Film - zagadka
Ona - ceniona projektantka butów. On - dyrektor firmy zajmującej się oprogramowaniem. Dwadzieścia kilka lat po ślubie, dorosła córka. Zero problemów. Właśnie skończył się kolejny pokaz mody, na którym siedzieli w pierwszym rzędzie. Idą na kolację. Rozmawiają o jej nowych projektach, nielubianym przez niego chłopaku córki... I nagle ona pyta:
"Nie myślałeś nigdy o tym, żeby móc przespać się z kimś innym?".
Niezły początek, prawda? Ale intrygująco w nowym filmie Richarda Eyre'a jest tylko przez chwilę. W następnej scenie okazuje się, że ona - a ma na imię Lisa - odeszła. On - Peter, grany przez Liama Neesona - nie może pogodzić się ze stratą. Pewnego dnia w komputerze żony znajduje jej niedwuznaczne zdjęcia w towarzystwie innego mężczyzny. Postanawia się zemścić. W pierwszej chwili chce po prostu zabić kochanka Lisy. Gdy jednak go poznaje, sprawy przybierają zgoła inny obrót...
Wszystko super - szkoda, że tylko na papierze... Film, który powinien kipieć od emocji i wciągać aż do ostatniej minuty seansu, po prostu nudzi. Trudno obdarzyć sympatią którąkolwiek z postaci, ich motywy postępowania są niezrozumiałe, co sprawia, że zamiast trzymającego w napięciu dramatu, dostajemy przedstawienie kukiełkowe. Bo bohaterowie "Niewinnej" to takie ludzkie kukły - oni na ekranie się tylko przemieszczają. W jakim celu? Nie wiadomo. Czasem coś powiedzą, ale ciężko stwierdzić, o co im chodzi. Przez godzinę oglądamy, jak Peter i "ten drugi", czyli Ralph (Antonio Banderas) miotają się samopas po ulicach Mediolanu. Grają w szachy, rozmawiają, oglądają żółwie. Peter krzyczy coś o obrzydliwych dłoniach Ralpha, tamten naciąga go na pożyczkę, której nigdy nie spłaci... Tylko o co chodzi? Wszystko to wygląda pięknie i stylowo, trudno odmówić temu filmowi klimatu. Ale nawet, gdy niektórzy zachwycać się będą mgłą unoszącą się nad jeziorem Como czy niezłą muzyką, wciąż w głowie pozostaje pytanie "Do czego to wszystko zmierza?". I kiedy wreszcie, 10 minut przed końcem filmu, reżyser klaszcze w dłonie ze słowami "Niech stanie się jasność", jest już chyba za późno.
|
|
Scenariusz "Niewinnej" powstał na podstawie opowiadania Bernharda Schlinka. Ma ono około czterdziestu stron, teorytycznie niewiele się w nim dzieje. W pierwszej części autor głośnego "Lektora" skupia się na korespondencji między dwoma mężczyznami. Podając się za Lisę, Peter wysyła listy kochankowi żony. Pisane kwiecistym językiem, wypieszczone odpowiedzi Ralpha są dla niego okazją do nowego spojrzenia na osobę, z którą spędził połowę życia. Nie tylko dlatego, że dowiaduje się o skrywanej przez Lisę tajemnicy, ale też dlatego, że Ralph inaczej widzi świat. W jego oczach wszystko jest piękniejsze, niż w rzeczywistości. A przede wszystkim tyczy się to Lisy. Gdy Peter czyta pełne wyszukanych epitetów listy Ralpha, chce mu się śmiać. Owszem, kochał swoją żonę, ale nigdy nie myślał o niej jak o jakiejś bogini. Dopiero później, gdy pozna swojego rywala, przekona się, że nie doceniał Lisy, że przespał te lata, kiedy miał przy sobie tak cudowną kobietę. W filmie cały ten wątek został potraktowany po macoszemu. Zamiast tego, by czterdziestostronicowe opowiadanie przerobić na 1,5-godzinny film, reżyser serwuje nam dłużące się, nic nie wnoszące do fabuły sceny. I tak, oglądamy jak Peter rozmawia sam ze sobą, jak jego córka przyjeżdża w te pędy do Mediolanu tylko po to, by za chwilę z niego wyjechać itd., itp. Pełno tu sztucznego, napompowanego dramatyzmu, którego jedynym celem jest to, że ma być... dramatyczny. A że nijak ma się do reszty filmu... Widocznie nie można mieć wszystkiego.
Mimo że opowiadanie Schlinka jest krótkie i treściwe, w "Niewinnej" i tak nie doświadczymy jego esencji. Reżyser rozmienia się na drobne, chcąc z prostej historii z jasnym przesłaniem zrobić thriller z zaskakującym końcowym twistem. W rezultacie nie ma ani jednego, ani drugiego, a to, co otrzymujemy... No cóż, to po prostu przeciętny dramacik nadający się co najwyżej na środowy wieczór przed telewizorem. Cały ten zabieg z ukryciem pewnej kluczowej informacji i odsłonięciem jej tuż przed końcem, w ogóle się nie sprawdził. Widz bowiem cały czas wie, że coś tu nie gra i albo to karygodny błąd montażysty, albo chytrze zaplanowany myk reżysera. A że dłużyzn w tym filmie co nie miara, czasu na wykombinowanie, co pan Eyre chciał przed nami ukryć, jest aż za dużo. Jasne, film to nie tylko słowa - scenariusz trzeba było wzbogacić o element napięcia. Ale wystarczyło przecież skonfrontować ze sobą Petera i "tego drugiego". Gra psychologiczna, pewna walka o kobietę, której żaden z nich już nie może mieć, miała tutaj naprawdę olbrzymi potencjał. Reżyser, który tak świetnie pokierował aktorkami w "Notatkach o skandalu", nie powinien mieć przecież z czymś takim żadnego problemu. A Neeson i Banderas przy tej swojej grze w szachy tylko stroją miny...
Nie jest to niestety film udany (najdelikatniej mówiąc). Dopiero końcówka, gdy wszystko wychodzi na jaw, skłania do pewnych przemyśleń. Ale też tylko przy dobrych intencjach widza... Szkoda, bo ta historia nadawała się na naprawdę interesujący film. To taka próba rozliczenia samego siebie, wytyczenia granicy między dobrem, a złem, prawdą, a kłamstwem. W "Niewinnej" nic z tego nie wyszło. Nawet ciekawa, złożona postać Ralpha w przeszarżowanej interpretacji Banderasa została sprowadzona do roli podstarzałego latino-lovera. Smutno się robi, patrząc w jak słabej formie jest ten hiszpański aktor. Ostatnie 10 lat to praktycznie same porażki, a jeden Kot w Butach kariery przecież nie uratuje. I pomyśleć, że w połowie lat 90. Banderas mógł przebierać w propozycjach... Zresztą, Liam Neeson w "Niewinnej" również nie błyszczy. Zmienia zbolałą minę nr 1 na zbolałą minę nr 2, czasami przeplatając je miną mściciela z "Uprowadzonej". I tyle... Nie zawodzi w tym filmie jedynie wspaniała Laura Linney, grająca Lisę. Ale jej postać pojawia się głównie w retrospekcjach, a to po prostu za mało.
|
|
"Niewinna" nie pozostawia jednak widza całkowicie obojętnym. Ba! Moim zdaniem powinna stać się przyczynkiem do całkiem poważnej dyskusji. Dyskusji o polskich dystrybutorach. Trudno mi bowiem znaleźć choćby jeden racjonalny powód wprowadzenia tego tytułu do kin. Film Eyre'a miał swoją światową premierę równo dwa lata temu, na festiwalu w Toronto. Po słabym przyjęciu na innych festiwalach i przeglądach, niewielka część krajów zdecydowała się na jego dystrybucję. We Francji czy Holandii "Niewinna" miała swoją premierę ponad rok temu. W niektórych krajach ukazała się od razu na DVD. U nas pojawia się teraz... OK, zdarza się, że jakiś "zapomniany" (lub po prostu "nieudany", jak w tym przypadku) film dostaje swoją drugą szansę. Dzieje się tak przeważnie wtedy, gdy aktor odtwarzający w nim główną rolę osiągnął ostatnio znaczący sukces. Mieliśmy taką sytuację chociażby w przypadku tytułu "11:14" z Hilary Swank, wprowadzonego do kin tuż po otrzymaniu przez nią Oscara za "Za wszelką cenę". Rzadziej chodzi o reżysera, choć i takie przykłady bywały - z ostatnich lat kojarzy mi się głównie "Pani Henderson" Stephena Frearsa, który miał swoją premierę po obsypanej nagrodami "Królowej". Czasami dystrybutorzy dają nam możliwość zapoznania się z filmem, który był pierwowzorem dla, wprowadzanego niebawem lub nawet jednocześnie, głośnego remake'u. Ale czy którakolwiek z tych przesłanek mogła mieć tu jakieś znaczenie? Odpowiedź jest prosta. Nie.
Zrozumiałbym, gdyby "Niewinną" wprowadzono do kin rok temu, na fali popularności "Lektora". Można by wtedy na plakacie wypisać wielkimi literami "Kolejna ekranizacja znakomitej prozy Bernharda Schlinka, autora >>Lektora<<". Ale tak się nie stało. Zrozumiałbym, gdyby film miał swoją premierę mniej więcej w tym samym czasie, co zbiór opowiadań, z którego pochodzi pierwowzór (maj 2010). Wtedy na okładce książki mielibyśmy pewnie kadr filmu. Ale też nie... Dlaczego więc "Niewinna" w ogóle trafia na nasze ekrany? Zagadka. A jeśli dodać do tego wszystkiego, że w tym samym czasie swoją polską premierę miał znakomity "Moon" wprowadzony do kin w ilości 1 (!!!) kopii... To jest dopiero zagadka...
PS. Oryginalny tytuł filmu "The other man". Polski przekład opowiadania Schlinka - "Tamten mężczyzna" lub "Ten inny". Polski tytuł filmu - "Niewinna" (co, zapewniam, z jego fabułą nie ma nic wspólnego). To już nie zagadka. To super-zagadka!
4/10
 |
wytwórnia - Gotham Productions, Rainmark Films, 2008
reżyseria - Richard Eyre
scenariusz - Richard Eyre, Charles Wood
wg opowiadania - Bernharda Schlinka
produkcja - Richard Eyre, Frank Doelger, Michael Dreyer
muzyka - Stephen Warbeck
zdjęcia - Haris Zambarloukos
montaż - Tariq Anwar
czas projekcji - 88 minut
wystąpili
Laura Linney
Antonio Banderas
Liam Neeson
Romola Garai
Abigail Canton
Pam Ferris
Paterson Joseph
Craig Parkinson
Lola Peploe
Sophie Wu
|
(Lisa)
(Ralph)
(Peter)
(Abigail)
(projektantka)
(Vera)
(Ralph)
(George)
(Eleanor)
(sprzedawczyni)
|
|
 |