STRONA GŁÓWNA



Suplement do rankingu. Wersja jankeska.

Oto mały suplement z etykietą Made in USA. To filmy, któe nie załapały się do pierwszej setki, choć nie są to koniecznie te, które zajęły kolejne miejsca w rankingu. To mój subiektywny wybór spośród prawie 300 pozostałych tytułów, na które padły głosy - 52 amerykańskie twory, ważne i mniej ważne, choć na swój sposób istotne dla głosujących.





WSTĘP   100-76   75-51  50-41  40-31  30-21  20-11  10-1 SUPLEMENT JANKESKI   |   SUPLEMENT ŚWIATOWY


 

The Age of Innocence (1993)
Wiek niewinności
reż. Martin Scorsese


Ten film jest tak delikatny i subtelny, że nie wiem czy wpływ na to miał już sam tytuł, czy może zwiewne aktorki w nim występujące (Ryder, Pfeiffer). A może jedno i drugie. Twórcom udało się uchwycić urok i sielskość XIX wieku. Niektóre bowiem filmy kostiumowe oparte są na zwykłej przebierance. To znaczy aktorzy zakładają krynoliny, gorsety, peruki i "robią" epokę. Tutaj tego nie ma. Aktorki nie tylko pięknie noszą stroje, które podkreślają ich naturalny wdzięk ale też dobrze i swobodnie się w nich czują. Czasy jakby dla nich wprost stworzone. To widać na ekranie. Piękne kobiety, w pięknych sukniach, w pięknym obrazie Martina Scorsese. [Kubeczek]
 



 

Almost Famous (2000)
U progu sławy
reż. Cameron Crowe


Camerona Crowe podróż przez lata 70-te; obraz pełen nostalgii, humoru, a przede wszystkim - muzyki. Doskonałe coming-of-age-story, a przy okazji hołd dla rocka, entuzjastów muzyki, nadgorliwych matek, skromnych nastolatków, winyli, długich podróży... [Karol]

Bez dwóch zdań najlepszy film Crowe'a - wspaniały mix kina muzycznego, drogi, komedii, dramatu... Cudowna opowieść o utraceniu niewinności, zarówno tej dziecięcej, jak i fanowskiej, w starciu z wielkim, nieprzewidywalnym światem rocka. Świetnie rockowa historia miłosna, której fascynacji trudno ulec. Odlegly, ale jakże bliski obraz świata, który już przeminął lub wciąż jest, lecz zbyt zmieniony. A może i nigdy nie istniał? Kolorowe, nostalgiczne doznanie, w którym można się zatracić bez końca. I słodka Penny Lane na deser. [Mefisto]

Film do którego mam wielki sentyment. Jako chłopak marzący o karierze dziennikarskiej zawsze marzyłem o przeżyciu takiej przygody jak główny bohater, zawsze chciałem cofnąć się do lat 60, ale przede wszystkim zawsze marzyłem o spotkaniu na swojej drodze prawdziwej dziewczyny z marzeń, czyli Penny Lane. Wyjątkowa, niezwykle ciepła historia okraszona galerią oryginalnych, ale jednocześnie niezwykle wiarygodnych psychologicznie postaci. Urocze wspomnienie za tym co odeszło bezpowrotnie. [Pegaz]
 



 

Apollo 13 (1995)
Apollo 13
reż. Ron Howard


Film Rona Howarda przywraca pamięć o wydarzeniach i bohaterach jednej z misji Apollo. Jesteśmy więc razem z załogą na pokładzie statku kosmicznego i możemy w końcu zobaczyć jak "wygląda" obsługa naziemna. Dbałość o szczegóły i o realizm powoduje, że film ogląda się jak dokument, ale nie jest to zarzut, tylko pochwała. Przecież można było to zrobić znacznie prościej i łatwiej, skupiając się na przykład w większej mierze na efektach specjalnych. Tu twórcy poszli znacznie dalej. Przybliżyli nieco świat astronautów oraz towarzyszące im emocje i odczucia. Pokazali całkiem nowy i nieznany człowiekowi obszar. Kosmos to nie tylko zmaganie się ze stanem nieważkości czy z ciasnotą na pokładzie. To zmaganie się przede wszystkim z samym sobą, z własnymi umiejętnościami i niedoskonałościami. To pokonywanie strachu i barier, czy to wewnętrznych, czy to wynikających z fizyczności człowieka. Na uwagę zasługuje również, a może przede wszystkim, praca obsługi technicznej, niezauważalna przez zwykłego śmiertelnika i nie aż tak spektakularna jak sam kosmiczny rejs. Robi więc całkiem spore wrażenie ta dramatyczna i piękna walka o życie kolegów. Dzięki temu już od samego początku wiemy, że uczestniczymy w czymś niezwykłym i niecodziennym. [Kubeczek]
 



 

Army of Darkness (1992)
Armia ciemności
reż. Sam Raimi

Trzecia część trylogii Evil Dead, czyli ciąg dalszy perypetii Asha, który został wciągnięty przez wir czasoprzestrzenny i wyrzucony opodal jakiegoś średniowiecznego zamku. Bardziej komedia niż horror, a więc rozwinięcie trendu zapoczątkowanego w części drugiej. Reżyser Sam Raimi czerpie pełnymi garściami z gatunku grozy, są tu żywe trupy, kościotrupy, demony, opętani, czarownice, zaklęcia, mikstury (choć niekoniecznie magiczne ;)), nawiedzone młyny i przerażające cmentarze. To wszystko podlane jest hektolitrami krwi i dobrym humorem. Bruce Cambell bezbłędnie egzekwuje cięte onelinery, dwoi i troi się przed kamerą (dosłownie :)) tworząc jedną z najfajniejszych postaci w historii kina. [Phonik]

Z każdą kolejną częścią "Martwego zła" Sam Raimi szedł coraz bardziej w stronę parodii. "Armia ciemności" to efekt końcowy tego procesu - akcja nie dzieje się już w leśnej chatce, a w średniowiecznym zamku, natomiast Ash musi stawić czoła całej armii kościotrupów. Jest zabawniej, bardziej kiczowato, pełno tu one-linerów i rewelacyjnych pomysłów - "Armia ciemności" to zdecydowanie film wielorazowego użytku. [Motoduf]

 



 

Awekenings (1990)
Przebudzenia
reż. Penny Marshall

Niesamowicie trudno było ograniczyć się jedynie do 30 reprezentantów tej bogatej dekady - niesłusznie wydłużonej dodatkowo o rok, co procentuje jedynie większą ilością siwych włosów u głosujących. Jednak jeszcze trudniejsze okazało się ułożenie finalnej trzydziestki w odpowiedniej kolejności. Podejście alfabetyczne nie do końca wydawało mi się fair, szczególnie, że są tytuły oryginalne i polskie, które często znacznie różnią się od siebie. Niemniej, jeśli dodać do tego rok, w jakim dany film trafił "na salony", to tak przyjęty schemat pozwala uniknąć kombinowania z faworyzowaniem pod wpływem chwili, które wydaje się wręcz awykonalne względem tylu wybitnych, a jednocześnie wielbionych tytułów. Tym samym pierwsze miejsce zajął u mnie skromny dramat z samego początku lat 90-tych. Skromny rzecz jasna jedynie pod względem budżetu, czy też wizualnego rozbuchania, gdyż cała reszta dosłownie rozkłada na łopatki. Świetny jest klimat tego filmu, nieziemska zdaje się sama historia (mimo iż oparta na faktach), przepiękne, choć subtelne są zdjęcia i cała strona techniczna, a aktorsko jest to najwyższy z możliwych poziomów - Robin Williams kapitalnie prezentuje się w jednej ze swoich bardziej wyciszonych ról dramatycznych, a Robert De Niro bezsprzecznie zalicza tu jeden z najlepszych występów (gdzie do licha jest Oscar, kiedy trzeba?!). To produkcja, która wstrząsa widza swym realizmem, jak i problemem, który porusza. A ponieważ "Przebudzenia" poruszyły mną mocno, toteż koniec końców nie żałuję, iż to właśnie im przypadła największa ilość punktów. [Mefisto]

