Po "Ninja Scroll" przyszedł czas, aby zapoznać się z kolejną częścią przygód
Jubei'a, w której jesteśmy świadkami wcześniejszych losów tego bohatera.

"Ninja Resurrection: The Revenge Of Jubei" to wspólna nazwa dwóch epizodów (drugi bez
podtytułu "The Revenge Of Jubei") - "The Cant Of Hell" oraz "Hell's Spawn". W nich możemy
poznać wcześniejsze losy i przygody bohatera oraz całkowicie inną opowieść, zupełnie nie
związaną z wydarzeniami z
"Ninja Scroll"
. Całość to tylko początek jakby dłuższej,
przynajmniej kilku-odcinkowej serii (OAV), a dowód tego jest taki, że drugi epizod ("Hell's
Spawn") kończy się tak, jakby dopiero coś konkretnego miało się wydarzyć. Ogółem to
dobry sequel (właściwie prequel), lecz niestety nie dorównujący świetnemu pierwowzorowi.
W pierwszym epizodzie poznajemy historię rewolucji przeciwko rządom klanu Tokugawa. W
siedemnastowiecznej Japonii chrześcijanie byli równie dotkliwie prześladowani co w
starożytnym Rzymie - widać to doskonale w filmie. Całą rewolucją dowodzi lord Shiro, który
według legendy miał się stać kolejnym Jezusem Chrystusem. Lecz przepowiednia miała też
drugą, całkowicie odwrotną stronę - jeżeli Shiro opanuje zło i zboczy ze ścieżki Pana -
stanie się wcieleniem diabła, szatana. I tak tez się dzieje, gdy rewolta zostaje w końcu
stłumiona przez liczniejszą armię Shoguna. Do celu likwidacji Shiro zostaje wyznaczona
specjalna grupa wyszkolonych wojowników ninja, doskonałych w swych fachu, na czele której
stoi nasz główny bohater - Jubei (trochę niezrozumiałe jest to, że nie ma oka, ale o tym
dokładniej będzie później). Epizod kończy się w momencie, gdy prawie pokonany lord Shiro
łączy się z pewną kobietą w celu późniejszego wskrzeszenia.

Epizod drugi to dalsze wyjaśnienie całej akcji. Pokazane jest przede wszystkim w jaki
sposób nasz bohater stracił lewe oko oraz ukazana jest jego przeszłość i rodzinna
miejscowość. Pokazane są także dalsze losy sił ciemności - czyli historia wielkich i
potężnych niegdyś wojowników, którzy teraz zostali wskrzeszeni i powrócili jako demony.
Do życia budzi się także zreinkarnowany lord Shiro. Wszystko byłoby jak najbardziej w
porządku gdyby nie fakt, że "Hell's Spawn" kończy się właściwie w najlepszym i
najciekawszym momencie. Demony zaczynają siać żniwo zagłady (ciekawostka: jeden z nich
rzuca czymś w rodzaju miecza-bumerangu, który przecina dosłownie wszystko na swojej drodze -
taki sam miał Tessai w "Ninja Scroll"), a Jubei wyrusza ku swemu przeznaczeniu. Mam
nadzieję, że kiedyś będzie mi dane obejrzeć dalsze losy bohatera, jego zmagania z siłami
ciemności oraz zakończenie całej tej opowieści. Mam też nadzieję, że wyjaśni się kilka
niezrozumiałych wątków - a mam tu na myśli konkretnie dwa. Pierwszy z nich - skoro
są to wcześniejsze losy Jubei'a niż w "Ninja Scroll", to dlaczego bohater nie ma lewego
oka? Przecież w pierwszej części jego oczy są jak najbardziej w porządku. Drugi fakt
to nazwisko bohatera - w "Ninja Scroll" nazywał się Jubei Kibagami, zaś tutaj - Jubei
Yagyu. Ale to już na szczęście nie jest takie dziwne jak pierwszy fakt. Yagyu to coś w
rodzaju nazwiska rodowego i być może bohater zmienił je w późniejszym czasie na
Kibagami (został przecież wygnany przez własnego ojca).
Z tych dwóch epizodów bardziej podobał mi się "The Cant Of Hell" - bardziej treściwy,
bardziej konkretny. Więcej akcji, więcej wydarzeń, więcej walk. W drugim zaś szczególnie
podobały mi się dwa fragmenty - sam początek, czyli prolog rozjaśniający nieco bieg
wydarzeń oraz sama końcówka - gdy demony zaczynają działać.

