UWAGA - SPOILERY!
Cyfrowy kawał mięcha
Zacznę trochę nieoczekiwanie, bo od oceny. Oparty na opowiadaniu twórcy kultowego "Hallraisera" Clive'a Barkera "Nocny pociąg z mięsem", to film sprzeczności. Jest w nim kilka rzeczy bardzo fajnych, jest kilka bardzo niefajnych - mniej więcej pół na pół. Ale że nie ma ponoć większej i mniejszej połowy, nie mogę wystawić ani oceny 4 ani 6/10, zatem oceniam dzieło Ryuhei Kitamury (twórca kultowego slashero-shootera "Versus" 2000r.) na bezpieczne i sprawiedliwe 5. Z jednej strony to o punkt za mało, z drugiej o punkt za dużo. Twierdzę tak, bo film mi się i podobał i nie podobał. I już tłumaczę dlaczego jestem nie do końca zdecydowany, taki trochę za, trochę przeciw, trochę nie wiadomo co. Zapraszam do zapoznania się z moją niezdecydowaną w opinii recenzją.
|
 |
 |
|
Co jest w tym filmie dobrego? Poza dość przerażającym, ostro brzmiącym tytułem, ciekawą postacią rzeźnika, niezłym tu i ówdzie klimacikiem i chwilami porządną muzyką, chyba w zasadzie nic. Dlaczego więc "Nocny pociąg z mięsem" oglądałem
z niekłamanym zainteresowaniem i zaangażowaniem? Przede wszystkim na uznanie zasługuje pomysł wyjściowy: pociąg, w którym tajemniczy rzeźnik robi sieczkę ze swoich ofiar, wykorzystując gigantycznych rozmiarów młot, hak, tężyznę fizyczną
i srogą minę. Można śmiało powiedzieć, że "Nocny pociąg z mięsem", podobnie jak obydwa "Hostele" i niedoceniony "Turistas", podąża szlakiem wyznaczonym, a raczej wyrżniętym przez "Piły" od jeden do pięć: "pokażmy ofiary zabijane w coraz bardziej makabrycznych i wymyślnych okolicznościach".
Do zabójstw w horrorze Kitamury mam niestety ambiwalentne uczucia. Niby jest fajna praca kamery i dynamiczny montaż, jest klimat i groza, jest przerażenie,
a moment w którym rzeźnik podchodzi pewnym krokiem do niespodziewających się niczego ofiar, zjeża włosy na karku. I tak jest do chwili zadania ciosu, czyli niezbyt długo. Gdy już pada cios, urywa się klimat, kończy się groza, ulatnia gdzieś przerażenie, a pojawia się grafika komputerowa. Cyfrowa krew, która nie raziła
w komiksowym "300", tutaj kładzie, drastyczne w zamierzeniu, sceny morderstw na łopatki. Czerwone krwinki zastąpione czerwonymi pikselami, miast dopełniać makabry, pozbawiają ją wiarygodności i ugrzeczniają, jakby to był film PG-13 - choć przecież nie jest! Cyfrowe oko wylatujące z oczodołu miast budzić obrzydzenie, wzbudza śmiech, jakby to była komedia - a też nie jest!
|
 |
 |
|
Bezapelacyjnie najlepszym elementem "Nocnego pociągu z mięsem" jest postać rzeźnika, wykreowana przez zimnokrwistego Vinnie'ego Jonesa, który prawdopodobnie pozazdrościł Jasonowi Stathamowi tytułu antyherosa kina akcji
i sam próbuje zawojować inny gatunek - slasher-movies, do którego bez wątpienia posiada fizyczne predyspozycje. Rzeźnik Jonesa przeraża potężną sylwetką i niepokoi stoicyzmem, pewnymi ruchami i kamiennym wyrazem twarzy. Nie chciałbym spotkać tego gościa pod prysznicem, schylając się po mydło. Wróć! Nie chciałbym spotkać tego gościa nigdzie, nawet w centrum handlowym, kupując mydło!