 



 

Being John Malkovich (1999)
Być jak John Malkovich
reż. Spike Jonze

Film przedstawia absurdalny pomysł, w którym mózg Malkovicha jest nawiedzany i kontrolowany przez różne osoby. Ludzie wchodzący do głowy Johna widzą świat jego oczyma. Zadajemy sobie pytanie, Czy świat jest inny, gdy patrzy się na niego oczami innej osoby? Film bardzo surrealistyczny, znakomity pomysł, świetnie zagrany. [cosmic13]



 

Cast Away (2000)
Cast Away: poza światem
reż. Robert Zemeckis

Teatr jednego aktora, od którego nie można się oderwać nawet na sekundę. 7800 sekund, które chłonie się jak odkurzacz (plus 880 kolejnych, przy których można podładować baterie). Wciągający film o przetrwaniu. I wspaniały popis tricków Zemeckisa. A przy tym najlepszy film o życiu piłek plażowych, jaki kiedykolwiek odważono się nakręcić. [Mefisto]

 



 

The Chocolate (2000)
Czekolada
reż. Lasse Hallstrom

Anandamidy w organizmie ludzkim pełnią funkcję neuroprzekaźnika, który wydzielany jest podczas snu oraz relaksu. Ponadto, jego stężenie wzrasta w czasie uprawiania sportu oraz masażu, co skutkuje poprawą naszego nastroju. Tyramina i fenyloetyloamina charakteryzują się one budową zbliżoną do amfetaminy. Fenyloetyloamina ma działanie antydepresyjne, powoduje poprawę nastroju i uczucie szczęścia. Ciekawostkę stanowi fakt, że wydzielana jest przez mózg człowieka zakochanego. Teobromina i kofeina stymulują ośrodkowy układ nerwowy. To one podejrzane są o wywoływanie uzależnienia od czekolady. Teobromina jest najważniejszym alkaloidem czekolady, który działa korzystnie na umysł. Kofeina występuje w czekoladzie w niewielkich ilościach i wykazano jej niewielki wpływ stymulujący na układ nerwowy. Ponadto czekolada zawiera tryptofan, czyli aminokwas, który w mózgu przekształcany jest w serotoninę, substancję o działaniu hamującym na układ nerwowy. Zmniejsza to naszą podatność na stres, powoduje ukojenie i relaks. Wszystko to substancje zawarte w tabliczce czekolady wszystkie też zawarte są w "Czekoladzie" Lasse Hallströma. Mogę tylko życzyć Smacznego. [Sonny Crockett]



 



 

Cliffhanger (1993)
Na krawędzi
reż. Renny Harlin

Niby nic wielkiego: Renny Harlin zabiera Sylvestra Stallone\'a w góry, by ten skopał tyłki międzynarodowym terrorystom. Ale jak to jest opowiedziane! Kiedy już wydaje się, że historia niczym więcej nie zaskoczy, reżyser wyciąga asa z rękawa, mistrzowsko podbudowując napięcie. A potem znowu. I znowu! Fabuła "Na krawędzi" składa się głównie z klisz, ale Harlin żongluje nimi ze zwinnością cyrkowego akrobaty, powodując, że większość seansu spędza się na krawędzi fotela. "Cliffhanger" to rewelacyjnie przemyślany i zgrany film, okraszony bardzo dobrym aktorstwem (John Lithgow w roli głównego "złego" jest znakomity), który pozostaje w pamięci na długo. [Motoduf]



 

Contact (1997)
Kontakt
reż. Robert Zemeckis

Jeden z klasyków gatunku science-fiction, a raczej jego bardziej naukowego odłamu, niż rozrywkowego. Na tle kontaktu z obcą cywilizacją, reżyser stawia pytania natury egzystencjalnej o kondycję ludzkości. Punktem wyjścia jest odebranie sygnału z kosmosu. Sygnałem, który uzmysławia ludziom, że nie są sami we wszechświecie. Jednak owi obcy - w przeciwieństwie do większości filmów o tej tematyce w Hollywood - są jedynie tłem do pytania o to, czy jesteśmy przygotowani na takie spotkanie? I kwestia najważniejsza, czy chcemy tego spotkania? Robert Zemeckis znany wcześniej z bardziej rozrywkowego repertuaru tym razem podszedł do tematu zupełnie serio. Nakręcił jeden z najciekawszych i najbardziej wiarygodnych filmów science-finction. Udźwignął ciężar ekranizacji powieści napisanej przez wybitnego astronoma, Carla Sagana. Zaś obsadzenie Jodie Foster w głównej roli było strzałem w dziesiątkę. [Bzyku]
 



 

Crash (1996)
Crash
reż. David Cronenberg

Davida Cronenberga postrzega się przede wszystkim w kontekście jego obsesji na punkcie ludzkiego ciała, która w "Crash" wyrażona została ze szczególną siłą. Jednak w późniejszym etapie swojej twórczości, kanadyjski reżyser stał się również niezrównanym interpretatorem tekstów, które z racji swojej nienarracyjnej natury wydają się po prostu "niefilmowe". W powieśći J.G. Ballarda, podobnie jak w przypadku "Nagiego lunchu" Burroughsa, bardziej zainteresowały Cronenberga pewne idee oraz możliwość nawiązania z nimi twórczego dialogu, aniżeli chęć wiernego, kartka po kartce, przeniesienia treści dzieła na ekran. Film skupia się na alienacji, jakiej doświadcza człowiek ery postmodernizmu. Metaforę tej sytuacji stanowią samochody - mechaniczne pudła, w których ludzie spędzają czas, i choć za ich sprawą mijają się codziennie, to nie nawiązują między sobą komunikacji. Jako możliwość załatania pustki, poczucia "czegoś", jawią się tutaj fetysze seksualne i kraksy samochodowe, które szybko prowadzą do uzależnienia. Seks z kolei ma w sobie niewiele z erotyzmu, stanowiąc czynność sprowadzoną do czystych popędów i mechanizmów. Chłodny styl reżysera doskonale współgra z tymi tematami. Zamiast chęci wzbudzania sympatii dla bohaterów i opowiedzenia zajmującej historii, bardziej interesuje go kliniczna obserwacja i komentarz społeczny. Mimo tego, "Crash" to film zniewalający rytmem i atmosferą, które na długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. [Albertino]
 



 

Dark City (1998)
Mroczne miasto
reż. Alex Proyas

Jaką tajemnicę kryje w sobie miasto, w którym panuje wieczna noc? Jego zagadkę próbuje rozwiązać człowiek bez pamięci wplątany w serię morderstw. Kryminał noir twórcy "Kruka" jest niezwykłą historią, pełną zagadkowych postaci i zdarzeń. Obraz ten pociąga nie tylko fabułą, ale i niesamowitą wizją i jej wyegzekwowaniem. To bez dwóch zdań jeden z najlepszych filmów poddających pod wątpliwość rzeczywistość otaczającą bohaterów. [phonik]
 



 

Dazed and Confused (1993)
Uczniowska balanga
reż. Richard Linklater

Obok "Przed wschodem słońca" jest to jeden z najlepszych filmów o młodości - tej nieskrępowanej ograniczeniami dorosłości, ale poznającej już klątwę odpowiedzialności; tej nieujarzmionej ani imprezami do białego rana, ani przejściowymi problemami miłosnymi; tej radosnej, pełnej spontanicznego korzystania z doświadczanych chwil; tej skonfundowanej myślami o przyszłości, lecz ciągle wierzącej, że wszystko samo się ułoży; tej wyidealizowanej, przefiltrowanej przez wspomnienia człowieka (Richarda Linklatera), który dzięki swoim filmom stał się czempionem pewnego sposobu myślenia o świecie. "Uczniowska balanga" traktuje o pewnym pokoleniu, co więcej - o pewnym pokoleniu amerykańskich nastolatków, ale już od pierwszych minut staje się obrazem uniwersalnym. Najlepsza scena: balanga w lesie. [Beowulf]  



