Strona główna KMF

Spadek formy

    Nazwisko Williama Friedkina kojarzone jest przede wszystkim z filmowym przedstawicielem nurtu satanistycznego kina grozy, znakomitym "Egzorcystą" (1973 - nominacja do Oscara za najlepszą reżyserię). Ten sam reżyser jest twórcą "Francuskiego łącznika" (1971 - Oscar za najlepszą reżyserię) i "Żyć i umrzeć w L.A." (1985) - dwóch, należących już dziś do klasyki kina akcji filmów. Friedkin ma też w swojej karierze spore potknięcie; "Jade" (1995) - film nieudolnie próbujący powielać schemat thrillera erotycznego zaczerpnięty z "Nagiego instynktu". Te trzy filmy sensacyjne okraszone były niezapomnianymi scenami pościgów samochodowych, z których ten z "Francuskiego łącznika" uważany jest za jeden z najlepszych w historii (choć w moim osobistym rankingu stawiam uliczną gonitwę z "Żyć i umrzeć w L.A." zdecydowanie wyżej). William Friedkin to także reżyser remake'u francuskiej "Ceny strachu" - pod tym samym tytułem (1977). Film z Royem Scheiderem o kierowcach/straceńcach, którzy na zdezelowanych ciężarówkach wiozą skrzynie z nitrogliceryną, nie pozwalał widzowi na choćby chwilę spokoju, a znakomite (emocjonujące) sceny z ciężarówkami i muzyka Tengerine Dream w tle - nie dawały szybko zapomnieć o tym niezwykłym, niepokojącym filmie. Reżyser ma na koncie również odcinek "Strefy mroku" (1985) pod tytułem "Nightcrawlers" i przygodę z "Opowieściami z Krypty" (1989). W roku 1997 dość udanie zrealizował na potrzeby telewizji remake "12 gniewnych ludzi", a w roku 2000 wpuścił do kin, niestety średnio udany "Regulamin zabijania" z Samuelem L. Jacksonem i Tommy Lee Jonesem w rolach głównych. Jak widać po szybkim przeglądzie filmografii reżysera, jest on twórcą dobrego, a czasami bardzo dobrego kina, zapisującego się na trwałe w jego historii, choć i spadek formy nie jest mu obcy; nowy film stanowi doskonały przykład takiego zaniżenia lotów...




    "Nożownik" to ponowne spotkanie Friedkina z Tommy Lee Jonesem, i kolejny (ile jeszcze?) raz oglądać będziemy Tommy Lee Jonesa w roli... ścigającego. Niestety, ściganie wychodzi aktorowi coraz gorzej, mniej widowiskowo i bardzo już nie charyzmatycznie; gdzie się podział ten przykuwający uwagę i wzbudzający szacunek widza Tommy Lee Jones ze "Ściganego"? Chyba zwyczajnie w świecie się zestarzał i spowolniał. Może więc przynajmniej "ścigany" jest interesujący? Przykro mi to pisać, ale Benicio Del Toro także najlepsze czasy ma już chyba za sobą, wypaliwszy się aktorsko w "Traffic". Jego postać; ześwirowany komandos uzbrojony w nóż, polujący w lesie na myśliwych - nie jest ani przerażający, ani zbytnio ekscytujący, nie mówiąc już o wzbudzeniu jakiegokolwiek cienia sympatii, jaką widzowie często obdarzają czarne charaktery. Tu Del Toro jest jednowymiarowo, skrajnie zły, przez co nieciekawy, choć próbuje się tu i ówdzie tłumaczyć stan jego umysłu koszmarem wojny itp. Główną jednak bolączką "Nożownika" jest zupełna mielizna scenariusza i nijakość akcji. Pojedynki na noże to usypiająca porcja "niby akcji", która w żaden sposób nie emocjonuje. I gdyby nie całkiem zmyślna i spektakularnie zrealizowana sekwencja na gigantycznym moście, oraz jedna strzelanina, to zupełnie nie byłoby w "Nożowniku" na czym oka zawiesić.





 



Szkoda, że William Friedkin mając do dyspozycji dwóch świetnych aktorów, zapomniał o stworzeniu napięcia i emocji z prawdziwego zdarzenia, nie mówiąc już o fakcie zaprzepaszczenia ciekawego pomysłu, jakim był punkt wyjścia filmu; konfrontacja ucznia z mistrzem. Było tu naprawdę dużo miejsca na ciekawe ukazanie relacji między postaciami. Cóż, filmu nie można zaliczyć do najlepszych dokonań reżysera, a także udanych ról, oscarowych przecież aktorów, którzy myślą już chyba, że wystarczy sama ich obecność na ekranie, aby film stał się hitem. Szkoda, że to film o nożowniku, a nie dajmy na to, o saperze; bo wtedy mógłbym ironicznie napisać, że to niewypał.


SZYBKA OCENA +/-
- Akcja na moście
- Napięcie
- Aktorstwo
- Scenariusz


AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX
      dux@film.org.pl