Strona główna KMF



Ostatnie tygodnie z pewnością przypadły do gustu wielbicielom Michelle Pfeiffer. Ledwie pożegnaliśmy się ze złą czarownicą z "Gwiezdnego pyłu" i już witamy przeszło czterdziestoletnią producentkę oper mydlanych z "Nigdy nie będę twoja". O ile pierwsza produkcja z udziałem "boskiej Michelle" była filmem naprawdę udanym, to komedia romantyczna pani Amy Heckerling - reżysera takich hitów, jak "W krzywym zwierciadle: Europejskie wakacje", czy seria "I kto to mówi" - jest obrazem pretensjonalnym, przewidywalnym, takim, który widzieliśmy już wielokrotnie, nawet w naszych polskich realiach.



Główna bohaterka to borykająca się ze wszelakimi objawami wieku średniego, lekko zakompleksiona matka kilkunastoletniej córki, a zarazem realizująca się zawodowo i poszukująca swojego "rycerza w lśniącej zbroi" rozwódka (obraz do złudzenia przypomina rodzime "Nigdy w życiu" Ryszarda Zatorskiego). Pewnego słonecznego dnia Rosie postanawia zorganizować casting mający na celu znalezienie nowego aktora do jej plastikowego i pastelowego sitcomu przypominającego świat z domku dla lalek Barbie. I nagle stajemy się świadkami rzeczy niesamowitej - na salę przesłuchań wchodzi przystojny facet koło trzydziestki. Ach, jaki on przezabawny i pociągający - to słowa, które możemy wyczytać ze ślicznych ocząt pani Michelle. Jakby było mało niespodzianek, ów niesamowity jegomość zostaje zaangażowany do serialu i zakochuje się w swojej szefowej. Równolegle do miłości Rosie i Adama kiełkuje uczucie latorośli producentki telewizyjnej - Izzie. Oczywiście córka po raz pierwszy doświadcza tego niezwykłego uczucia. Matka - co prawda - zna je doskonale, ale przeżywa w niemniej dziecinny sposób.

Typowa komedyjka romantyczna dzieląca bohaterów na tych dobrych i tych niegodziwych. Z jednej strony zakochani wraz z nieszkodliwymi szaleńcami, z drugiej krnąbrne i zazdrosne sekretarki oraz botoksowe piękności. Botoksowe piękności będące satyrą na dzisiejszy dyktat młodości, piętnujący każdą, nawet mikroskopijnych rozmiarów zmarszczkę, kilkugramową nadwagę, czy też pojedynczy siwy włos - sprzeciwiające się matce naturze, która pojawia się w filmie pod postacią sarkastycznej Tracy Ullman. Dzięki tej postaci reżyserka zwraca uwagę na to, iż personifikowana jako piękna, smukła kobieta w białych szatach - natura - z duchem czasu ewoluuje w niechlujną, zajadającą się fast foodami, uszczypliwą karykaturę.

Sam wątek romantyczny jest cukierkowy, nierealny, przejaskrawiony, a momentami durny. Przypomina te, które główna bohaterka umieszcza w swoim marnym serialu. Czy dojrzała, zakochana kobieta by być szczęśliwą musi zrównać się intelektualnie ze swoją młodocianą podopieczną? Czy musi obrzucać swojego lubego - jeszcze bardziej niedojrzałego od matki i córki razem wziętych - resztkami jedzenia, tolerować jego dziecinne żarty, a nawet zaczynać żartować w ten sam głupawy sposób?



"Nigdy nie będę twoja" to film, na który bilety powinno się sprzedawać parami, bo tylko zakochani - bardziej zainteresowani sobą, aniżeli projekcją - będą nim zachwyceni. Gdyby Pani Heckerling kazała postawić Pfeiffer domek na wsi zamiast w telewizji, umieściłaby ją w redakcji gazety i pozbawiła angażu Tracy Ullman, uznałbym jej "dzieło" za przyzwoity remake naszego "Nigdy w życiu" - nawet ten tytuł jakiś podobny...




Rok produkcji: 2007
Kraj: USA
Czas trwania: 97 minut

Reżyseria: Amy Heckerling
Scenariusz: Amy Heckerling
Zdjęcia: Brian Tufano
Muzyka: Jess Bailey

Obsada:
Michelle Pfeiffer, Paul Rudd, Brittany Benson, Iddo Goldberg, Victoria Chalaya, Olivia Colman, Sarah Alexander, Rory Copus, Twink Caplan, O.T. Fagbenle i inni


Wyślij e-mail Autor recenzji:
Filip Jalowski - FIDEL
Klub Miłośników Filmu
17.11.2007