 

Death Becomes Her (1992)
Ze śmiercią jej do twarzy
reż. Robert Zemeckis

Zanim Robert Zemeckis zamienił się w pozbawionego krzty stylu wyrobnika straszącego widzów cyfrowymi tworami, był świetnym reżyserem, którego filmy cechowała tak rzadka dziś magia kina. Wszyscy kojarzą go przede wszystkim z trylogią "Back to the Future", warto jednak pamiętać, że to spod jego ręki wyszła ta fenomenalna komedia. "Death Becomes Her" to dla mnie jedna z wizytówek wspaniałych lat 90-tych, w których to kino odznaczało się wyjątkową wyobraźnią twórców, błyskotliwością, oryginalnymi pomysłami i inteligentnym wykorzystywaniem efektów specjalnych, które nie były celem samym w sonie jak to dzieje się dzisiaj, ale środkiem do celu. Koncertowo zagrana, przezabawna satyra na życie gwiazd i operacje plastyczne (dziś bardziej aktualna niż kiedykolwiek wcześniej!), z umiejętnie wplecionym wątkiem fantastycznym. Wreszcie dowód na to, jak znakomitą aktorką (nie tylko komediową) była Goldie Hawn, dziś w kinie - niestety - nieobecna.[Mierzwiak]

Świetna satyra na to, czym żyje śmietanka Hollywood i jej naśladowcy. Pogoń za pięknem, młodością i nieśmiertelnością kończąca się wtłaczanym plastikiem, samotnością i w końcu totalnym rozpadem. Fenomenalni Hawn, Streep i Willis, nie bojący się wyśmiewać stylu życia, za którego ikony są właściwie uważani. [Semi]

 



 

Desperado (1995)
Desperado
reż. Robert Rodriguez

Rozpoznawalny, oryginalny i tajemniczy główny bohater grany przez Antonio Banderasa, doskonale nakręcone sceny akcji, strzelające gitary, zjawiskowo piękna Salma Hayek, genialne epizody Steva Buscemi i Quentina Tarantino, wyśmienita muzyka z pamiętnym gitarowym riffem i mamy film który nie można nazwać nadzwyczajnym ale zabawy dostarcza pierwszorzędnej. Szkoda że później Robert Rodriguez zaczął powoli się staczać w głębiny kiczu i źle rozumianej oryginalności. [Sonny Crockett]
 



 

Die Hard 2 (1990)
Szkana pułapka 2
reż. Renny Harlin

John McClane wrócił! Jest brutalnie, krwawo i widowiskowo. Mamy więc wybuchające samoloty, mnóstwo bijatyk, pościgów (w tym jeden świetny na skuterach śnieżnych) i strzelaniny. Poza tym dobre tempo i pozbawiony dyskwalifikujących dziur logicznych scenariusz. Wprawdzie kilka elementów powtarza się z pierwowzoru (żona w niebezpieczeństwie, dziennikarz-burak), ale sequel ogląda się równie dobrze, jak oryginał. Tyle, że podobnych filmów znajdziemy setki. Co zatem wyróżnia "Szklaną pułapkę 2" od pozostałych? Jeden aspekt - protagonista. Postać głównego bohatera, nieustępliwego, twardego i cynicznego (w jak najbardziej pozytywnym sensie) McClane'a, który zawsze znajduje się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie i zawsze bierze sprawy w swoje ręce. Niech za charakterystykę nowojorskiego policjanta posłuży cytat z finału:
Pilot helikoptera: What's the matter, cowboy? Ride too rough? (Co jest kowboju? Za bardzo rzuca?)
John McClane: I don't like to fly. (Nie cierpię latać.)
Samantha Coleman: Then what are you doing here? (To co ty tu robisz?)
John McClane: I don't like to lose either. (Przegrywać też nie lubię).

I jak go nie kochać? Yippie-kai-yay, motherfucker!!! [Dirk]



 

Dragonheart (1996)
Ostatni smok
reż. Rob Cohen


Fantastyczne i często niedoceniane fantasy, w którym mamy rycerzy i smoki, złego księcia i wojaka, który dopiero musi odnaleźć swoje przeznaczenie, magię i stylizowane na średniowieczne realia, pojedynki i uczuciowe kraksy, namiętność i oziębłość itd. Fantasy klasyczne, nakręcone jakby przeciwko prądom płynącym z Hollywood w połowie lat 90. - kino przygodowe najwyższej klasy, ze wspaniałą ścieżką dźwiękową Randy'ego Edelmana. Najlepsza scena: końcówka, z gwiazdami. [Beowulf]
 



 

eXistenZ (2000)
eXistenZ
reż. David Cronenberg

Wciąż najważniejszy, najaktualniejszy i - po prostu - najznakomitszy komentarz na temat granicy między światem wirtualnym a rzeczywistym. Cronenberg rewelacyjnie "odgrywa" kolejne elementy cyberprzestrzeni, pokazując że doskonale rozumie procesy z nią związane i w wyjątkowo udany sposób prezentując, co w tym świecie wzbudza jego największe obawy. [Karol]

Film Cronenberga można określić jako niezwykłą pułapkę na kształt chińskiego pudełeczka, które składa się z ciągu coraz mniejszych. Zagubienie, niepewność, ciągłe wahanie powoduje, że w głowach bohaterów rodzi sie pewnego rodzaju schizofrenia zrodzona z kultury, którą można określić jako komputerową. Żadnej pewności ona nie przynosi, tylko liczne złudzenia. Recept reżyser nie stawia. Pozostaje wybór: być czy nie być sobą...? [desjudi, fragment recenzji]
 



 

Falling Down (1993)
Upadek
reż. Joel Schumacher

Frustracja to bardzo niebezpieczne uczucie prowadzi w równej linii do szaleństwa. "Upadek" jedyny ocierający się o coś więcej niż solidność film Joela Schumachera to doskonały obraz ukazujący ten stan i powody dla których powstaje. Michael Douglas zagrał jedna z najbardziej znanych swoich ról, do tego zawsze dobry Robert Duvall ciekawy scenariusz z mocnym przesłaniem i wychodzi film wart obecności w mojej trzydziestce. [Sonny Crockett]

Reżyser przedstawił w swoim filmie współczesnego człowieka, którego wszystko denerwuje . Główny bohater ma dość życia konsumpcyjnego i wypowiada wojnę przeciwko niesprawiedliwości i głupocie na świecie. Obserwujemy jego zmagania z narzuconym systemem oraz kibicujemy mu w wielu sytuacjach, które również nam się nie podobają. Bardzo dobrze zagrana rola Michaela Douglasa wspaniale pokazuje człowieka, któremu przeszkadza dzisiejszy niesprawiedliwy świat. [cosmic13]



 



 

The Fifth Element (1997)
Piąty element
reż. Luc Besson

Luc Besson próuje swoich sił w kinie fantastycznym. I to z jakim efektem! "The Fifth Element" to świetny film z pogranicza fantastyki, fantasty i kina akcji. Ciekawa wizja przyszłość i oryginalna i wciągająca fabuła, plus świetna obsada z charyzmatycznym Brucem Willysem, w głównej roli. To się ogląda! [Lawrence]

Ostatni dobry (ale za to jak dobry!) film Bessona. Patrząc na niego nachodzi mnie myśl: jak to jest, że w 1997 potrafiono wykreować tak realistyczne światy jak w The Fifth Element czy Starship Troopers, a dziś prezentuje się sztuczną, plastikową papkę? [Military, wypowiedź z forum]

 



 

The Ghost (1990)
Duch
reż. Jerry Zucker

Magnificent! Przyjemna muzyka , piękne zdjęcia, dobre dialogi, doskonale odmierzona ilość romansu komedii i dramatu.... Gwoli formalności wspomnę o minusach: efekty specjalne; 19 lat temu pewnie robiły wrażenie, ale teraz już tylko śmieszą- zwłaszcza te piekielne widma;-). Drugi- to niedostatki w warsztacie aktorskim Demi Moore. Dyplomatycznie mówiąc, jej rola była bardziej stonowana niż potrzeba. Na szczęście reszta ekipy daje czadu- Whoopi Goldberg słusznie dostała Oskara za wyszczekaną Odę May Brown. Willy Lopez - co za ryj! I na końcu ten gość co grał Brunera- powinni puszczać fragmenty z nim jako książkowy przykład baby face killera. Co tam jeszcze? Bawi, wzrusza, skłania do myślenia. Jedna z najszlachetniejszych komedii romantycznych ever. [Phlogiston]

Kultowy dramacik ery vhs, druga najulubieńsza romantyczna pieszczota z Patrykiem Swayze i bardzo atrakcyjną Demi Moore. Ostatni raz widziałem Ducha jakieś pół życia temu, po wcześniejszym kilkukrotnym aplikowaniu tej historii. [desjudi]  



 

Glengarry Glen Ross (1992)
Glengarry Glen Ross
reż. James Foley

Ten dzień był z pewnością najgorszym dniem w życiu wszystkich pracowników Premiere Properties. David Mamet stworzył niewątpliwie arcydzieło. Rozgrywający się w ścianach gmachu Premiere Properties dramat ma niewyobrażalną siłę rażenia, być może dlatego, że jest skonstruowany niczym antyczna tragedia (niemalże spełniona została zasada trzech jedności). Akcja filmu pędzi jak pociąg TGV, a intryga godna jest powieści kryminalnej. To prawdopodobnie najlepszy film gadany lat 90. Błyskotliwe dialogi i mistrzowska obsada gwarantują, że nie będziecie się nudzić. Film tylko dla ludzi o mocnych nerwach i "stalowych jajach". [b2ka]

 



 

Happiness (1998)
Happiness
reż. Todd Solondz

"Happiness" to obraz, który w roku swojej premiery wzbudził skandal zbyt wielki, by mógł liczyć na jakiekolwiek znaczące nagrody amerykańskiego przemysłu filmowego. Wielowątkowa, altmanowska narracja filmu Solondza skupia się na bohaterach brzydkich i pięknych, biednych i bogatych. Jednak zdaje się ich coś łączyć: wszyscy są nieszczęśliwi i pragną odmiany swojego losu. Tytuł filmu ma zatem charakter ironiczny, bowiem owego szczęścia jest tu jak na lekarstwo. Nawet gdy jeden z bohaterów wreszcie osiągnie upragniony stan ducha, to droga do niego będzie iście pokrętna. Ogromne kontrowersje wokół filmu wzbudziła jednak nie tyle jego pesymistyczna wymowa, co liczne patologie, które obrazował. Reżyser z właściwą dla siebie przewrotnością potraktował zwłaszcza postać pedofila, którego sportretował z czułością i zrozumieniem, choć bez usprawiedliwiania jego obrzydliwych czynów. Najbardziej poruszający moment "Happiness" stanowi scena, w której mężczyzna przyznaje się swojemu synowi do gwałtu na jego koledze, po czym zostaje zapytany przez chłopca czy i jego nie zechciałby "przelecieć". Taki jest właśnie świat Solondza - brudny, zły i brzydki, ale zawsze dający do myślenia. Po seansie powinieneś poczuć się zdołowany i sponiewierany. Sprawy nie ułatwia jednak fakt, że jego filmy są potwornie zabawne - proces "dołowania" widza odbywa się więc w wymiarze podwójnym, ponieważ zamiast współczuć bohaterom, odbiorca sytuowany jest w pozycji sadysty, który czerpie satysfakcję z porażek bohaterów, są przecież tacy nieporadni. Gdy jednak uświadomimy sobie, że tak przecież nie wolno - będzie już po fakcie. Warto podkreślić, że "Happiness" powstało na rok przed oklaskiwanym "American Beauty", ale to właśnie Todd Solondz poszedł w swoim filmie znacznie dalej portretując to, co ukryte pod pozorami małomiasteczkowej sielanki. [Albertino]  





 

Home Alone (1992)
Kevin - sam w domu
reż. John Hughes

Kevin to już coś więcej niż film, to nowa świąteczna tradycja bez której wielu nie wyobraża sobie bożego narodzenia. Doskonała komedia z doskonałą obsadą. Bawi tak samo dobrze nawet za dwudziestą powtórką. [Azgaroth]

Komedia, która uczyniła z Maculaya Culkina gwiazdę. Film, który dzięki uprzejmości rodzimych stacji telewizyjnych mamy okazję oglądać co roku. Ja też oglądam go regularnie, i wiecie co? Za każdym razem bawi mnie tak samo. Kevin stał się w naszym kraju tradycją świąteczną na miarę choinki czy kolęd. Ciężko wyobrazić sobie świąt bez Kevina. Mi ciężko wyobrazić sobie taki ranking bez Kevina. [Bzyku]

 





 

Independence Day (1996)
Dzień niepodległości
reż. Roland Emmerich

Z wielkim rozmachem zrobiony film o inwazji obcych na Ziemię. Świetne efekty komputerowe latających statków kosmicznych. Jednak fabuła filmu jest zbyt patetyczna, odnosząca się do potęgi Ameryki jako pępka świata. Jeżeli przymkniemy na to oko i skoncentrujemy się na obrazie pod względem wizualnym, to zapomnimy o sztampowych hasłach. [cosmic13]

Kino rozrywkowe najwyższej próby. Inwazja kosmitów na naszą biedną planetę pokazana z niezwykłym przytupem. Widowisko pełną gębą, masa gagów sytuacyjnych czyli to co w tego typu kinie najważniejsze. Ogląda się ten jeden wielki fajerwerk z niekłamaną przyjemnością. [Danus]  



 

Interview with a vampire (1994)
Wywiad z wampirem
reż. Neil Jordan

Cenie ten film za jego podejście do tematu. Wampir w tym ujęciu posiada ludzką wrażliwość, potrafi kochać, nienawidzić i cierpieć. Dar nieśmiertelności jedynie pogłębia jego niedolę ponieważ każe mu przeżywać katusze przez stulecia. W ten sposób ukazuje sie prawdziwe piekło bycia istotą wieczną. [Semi]

Kolejna perfekcyjna ekranizacja książki z gatunku klasycznego horroru. Plejada młodych (wówczas) aktorów w bardzo wiarygodnych kreacjach. Wampiry jednak też mają rozterki. [paj]


 



 

The Iron Giant (1999)
Stalowy gigant
reż. Brad Bird

Lata 90, mimo braku dominacji Pixara, przyniosły równie dużo świetnych i pamiętnych filmów animowanych, co kolejna dekada. "Piękna i Bestia", "Dzwonnik z Notre Dame", "Aladyn", "Pocahontas", "Mrówka Z", "Księżniczka Mononoke", "Ghost in the Shell", dwie części "Toy Story", "Książę Egiptu", czy w końcu "Król Lew" - wciąż pozostający jedną z najbardziej lotnych i koffanych 'kreskówek' w historii. Jednak nawet i on musiał ustąpić miejsce na mej liście innemu tytułowi. Tytułowi nie tak popularnemu, ani też nie tak cenionemu, jak ww., od których odróżnia go właściwie wszystko - anachroniczna kreska, klimat i styl retro opowieści, a w końcu jego, jakże dojrzały i rzadko poruszany w tym gatunku, temat. I choć do wspomnianego Lwa mam mimo wszystko znacznie większy sentyment, to jednak po latach znacznie bardziej cenię sobie właśnie Giganta, który również zdążył zagrzać należne miejsce w mym sercu. Kapitalny film po prostu! [Mefisto]

 



 

Jackie Brown (1997)
Jackie Brown
reż. Quentin Tarantino

Tarantino zebrał wspaniałą śmietankę aktorską, by opowiedzieć prostą historię stewardesy, która trudni się dostarczaniem kasy dla wyczesanego Ordela (w tej roli nie kto inny jak Samuel L. Jackson). Quentinowi wyszła moim zdaniem zajebista komedia. Praktycznie od samego początku, aż po sam koniec nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Każda scena z Ordelem i jego podnóżkiem Louisem (DeNiro) powodował u mnie ból brzucha. Na plus można wskazać klimat opowieści, która porwała mnie od pierwszych minut. Czuć w każdej scenie rękę Quentina - większość scen opiera się na bardzo długich dialogach, nie uświadczymy częstych cięć. To się chwali, powoduje swoisty klimat i hipnotyzuje widza. [Danus, wypowiedź z forum]

Warto odnotować, że rola w Jackie Brown to dla Roberta de Niro znacząca odmiana - facio zawsze bowiem grywał twardo stąpających po ziemi, full pro komando sukinsynów: ojców chrzestnych, mafiozów, szefów kasyn, bandziorów z elity podziemia, łowców głów, bokserskich czempionów itp. - generalnie w większości przypadków ludzi, którzy odpowiadali na pytania "tak, nie, pierdol się". U Tarantino natomiast, na przekór swojemu dotychczasowemu emploi, wcielił się w postać otępiałego, zblazowanego, mamroczącego, powolnego (i wolno myślącego) podrzędnego gangsterzyny, który po wyjściu z paki ima się wszelkiej roboty, byle tylko związać koniec z końcem. Jeżeli w Heat De Niro okradał największe banki w LA, to patrząc na niego w JB można odnieść wrażenie, że szczytem jego marzeń (i możliwości) byłoby buchnięcie cyganom poloneza. Jak mowie - trudna rola, klasa występ. [Mental, wypowiedź z forum]



 



 
 

Leaving Las Vegas (1995)
Zostawić Las Vegas
reż. Mike Figgis

Nicolas Cage zagrał naprawdę po mistrzowsku jedynie dwa razy. Raz u boku Laury Dern w "Dzikości serca" Davida Lyncha, a drugi raz właśnie w "Zostawić Las Vegas" Figgisa. Mimo dość silnej nuty fatalizmu oraz sentymentalizmu opowieść o alkoholiku-samobójcy jest dla mnie wyjątkowa. Sprawia wrażenie prawdziwej. Upajając widza zdjęciami skąpanego w ciepłych barwach Vegas nieustannie nie pozwala zapomnieć o tym, że "ciepło" tego miasta jest jedynie grą ulicznych świateł. Żegnanie się z życiem wymieszane, mimo wszystko, z poszukiwaniem miłości obserwowane przez denko butelki - widok zaskakująco zajmujący i przejmujący, choć gorzki jak pewien trunek. [Fidel]

Pesymistyczny film z postacią zbitą przez życie, która zakochuje się w prostytutce, brzmi jak fabuła polskiego filmu ale tak nie jest, pokazanie tych wydarzeń i relacji jest zupełnie nie polskie. Film dwóch aktorów Nicolasa Cage\'a i Elisabeth Shue dla których ten film stał się swoistym opus magnum kariery aktorskiej. Może i przeceniam ten film ale po obejrzeniu na koniec nie opuszcza mnie uczucie które nazwać można katharsis, a rzadko się zdarza. [Sonny Crockett]


 





 

Legends of the Fall (1994)
Wichry namiętności
reż. Edward Zwick

To takie epickie kino z rozmachem, w którym owszem, można znaleźć masę wad i nawet trochę kiczu, ale kogo to obchodzi. W zorganizowanym niegdyś przeze mnie wewnątrzklubowym rankingu na męski typ idealny Tristan Ludlow zwyciężył w cuglach, bo kobiety, jak wiadomo, mają słabość do bad guyów, a typem pozytywnym to on na pewno nie jest. Za to potrafi okiełznać dzikiego konia, powiewa bujnymi lokami i ma twarz Brada Pitta, a to się liczy. To film o namiętnościach wszelkiego typu - chociaż polski tytuł "Wichry namiętności" brzmi skrajnie głupio - o tych, które są skrywane na dnie serca, o tych, które wybuchają ogniem i o tych, które nie mają szans się rozwinąć. O zemście, o stracie, o rodzinnej lojalności. O niezależności i wolności cenionej ponad wszystko. I o cenie, którą przychodzi zapłacić nie tylko za błędy, ale i za szczęście. Dodajmy do tego przepiękne zdjęcia, zapierające dech w piersiach pejzaże, Jamesa Hornera w szczytowej formie i Aidana Quinna, który udowadnia, jak świetnie można zagrać, będąc skazanym na rolę tła. Efekt - film, do którego się wraca z przyjemnością, po trosze z uśmiechem, po trosze z rozczuleniem. [Deina]
 



 

Lost Highway (1996)
Zagubiona autostrada
reż. David Lynch

Ten film karmi się tym, co nazwane może być lynchyzmami - tajemnicą, surrealizmem, snem, jawą, niejednoznacznością. LH to film wielokrotnego użytku (w kinie byłem chyba z 5 razy), wywołujący zarazem zachwyt, jak i pozostawiający w wiecznym niedosycie spowodowanym brakiem odpowiedzi na wiele pytań. Niemniej to chyba najbardziej wysmakowany wizualnie i muzycznie szokujący film Lyncha. [desjudi]

"Zagubiona autostrada" ma w odróżnieniu od innych filmów konstrukcję koła. Nie można jej obejrzeć raz od początku do końca i wiedzieć o wszystkich smaczkach i niespodziankach przygotowanych przez reżysera. Tu chronologia wydarzeń jest zaburzona o wiele bardziej niż w "Pulp fiction"; tam można dojść do ładu z kolejnością poszczególnych rozdziałów, u Lyncha jest to niemożliwe. Ale czy widz jest bezsilny wobec szalonych wizji reżysera? Nie ma żadnej szansy na dojście do rozwiązania? Myślę, że dobrym podejściem jest kilkukrotne obejrzenie "Zagubionej autostrady" najlepiej raz za razem. Wtedy zauważalne stają się rzeczy, o których istnieniu nie mieliśmy wcześniej pojęcia. Fabuła, która dotąd miała kształt rozrzuconego puzzla, zaczyna układać się w przynajmniej po części logiczne ciągi wydarzeń. Liczba mnoga jest tu jak najbardziej wskazana gdyż nie ma szans na ujęcie wszystkiego w sposób spójny i linearny jaki znamy z 99% filmów. Przynajmniej ja jeszcze nie odkryłem takiego sposobu. Może komuś z was się powiedzie. [Markos, fragment analizy]

 



 

Man on the Moon (1999)
Człowiek z księżyca
reż. Milos Forman

Niedoceniany film o niezwykłej postaci, fenomenalnie napisany, wyreżyserowany i zagrany. Jeszcze nigdy przełamywanie "czwartej ściany" nie zostało wykorzystane równie inteligentnie - nie tylko aby "mrugnąć do widza", a po to, by lepiej zaprezentować osobowość głównego bohatera. Prawdopodobnie najlepsza biografia w historii kina. [Military]

Opowieść biograficzna o życiu Andy Kaufmana, który prowokuje swoim zachowaniem, bawi publiczność, jednocześnie dotykając drażliwych tematów, ukazuje zakłamanie i głupotę o amerykańskim życiu konsumpcyjnym. Andy był niesamowicie oryginalny, a jego występy były jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne. Jakaż to siła płynęła w Andym, gdy obrażając ludzi swoimi dowcipami jednocześnie zaskarbiał sobie rzesze nowych wielbicieli. To była magia. Znakomicie zrealizowana biografia Andyego, którego zagrał genialny aktor Jim Carrey. [cosmic13]

 



 

Misery (1990)
Misery
reż. Rob Reiner

Adaptacji najlepszej powieści Stephena Kinga, mimo że ociupinkę słabszej od literackiego oryginału nie mogło zabraknąć na mojej liście z jednego powodu - Kathy Bates. Niech się schowa Hannibal Lecter, ze swoim zamiłowaniem do zajadania się ludzkimi mózgami, bo oto przed państwem najlepiej zagrana psychopatka w historii kina. Gdyby nie fakty z jej przeszłości które poznajemy w trakcie filmu, napisałbym, że to najlepiej zagrana kobieta w historii, ponieważ cała groza opiera się na jej nagłych i irracjonalnych zmianach nastroju. Któż z nas panowie, nie zna tego z autopsji? [Perfik]

Świetna ekranizacja świetnej książki S. King\'a. Do historii przeszła fenomenalna rola pani Kathy Bates. Wzorowy pokaz szaleństwa i przemocy. [paj]

Można ten film traktować jak zwykły thriller. Można, nikomu tego nie bronię. Jest też jednak "Misery" studium zaborczej miłości, relacji mistrz-fan, władzy intelektu i emocji nad silą, pochwała cierpliwości i hartu ducha. Wszystko to oczywiście przebija między wierszami, nie afiszuje się, nie odwraca uwagi od fabuły trzymającej do samego końca w napięciu No i aktorstwo. Na temat wspaniałej skądinąd Kathy Bates napisano bardzo dużo, mi jednak "Misery" już zawsze będzie przypominać o g-e-n-i-a-l-n-e-j, pełnej niuansów i drobnych gestów roli Jamesa Caana, który to po tym filmie stał się dla mnie bogiem aktorstwa. [Phlogiston]

 



 

Night on Earth (1991)
Noc na ziemi
reż. Jim Jarmush

5 różnych historii dziejących się na Ziemi w różnych krajach, na innych kontynentach o tej samej porze w taksówce. Reżyser w każdej z przedstawionej historii znakomicie uchwycił, poprzez zwykłą rozmowę, z jakimi problemami ludzie borykają się na co dzień w różnych częściach świata. Poprzez te rozmowy ukazane jest, co w życiu każdego człowieka jest tak naprawdę ważne. Niektóre historie w filmie nas śmieszą, niektóre wzruszają, a każda z nich skłania do przemyśleń. [cosmic13]

Jim Jarmusch to taki MacGyver w świecie kina, robi genialne filmy z niczego. Tutaj z czterech taksówek i tuzina bohaterów, stworzył zabawne i inteligentne historie, pokazujące jak ciekawa i znacząca może być zwykła podróż taksówką. [Sonny Crockett]
 



 

Payback (1999)
Godzina zemsty
reż. Brian Helgeland

W Godzinie zemsty mamy Krisa Kristoffersona - gościa, który dojrzewał pod okiem samego Peckinpaha, co widać od pierwszej chwili - grany przez niego bohater autentycznie wzbudza we mnie respekt. Bruce Willis to przy nim polski gangster z filmów Pasikowskiego. Ten spokój, opanowanie - zero wystudiowania tudzież pretensjonalnej pozy. Nie trzeba filmowego doświadczenia, by rozpoznać w nim rewolwerowca. Ściągnięta twarz jak u strzelca, który nigdy w życiu nie doznał miłości. Ciarki przebiegają po kręgosłupie. [Mental, wypowiedź z forum]
 



 

A Perfect World (1993)
Doskonały świat
reż. Clint Eastwood

Uznany niedawno przez amerykańskich krytyków, za jeden z najbardziej niedocenianych filmów lat 90. Jedna z najlepszych kreacji Costnera. Historia niezwykłej przyjaźnie przestępcy i małego chłopca. Bandyta pod wpływem niewinnego dziecka przechodzi wewnętrzną przemianę. Reżyser Eastwood nie idzie jednak na łatwiznę i przytomnie podkreśla jednak, że nawet najsilniejszy bodziec nie jest w stanie do końca zmienić tego, jak życie ukształtowało nas na przestrzeni wielu lat. [Bogusz Dawidowicz]



 



 

Philadelphia (1993)
Filadelfia
reż. Jonathan Demme

Fakt, "Filadelfia" to zaangażowany społecznie film, który okazał się mocnym głosem w walce o prawa homoseksualistów, ale to przede wszystkim znakomity humanistyczny obraz o ludzkich wadach i słabościach. Rozegrany właściwie na dwie osobowości, umierającego na AIDS Andrew Becketta oraz uprzedzonego (choć czarnoskórego!) Joe Millera, film ten, okraszony piękną balladą Bruce'a Springsteena, mówi więcej o ludzkości niż większość "poważnych" wyciskaczy łez. Najlepsza scena: Tom Hanks porusza się z pasją w rytm "La Mamma Morta" Marii Callas. [Beowulf]

Film smutny. Film wzruszający i przejmujący do głębi. Film o nas samych i o tym jacy jesteśmy, jacy potrafimy być. Nie tylko gdzieś tam w Filadelfii, ale pod każdą szerokością geograficzną. Film zadaje pytania: czy podalibyśmy rękę osobie chorej? Czy chcielibyśmy z nią pracować? Obok niej mieszkać? I daje odpowiedź. Świat nie lubi porażek i ludzi przegranych. Ceni sukces i przebojowość. Chorzy, choć jeszcze wczoraj hołubieni, stają się wówczas niewidzialni i niepotrzebni. Tak jak znakomity adwokat Andrew Beckett, który pogodził się z cierpieniem fizycznym, a nie mógł właśnie zaakceptować alienacji i braku zrozumienia. Wielki film o tolerancji i samotności w obliczu choroby tak strasznej jak AIDS. Wielka kreacja Toma Hanksa. [Kubeczek]

 



 

Rob Roy (1995)
Rob Roy
reż. Michael Caton-Jones

Jeden z najbardziej niedocenionych i zapomnianych juz niestety filmów historycznych z lat '90, będący w cieniu wychwalanego i docenionego przez Akademię Bravehearta. Choć nie może poszczycić się równie epickimi bitwami, bo i sam konflikt historyczny w filmie nie miał równie wielkiego zasięgu, to cala reszta - scenariusz, aktorstwo, muzyka - stoi na poziomie równym Braveheartowi. I o ile Gibson nadal swojemu dziełu charakter romantyczny, "Rob Roy" wydaje się być w znacznej mierze z niego odarty (pamiętna scena gwałtu). Najjaśniejszymi zaś punktami produkcji są bohaterowie, na czele z głównym antagonistą (Tim Roth), który notabene jest także chyba jednym z najciekawszych czarnych charakterów w historii kina. Główny bohater, uosobienie honoru, którego los zmusza do dokonania niełatwych wyborów i wgniatający w fotel finałowy pojedynek. Piękna opowieść o dumie i honorze, okraszona wpadająca w ucho muzyką. Polecam, bo Rob Roy to godny rywal Bravehearta. [Bartholemew]

Patrzę na ten film przede wszystkim przez pryzmat takich pojęć jak honor, prawość, szlachetność. To jak rozumie je główny bohater - ten prosty szkocki góral, czym one dla niego są i co jest w stanie zrobić, aby je ocalić. Dlatego też nie ma tu znaczenia ilość nagromadzonego sprzętu potrzebnego do realizacji, dbałość o szczegóły czy wierność detalom. To nie ważne. Ważne są natomiast wartości jakie niesie ze sobą film. Zostały one bowiem mocno zaakcentowane i o dziwo nie zginęły w szumie komercji i rozmachu. Dlatego wielkie brawa. [Kubeczek]

Bravehart szczyci się najlepszą w dziejach kina bitwą - Rob Roy zaś najlepszym pojedynkiem (dzieło życia wielkiego choreografa Williama Hobbsa). Już ta jedna scena gwarantowałaby filmowi miejsce na liście. Pozycję 10. zapewnia mu Tim Roth w szczytowej formie jako Cunningham - rozkosznie oślizgły i zwodniczo zniewieściały czarny charakter. [Paszczak]

 



 

Romeo + Juliet (1996)
Romeo i Julia
reż. Baz Luhrman

Dzieła Szekspira się nie starzeją i można je czytać z takim samym zainteresowanie dzisiaj jak w momencie ich powstawania. Szekspir od zawsze był stałym punktem w repertuarze wielu teatrów. Również twórcy filmowi z wielką chęcią sięgają po klasyczne dzieła angielskiego pisarza. Jedną z najciekawszych adaptacji jest najsłynniejszy romans wszechczasów czyli Romeo i Julia. Reżyser Baz Luhrmann stworzył film niezwykły łącząc nieśmiertelny test z nowoczesną oprawą. Romeo i Julia z 1996 roku to kolorowy obraz uwspółcześnionej Verony, którą żądzą dwie mafijne rodziny walczące nie na szpady, a pistolety. Wspaniałe scenografie, ogromna wyobraźnia przy tworzeniu Verony i nie starzejący się scenariusz sprawiły, że Romeo i Julia Baza Luhrmana to jedna z oryginalniejszych i najlepszych adaptacji Szekspira w historii kina. [Azgaroth]

