|
|||||
"Od kołyski aż po grób" to kolejny film Bartkowiaka, praktycznie z tą samą obsadą co zawsze: Jet Lee, Tom Arnold, no i oczywiście DMX, który w swoim aktorskim dorobku i warsztacie ma dwa wyrazy twarzy - jeden w czapce, drugi bez. Mówię wam, naprawdę jest koleś fatalny, aż śmiać mi się chciało przez cały film.
A jaki jest film ? Jeśli widzieliście "Romeo musi umrzeć" i "Mroczną dzielnicę", to praktycznie widzieliście i ten. Scenariusz praktycznie nie istnieje, DMX wraz z ekipą kradną unikatowe, czarne diamenty, które jak się okazuje należą do wielkiego tajwańskiego mafioso, który chce je odzyskać. Dmx oddaje diamenty znajomemu (Tom Arnold) aby ten je wycenił, Arnoldowi diamenty zabiera grupa zamaskowanych przestępców, a mafioso porywa córkę DMX-a po to, aby ten mu oddał diamenty, których już nie ma. Dmx musi odnaleźć córkę, diamenty, wysadzić pół miasta, rozwalić standardową ilość radiowozów w rytm hip-hopowej muzyki wykonując swoje rewelacyjne triki twarzą. Aha, w całej zabawie pomaga mu oczywiście Jet Lee, który jest japońskim agentem, oczywiście mistrzem świata w walce wręcz. I tyle, jeśli chodzi o ten film ze stajni Silvera; głośno, szybko, bez większej treści, za to widowiskowo, maxymalnie przesadzone... ciężko ocenić ten film, bo z jednej strony jest on niczym, a z drugiej jest czystą rozrywką.
Co do reszty obsady - mamy tu bardzo ładną Kelly "Deathstrike" Hu, która praktycznie ma taką samą rolę co w "X2" , cały film się pokazuje, wypowiada pokaźną ilość dialogów w liczbie 3, na końcu walczy, i tyle. Głównego złego gra Mark Dacascos. Bardzo lubię tego aktora, choć nie ma on wielu sukcesów na swoim koncie. O wiele lepiej ogląda się Jeta Lee, wykonującego tricki a'la wire dance (choć w tym filmie jest ich zaskakująco mało) niż np. ważącego ze 170 kilo Stevena Seagala. Jet jest szybki i zwinny, choć i tak bardziej wolę wiecznie zadowoloną buzię Jackie Chana :)
Film do obejrzenia i zapomnienia. Ocena: 6/10 (2003, USA, 101 min.)
|