Mokry sen fanów kina akcji właśnie się ziścił, oto powstał film z udziałem największych gwiazd kina akcji. Wymarzony w dzieciństwie skład pewnie nie pokrywa się w stu procentach z obsadą "Niezniszczalnych" (mi brakuje Kurta Russela i JCVD) ale i tak jest nieźle, bo kogo tutaj nie ma: Jason Statham, Jet Li, Dolph Lundgren, Eric Roberts, Mickey Rourke, czy mniej znany ale znany Steve Austin. Chyba tylko Stallone, który ma na koncie wybitne role Johna Rambo, Rocky'ego czy Ray'a Tango, mógł skupić wokół siebie takie tuzy. Krótki występ zaliczają nawet Bruce Willis oraz Arnold Schwarzenegger i to na dodatek obaj w jednej genialnej scenie ze Sly'em! Trzej giganci spotykają się w kościele nawzajem sobie dogryzając i przysięgam, że w trakcie wyświetlania tego nietypowego nabożeństwa, ściany kina aż drżały! Udziału odmówili Steven Seagal, Jean-Claude Van Damme i Chuck Norris. Van Damme po filmie "JCVD" uznał, że pora na bardziej ambitne kino, po czym spakował walizki i wybrał się do Bułgarii kręcić... trzecią część "Uniwersalnego Żołnierza" - nie mnie oceniać (przyznaję, że "Universal Soldier: Regeneration" jak na standardy straight to DVD, jest wcale niewąski). Za to sensei Steven ostatnio grywa w kilku totalnych chłamach rocznie - koniecznie sprawdźcie "Against Dark" - tym bardziej dziwi mnie, że nie znalazł czasu na coś poważniejszego i mainstreamowego. Może dobrze się stało, bo i tak czasu ekranowego ledwie starcza na tych, którzy się zgodzili na udział w tym ambitnym projekcie.


Tytułowi "Expendables" to zgrana ekipa najemników. Stallone użył wyświechtanych stereotypów. Oprócz doświadczonego przez życie dowódcy jest maniak noży, "karateka" oraz wielki murzyn, którego fetyszem jest ciężkie uzbrojenie. Nie zabrakło psychopaty, który ma spore opory przed zostawianiem przy życiu unieszkodliwionych przeciwników - w tej brawurowej roli Dolph Lundgren. Na szczęście, gwiazdy kina akcji świetnie wcielają się w swoje role i trudno mieć do kogokolwiek pretensje o brak oryginalności. Fabułę wyciągnięto wprost z ery VHS: podejrzane zlecenie polegające na wyeliminowaniu dyktatora. Pojawia się wątek honoru, teoretycznie utraconego, bo taka przecież jest natura zawodu najemnika, że nie może sobie pozwolić na rozterki moralne. Lecz w godzinie próby panowie jednoczą się, stawiając swoje życie na szali nie z powodu pieniędzy, ale dla zasad. Także Rourke dokłada swoje pięć groszy opowiadając mroczną historyjkę z wizyty w Bośni, po której zrezygnował z zawodu. Scenariusz aż roi się od śmiesznych i kozackich odzywek, charakterystycznych dla kina akcji minionej epoki, a jest ich tak dużo, że momentami trudno traktować film poważnie. Sala niejednokrotnie wybuchała śmiechem ale jak tu zachować powagę kiedy pytany o pracodawcę Stallone odpowiada łysemu jak kolano Austinowi: "Twój fryzjer!" Takich kwiatków jest mnóstwo i film nie stara się być przesadnie realistyczny, chociaż konkretnie przesadzonych sytuacji w stylu "Transportera" czy niedawnej "Drużyny A", na szczęście tu nie ma.


Chwilami wydaje się, że tytuł powinien brzmieć "Nieśmiertelni", bo najemnicy koszą równo całą armię wrogów. Już podczas dwuosobowego rozpoznania ginie znaczna liczba osób, a jest to tylko wstęp do finałowej jatki. Po cichu liczyłem na coś, co przebije rozmachem finałową masakrę z "Johna Rambo", gdzie w bezkompromisowy sposób pokazano moc karabinów maszynowych, snajperskich i tym podobnych narzędzi do robienia kuku. W "Expendables" końcowa rozwałka staje się w pewnym momencie za bardzo chaotyczna, pocięta i w rezultacie męcząca. Rozpoczyna się nieźle, rewelacyjne ujęcia umieszczania ładunków i ciekawe pojedynki. Do akcji na pełnych obrotach wchodzą noże i naboje, które nie tyle uśmiercają, co wręcz anihilują przeciwników. Jednak pod koniec tej masakry czuć przesyt, ale jest to jedyny poważny mankament "Niezniszczalnych" - przez pozostałą część seansu trudno się nudzić. Kategoria R pozwala właściwie bez skrępowania pokazywać przemoc, która bywa mocno przesadzona, ale nigdy nie przekracza pewnych sensownych granic tak, jak np. groteskowo krwawy "Punisher: War Zone". Szkoda, że budżet zamknął się w 80 milionach, bo niektóre uszkodzenia ciała wyglądają trochę cyfrowo. Z drugiej strony, prawie cały czas film trzyma poziom i oldschoolowy klimat. Stallone nie nakręcił wiekopomnego arcydzieła nad którym za kilkanaście lat będą debatować krytycy, ale w dzisiejszych czasach actionerów robionych pod kategorię PG-13, warto docenić ten surowy styl.


8/10




wytwórnia - Millennium Films, Nu Image Films, 2010
reżyseria - Sylvester Stallone
produkcja - Avi Lerner, Boaz Davidson, Kevin King
scenariusz - Sylvester Stallone, Dave Callaham
wg pomysłu - Dave'a Callahama
muzyka - Brian Tyler
zdjęcia - Jeffrey L. Kimball
montaż - Ken Blackwell, Paul Harb
scenografia - Franco-Giacomo Carbone
czas projekcji - 103 minuty

wystąpili

Sylvester Stallone
Jason Statham
Jet Li
Dolph Lundgren
Arnold Schwarzenegger
Bruce Willis
Mickey Rourke
Eric Roberts
Randy Couture
Steve Austin
David Zayas
Giselle Itié
Charisma Carpenter
Gary Daniels
Terry Crews

(Barney Ross)
(Lee Christmas)
(Ying Yang)
(Gunner Jensen)
(Trench)
(Mr. Church)
(Tool)
(James Munroe)
(Toll Road)
(Paine)
(gen. Garza)
(Sandra)
(Lacy)
(The Brit)
(Hale Caesar)



Autor recenzji: Dawid Karpiński - DR_BAKIER [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 18 sierpnia 2010
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF