Film "New York Taxi" to
kolejny dowód na amerykańskie zamiłowanie do remake'ów. "New York Taxi"
to bowiem nic innego, jak dokonana za Oceanem przeróbka francuskiego
przeboju ze stajni Luca Bessona (tak jakby we Francji istniała jakaś
inna filmowa stajnia produkująca przeboje, że pozwolę sobie na
uszczypliwość ;) Film nosi w Stanach ten sam tytuł, co pierwowzór, czyli
po prostu "Taxi". Polski dystrybutor, chcąc zapobiec lekkiej
dezorientacji widzów znających wersję oryginalną, poszedł śladem
dystrybutorów francuskich i dodał do tytułu nazwę miasta, w którym toczy
się akcja nowej wersji - zabieg ten wydaje się tym bardziej rozsądny, że
film Tima Story'ego to jednak nieco inna bajka niż historia zwariowanego
marsylskiego kierowcy Daniela.
W "New York Taxi" za kółkiem
zasiada kobieta. Belle Williams (Queen Latifah) uwielbia szybką jazdę,
wszystko jedno, czy ma do dyspozycji dwa kółka czy cztery. Właśnie udało
jej się uzyskać licencję na prowadzenie taksówki i może wyjechać na
ulice Wielkiego Jabłka swoim wypieszczonym i mocno podrasowanym wozem,
który kupiła za pieczołowicie zbierane przez lata oszczędności. Traf
chce, że już pierwszego dnia nowej pracy Belle wsiądzie do jej taksówki
Andy Washburn (Jimmy Fallon), gliniarz-nieudacznik, który został
dopiero co zdegradowany do zwykłego krawężnika tuż po tym, jak zawalił
ważną policyjną akcję. Andy w rozpaczliwej próbie zrehabilitowania się
każe Belle jechać do napadu na bank, który to napad nieszczęsny
policjant ma nadzieję udaremnić... Problem polega na tym, że rabusie nie
są amatorami, lecz czterema amatorkami - cudzych pieniędzy i karkołomnej
jazdy samochodem.
Na pokaz prasowy "New York Taxi"
szedłem z, delikatnie mówiąc, umiarkowanym entuzjazmem. Francuskie filmy
z serii "Taxi" uważam za zabawne, zdecydowanie jednak wolę oglądać je w
domowym zaciszu i z przyjaciółmi - wówczas można pozwolić sobie na
uszczypliwe komentarze i pomruki niedowierzania:) A tu nie dość, że w
kinie, to jeszcze remake trzeba obejrzeć... Zapowiadało się półtorej
godziny nudy w iście amerykańskim stylu - niby mnóstwo akcji, a nie ma
na czym zawiesić oka. Okazało się jednak, że obawy były nie do końca
uzasadnione. Zdecydowanie było na czym zawiesić oko i nie mówię tu
wyłącznie o modelkach obsadzonych w roli okradających banki złodziejek:)
Zacznijmy od odtwórców rół pierwszoplanowych. Queen Latifah, jak
najbardziej słusznie doceniona za rolę w "Chicago", stara się odświeżyć
dzięki swojej Belle typ wygadanego, czarnoskórego bohatera, w którym
specjalizował się niegdyś Eddie Murphy, a który rozwinęli bracia Wayans.
Spryt, życiowy luz, ale i wewnętrzny radar, którzy każe ekranowym
cwaniaczkom stawać zawsze po stronie "tych dobrych" - wszystkim tym,
oraz rzecz jasna niewyparzonym językiem, obdarzona jest także Belle. Do
tego mamy Jimmy'ego Fallona w roli białego gliniarza-fajtłapy. Niby
schemat narzucony przez polityczną poprawność, ale Fallon wypełnia go
całkiem zgrabnie. Jest naprawdę dowcipny i bezpretensjonalny (świetna
scena, w której udaje Kubańczyka), choć zdarza mu się niestety kilka
kiksów (np. niefortunny i niepasujący do klimatu całości pseudo-żart o
rzyganiu).
Uwagę zwracają także bardzo
dobre zdjęcia. Cieszą tym bardziej, że ich autorem jest operator
debiutujący na dużym ekranie. Vance Burberry, bo o nim mowa, nakręcił do
tej pory górę teledysków (m.in. dla Limp Bizkit, Marylin Manson, Outkast).
Wcześniej dla kina kręcił jedynie drobiazgi (był np. dodatkowym
operatorem przy zdjęciach do "Efektu motyla"). W "New York Taxi" wykonał
bardzo dobrą robotę - zdjęcia są dynamiczne, ale Burberry nie pomylił
dużego ekranu z telewizyjnym i nie zaserwował nam na szczęście kolejnego
teledysku.
Film Story'ego, choć zbiera opinie bardzo negatywne, jest jednak rzadkim
przypadkiem remake'u, który nie ogranicza się do powtórzenia tej samej
fabuły, tyle że z innymi aktorami i angielskimi dialogami. Zmieniono
postacie, realia, nieco inny jest także typ humoru. Reżyser starał się
pospołu ze scenarzystami odświeżyć podupadający nieco gatunek komedii
sensacyjnej i próba ta miejscami okazała się zaskakująco udana. Pytanie
jednak, czy konieczny był do tego francuski pomysł wyjściowy, z którego
w amerykańskiej wersji ostało się niewiele? Nawiasem mówiąc, Besson
pisząc swój scenariusz również nie odkrył, nomen omen, Ameryki. Być może
od czasu "Nikity" za Oceanem kupuje się prawa do każdego pomysłu
Francuza, tak na wszelki wypadek?
Ocena: 5,5/10
|
 |
Występują:
Queen Latifah jako Belle Williams
Jimmy Fallon jako Andy Washburn
Henry Simmons jako Jesse
Jennifer Esposito jako porucznik Marta Robbins
Giselle Bundchen jako Vanessa
Ann-Mrgaret jako matka Washburna
i inni
Reżyseria: Tim Story
Scanariusz na podstawie filmu wg scenariusza
Luca Bessona: Robert Ben Garant, Thomas Lennon i Jim Kouf
Zdjęcia: Vance Burberry
Montaż: Stuart Levy
Scenografia: Mayne Berke
Kostiumy: Sanja Milkovic Hays
Muzyka: Christopher Beck
Producent: Luc Besson |
| Autor recenzji:
Paweł Marczewski - SHANDOR |
|
Klub Miłośników Filmu | 11.12.2004
|