Sam film jest o wiele brutalniejszy i krwawszy niż pierwsza część. Tutaj należy się
prawdziwe ostrzeżenie, bo jest naprawdę ostro - hektolitry krwi na ekranie, rozcinanie
ciał, latające ludzkie szczątki, odcięte członki. Jest sporo seksu, a nawet nekrofilia.
Pod względem brutalności, filmowi z pewnością należy się zasłużony znaczek z liczbą "18", a
i tak moim zdaniem to za mało. I nie muszę chyba wspominać, żeby osoby mdlejące na widok
kropelki krwi trzymały się z dala od tej produkcji. Animacja jest bardzo dobra, ale i tak
moim zdaniem nieco gorsza od tej w "Ninja Scroll".
Postacie są dobrze narysowane, kolorystyka odpowiednio dobrana. Dźwięk i muzyka - bez
zarzutów, choć muszę przyznać, że oprawa muzyczna podobała mi się bardziej niż ta z
pierwowzoru. Ogółem - jeśli chodzi o wykonanie techniczne - nie można się przyczepić.
Przez cały czas trwania filmu przez ekran przewijają się różnorodne postacie (jest nawet
smok!), ale nie są one tak fajne, charakterystyczne i wyraziste jak w pierwowzorze.
Pojawia się tu całkiem niezła drużyna Jubei'a, ale jest w filmie zdecydowanie za krótko.
A demony zaczynają dopiero naprawdę działać w momencie, gdy cała fabuła się urywa. Szkoda.
W całą opowieść wpleciony jest także legendarny japoński wojownik - mistrz Musashi.
Poznajemy także ojca Jubei'a.
Mimo, że jest to dobry film anime - niewątpliwie całość odbiega jednak od pierwowzoru.
A przynajmniej te dwa epizody. Do tego to urwanie wszystkiego jakby w połowie - nie lubię
takich "eksperymentów" i z pewnością wielu widzów także. Każdy zapewne wolałby obejrzeć
całość. A osoby, które nigdy wcześniej nie oglądały "Ninja Scroll"
nie odczują pewnego rodzaju magii przykuwającej mimo wszystko uwagę do ekranu - w tym
przypadku jest to postać głównego bohatera, łącząca obydwa filmy. Co do końcowej oceny -
z pewnością byłaby wyższa, gdybym obejrzał całą opowieść wraz z zakończeniem. A w takim
przypadku - no cóż, niestety kończy się "tylko" na siódemce z kawałkiem :)
Grupa wojowników ninja pomagających Jubei'owi.
Mała armia lorda Shiro (wraz z nim) - demony pod postacią potężnych niegdyś wojowników.
|
 |
NINJA RESURRECTION
Podtytuł: "The Revenge Of Jubei"
Tytuły epizodów: "The Cant Of Hell", "Hell's Spawn"
Rok produkcji: 1998, Japonia
Czas trwania: 80 min.
Reżyseria: Yasunori Urata
Produkcja: Masayuki Miyashita
Muzyka: Masamichi Amano
Zdjęcia: Yoshiaki Yasuhara
Głosy podkładali:
Gray G. Haddock (Jubei Yagyu),
Martin Burke (lord Shiro),
Edwin Neal (Souiken),
Robert Rudie (Musashi),
John Paul Shepard (Tajima-No-Kami),
Dax Martinez-Vargas (Yataro)
|
 |
|
 |
Autor recenzji i zdjęć: Adam Łudzeń - ALIEEN
|
Moja ocena: 7,5/10 |