The last boy scout" stanowi największe aktorskie osiągnięcie Bruce'a Willisa, który konsekwentnie gra tę samą postać, podobnie jak w "Szklanych pułapkach 1-3" - postać mrukliwego, wyrażającego swoje one-linerowe mądrości z charakterystycznym skrzywieniem ryja, zapijaczonego i znękanego życiem twardziela. Gdyby to ode mnie zależało, uhonorowałbym go Oscarem. Niestety, szanownej Akademii najwyraźniej zabrakło refleksu i nie pojęła doniosłości tej kreacji. Mega podoba mi się postawa życiowa Willisa - pomimo że los dał mu w kość, pomimo że jego małżeństwo przypomina poligon, własna córka go nienawidzi, a ludzie nim gardzą - gość dalej twardo stąpa po ziemi, kolana mu się nie uginają, nie użala się nad sobą jak stara dupa wołowa, tylko robi swoje - śpi w aucie ze zdechłą tchórzofretką przed nosem, czekając na kolejne zlecenie, wbrew wszystkiemu i wszystkim. Kapitalny jest dialog między Dixem (Damon Wayans) a Hallenbeckiem o braniu dragów. Niewzruszona mina Willisa, który nawet nie raczy spojrzeć na kumpla (przed chwilą zdzielił mu w ryj za to, że ten śmiał przemycić dragi do jego chałupy) powala i zostaje w pamięci na długo. Jeśli o jakimś filmie można powiedzieć w 100%, że powstał z myślą o dużych chłopcach, to takim filmem jest "The last boy scout". Dziewczyny nie mają w nim czego szukać, bo i tak nie skumają ani linijki:) Szorstkie jak gruboziarnisty papier ścierny kino akcji, lansujące bardzo dzisiaj niepopularny i niewygodny światopogląd. W mojej paluszkowej skali ma 10! [Mental, wypowiedź z forum]

 



63

Mononoke Hime (1997)
Księżniczka Mononoke
reż. Hayao Miyazaki

Epickie dzieło Miyazakiego to znakomita rozprawa o stosunku człowieka do natury z zaskakującą niehollywoodzką konkluzją. Przepiękny, wieloznaczny portret rozdartej ludzkości wobec wszechpotężnej natury, dla której człowiek nie stanowi aż tak wyraźnego zagrożenia. Eko-filozofia bez nadęcia, zachwycająca wykonaniem, wybitną ścieżką dźwiękową i mistrzowską reżyserią. [Karol]

O zderzeniu dwóch cywilizacji. Symbolicznie. Mitologicznie. Bez odrobiny zadęcia. Pięknie i przejmująco. Nie żadne Pixary, Disneye, Dreamworksy - to Miyazaki jest mistrzem animacji i basta, a "Mononoke" jest najlepszym tego przykładem rozkładającym na łopatki konkurencję w tej kategorii. [desjudi]

"Mononoke-hime" to niezwykła opowieść, piękna, wzruszająca, inteligentna... wręcz ewenement kina. Nie często spotyka się dzieła tak wieloaspektowe i w każdym swym detalu dopracowane do perfekcji. Film z jednej strony adresowany jest do szerokiego grona odbiorców, z drugiej głęboko osadzony w kulturze japońskiej. Nie wszystkie elementy można zrozumieć od razu, ja nadal odczuwam pewien niedosyt. Mimo to twórcy snują historię w taki sposób, iż jest ona opowieścią uniwersalną, przyjmującą formę sagi. [Arrakin, fragment recenzji]

 



62

Funny Games (1997)
Funny Games
reż. Michael Haneke

Okrutny i wstrząsający. Film, obok którego nie można, nie da się i nie należy przejść obojętnie. Najważniejszy głos w dyskusji nad przemocą w mediach (kino i tv), który widza traktuje raz jako kata, innym razem jako ofiarę. To jeden z tych obrazów, który zagnieżdża się w głowie na dłużej, nie daje spokoju, szokuje i przejmuje. A przede wszystkim mocno oddziaływuje na wyobraźnie, jest bowiem naturalistyczny w ukazywaniu przemocy i bezwględny w ukazywaniu jej efektów. Haneke jak nikt wcześniej wgryza się w rzeczywistość tuż za rogiem i straszy. Aż chce się odwrócić głowę, aż chce się głośno krzyknąć "kurwa, nie!". [desjudi]