Historia Romea i Julii doczekała się niezliczonych adaptacji filmowych i teatralnych. Nieśmiertelne dzieło Williama Shakespeara to najbardziej znana historia miłosna wszechczasów. Nic dziwnego, że co odważniejsi twórcy postanowili przenieść tragedię do czasów współczesnych. Dwie najsłynniejsze to musical "West Side Story" oraz omawiany przez nas "Romeo + Juliet" Buza Luhrmana z Leonardo DiCaprio i Claire Danes w rolach głównych. Australijski reżyser niezwykle pieczołowicie przeniósł XVI-wieczną sztukę w lata 90te. Już otwierający film prolog w szalonym tempie wprowadza widza w klimat filmu i nakreśla tło wydarzeń - konflikt dwóch rodów. Zamiast szarych zamków z książkowego pierwowzoru otrzymaliśmy niezwykle barwne, współczesne lokacje. Mimo pozornego szaleństwa, film ogląda się znakomicie! Umieszczenie scen na ulicach czy stacjach benzynowych idealnie pasuje do współczesnej wersji dramatu. Nawet średniowieczny język jakim posługują się bohaterowie nie drażni naszych uszu, a raczej intryguje i jeszcze bardziej wciąga w mistrzowsko opowiedzianą historię. Przenosiny oryginalnej tragedii w wiek XX mogło się udać tylko dzięki reżyserskiemu wyczuciu Buza Luhrmana. Bajeczna sceneria, niezwykle wyraźna gra aktorska i przede wszystkim kunszt realizacyjny po zmieszaniu razem po prostu musiały dać tak piorunujący efekt! [gigacz]

 



 

Rushmore (1998)
Rushmore
reż. Wes Anderson

Nie wiem czy ten niekoniecznie znany w Polsce film w ogóle trafi na listę, z tego powodu dla reklamy mój komentarz może prezentować się jako pochwała reżysera niż tego konkretnego filmu właśnie z powodu jego niszowości. "Rushmore" to komedia, ale komedia nietypowa jak nietypowa jest osoba reżysera Wesa Andersona, który stworzył swój własny niepodrabialny styl. Jego filmy można kochać lub nienawidzić. Przedstawia historie w sposób mocno odrealniony, są to komedie ale prezentujące humor nazwijmy to inteligentny z mocnymi elementami czarnego humoru, jest to humor nie dla każdego typowego zjadacz popcornu, fana humoru klozetowego. Trudno mi określić klimat jaki wytwarzają filmy Wesa Andersona to trzeba obejrzeć i wybrać stronę miłość lub nienawiść. [Sonny Crockett]

Historia przyjaźni między uczniem elitarnej szkoły a miejscowym oligarchą to jedna z najlepszych pozycji w dorobku Andersona. Kapitalne role Billa Murraya, Jasona Schwartzmana i Olivii Williams, błyskotliwy scenariusz i kapitalna, pomysłowa reżyseria tworzą niesamowitą opowieść o miłości - do nauki, do szkoły samej w sobie, do drugiej osoby. I wszystkie potraktowane w równie ujmujący sposób. Kino niecodzienne, z błyskiem w oku. [Karol]

 



 

Speed (1994)
Speed - niebezpieczna prędkość
reż. Jan de Bont

Jeśli szukać adrenaliny spływającej z ekranu wprost do żył, to można skończyć poszukiwania - oto film który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej, nafaszerowanej akcją minuty. Po seansie, poza rozsypanym tu i ówdzie popcornem, widzowie pozostawiali też obgryzione z nerwów paznokcie. W tym filmie wciąż coś się dzieje, coś spada, jest w nieustannym ruchu, a emocje widzów wystawione są na ciężką, wytrzymałościową próbę. Co z tego, że 3/4 fabuły razi niedorzecznościami i naciągactwem. "Speed" to filmowa rozrywka w najlepszym wydaniu: są emocje, jest przystojny gliniarz (Keanu Reeves), piękna dziewczyna (Sandra Bullock) i bardzo czarny, czarny charakter (Dennis Hopper). Do tego wspaniałe zdjęcia Andrzeja Bartkowiaka, scenariusz pozbawiony większych niedociągnięć i cała masa akcji przez duże "A". Bez dwóch zdań "Speed" to klasyka kina sensacyjnego i jeden z nielicznych filmów tak rzetelnie realizujących teorię głoszoną przez Hitchocka: "film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno stopniowo wzrastać" [Dux, fragment artykułu]

 



 

Starship Troopers (1997)
Żołnierze kosmosu
reż. Paul Verhoeven

Paul Verhoeven zrobił doskonały pastisz bezmyślnych filmów akcji, którym zgryźliwie skrytykował i polityków, i trybiki machiny wojennej. Na swoje nieszczęście - uwierzył w inteligencję widowni. Niestety, ale publika z rozmiękłymi mózgami odebrała film w stu procentach dosłownie, przypinając mu łatkę głupiego i zbyt efekciarskiego. Ta sama publika, której podobają się bezmyślne i zbyt efekciarskie filmy Michaela Baya. Nienawidzę ludzi. [Military]

Mało kto potrafi serwować tak prześmiewczą przemoc jak Paul Verhoeven. Wziął na warsztat specyficzną książkę po czym zrobił film w którym miał "wymieszać Beverly Hills 90210 z Braveheartem". I tak otrzymaliśmy młodych i pięknych żołnierzy strzelających do kosmicznych owadów, w obronie Ziemi. Świetne efekty, muzyka i niepowtarzalny groteskowy styl Verhoevena. [Craven]

 



 

Star Wars, Episode I: The Phantom Menace (1999)
Gwiezdne wojny: mroczne widmo
reż. George Lucas

Jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów końcówki lat 90tych. Dla jednych też jeden z większych zawodów, a dla innych niezwykły początek przygody z Gwiezdną Sagą. Pierwszy Epizod "Gwiezdnych wojen" może nie zalicza się do najlepszych części gwiezdnej serii George'a Lucasa, ale mimo pewnej bajkowości i paru wad, to dalej czuć klimat i Moc. A parę scen w tym tradycyjnie muzyka Johna Williamsa już na stałe zapisała się do naszej kultury jak i historii kina. [Lawrence]

 



 

State of Grace (1990)
Stan łaski
reż. Phil Joanou

Najlepszy po Ojcu Chrzestnym film gangsterski w dziejach. W chwili premiery zepchnięty w cień przez Chłopców Z Ferajny, pozostał zapomnianym arcydziełem. Gary Oldman bije na głowę Joego Pesci jako nieobliczalny gangster - świrus, a finałowa strzelanina w zwolnionym tempie przewyższa wszystko, co osiągnięto w tej dziedzinie, włącznie z dokonaniami Peckinpaha i Woo. [Paszczak]

Zapomniane arcydzieło. Ed Harris, Sean Penn, James Russo, Gary Oldman, John Turturro, Robin Wright Penn... jeden z najlepszych dramatów o mafii, jaki kiedykolwiek powstał. Ostatnia strzelanina to taka peckinpahowski taniec śmierci. Dodatkowo trupy padają tu przy akompaniamencie muzyki Ennio Moricone. [Mental, wypowiedź z forum]

 



 