Na drugim biegunie mamy postać chuderlawego fotografa z ambicjami, który wpada na trop rzeźnika i trochę nie wiedzieć czemu popada w stopniowe szaleństwo, łażąc za nim po nocach z aparatem w ręku. Można w sumie przymknąć oko na nieco naciągane intencje kierujące irracjonalnym zachowaniem młodego fotografa. Można, gdyby nie to, że po chwili do akcji dołącza jego dziewczyna, która ze stąpającej mocno po ziemi i trzeźwo myślącej kobiety, przeistacza się nagle w kompletną idiotkę, idącą prosto do mieszkania rzeźnika. Ok, nawet na to można przymknąć oko, bo slashery rządzą się swoimi prawami i ofiara musi zawsze władować się bezmyślnie w objęcia mordercy. Można, gdyby nie to, że w finale chuderlawy fotograf porzuca aparat, chwyta ostrą broń i nieoczekiwanie staje do walki z potężnym, zahartowanym w boju rzeźnikiem, jak równy z równym. I wygrywa (sic!). Zrozumiałbym zwycięstwo fotografa nad rzeźnikiem, gdyby twórcy pokazali mi
za pomocą montażu jakiś zlepek jego przygotowań do walki, szybko cięte ujęcia treningu albo choćby kilka pompek czy przysiadów. Zamiast tego wmawia mi się, że ów wątły fotograf wkładając na siebie rzeźnicki fartuch staje się w okamgnieniu odważnym Superfotografem - Pogromcą rzeźników. Do całego towarzystwa dołączają w finale - UWAGA: STRASZNE ZASKOCZENIE! - żyjące w podziemiach potwory, które okazują się być punktem zapalnym całego mięsnego procederu...
|
 |
 |
|
...I tego było za wiele! Obraziłem się na twórców "Nocnego pociągu z mięsem", bo zamiast zrobić jakieś naprawdę szokujące i zaskakujące rozwiązanie akcji, walnęli mnie młotem przez łeb. Nie wiadomo jak skończyć? Władujmy jakieś tajemnicze potwory "żyjące w metrze od zarania dziejów, nie wiadomo skąd i po co" - i sprawa załatwiona. Naprawdę wolałbym, żeby zamiast potworów wrzucono do metra sfrustrowanych pracowników poczty - efekt byłby taki sam, bo bezsensowny, ale przynajmniej naprawdę zaskakujący! Widocznie zbyt wiele oczekiwałem po filmie,
w którym pociąg metra jeżdżący zgodnie z rozkładem i nie dojeżdżający nigdy do stacji końcowej, przez lata nie wzbudza niczyich podejrzeń. Logika nie jest mocną stroną "Nocnego pociągu z mięsem". Na szczęście na nadmiar logiki żaden slasher nie cierpi, a że brak tejże w "Nocnym pociągu..." zrekompensowano mi świetną ścieżką dźwiękową, cool rzeźnikiem i krwawym "powerem" w końcowej nawalance, jestem w stanie wybaczyć scenariuszowe dziury, bezsensy i brak pocztowców
w finale.
Nie mogę jednoznacznie napisać, że "Nocny pociąg z mięsem" mi się nie podobał. Nie powiem też jednak, że mi się podobał. Czasu poświęconego na seans nie uważam za stracony, choć nie chciałbym dożyć chwili, kiedy w kinach zagości np. "Nocny pociąg z mięsem 5". Temat został wyczerpany, kropka nad i postawiona. Miejmy nadzieję, że twórcy tego, mimo wymienionych wyżej wad, całkiem fajnego slashera nie pójdą w ślady "Pił" i poprzestaną na jednym "Pociągu z mięsem". Przyznaję jednocześnie, że chętnie zobaczyłbym Vinnie'ego Jonesa w kolejnej roli jakiegoś psychopatycznego mordercy. Mógłby nawet do mordowania używać tego samego wielkiego młota, tylko po uderzeniu - błagam! - niech leje się krew a nie piksele!