Zdecydowanie najlepszy film w dorobku Hanekego i zarazem jeden z najbardziej wstrząsających głosów w debacie toczącej się wokół związku mediów/kina i przemocy. Haneke nie bawi się w durne moralitety rodem ze szkolnych programów mających przeciwdziałać eskalacji problemu. "Funny Games" w sposób dobitny, szokujący i szalenie inteligentny pokazuje nam, że związek kina i przemocy istnieje i istniał będzie jedynie dlatego, że nam się to podoba. Mordowanie odbywa się ku uciesze tłumu i trzeba przyznać, że moment, w którym orientujemy się, że jesteśmy tego tłumu elementem nie należy do najmilszych. Kino świadome samego siebie, podejmujące bezpośrednią dyskusję z widzem - czego chcieć więcej? [Fidel]

Zdarzają się czasami filmy, których oglądanie jest prawdziwym gwałtem na emocjach, a jednak hipnotyzują, kradną całą uwagę, przybijają do kinowego fotela, nakazują refleksje nie obiecując przy tym pocieszenia. "Funny Games" wywołuje właśnie taki efekt zrównuje widza z ofiarą, która może tylko śledzić rozwój wydarzeń, zawieszona pomiędzy obrzydzeniem i strachem. Haneke w okrutny sposób kpi z kulturowej fascynacji przemocą, która jest dla niego tak samo bezsensowna i płytka jak motywy kierujące bohaterami filmu. Tworzy znakomite kino, które nie chce wyjść z głowy, uwiera, nurtuje wywołuje dreszcze! [Haneska]


 



61

Braindead (1992)
Martwica mózgu
reż. Peter Jackson

Nieoczywiste arcydzieło. Karnawał niedoceniony przez Upiornie Poważnych. "Braindead" jest jednym z piękniejszych wyrazów miłości do kina, jakie w życiu widziałam; gore, opera mydlana i parodia "Psychozy" w jednym, film, który zaczyna się trzęsieniem ziemi, a potem jest tylko lepiej. Wyobraźnia Petera Jacksona nie zna granic. Szczuromałpy, uszy pływające w budyniu, seks na kiju pielęgniarki i pastora, sokowirówki, żarówki, kosiarki... Ciała przekształcane, gnijące, rozrywane - a wciąż tak żywotne! (Gdybym chciała być wyjątkowo namolna, zauważyłabym tu metaforę samego Kina;). Czysta radość tworzenia, dla widza - ból brzucha. I pomyśleć, że ten sam facet nakręcił później "Władcę Pieścieni"... [Arte]

Uwielbiam ten film, naprawdę. Zaczynając od genialnej, podszytej Freudem fabuły, po szaloną, nieskrępowaną przemoc, zabójczy humor i rewelacyjne wykonanie - jest to moje ulubione dokonanie Jacksona, film na którym zawsze bawię się doskonale i za każdym razem zadziwia mnie świeżością (!), humorem, błyskotliwością i ogólnym przeszarżowaniem. Cudowna zabawa kinem. [Karol]

Beztroska, kiczowata rozrywka, tonąca w hektolitrach sztucznej krwi, w której Peter Jackson odwraca schemat znany z filmów o zombie (główny bohater nie chowa się w domu przed inwazją żywych trupów, a próbuje je zatrzymać w murach domostwa, by zaraza się nie rozprzestrzeniała), bawiąc się w najlepsze gatunkowymi schematami. Zresztą, czy można nie uwielbiać filmu, w którym ksiądz-karateka informuje zombiaki, że zaraz "skopie im dupy w imię Boże"? [Motoduf]
 



60

Scream (1996)
Krzyk
reż. Wes Craven

Zaskakująco inteligentny, wciągający i ekscytujący horror - najlepszy w dorobku przereklamowanego Cravena. Zeitgeist lat dziewięćdziesiątych. [Military]

W momencie gdy slasher jako gatunek praktycznie przestał istnieć, a twórcom kolejnych części horrorów z lat osiemdziesiątych właściwie skończyły się pomysły, Wes Craven swoim "Krzykiem" zreanimował przymierający trochę gatunek. Sięgnął po sprawdzone schematy gatunku i zaczął się zastanawiać "co by było gdyby...". Co by było gdyby bohaterowie filmu znali reguły, które rządzą horrorem? Co by było gdyby nabrali odrobiny pewności siebie, chwilę pomyśleli i zaczęli się bronić przed mordercą? Film był prawdziwą rewolucją. Inteligentna zabawa konwencją, nieustanne puszczanie oczka do widza. A ponadto suspens, dużo krwi i świetna, przekonywująca obsada. [Phonik]



59

Barton Fink (1991)
Barton Fink
reż. Joel & Ethan Coen

Film braci Coen jest genialny z wielu powodów. Najpierw film można rozpatrywać jako satyrę na obyczaje panujące w Hollywood, co im się świetnie udaje. Jednak przede wszystkim jest to dla mnie filmowa próba stworzenia "künstlerroman" czyli opowieści o dorastaniu artysty do bycia artystą. Joel i Ethan Coen w świetny i wiarygodny sposób sportretowali niemoc twórczą artysty, jej konsekwencje dla niego samego i jego dorastania do stworzenia dzieła, które zostało mu zlecone. Genialna obsada, świetne zdjęcia dopełniają tylko całości. Pełna wielu odniesień i mrugnięć do wytrawnego widza historia nigdy się nie nudzi i zawsze intryguje mnie tak samo i myślę, że każdego kinomana także.[b2ka]

Klaustrofobiczna i paranoiczna historia o niemożliwości pisania i tym samym zadowolenie siebie. Najlepsza rola Johna Turturro, który idealnie wcielił się w postać niejednoznaczną, tkwiącą na skraju załamania psychicznego i kreatywnej fiksacji, czyli stanu, w którym obecni są wszyscy ci, którzy bardzo chcą i mogą, ale z różnych przyczyn się nie udaje. Jak zawsze u Coenów: cudny scenariusz. Należy sie jednak wszystkim ostrzeżenie - nie jest to łatwy i przyjemny film. To jazda bez trzymanki po głowie twórcy. [desjudi]


 



58

Thin Red Line (1998)
Cienka czerwona linia
reż. Terrence Malick

Niezwykła i jakże przejmująca adaptacja słynnej powieści Jamesa Jonesa relacjonującej losy oddziałuamerykańskich żołnierzy walczących w bitwie pod Guadalcanal. A wszystko to w rękach jednego zwiększych filozofów kina, Terrenca Mallicka, który stworzył film antywojenny jedyny w swoim rodzaju.Wielkie filozoficzne kino i z niezwykłymi kreacjami aktorskimi, świetnymi zdjęciami oraz przepięknąmuzyką Hansa Zimmera. [Lawrence]

Jedna z ciekawszych wizji wojny, jakie oglądałem. Malick nie skupia się na samym działaniu wojennym, ale na człowieku, który w to działanie jest uwikłany. Pot miesza się ze strachem i tęsknotą za 'niebiańskimi dniami", w trakcie których kule nie świstały obok uszu jedynie po to, aby zaraz zabrać na tamten świat najlepszych kolegów. Udana filmowa medytacja nad istotą wojny, a co za tym idzie - istotą człowieka, który zgadza się na to, aby w niej uczestniczyć. [Fidel]

Arcydzieło skończone. Może i nieco rozciągnięte w czasie, ale w jakże piękny sposób. Niczego więcej nie potrafię o tym filmie napisać, bez popadania w zbędne skrajności i jeszcze gorsze banały. [Mefisto]



57

La Vita e Bella (1998)
Życie jest piękne
reż. Roberto Benigni

Komedia o holokauście. Przyznaję, brzmi bardzo ryzykownie i bardzo łatwo decydując się na nakręcenie takiego filmu przekroczyć granice dobrego smaku i narazić się wielu ludziom. Jednak Robertowi Benigniemu, który stanął po obu stronach kamery, udało się stworzyć niezwykle przejmujące, znakomicie przemyślane od początku do końca dzieło, które powoduje autentyczne wzruszenie i za pomocą naprawdę zgrabnego humoru jeszcze lepiej uwypukla grozę holokaustu. [Pegaz]

"Życie jest piękne" to film, w którym kotłuje się od sprzecznych emocji. Historia Guido jest romantyczna i tragiczna zarazem, piękna i smutna, wartościowa i traumatyczna. Benigni pokazuje potęgę miłości jako źródła niewyczerpanego dobra oraz moc, z którą jeden człowiek jest w stanie zniszczyć humanizm drugiego bez mrugnięcia okiem. To jeden z niewielu filmów lat 90., które w tak doskonały sposób manipulują emocjami, że widz doświadcza i śmiechu przez łzy, i łez wynikających ze śmiechu. Tyle że Benigni to nie von Trier, który manipuluje w innym celu - włoski błazen jest humanistą w każdym calu, opowiada się więc ostatecznie za dobrem, nawet jeśli naznaczonym ostatecznym poświęceniem. Najlepsza scena: ostatni akt błazenady Guido, który jego syn obserwuje z ukrycia. [Beowulf]

Komedia na tle holocaustu brzmi niedorzecznie, ale nic bardziej mylnego... Nie mogę wyjść z podziwu, że Benigniemu udało się takie połączenie. Absolutne arcydzieło, filmy które tak mną poruszyły mogę policzyć na palcach jednej ręki. [klaus_kinski]

 



56

Ed Wood (1994)
Ed Wood
reż. Tim Burton

...czyli Tima Burtona list miłosny do kina. Kina, w którym Twórca napędzany jest najczystszą na świecie i najprawdziwszą pasją, a każdy jego film to niezapomniane przeżycie. A to, że ten sam Twórca jest przy okazji totalną miernotą wcale mu w spełnianiu swoich marzeń nie przeszkadza. Co z tego, że dekoracje się przewracają, a w dopiero co zmontowanej scenie na próżno szukać spójności. Widzowie zawieszą niewiarę i wybaczą, a nakręcone ujęcia nie mogą się zmarnować! Ważne, żebym został zapamiętany... [Ciuniek]

"Ed Wood" to najlepszy film Tima Burtona. Wróć. "Ed Wood" to jeden z najlepszych filmów, jakie kiedykolwiek nakręcono. Tim Burton, który ostatnio zjada własny ogon, kręcąc dla Disneya CGI-bzdury, pokazał tu całą swoją wrażliwość, obnażył się w pełni i dzięki temu stworzył obraz tak szalenie delikatny i subtelny, że to prawie niemożliwe. Bo, wbrew tytułowi, "Ed Wood" nie jest biografią najgorszego reżysera wszech czasów. To film o samym Burtonie, o jego pasji, pragnieniach i fascynacjach. I to też jedna z najpiękniejszych historii o spełnianiu własnych marzeń, jakie zna kino. Burton nie wyśmiewa, nie ocenia, nie pochyla się protekcjonalnie nad Woodem. Pokazuje człowieka i jego marzenia, które są w tym wypadku lustrzanym odbiciem marzeń samego Burtona. Różnica polega tylko na tym, że Edward D. Wood Jr. nie dostał na starcie tyle talentu, co jego młodszy kolega. [Motoduf]