Strange Days (1995)
Dziwne dni
reż. Kathryn Bigelow

To co absolutnie miażdży w SD to klimat pierwszych 45 minut. Days są naprawdę strange, że tak powiem. Rozróba, społeczeństwo na skraju rewolucji, policja z tarczami + główny bohater, cwaniaczek - handlarz. Raj. Potem, gdy zaczyna się śledztwo, już tak fajnie nie jest. Tzn. jest bardzo dobrze, ale nie tak dobrze jak wcześniej. Przynajmniej nie Glutowi. :) Rozwiązanie całej intrygi wydało mi się srogo głupie, ale możliwe że potrzebuję następnego seansu. Motyw z wiszeniem na krawacie - no comments. [Glut, wypowiedź z forum]

Pierwsza bodaj godzina genialna. Znakomite sceny wprowadzające poszczególne postaci, brak łopatologicznej narracji, świetny gadżet i fantastycznie przedstawione jego potencjalne zastosowania (swoją drogą, wszyscy tak chwalili Kamińskiego za "motyl i skafander"; przecież tutaj również mamy akcję przedstawioną w FPP! i to ile lat wcześniej!). Fiennes jako kuty na cztery nogi, wygadany cwaniak niesamowicie uroczy i sympatyczny, Lewis rozwaliła mnie swoim coverem PJ Harvey (do zapamiętania: muszę rzucić uchem na muzyczne dokonania tej pani), Bassett rewelacyjna jako typowa cameronowska "twarda baba". [jarod, wypowiedź z forum]



 

Traffic (2000)
Traffic
reż. Steven Soderbergh

Stevena Soderbergha spojrzenie na problem narkotyków. I to spojrzenie niezwykle rozbudowane. Mamy tu ludzi zmagających się z uzależnieniem, ludzi walczących z przemysłem narkotykowym, jak i tych którzy z tego procederu żyją. A wątki ich wszystkich są perfekcyjnie połączone w Oscarowym scenariuszu. Soderbergh nie szuka winnych, widzi że każdy dzięki narkotykom potrafi zarówno dużo stracić jak i bardzo dużo zyskać. Wie, że z narkotykami nie można wygrać. A ja po obejrzeniu tego filmu potrafię się z nim zgodzić. [Pegaz]

 
 



 

True Romance (1992)
Prawdziwy romans
reż. Tony Scott

Najlepszy film z lat 90. w którym palce maczał Quentin Tarantino. Do tego, to prawdopodobnie opus magnum Tonyego Scotta i dwójki głównych aktorów Christiana Slatera i Patricii Arquette, którzy pochwalić się mogą niezgorszą filmografią. Niesamowity, napisałbym wręcz, że magiczny klimat filmu, potęgowany wspaniałą muzyką Hansa Zimmera (z czasów, kiedy jeszcze nie bawił się tak bardzo w muzyczny recycling, jak dziś) wciąga mnie od pierwszej sekundy do ostatniej, dla niektórych być może niepotrzebnej i zbyt cukierkowej sceny. [Perfik]

Rewelacyjny misz masz gatunkowy, który ogląda się z bananem na ryju. Masa ciekawych rozwiązań fabularnych i arcyśmiesznych bohaterów. Komedia która śmieszy, sensacyjniak który trzyma widza na szpilkach. [Danus]

 



 

Vaterland / Fatherland (1994)
Vaterland - Tajemnica III Rzeszy
reż. Christopher Menaul


Co by było gdyby hitlerowskie Niemcy wygrały wojnę? Reżyser Christopher Menaul próbuje odpowiedzieć na to pytanie i przedstawić prawdopodobną wersję. Zgodnie z nią Niemcy panują nad większością Europy walcząc z niedobitkami rosjan na wschodzie, zaś ze Stanami Zjednoczonymi prowadzą zimną wojnę. Dominuje sugestywny obraz ponurego i przygnębiającego Berlina, pełnego momumentalnych gmaszysk świadczących o megalomanii Hitlera. Policjant Xavier March (Rutger Hauer w jednej ze swoich dobrych ról) wpada na trop skrzętnie skrywanej tajemnicy. Czy to możliwe by wielki przywódca wymordował cały naród i nikt o tym nie wiedział? Jeden z lepszych filmów traktujących o alternatywnej rzeczywistości z dobrym wątkiem sensacyjnym. Przez polskich dystrybutorów niezauważony, w związku z czym niestety nie uświadczymy Vaterlandu na półkach z filmami. [Bzyku]
 





 

Welcome to the Dollhouse (1995)
Witaj w domu dla lalek
reż. Todd Solondz

Todd Solondz, być może najbardziej niepokorny twórca amerykańskiego kina niezależnego, objawił się światu wraz z nadejściem 1996 roku, kiedy to jego druga próba reżyserska okazała się być sensacją dwunastej edycji festiwalu filmowego w Sundance. To, co zobaczyli jej uczestnicy było złośliwym, przerysowanym i jednocześnie do bólu szczerym portretem ich własnej rzeczywistości. Myślę, że nie oddam "sprawiedliwości" Dawn Wiener, jeśli napiszę, że jest ona przykładem szkolnej "szarej myszki". Jedenastoletnia bohaterka filmu to żałosna i pokraczna ofiara losu. Reżyser sportretował w tym filmie rodzaj bohatera nie mający w dotychczasowym kinie równego sobie odpowiednika. Kiedy Woody Allen odtwarzał na ekranie nieudacznika w okularach, to jego atrybutami były urok, poczucie humoru i niewątpliwa inteligencja. Bohaterka "Witaj w domku dla lalek" nie ma żadnej z tych cech. Nawet jeśli wreszcie weźmie sprawy w swoje ręce, to i tak nigdy nie zostanie szkolną królową balu. Konkluzja jej drogi może być tylko jedna, o czym zresztą mimochodem wspomni bohater "Palindromów", późniejszego filmu reżysera. [Albertino]

 



 

What's eating Gilbert Grape? (1993)
Co gryzie Gilberta Grape'a?
reż. Lasse Hallstrom

Produkcja z czasów, kiedy Depp nie był zmanierowanym aktorskim narcyzem i grywał w dobrych filmach, a filmy Hallströma dało się oglądać bez zgrzytania zębami. Co Gryzie... to znakomity komediodramat poruszający w niebanalny sposób kilka tematów: życie na prowincji, wyważenie konieczności odpowiedzialności za bliskich ze swoimi własnymi potrzebami i ambicjami, traumę stopniowo rozwalającą całą rodzinę. Jest trochę smutno, trochę gorzko, ale ostateczny morał bardzo mnie ujął - miejsce zamieszkania nie warunkuje naszego szczęścia, sami musimy sprawić, by nasze życie miało jakiś sens i wartość. Zakończenie filmu, będące pewnego rodzaju katharsis dla bohaterów, chwyta za gardło i nie chce puścić długo po seansie. Przepiękne metaforyczne kilka minut, jedne z najbardziej wzruszających i prowokujących do refleksji, jakie kiedykolwiek widziałem. [jarod]

 



 

White Hunter, Black Heart (1990)
Biały myśliwy, czarne serce
reż. Clint Eastwood

Clint Eastwood to symbol twardziela z zasadami niepozbawionego jednak uroku i ciętego dowcipu, więc kto lepiej mógł zagrać postać wzorowaną na wielkim Johnie Hustonie, reżyserze znanym z pijackich ekscesów, niesubordynacji, nieszablonowych zachowań uwielbianym przez widzów znienawidzonym przez producentów. Film jest stosunkowo mało znanym dziełem w filmografii Eastwood\'a ale nie odstaje od jego największych filmów i zawiera to za co się ceni jego filmy, tj. wyważone, pozbawione efekciarstwa prowadzenie filmu z niejednoznacznym ostatecznym przesłaniem. [Sonny Crockett]



WSTĘP   100-76   75-51  50-41  40-31  30-21  20-11  10-1 SUPLEMENT JANKESKI   |   SUPLEMENT ŚWIATOWY


Skomentuj wyniki na naszym Forum:
http://forum.film.org.pl/Thread-Wyniki-plebiscytu-Najlepsze-filmy-z-lat-1990-2000


PLEBISCYTY KMF
STRONA GŁÓWNA

Plebiscyt przeprowadził: Rafał Oświeciński [desjudi]
desjudi [at] film.org.pl
Klub Miłośników Filmu, Sierpień 2011