Tim Burton oddaje niezwykły hołd "najgorszemu reżyserowi wszechczasów" Edwardowi D. WoodowiJuniorowi. Bardzo dobry i wciągający film biograficzny z niezapomnianymi kreacjami Johnny'egoDepta i Martina Landau. A wszystko to utrzymane w typowym dla Burtona lekko abstrakcyjnymstylu. Na pewno jeden z lepszych filmów biograficznych jakie powstały, choć tyczy się najgorszegofilmowca. [Lawrence]


 



55

Short Cuts (1993)
Na skróty
reż. Robert Altman

Ekranizacja idealna - z jednej strony Altman dochowuje wierności opowiadaniom Carvera, z drugiej wchodzi z nimi dialog, nie pozwalając sobie na bycie leniwym ilustratorem. Jego kamera, stylizowana na "obojętną", jest odpowiednikiem kojarzonego z Carverem stylistycznego minimalizmu. Literacka prowincja stała się metropolią, ale u Altmana wielkie miasto okazuje się całkiem małomiasteczkowe. Szara, nudna codzienność naszpikowana dramatami (czy nawet tragediami). Kino epickie i intymne zarazem. [Arte]

Altman fascynująco układa mozaikę z luźno powiązanych ludzkich losów - jest zabawnie, strasznie, smutno, emocjonująco. Trudno nawet napisać coś więcej o tym filmie - bogactwo tematów i wątków jest tak ogromne, bohaterowie tak charakterystyczni i znakomicie zagrani, trafność spostrzeżeń i "przekaz" tak dogłębne, że w miarę kompetentna opinia znacznie przekroczyłaby normy plebiscytowego komentarza. By wyłapać wszystkie powiązania i niuanse, potrzeba kilku seansów - i każdy z nich będzie satysfakcjonujący. Film wielokrotnego użytku. [jarod]



54

Toy Story (1995)
Toy Story
reż. John Lasseter

Wciąż najlepszy film Pixara i jeden z najważniejszych filmów Disneya wszech czasów. Oryginalny scenariusz obfitujący w znakomite dialogi, żywe i wyraziste postaci, pełen wyobraźni i czaru. To bardzo symboliczny film dla Disneya - z jednej strony pierwszy obraz korzystający z tak nowoczesnej formy, ale jednak zachowujący wdzięk, urok i duszę największych dokonań studia. Do tego dodajmy jedną z absolutnie najlepszych polskich wersji językowych, która jest - moim skromnym zdaniem - znacznie lepsza od oryginału. Film mojego dzieciństwa, do którego wracam dość często - do tego stopnia, że większość dialogów znam na pamięć... [Karol]

Zastanawiałem się na którą część zagłosować, jako że obie uważam za tak samo dobre (a Trójkę za jeszcze lepszą, no ale to nie te czasy). Wygrała Jedynka, głównie za olbrzymią wartość sentymentalną - seans w kinie pamiętam do tej pory, a miałem wtedy cztery lata. Potem przyszedł czas na uszczuplenie portfeli rodziców - bo a to się chciało książkę, a to się chciało kasetę VHS, a to jeszcze inne gadżety... Nie potrafię zliczyć, ile razy obejrzałem ten film przez całe życie, ale to bez znaczenia, bo i tak zawsze będę do niego chętnie wracać. Na koniec świata, i jeszcze dalej! [Boudziou]



53

Basic Instinct (1992)
Nagi instynkty
reż. Paul Verhoeven

Jeden z najseksowniejszych filmów wszech czasów - dosłownie i w przenośni. Dosłownie, bo jak na kino mainstreamowe bywa ostro i jest to wyjątkowe: nie ma tutaj romantycznych przytulasów, głaskania za rączkę i kochania się przy zachodzie słońca, a jest za to pieprzenie przy ścianie, w dyskotece, z wpychaniem łap pod kieckę i brzydkimi słówkami szeptanymi do ucha. Erotyczny klimat jest tak gęsty, że można go ciąć nożem. A raczej szpikulcem do lodu, bo mimo rozpalonych uczuć, jest to pieprzenie zimne, wyrachowane, wyraźnie dwuznaczne. Znakomite, wyjątkowe w swojej klasie kino - i pierwszorzędy thriller, nie zapominajmy o tym! - jakich dziś nikt nie ma odwagi robić. [desjudi]

Elektryzująca Sharon Stone w roli nowoczesnej femme fatale. Seksapil Sharon aż wylewał się z ekranu. Biedny Michael Douglas mógł jej co najwyżej dzielnie asystować. Mając do dyspozycji świetnych aktorów, Paul Verhoven dostarczył nam trzymający w napięciu thriller. [Bogusz Dawidowicz]

Paul Verhoeven umiejętnie połączył mroczny kryminał z odważną erotyką. Jedno z ciekawszych śledztw w historii kina z niesamowicie gęstym klimatem. Duet aktorski Michael Douglas, Sharon Stone wypadł znakomicie. Tak odważnych filmów w dzisiejszych czasach w USA próżno byłoby szukać. Świetne kino tylko dla dorosłych. [Azgaroth]



52

Todo sobre mi madre (1999)
Wszystko o mojej matce
reż. Pedro Almodovar

Świat z filmów Almodovara to świat w pełni autorski oparty na potrzebie prowokacji i przełamywania tabu pełen kobiecego temperamentu, sprośności, absurdu."Wszystko o mojej matce" gdzie życie jest teatrem ciągłych dramatów a dziwne zbiegi okoliczności nie zastanawiają, cała fabularna otoczka ma trochę inny posmak. Choć blisko jej do opery mydlanej tym razem Almodovar nie tylko bawi się konwencjami, ma co prawda dystans do swoich bohaterek , ale na pewno z nich nie kpi. Tym, co niesie ich historie, przydając całości powagi i autentyzmu są emocje, ból, strach, rozpacz i miłość, tak żywe że chwilami chciało by się po nie wciągnąć rękę. Dotknąć! Wymieszane w fascynujących portretach kobiecych. Znakomicie napisanych i opowiedzianych tak, że chciałoby się by nie miały końca! [Haneska]



51

Kokaku kidotai (1995)
Ghost in the Shell
reż. Mamoru Oshii

Sekcja 9 to komórka zajmująca się zwalczaniem sieciowego terroryzmu. Dowódcą grupy jest Major Motoko Kusanagi, która, poszukując arcygroźnego hakera o kryptonimie Władca Marionetek, znajdzie pytania o istotę i sens istnienia, a także pozna swoje prawdziwe "ja". Klasyk. W momencie premiery, determinowany 10-milionowym budżetem, film zachwycał fotorealistyczną grafiką i wspaniałą animacją. I choć czas płynie nieubłaganie i standardy zdążyły się pozmieniać, dzieło Mamoru Oshii wciąż pieści zmysły. Solą tej produkcji jest jednak kapitalny scenariusz, który, odwołując się do wątków religii chrześcijańskiej oraz filozofii, stał się przedmiotem naukowych dyskusji. Jak się jednak okazało, dla Mamoru Oshiiego był to dopiero początek rozważań o istocie i roli tytułowego ducha... [Anielski_pył]

Jeden z najsłynniejszych filmów anime, a dla wielu jeden z ważniejszych filmów S.F. w historii.Japoński mistrz animacji Mamoru Oshii pod płaszczem kina fantastycznego stawia ważne filozoficznepytanie na temat człowieczeństwa. Ważny film, nie tylko dla miłośników japońskiej animacji. [Lawrence]



WSTĘP   100-76   75-51  50-41  40-31  30-21  20-11  10-1 SUPLEMENT JANKESKI   |   SUPLEMENT ŚWIATOWY


Skomentuj wyniki na naszym Forum:
http://forum.film.org.pl/Thread-Wyniki-plebiscytu-Najlepsze-filmy-z-lat-1990-2000


PLEBISCYTY KMF
STRONA GŁÓWNA

Plebiscyt przeprowadził: Rafał Oświeciński [desjudi]
desjudi [at] film.org.pl
Klub Miłośników Filmu, Sierpień 2011